O tym jak pisać i o czym pisać? „O to jest pytanie?”

in #polish10 months ago



Nie chodzi tu głównie o barwę słowną czy zabawy słowem, choć osobiście teksty takie bardziej do mnie przemawiają. Zapewne każdy z nas woli zanurzyć się w oceanie słów niż w bajorze bełkotu, jednakże nie do tego zmierzam i to nie jest celem tej historii. Problemem domorosłych twórców (nikogo tym epitetem nie mam zamiaru obrażać, bo sam nim jestem) jest choćby odrobinę odpowiedzialności, nawet nie za to co piszą, ale jak piszą i dlaczego tak a nie inaczej. Chodzi o prawdę, a to wydaje się najtrudniejsze, bo skąd mamy się tej prawdy dowiedzieć? Najbezpieczniej byłoby pisać o sobie i czerpać tematy z otaczającego bezpośrednio nas świata, gwarantowałoby to nie tyle szczerość wypowiedzi, co nie sięganie do źródeł, które zakłamują niejednokrotnie rzeczywistość, pisząc z autopsji nikogo bezpodstawnie nie skrzywdzimy i nie napiszemy nieprawdy. W czym tak naprawdę tkwi problem? W tematach trudnych, bolesnych, gorących, ale czy wystarczy pod tekstem wypisać teksty źródłowe by odpowiedzialność za nasze wypociny spadła na kogoś innego. Ten problem nurtuję mnie od dłuższego czasu z tego też powodu nie umiem poradzić sobie z wieloma tematami, o których chcę napisać i nie wiem jak się do nich ustosunkować.



Trafiając na ciekawy, intrygujący, czy też irytujący temat zaczynam brnąć w otchłań publikacji, przeróżnych artykułów, książek (książki zajmują sporo więcej czasu) i tu zaczyna się szkopuł. Można powiedzieć, iż w natłoku informacji i tez głoszonych przez różnych twórców i autorów popadam w paranoję, zastanawiam się jaki obrać kierunek narracji i stosunek do tematu i czy nie będąc zawodowcem w określonej dziedzinie mam takie prawo. Zapewne prawo do wygłaszania własnego zdania ma każdy, ale czy każdy z nas jest w stanie wziąć odpowiedzialność za swoje słowa, choćby poparte źródłami. Jak pisać o rzeczach trudnych, o których dowiadujemy się wiele sprzecznych informacji. Jak czytać książki, gazety, portale, by nasze szare komórki mózgowe nie przypominały węzła gordyjskiego, a sami zaś nie kręcilibyśmy się w kółko. Jak można wyrobić sobie własne zdanie na masie publikacji opatrzonych z góry komentarzem w zależności od przynależności. Komentowanie faktów i wydarzeń historycznych dzisiaj przebiega w zupełnie innym toku, jak miało to miejsce jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej, obecnie mogę śmiało powiedzieć, że cała biblioteka kompletowana przez mojego wujka nadaje się teraz na makulaturę, historia w niej opisana zdewaluowała się po latach i boję się tylko, że to samo stanie się z moją skromną biblioteczką.



To o czym czytałem w księgozbiorze mojego wuja jeszcze niedawno było patriotyzmem w najczystszej postaci, teraz stało się bandytyzmem. Ówcześni patrioci zamienili się miejscami z ofiarami i przestępcami, zburzyliśmy niegdyś wybudowane pomniki i postawiliśmy nowe. To oczywiście tylko mizerny przykład jak nie wpaść w historyczną pułapkę zakłamania, takie zmiany polityczno-historycznej narracji znajdziemy na każdym kroku i chcąc cokolwiek napisać musimy zdawać sobie sprawę, że nie docierając bezpośrednio do źródła możemy wpaść w pułapkę mniej lub bardziej fałszywych informacji. To wielce karkołomne zadanie dla amatora, jak z tej niejednokrotnie „jąkaniny faktów” wyłuskać te prawdziwe. Nie bez kozery opisuję ten problem, który boleśnie dotknął mnie przy poście o papieżu Piusie XII, choć historię tę potraktowałem dość pobieżnie, wyraziłem tam jasno swoje stanowisko, ale sięgając po książki J. Cornwell i D.J. Goldhagena, i tylko po nie, moje zapatrywanie na problem przeze mnie poruszany mogłoby zachwiać moim stanowiskiem. Co wtedy? Czy napisałbym nieprawdę? Czy ktoś jest w stanie udzielić mi jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie ? A może mój tekst też nie jest warty funta kłaków? Jak odnaleźć się w gąszczu artykułów w masie publikacji niejednokrotnie powielanych jeden przez drugiego i tak naprawdę nie wnoszących nic do omawianej historii. Jak korygować błędy innych i samemu ich nie powtarzać, nie mając dostępu do materiałów archiwalnych, nie czerpiąc informacji od bezpośrednich świadków zdarzeń i nie sięgając do samego źródła. Niestety skazani jesteśmy na interpretatorów i komentatorów wydarzeń historycznych i współczesnych, którzy nierzadko posługują się metodami z piekła rodem, pozytywne fakty obarczają krytycyzmem, przyglądając się im opatrują je przymiotnikami pejoratywnymi mającymi za zadanie je umniejszyć, a ich dogłębna słowna analiza ma nam wskazać całkowicie inne znaczenie, zaś z domysłów i przypuszczeń wyciągają te wnioski, które najlepiej pasują do ich tez i założeń. Jak pisać, a raczej jak czytać, żeby nie wpaść w taką pułapkę i nie powielać powyższej metody, jak interpretować fakty w których nie jesteśmy bezpośrednimi świadkami tylko znamy je z książek i publikacji, czy mamy się jedynie ograniczyć do własnego podwórka i relacjonować to co tak naprawdę nikogo nie interesuje. Ryszard Kapuściński, który niejednokrotnie wykorzystywał faktografię dowolnie do swoich potrzeb, twierdził: „Żeby napisać jedno własne zdanie, trzeba przeczytać tysiące cudzych." Choć ten aforyzm wydaje się bardzo trafny, niekoniecznie gwarantuje szczerość wypowiedzi, co zresztą (nie ujmując nic cesarzowi reportażu) nie zawsze do końca mu wychodziło, ale pamiętajmy o tym, że co uchodzi wielkim tego świata, nie zawsze nam wypada. Dotarcie do szerszej wiedzy na dany temat daje nam większe możliwości jego interpretacji, ale stwarza również zagrożenie i ogromne dylematy. Dla przykładu wracając do autora „Cesarza” możemy śmiało zapytać jak odbierać jego dzieło, czy tylko jako studium mechanizmów władzy, czy jako paszkwil, który narobił wiele złego i jaką postawę przyjąć wobec niego i jego reportażu? Czas zapewne zrobił swoje, po części odkrył karty i pomaga nam w odpowiedzi na to pytanie, ale trudny wybór pozostaje dalej. Takie dylematy pojawiają z każdą przeczytaną książką, z każdą przeczytaną stroną i za każdym kliknięciem myszki, więc jak wybrać te właściwą drogę? Jak wybrać prawdę, nawet tą bolesną i jak nie posunąć do nadinterpretacji faktów krzywdzących przy tym innych. Czy w dzisiejszym natłoku informacji medialnych bzdur uda się nam ich nie powielać, chociażby po to abyśmy od nikogo nie usłyszeli zasłyszanych słów od Stanisława Lema: "Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem Internetu".  



