Tatry Zimą - Kozi Wierch 2291 m.n.p.msteemCreated with Sketch.

in polish •  4 months ago 

Wczoraj wieczorem w schronisku spotkaliśmy wielu ciekawych ludzi. Wśród nich była jedna osoba, która jak się okazało miała podobne plany do naszych. Młody turysta chciał następnego dnia wejść na Kozi Wierch. Spytał, czy może się wybrać z nami. W ten oto sposób nasza skromna, dwuosobowa grupka powiększyła się do trzyosobowego zespołu.

My w najbliższych dniach chcieliśmy spróbować trochę Orlej, choć wiemy, że po tegorocznych opadach śniegu może to być mało realne. Dopóki jednak nie podejdziemy na grań i się nie przekonamy, nie ma co wyrokować. Z realnych punktów startowych najbardziej dostępne wydają się Zawrat oraz właśnie Kozi Wierch. Nie mamy żadnych informacji, czy w ostatnich dniach ktoś był już na Zawracie. Wieczorem w schronisku dowiedzieliśmy się natomiast, że dużej ilości osób udało się dotrzeć na Kozi Wierch. Dlatego postanawiamy kolejnego dnia zacząć właśnie od Koziego.

Rano trochę wieje, ale pogoda jest piękna. Jakieś -10 stopni, co jak na zimowe Tatry wydaje się być w miarę ciepło. Przed schroniskiem zakładamy raki (kolega narty skiturowe), oraz sprawdzamy działanie detektorów. Niestety okazało się, że nasz nowo poznany kolega nie jest wyposażony w lawinowe ABC, więc sprawdzamy się wzajemnie tylko z Pawłem.

Kozi.jpg
Fot: Otoczenie Doliny Pięciu Stawów (fot. własnego autorstwa)

Południowe stoki Koziego Wierchu przez wiele godzin wystawione są w kierunku słońca, co sprawia, że pokrywa śnieżna jest tu zdecydowanie stabilniejsza a śnieg nie jest specjalnie kopny. Zimą zwyczajowo na szczyt wchodzi się wschodnią grzędą, na prawo od Szerokiego Żlebu. Podchodzimy wprost do góry, trzymając się tejże grzędy. Spod śniegu widoczne są pojedyncze ślady naszych poprzedników. Idę w górę wraz z poznanym w schronisku turystą. Paweł nieco z tyłu, podchodzi zakosami na nartach. Pokrywa śnieżna wydaje się być w miarę jednorodna. Trzymamy się blisko siebie. Czasem aż za blisko, dlatego, w miejscach gdzie czuję, że śnieg zmienia swój charakter a buty wpadają głębiej, zwracam uwagę podchodzącemu z nami koledze, by trochę zaczekał. Chcę zachować odstępy odciążające. Są to jednak pojedyncze, kilkumetrowe miejsca.

Im wyżej tym bardziej wieje. Mniej więcej w połowie podejścia zatrzymujemy się na wypłaszczeniu terenu za dużym kamieniem. to idealne miejsce, by zrzucić na chwilę plecaki, założyć cieplejsze rękawice i napić się paru łyków gorącej herbaty.

IMG_9919.JPG
Fot: Otoczenie Doliny Pięciu Stawów. Widok z okolic schroniska. (fot. własnego autorstwa)

Kontynuujemy podejście w kierunku grani. Ślady poprzedników rozdzielają się na dwie ścieżki. Ktoś szedł wprost do góry, pod widniejące na grani skały, i pod nimi trawersował w lewo w kierunku szczytu. Ktoś inny już teraz odbił do Szerokiego Żlebu i nim podchodził do góry. Wydaje mi się, że bezpieczniej będzie wprost do góry. Po co wchodzić o żlebu - myślę. Tak też czynię, i idę do góry popod skałki. Tutaj czujny trawers. Bardzo czujny, bo stok jest dość stromy. Znowu proszę o zachowanie odstępu. Idę jako pierwszy asekurując się czekanem. W tym momencie uświadamiam sobie, że chyba jednak wariant z wejściem w Żleb byłby bezpieczniejszy. Tu idziemy zaraz pod skałami, w miejscu akumulacji śniegu przez wiatr. Gdybym miał iść tam jeszcze raz, odbiłbym w lewo nieco wcześniej.

Na grań szczytową Koziego Wierchu docieramy bardzo sprawnie, jako pierwsi turyści dzisiejszego dnia. Wieje dość mocno. Zakładam puchówkę. Nasz poznany w schronisku kolega decyduje się zawrócić. My próbujemy podejść jeszcze kawałek granią w kierunku granatów. Parę kroków i już wiemy, jak wygląda sytuacja. Potężne czapy niezwiązanego śniegu na grani. Spod śniegu nie wystają praktycznie żadne skały. Choć mamy linę, to przy takich warunkach ciężko o sensowną asekurację. Trzeba by kopać w śniegu, a najlepiej znać jeszcze dokładny przebieg letniego szlaku i rozmieszczenie sztucznych ułatwień (o które można się w łatwy sposób przeasekurować). Stwierdzamy, że nie ma sensu iść dalej. Postanawiamy więc jedynie wejść na szczyt i wrócić tą samą drogą. Na szczyt trzeba przejść jeszcze kilkanaście, może kilkadziesiąt metrów granią. Ze względu na konsystencję śniegu idziemy powoli i ostrożnie, jednak bezpiecznie. Po dotarciu na szczyt robimy sobie parę zdjęć z uniesionymi w górę ramionami. Spoglądamy jeszcze w drugą stronę grani, na przebieg Orlej Perci od tej strony. Ten fragment jest dużo trudniejszy. Wszystko oczywiście zasypane czapami śniegu.

W dali widzimy łańcuszek ludzi, którzy zaczynają podchodzić za nami na Kozi. Podobne łańcuszki zaczynają rozchodzić się po całej Dolinie. Widzimy ludzi którzy torują szlaki w kierunku Koziej Przełęczy oraz Zawratu. To dobrze, nasze jutrzejsze cele będą łatwiej osiągalne.

Czy dzisiejsze wejście uznać za sukces czy porażkę? Wszak w końcu udało nam się zdobyć jakiś szczyt. Szczyt nie byle jaki, bo najwyższy szczyt naszego kraju, leżący w całości po stronie polskiej. Z drugiej strony wejście na niego nie stanowi specjalnych trudności technicznych. Ot, zwykłe wejście turystyczne. A po cichu liczyliśmy na choćby kawałek Orlej. Niestety nie udało się. Jednak z drugiej strony jeszcze dwa tygodnie temu Dolina Pięciu Stawów była odcięta od świata a w tatrach panował 4-ty, najwyższy stopień zagrożenia lawinowego. Wtedy sukcesem było samo dotarcie do schroniska a wyjścia wyżej kończyły się często niepowodzeniem.

C.d.n

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Gratulacje! Twojej wysokiej jakości treść podróżnicza została wybrana przez @saunter, kuratora @pl-travelfeed, do otrzymania 100% upvote, resteem oraz podbicia całym trailem @travelfeed! Twój post jest naprawdę wyjątkowy! Artykuł ma szansę na wyróżnienie w cotygodniowym podsumowaniu @pl-travelfeed. Dziękujemy za to, że jesteś częścią społeczności TravelFeed!

komentarz.png

Dowiedz się więcej o TravelFeed klikając na baner powyżej i dołącz do naszej społeczności na Discord.