«Nie używam w stosunku do sztuki czasownika „rozumieć”»

in #polish2 years ago (edited)

Tytułowa myśl wygląda całkiem ciekawie. Z jednej strony może się wydawać wyimkiem z sroższych treli-moreli, z drugiej strony może stanowić podłoże do poważnych, filozoficznych dyskusji. Jedni mogą w niej widzieć cwany fortel dla usprawiedliwienia wszelkich abstrakcji w sztuce — wszak najwyższą wartość posiadałyby wtedy dzieła, wobec których odbiorca wyraża brak zrozumienia, jednocześnie wprawiający go w błogi zachwyt. Inni z kolei zobaczą w tej myśli wymarzony krok naprzód, który poszerza o nowe terytoria granice tolerancji.

Słowa te należą do pani Maszy Potockiej — dyrektor krakowskiego Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK. Padły one na wykładzie 3 marca 2016 roku w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN (dla zainteresowanych całym wykładem — link na końcu tekstu).

asas.jpgOpinia jednego z uczniów o wykładach w ramach Zjazdu Matematyków Polskich w 1989 roku.

A gdyby tak przyjrzeć się tytułowej myśli nieco głębiej? Najpierw jednak należy zatrzymać się nad sztuką, której owy brak zrozumienia dotyczy. Potrzeby człowieka do uprawiania sztuki nie są potrzebami w sensie użytkowym. Literatura, poezja, muzyka, malarstwo — nic z wyżej wymienionych nie rozwija się, mając za cel praktyczność swoich produktów. Potrzeba do uprawiania muzyki wypływa z zupełnie innych pobudek. Podobnie jest z poezją, malarstwem, ... etc. No i tu pojawia się problem z tymi trzema kropkami. Co zalicza się do sztuki, a co już nie? Czy wystarczy negacja pragmatyzmu? Czy np. matematyka wpisuje się w to pojęcie? Jeżeli jest uprawiana dla wyższych potrzeb, a nie są to suche obliczenia dla wojska/przemysłu/inżynierii to tak — jak najbardziej. A czy istnieje taka matematyka? Ano istnieje. Jak zatem ustosunkować się do twierdzeń i dowodów, które są owocem pracy matematyków? Najlepiej wypada tu połączenie braku zrozumienia z odbierającym mowę podziwem. Połowicznie wykonał to uczeń, który postanowił zrezygnować z wykładów o matematyce. Doskonałe.

Idąc dalej, tytułowym tokiem rozumowania, należałoby zaorać całą współczesną matematykę albo znaleźć dla każdego twierdzenia — głównie tych pięknych, eleganckich i kompletnie nieprzydatnych — jakieś zastosowanie. Zakładając pierwszy scenariusz: pojawienie się abstrakcjonistów w matematyce byłoby kwestią czasu, znaleźliby się tacy, którzy pomieszają dodawanie z mnożeniem, a odejmowanie z całkowaniem — wszystko dla sztuki i wbrew zasadom. Im więcej braku zrozumienia tym wartość dzieła większa i zachwyt donioślejszy. Powstałyby nowe systemy liczbowe, nowe twierdzenia, prawa, działania, nowe geometrie, układy współrzędne i w ogóle — nowe liczby. To wszystko jednak w oderwaniu od tradycji, w zupełnym chaosie, najlepiej jakby pozostawało niezrozumiałe dla samego ich twórcy.

tiger-2430625_1920.jpgInstalacja struktury kota w fazie perspektywiczno-wczuciowej zielonego gołębia.

child-1016955_1920.jpgOstentacyjne. Niesamowite. Nadzwyczajne. Burza ukazana przez artystę wręcz wyrywa się z płótna. Daje się usłyszeć szum tańczących na wietrze dębów, trzepot zziębniętych skrzydeł. Jesień. Tak, to jest jesień.

A co z tymi twierdzenia, które mimo spójności i ściśle logicznego postępowania pozostają niezrozumiałe dla większości ludzi? Miałyby potencjał do prawdziwych arcydzieł, jednakże nie chce mi się wierzyć, żeby dorobek matematyków został pozostawiony sam sobie lub żeby któryś ze współczesnych uczonych chciał partycypować w tak nakreślonej sztuce. To jednak tylko fantazje.
Podsumowując, myślę, że abstrakcje w sztuce i ogólnie — w naukach — są czymś dobrym. Ale czy wszystkie można zapakować do jednego worka? Myślę, że dość jaskrawo klarują się dwie grupy: jedne rosną na gruncie solidnych podstaw i warsztatu w danej dziedzinie, to niezwykle subtelne zabiegi i zapewne mało kto nazwałby te posunięcia abstrakcyjnymi. Stanowią kontynuację myśli, ale oprócz tego jest w nich błysk talentu — może niedostrzegalny dla postronnych, ale genialny dla nieco bardziej znających się. I druga grupa: eksperymenty o wszystkim i o niczym, bazujące głównie na kontrowersji, szoku, emocjach odbiorcy. Wynikające raczej z niewiedzy i słabych podstaw, które eufemistycznie określa się nowymi trendami, nowoczesnością etc.


