Kiedy jest mnie za dużo... #7

in polish •  10 months ago  (edited)

A mam smaka na żarcie godne śmietnika...

Czyli o tym, że żrę co popadnie, a potem trzeba chodzić to spalić.

https://steemit.com/polish/@anshia/kiedy-jest-mnie-za-duzo
https://steemit.com/pl-zdrowie/@anshia/kiedy-jest-mnie-za-duzo-2
https://steemit.com/polish/@anshia/kiedy-jest-mnie-za-duzo-3
https://steemit.com/polish/@anshia/kiedy-jest-mnie-za-duzo-4
https://steemit.com/polish/@anshia/kiedy-jest-mnie-za-duzo-5
https://steemit.com/polish/@anshia/kiedy-jest-mnie-za-duzo-6

Długo o tym nie pisałam, a będzie o czym. Nie to, żebym zbierała materiał na posta, skądże znowu! Przecież jestem grzeczną steemianką, która dba o siebie. Wcale nie obżerałam się na SteemFeście i nie ładowałam pustych kalorii sącząc alkohol z uśmiechem na ustach. Po prostu no jakoś tak wyszło nooo... Mam nadzieję, że nikt mnie nie zbije ani nie pogryzie. Także jak się domyślacie, post będzie właśnie o jedzeniu. Jakiś czas temu obiecałam go kilku osobom (których nicków już nie pamiętam, przepraszam!) wraz z małą opowieścią o mojej awersji do warzyw i ogólnie zdrowego jedzenia.

chlip.png
Źródło: Pixabay

Nie od dziś wiadomo, że spory wpływ na to jak duzi na szerokość jesteśmy ma to jak się odżywiamy. Muszę szczerze przyznać, że kuchnia jaką uprawiam od czasu kiedy zamieszkałam w Katowicach jest daleka od pojęcia "zdrowa" czy "fit", ponieważ... Naprawdę wcinam co popadnie. Oczywiście po części to wina mojego braku zdolności kulinarnych, których nie miałam okazji/nie chciało mi się rozwijać w domu rodzinnym. Kolejna sprawą jest to, że niezbyt widziało mi się brudzić garnki i ogólnie ten mój mały aneks kuchenny, żeby tam się bawić w jakieś konkretniejsze eksperymentowanie. Dodatkowo lokatorzy na gapę, ale o nich nie ma sensu się rozpisywać. Zwyczajnie wygodniej było kupić jakieś gotowe jedzonko na mieście w popularnych fast foodach lub coś co mogę wciągnąć na zimno, a będę względnie syta, a dokładnie słodycze oraz inne wysoko przetworzone posiłki. W połączeniu z leżąco-siedzącym trybem życia wyszła mieszanka, przez którą zyskałam na wadze i to nie za sprawą magii świąt. Niestety, długo nie zdawałam sobie sprawy jak duży wpływ mogę mieć na ilość posiadanych przeze mnie kilogramów poprzez umiejętne manipulowanie we własnej diecie.

picce2.png

Tak, to jeden z burgerków jakie uwielbiałam jeść... Obecnie staram się ograniczać pochłanianie takich kulek, stopniowo przerzucając się na jedzenie własnej roboty. To trudne, zwłaszcza kiedy masz słabą wyobraźnię do kucharzenia, ale od czego jest wsparcie ze strony internetu. Niemniej nawet jeśli znajdziesz jakiś przepis, który możesz zrealizować przy skromnej ilości miejsca, to pojawia się pewien problem. Jestem wybredna. Tak, w domu zazwyczaj jadłam to za czym nie przepadam, dość schematyczny układ posiłków - bo jak inaczej jeść w niedzielę, jak co tydzień masz do oporu tłusty rosół. Do tego wielkie uwielbienie do mięsa, za którym ja średnio przepadam. Warzywa jedynie w sałatkach, mało jakiejś odmienności czy czegoś nieszablonowego. Nie jestem wegetarianką, ale zwyczajnie nie lubię bawić się z mięsem, brzydzi mnie dotykanie go, a później jedzenie go, tak po prostu. Dlatego też po jakimś czasie od przeprowadzki dość nieśmiało rozpoczęłam moje pierwsze eksperymenty w ramach gotowania.

Nauczyłam się, żeby nie mieszkać kurkumy ze śledziami, bo może być to niejadalne nawet dla mnie... Ale poznałam też szpinak, z którym zbijam żółwika do dzisiaj! Nie rozumiem tego, że jakoś od dziecka wpaja się młodym, że szpinak jest niejadalny, że to najgorsze liście jakie można mieć w ustach (ah, te hamburgerowe kreskówki), no nie ogarniam dlaczego. Całkiem zdrowe, przy okazji z odpowiednimi dodatkami smakuje dobrze. Raz zrobiłam w domu, gdzie wszyscy narzekali, że czemu chcę ich katować tym, że przecież takie niedobre. Nieważne, że nie wiedzieli jak smakuje, takie było utarte przekonanie, ale byli skazani na obiad mojego autorstwa. Co się okazało? Że nawet całkiem dobre, że zjadliwe, nikt nie wymiotował w nocy, więc się nie zatruli czy coś.

