Sądny dzień Rysów zimą.steemCreated with Sketch.

in polish •  4 months ago 

Wpis ten jest kontynuacją mojego wcześniejszego artykułu, który znajdziecie tutaj

28.01.2019
Poranek wita nas nieco lepszą pogodą. Wiatr jakby zmalał no i nie pada, choć góry od progu Czarnego Stawu całe w chmurach. Na jutro zapowiadają piękną pogodę, jednak mamy świadomość tego, że po dwóch dniach mocnego wiatru ze śniegiem, nawiane dechy będą już na tyle związane by przenosić naprężenia a tym samym wyzwolić lawinę, a dodatkowo mogą być ciężkie do rozpoznania, bo zostaną przysypane świeżym śniegiem. Dlatego też decydujemy się zaatakować jeszcze dzisiaj.

Skoro świt brniemy przez środek tafli Morskiego Oka. Zimą w górach powinno poruszać się na skiturach. Dzięki temu poruszamy się sprawniej i bezpieczniej, minimalizując oddziaływanie na pokrywę śnieżną i możliwość wyzwolenia lawiny. Ja niestety nie posiadam tego pięknego sprzętu, więc zmuszony jestem brnąć przez jezioro zapadając się miejscami po kolana w śnieżnym puchu, po śladach kolegi, który bez problemu „przebiega” jezioro na fokach. Liczyłem na to, że poruszając się po jego śladzie będę zapadał się nieco mniej, jednak różnica jest bardzo niewielka.

IMG_9963.JPG
Fot. Droga naszego podejścia na próg Czarnego Stawu. Na tle chmury widoczne Rysy.

W ciągu poprzednich dwóch dni na szczyt Rysów weszło ok. 20 osób, w tym przynajmniej sześciu skiturowców i freeriderów, jednak po ich przejściu nie ma już żadnego śladu. Krótka narada i obieramy drogę na próg Czarnego Stawu, co do której jesteśmy zgodni. Idziemy najpierw na wprost do góry Szerokim Piargiem, by później przetrawersować w lewo popod Próg Czarnego Stawu. Początkowo kierujemy się więc mniej więcej na Maszynkę do Mięsa. To wiele mówiąca nazwa żlebu, schodzącego z Bandziocha (Mięguszowieckiego Kotła Wielkiego). Skąd wzięła się ta wymowna nazwa żlebu? A no stąd, że podcina on i tak stromy Kocioł Mięguszowiecki. W momencie, gdy Kocioł ten wyjedzie, tony śniegu przewalają się wąskim, stromym i skalistym żlebem w dół. Nie muszę chyba dodawać z jakimi skutkami, gdy wraz z lawiną z Kotła zostaną zabrani ludzie.

Po dojściu do granicy rzadkiego lasu, rozpoczynamy trawers przykrytych śniegiem piargów. Ja zapadam się teraz miejscami po pas. W jednym miejscu, w śniegu nawianym za kamieniem, wpadam nawet głębiej. Zatrzymuję się i próbuję uwolnić nogę. Widzę, że w dole, w dziurze, w którą wpadłem wystają jakieś gałęzie kosówki, a pod nimi jest jeszcze wolna przestrzeń. Nie mogę więc pozwolić, abym zsunął się jeszcze głębiej. Krzyżuję kijki i niezdarnie wychodzę na powierzchnię.

Paweł prowadzi zakosami popod próg Czarnego Stawu. Idzie mu się chyba dobrze. Zapada się maksymalnie może na jakieś 10 cm. Ja, idąc z buta tracę dużo więcej sił i energii. Obciążam też dużo bardziej pokrywę śnieżną i widzę, że górna warstwa śniegu zaczyna się już deskować od wiatru. Na razie jest to jeszcze w miarę niegroźne. Ze względu na bardzo obfite opady śniegu na początku roku pokrywa śnieżna jest bardzo jednorodna i stabilna, jednak górne 20cm pokrywy ewidentnie zaczyna przejmować naprężenia i nie wiąże się jeszcze ze starą pokrywą.

Czarny Staw pokonujemy bardzo sprawnie. Znowu krótka narada, ustalamy dalszą drogę podejścia, zakładamy raki i ruszamy w górę. Zadni Piarg jest bardzo stabilny. Idzie się świetnie. Śnieg tutaj jest idealny. Szybko więc wchodzimy w Długi Piarg. Formacje śnieżne pokrywają się z informacjami, jakie pojawiały się w prognozach. Od tygodnia mieliśmy do czynienia z wiatrem południowym i południowo-wschodnim. W związku z tym Paweł rozpoczyna podejście prawą częścią żlebu. Ja czekam obserwując go w bezpiecznym miejscu, u wylotu żlebu odbijającego na prawo. Zaskakuje mnie konsystencja śniegu, który występuje w tym miejscu. Mamy tu do czynienia z prawdziwą krupą śnieżną. O tej porze roku. I to nie z jakąś cienką pokrywą krupy, ale z warstewką o miąższości co najmniej jakieś 10cm. Czysty cukier. W tej postaci jest jeszcze nie groźna, ale gdy spadnie na to kolejny śnieg…. Dookoła praktycznie non stop ze wszystkich ścian sypią się niewielkie pyłówki.