Zdjęcia:

[1] Matematyka-Społeczeństwo-Nauczanie, numer 5, Siedlce 1990.

[2] Pixabay

[3] Pixabay


Jak zrozumieć abstrakcję? - wykład w Muzeum POLIN


Wpis dodany jako nawiązanie do tematu drugiego 52. edycji Tematów Tygodnia. Na wypadek wątpliwości podaje moją ścieżkę skojarzeń:

Zeta Centauri → wróbel → pompowtryskiwacze → siemię lniane → Opowieści z Narnii → abstrakcja

Sort:  

Opis Jesieni- epicki!!!
to jest Poezja!
wszystko tu ładne :)
jestem oniemiała!

oraz zaintrygowana:
czy niemy podziw na granicy z wytrzeszczem oczu oraz szczęką ulokowaną przyziemnie,
ALE z totalnym nieogarnianiem potęgi (bo niezrozumienie), to nadal pełnowartościowy zachwyt?!?
liczy się??

PS.1:
oo tak, "negacja pragmatyzmu" jako uprawomocnienie bajzlu w pokoju dziecka - bardzo by sie spodobała mojemu synowi!
mógłby sobie wywiesić kartkę na drzwiach swojej nory swojego pokoju:
SZTUKA! :D

PS.2:
ścieżka skojarzeń!! 😍

Dzięki @rozku! :)
Niemy podziw na granicy z wytrzeszczem oczu oraz szczęką ulokowaną przyziemnie, ale z totalnym nieogarnianiem potęgi, to najwyższa forma zachwytu! :D [odpowiedź w filmiku poniżej]
A pokoik z napisem "SZTUKA" to byłby istny szach mat ze strony Twojej latorośli :P

PS. Wrzucę tu jeszcze vloga, który komentuje ten wykład w muzeum POLIN ;)

Choć ja osobiście za abstrakcją tak bardzo nie przepadam, to dosyć szanuje dokonania sztuki współczesnej. I masz racje, to czego nie rozumiemy, niekoniecznie jest bezsensu. Bo np z takim Van Goghiem było tak, ze w czasie życia chyba tylko jeden obraz sprzedał, uważano go za wariata i dziwaka i nikt tak naprawdę nie rozumiał jego urzeczywistnienia myśli. Dopiero po jego śmierci zobaczono kim naprawdę był...
Albo Tolkien.
Ale zgadzam się, nie można wszystkiego do jednego worka, bo to jak komunizm. I obrywa się tym utalentowanym, a tych mniej - wznosi.

Byłem ciekaw Twojego komentarza :P. Historia o Van Goghu obiła mi się o uszy, ale nie zdawałem sobie sprawy, że z Tolkienem było podobnie. I pewnie wiele innych przypadków bez trudu dałoby się znaleźć - przypadków abstrakcji, które w pełni zasłużyły na pamięć i podziw. Z świata matematyki przypomina mi się w tej chwili tylko jeden: o odkryciu geometrii nieeuklidesowej przez Bolyai'a i Łobaczewskiego. Podobnie jak Van Gogh - za życia byli mocno niedocenieni i uważani za oszołomów.

Masz moją dzidę i mój miecz, czy jak się to mówi. Jestem z obozu, że sztuka musi iść w parze z rzemiosłem i warsztatem, odzieranie jej z tego jest krokiem ku jej spłycania i trywializacji. Natomiast papugotygrys pierwsza klasa ;)

Dzięki! :) Tak, racja — to mi uciekło jak pisałem powyższe wypociny — sztuka abstrakcyjna nie jest w istocie tak wymagająca i głęboka jakby chciała być i jak samą siebie ochrzciła.

Myślę, że każdy efekt pracy artystycznej jest efektem pracy :D. Wymaga czasu spędzonego na konceptualizacji i wykonaniu, no i trochę to trwa, niezależnie od wzajemnej proporcji obu elementów procesu. Nie da się oprzeć sztuki jedynie na emocjach, bo chyba nie da się utrzymać jednego stanu emocjonalnego przez czas na tyle długi, by zrobić dzieło, które miałoby być jego "zdjęciem". Jeśli więc artysta tworzy, siłą rzeczy, intelektualnie, to odbiorca nie musi polegac jedynie na emocjach przy doświadczaniu sztuki. Może nawet powinien włączyć mózg i starać się zrozumieć, co sie działo i dzieje w tym, na co patrzy. Wydaje mi się że spojrzenie na sztukę bez kontekstu trochę zubaża odbiór. Rewolucyjne manifesty artystyczne były odpowiedzią na jakąśtam tradycję i jak się jej nie zna, to ciężko jest docenić taki manifest. Gdy znamy i uwzględniamy w odbiorze kontekst abstrakcji, to już wprowadzamy w odbiór element "rozumienia". A z drugiej strony nie mam kompetencji, aby zarzucać Maszy Potockiej, że nie zna się na swojej robocie. No to nie wiem :D. Pozdrawiam i załączam Kwaśniewskiego nr. 26 w odpowiedzi na Jesień.film0026.jpg