Picce1.png
Wiem, że zdolność cukru do tuczenia mnie jest niepojęcie ogromna. No ale jakbyście zobaczyli taką piękną pizzę, opatrzoną informacją, że to edycja limitowana, zwyczajnie czułam, że muszę bestii spróbować. Oczywiście miałam świadomość, że prawdopodobnie popełniam niewyobrażalną profanację, bo jak przecież można jeść pizzę i do tego z czekoladą. Za ananasa już by mnie znajomi pogryźli po kostkach, a może nawet wykluczyli z grona znajomych i możliwych późniejszych wyjść na miasto... A ja się porywam na taką czekoladową bestię! Ociekającą cukrem oraz chemią w czystej postaci, bo jak można inaczej to nazwać, kiedy w 160 stopniach na termoobiegu, biała czekolada się nie topiła, no jedynie magiczne właściwości chemii, jaką mamy w popularnych produktach spożywczych.

Picce2.png
Wiem, że cukier w przesadnej ilości jest niezdrowy, że powinno się go ograniczać. Tylko, że rzeczywiście jest uzależniający. Dlatego też od niedawna staram się go ograniczyć (no dobra, wczoraj to był taki wyjątek-wyjątek, będę już grzeczna), na rzecz nieco bardziej zrównoważonej diety. Otwieram się na tłuszcze - olej kokosowy krzyczy do mnie z półki, żebym zaczęła go wykorzystywać. Poza tym mniej kupowania przekąsek, cukierków i innych gum rozpuszczalnych, które notabene uwielbiam. Dlaczego więc pojawiło się zdjęcie pudełka z Pizza Hut? Bo zjedzenie jednego takiego kawałka sprawia, że nie mam ochoty na słodkie. Zamiast cukierków mogłabym wcinać jabłka, działają podobnie - a kiedy na cukrowym głodzie wcinam owocka, to przynajmniej na moment przechodzi. Dlaczego więc nie kupuję więcej takich sympatycznych owocków? Bo jak wspomniałam wcześniej w poście - mam czasami problem z dodatkowymi lokatorami, żeby ich nie zwabiać, wolę nie trzymać nic co mogłoby je ściągnąć, a dla nich nie potrzeba zbyt wyszukanego powodu... No to byle do eeee - nie wiem kiedy, bo one zawsze tutaj są. Szlag by to!

Obym tylko wróciła do regularnego pisania! Do późnej!






Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Zjedz małych lokatorów, będą dwa problemy z głowy! I się ich pozbędziesz i jakieś ciekawe danie powstanie.

Gdyby nie to, że na ich widok potrafię się rozpłakać albo piszczeć, to może nie byłaby to taka zła opcja :D

A czemu nie widzę tagu #pl-kuchnia? ;)

Moje niedopatrzenie, nie wiedziałam czy mogę publikować pod pl-kuchnia ^^"

A dlaczego miałabyś nie móc? Zapraszam serdecznie!
Drzwi naszej Steemitowej kuchni są zawsze szeroko otwarte dla wszystkich :)

Hej @anshia ! Z dwojga złego lepiej zjeść tłusty kawałek pizzy niż coś co zawiera tony cukru. A dlaczego? Nie będę Cię tu zanudzać, po prostu polecę Ci film "Cały ten cukier" dostępny jest na YouTube. Mam nadzieję, ze pomoże Ci w walce z cukrowymi zachciankami. Najgorszy jest pierwszy tydzień bez cukru, później jakoś leci. Wiem bo też kiedyś wcinałam dużo cukru, i to na potęgę pozwalałam sobie go jeść bo nie tyłam. Trzymam za Ciebie kciuki we wkraczaniu na ścieżkę zdrowego żywienia ! Dasz radę ! :)

Oglądałam ten film - sprawdzałam przed SF czy to działa... I rzeczywiście waga zaczęła uciekać, tylko potem taka impreza, ciągle jakieś ciastka i inne słodkości, to postępy szlag trafił. Tylko no, ciężko rzucić uzależnienie z dnia na dzień. Zwłaszcza jak na studiach obija się cały czas, a potem trzeba wycisnąć z siebie 120%, to tylko z pomocą cukru :/
Sama trzymam kciuki za siebie, dzięki wielkie :D

Musisz się najpierw najeść jako-tako zdrowych rzeczy, bo potem organizm nie będzie się aż tak bardzo tego cukru domagał. Bo zwykle się go domaga gdy chodzi na rezerwie i jest "lej mi do baku tego cukru - nie widzisz, że się paliwo kończy".

Ja od siebie polecam wycięcie cukru do zera - świat jest piękniejszy :)

Czyli czekają mnie duże zakupy spożywcze :| Tylko muszę znaleźć miejsce z lepszym wyborem owoców i warzyw (targ nie jest odpowiedzią, bo w Kato takowego nie ma).

Nie ma targu w Kato? Szok! Zawsze było ich sporo...
Może mieszkasz w nieodpowiedniej dzielnicy(bez targu) :D

No właśnie pytałam się lokalsów o targ, a oni mi mówią, że kiedyś to było ich całkiem sporo, ale nie pasowały do nowoczesnego konceptu miasta i przerobiono je na galerie czy inne centra handlowe. Jedyny targ jaki jest, to ten pchli w centrum, ale tam płodów ziemi na próżno szukać :(

Hmm... to rzeczywiście problem, nowoczesność miasta ok ale bez przesady.
Warzywniaki? A ten wielki bazar na Załęrzu? Ostatecznie market ;)

Miałam warzywniaka pod blokiem, to zwinął interes niedawno. Na załęże przyznam, że boję się jechać sama. Na pewno nie kiedy szybko jest ciemno, jak będzie cieplej to pewnie tamtą część miasta odwiedzę, chociaż trochę strach.

Twój wpis został podbity głosem noisy - kurator @grecki-bazar-ewy.

Dziękuję!