Sort:  

Jak zobaczyłem zdjęcie Lupaki to od razu przypomniał mi się goat step :D [nie odpowiadam za skutki oglądnięcia]

Haha... czasami tak mają :P

Świetny materiał! Uwielbiam czytać takie życiowe historie! :) Znam to kocie spojrzenie Garfielda mówi "Nie dotykaj, jest tylko moja!" :D

Dzięki :) Garfielda już niestety z nami nie ma :( Przyszedł do nas malutki, głodny i wystraszony. Mieszkał z nami kilka lat i był panem podwórka jednak nigdy nie dał się pogłaskać ani dotknąć. Po prostu był z nami.
Wyjątkami były sytuacje kiedy kucałam, wtedy od razu wskakiwał mi na ramię, to była jedyna forma dotyku i bardzo to lubił. Do pozostałych domowników się nie zbliżał...

Kolega miał kotkę ze schroniska. Dwa lata czekał, żeby do niego podeszła i dała się dotknąć... Ktoś musiał ją bardzo skrzywdzić.

wow :) jakie slodziaki ...:) troche zazdroszcze CI :) ale tak pozytywnie!!!!!! wspaniale fotki :) i Post (Opowiadanie) ..... SUPER!!!!!

Bardzo sympatyczna historia :). Bardzo podoba mi się to pierwsze zdjęcie. U Ciebie są na pewno szczęśliwe. Ostatnio nawet zastanawiałam się czy maluchy się już urodziły :)
Zawsze fascynowały mnie oczy kóz. Te ich źrenice!

Pierwsze zdjęcie udało mi się zrobić bo zostałam zaakceptowana przez moje kozy jako członek stada ;) Też bardzo lubię to zdjęcie, maluch jest na świecie kilkanaście minut, stoi o własnych siłach i je :)
Oczy kóz są niesamowite, masz rację :)

Ten post czyta się jak opowiadanie lub fragment książki i ..wciąga! ;))

Opowiadanie oparte na faktach albo fragment książki mojego życia ;)

I just upvoted You! (Reply "STOP" to stop automatic upvotes). Do społeczności: Jeżeli uważasz że głos został przyznany niesłusznie, przedstaw krótkie uzasadnienie w odpowiedzi do tego komentarza.

Super historia !!!

Bardzo przyjemny post!

Przypomniało mi się dzieciństwo i życie w towarzystwie zwierzat. Gdy patrzę z perspektywy czasu to były takie piękne lata. Aż się łezka w oku kręci...

U mnie jest na odwrót, w dorosłym życiu mam towarzystwo zwierząt i to jest na prawdę cudowne.
Ciesze się że mój wpis przywołał Twoje miłe wspomnienia :)

Kozia mama, tak rzeczywiście jesteś kozią mamą. Do tego trzeba trochę terenu, dobrze, że masz takie fajne warunki. Mój braciszek miał kozy przez cztery lata. Dlaczego zrezygnował nie wiem - trochę mu psotowały, no i miał za mało miejsca dla nich, ale fajne były mnie się podobały.
Zawsze coś nowego - nauka dojenia. Krowę kiedyś doiłem. Mieszkałem na wsi 20 lat. Człek zawsze się uczy.

Dokładnie, człek zawsze się uczy o ile chce oczywiście ;)

Kozy psocą, to prawda ale robią to wdzięcznie i radośnie. Żeby nie zjadły ogródka i kwiatów potrzebny jest ogrodzony teren, im większy tym lepiej. Kozy są mądre, potrafią nawet same drzwi otworzyć, zasuwkę odsunąć - obserwują człowieka i próbują naśladować ale przy tym szybko się uczą. Koza szybciej reaguje na swoje imię niż pies, każda sama idzie do swojego boksu, znają godziny karmienia i dojenia (jak się spóźniam to mnie wołają). Wiedzą kiedy nie ma mnie w domu, wtedy nie wchodzą do koziarni tylko czekają przy ogrodzeniu nawet po zmroku.

Jak pisałam w poście wychowałam się w mieście i nie miałam bliskiego kontaktu ze zwierzętami, są to dla mnie rzeczy nowe i na prawdę wspaniałe :)

Coin Marketplace

STEEM 0.17
TRX 0.03
JST 0.024
BTC 18367.78
ETH 608.60
SBD 1.21