Paweł jest już w bezpiecznym miejscu, więc teraz ja zaczynam podejście żlebem. Dochodzimy do Kotła pod Rysami. Struktura śniegu nie jest już tutaj tak piękna jak na Zadnim Piargu. Tutaj czuje się już dwójkę lawinową. Robimy jeszcze kilka zakosów pnąc się w górę. Teraz mamy dwie możliwości przejścia. Powyżej po prawej mamy żleb, który wygląda na mocno nawiany. Zarówno w prawej jak i lewej jego części, niemal poprzez całą jego szerokość widać nawiane depozyty świeżego śniegu. Ciężko wybrać bezpieczne przejście. Na wprost widać skalistą grzędę, z której śnieg jest wywiany. Postanawiamy iść dalej tą właśnie grzędą. Najpierw jednak kierujemy się jeszcze w górę, gdzie jest mniej depozytów śniegu i gdzie powinniśmy być w stanie przebić się na grzędę.

Przejmuję prowadzenie. Podchodzę pomału w górę, w kierunku grzędy. Pokrywa śnieżna jest tu niewielka, za wyjątkiem depozytów w miejscach zawietrznych, za większymi głazami. Ze względu na cienką warstwę śniegu, praktycznie połowa jego pokrywy przekształciła się już w szron wgłębny, który usypuje się za każdym uderzeniem raka. Można spróbować iść jeszcze w lewo, tak jak prowadzi szlak letni, jednak wtedy musielibyśmy przekroczyć krytyczne pod względem lawinowym miejsce na granicy cienkiej i grubej pokrywy śnieżnej, a mamy już pewność, że pod spodem mamy do czynienia ze szronem wgłębnym. Nawet jeżeli, to powyżej musielibyśmy przebić się z powrotem do rysy, którą prowadzi zwyczajowe zimowe wejście na szczyt. Ze względu na mocno zdeskowaną pokrywę śnieżną oraz jego przemianę budującą i szron wgłębny na obszarach wypukłych, uznajemy, że powyżej jest zbyt niebezpiecznie i decydujemy się na wycof. Naszym zdaniem przez kolejne kilka dni, czyli do czasu związania się pokrywy śnieżnej, nie ma co iść dalej w górę, ponieważ wyzwolenie lawiny przy dużym obciążeniu dodatkowym, jakim jest już pojedynczy pieszy turysta, jest wielce prawdopodobne.

IMG_9956.JPG
Fot. Czoło lawiny, która zeszła do Morskiego Oka w kolejnych tygodniach po nagłym ociepleniu w Tatrach

Jak się później dowiemy decyzja była jak najbardziej słuszna. Dzień wcześniej, w miejscu powyżej, nasi sąsiedzi ze schroniska podcięli trzy deski śnieżne i jeden z nich musiał wrócić do schroniska z napompowanymi balonami w jego plecaku lawinowym.
Dzień później z kolei lawina z Rysów zabrała turystów oraz doświadczonych wspinaczy, których niosła ze sobą przez około kilometr w dół. Cudem wszyscy przeżyli i nikt nie został głęboko przysypany. Żaden z nich nie miał nawet ABC lawinowego, które zimą powinno wchodzić w skład podstawowego wyposażenia. Wszyscy mogą mówić o ogromnym szczęściu.


Wszystkie zdjęcia mojego autorstwa. Ze względu na brak zdjęć z opisywanego dnia, zamieszczam fotografie wykonane 3 tygodnie później w tamtejszym rejonie.

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

!tipuvote 0.2 hide

Kiedyś był taki czas w moim życiu kiedy mi na nim nie zależało. Tak się złożyło, że była to zima bodajże luty a w Tatrach był 4 stopień zagrożenia lawinowego. Wraz z kolegą postanowiliśmy zaatakować rysy. Przeszliśmy morskie oko po przekątnej podobnie czarny staw bo wszystko było skute lodem. Kiedy zaczęliśmy podchodzić pod górę z czarnego stawu, zaczął nas wołać jakiś instruktor z grupą osób, krzyczał by nie iść bo to grozi śmiercią. Na życiu mi nie zależało, kumplowi chyba też skoro postanowił iść ze mną, ale przez to, że ostaliśmy zauważeni odpuściliśmy podejście. Nie w obawie przed śmiercią, a przed tym, że zostanie wezwany śmigłowiec czy wyruszy za nami grupa ratowników i zostaniemy obciążeni kosztami akcji ratowniczej. Na Rysach do chwili obecnej byłem kilka razy, a nawet się na nich zaręczyłem z obecną żoną :)

Cieszę się, że zbieg okoliczności sprawił, że wtedy jednak zawróciliście, a również z tego, że zdecydowałeś się jednak wrócić w góry i mam nadzieję, że teraz już chodzicie po nich bardziej świadomie i bezpiecznie. Góry wciągają, są piękne, pozwalają naładować akumulatory i zresetować się. Skoro zaręczyłeś się w górach, to zakładam, że teraz już chodzicie z narzeczoną (żoną?) w góry tylko po to by cieszyć się życiem :)

Z tym że góry są piękne to się zgadzam w pełni. Niestety nie mamy czasu by po nich chodzić ale będzie trzeba to zmienić w tym sezonie.

Gratulacje! Twojej wysokiej jakości treść podróżnicza została wybrana przez @saunter, kuratora @pl-travelfeed, do otrzymania 100% upvote, resteem oraz podbicia całym trailem @travelfeed! Twój post jest naprawdę wyjątkowy! Artykuł ma szansę na wyróżnienie w cotygodniowym podsumowaniu @pl-travelfeed. Dziękujemy za to, że jesteś częścią społeczności TravelFeed!

komentarz.png

Dowiedz się więcej o TravelFeed klikając na baner powyżej i dołącz do naszej społeczności na Discord.

świetnie to wszystko zostało opisane - z emocjami! :)

@alexalaszuk Miło słyszeć, dziękuję za komentarz :)