Zdjęcia pochodzą z:
https://pixabay.com/pl/illustrations/pisarz-autor-erotyka-wyrazy-s%C5%82owo-3461797/
https://pixabay.com/pl/photos/ksi%C4%85%C5%BCki-badanie-literatura-2158737/
https://pixabay.com/pl/photos/ksi%C4%85%C5%BCki-ksi%C4%85%C5%BCki-adresowej-1171564/
https://pixabay.com/pl/illustrations/wyszukiwania-komputerowe-internet-1158303/

Sort:  

Ciężki kaliber wytoczyłeś ;)

Możemy brać odpowiedzialność tylko za siebie i swoje teksty, a przy lekturze cudzych nie zapominać o zdrowym dystansie. Takie miejsca jak steem w dużej mierze powielają informacyjną pulpę wylewającą się z mediów i sieci, lecz perełki też się trafiają.
Twoje rozterki dobrze świadczą o Tobie, jako o człowieku szukającym prawdy lub choćby namiastki obiektywności. To ogromny wysiłek - każdą dawkę informacji analizować, porównywać, poddawać próbie. Moim zdaniem całkowity obiektywizm czy dotarcie do "Prawdy" jest nieosiągalnym ideałem, ale warto próbować - myśleć, kombinować, rozkładać na części pierwsze, kwestionować...

Dzięki. Twoje komentarze napawają mnie optymizmem. Mój wrodzony sceptycyzm pozwala mi zachować dystans do medialnego zgiełku i jego rasowych manipulatorów jednak dotarcie do „Prawdy” jak piszesz jest nieosiągalne.
Pozdrawiam

Też kiedyś bardzo dużo na ten temat myślałem. Moje wnioski były takie, że w zasadzie Prawdą jest tylko to co widziałem na własne oczy. To znaczy trzeba jeszcze pamiętać o tym, że to co zobaczyłem jest prawdziwe i naprawdę miało miejsce, ale już jeśli nie widziałem na własne oczy całego ciągu przyczynowo-skutkowego, który doprowadził do tego wydarzenia, to trzeba mieć na uwadze, że tak naprawdę nadal nie wiem dlaczego to zdarzenie miało miejsce. Cała reszta to kwestia wiary - bo albo poświęcasz całą swoją energię i czas by analizować źródła, albo pół-losowo decydujesz które źródła wydają się najbardziej wiarygodne. Całe życie trzeba podejmować decyzje komu i w co wierzyć. Czy nad Hiroszimą i Nagasaki wybuchły bomby atomowe? Czy w Roswell naprawdę spadło coś pozaziemskiego? Czy matka może zabić swoje własne dziecko? Czy na rozkaz Stalina zamordowano kilkanaście do kilkudziesięciu milionów ludzi? Czy jajko ma dużo niezdrowego cholesterolu czy dużo zdrowego cholesterolu? Czy szczepionki mogą powodować autyzm? I tak dalej i tak dalej.

...chociażby po to abyśmy od nikogo nie usłyszeli zasłyszanych słów od Stanisława Lema: "Nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie poznałem Internetu".

Ha. Czytałem gdzieś, że to nie jest prawdziwy cytat z wypowiedzi Lema, tylko fałszywie mu przypisywany. ;-P

Ciekawe? Pogrzebię trochę na ten temat, aby nie być gołosłownym.
Dzięki za komentarz. Pozdrawiam

This post is supported by $0.19 @tipU upvote funded by @grecki-bazar-ewy :)
@tipU voting service: get instant upvotes + profit sharing tokens | For investors.