Edukacja Narodowa wg Adama Wawrzyńca Rzewuskiego

in polish •  2 months ago

Edukacja narodowa to bardzo ważna kwestia dla każdego człowieka i społeczności jaką jest naród. Ma ona dalece większe znaczenie niźli tylko przekazanie człowiekowi pewnego zasobu wiedzy, który ma być mu przydatny w życiu. Edukacja to proces kształtowania się człowieka, dobrego obywatela. Właściwa edukacja w dużej mierze determinuje los każdego z nas, a w jeszcze większej mierze determinuje los społeczności.
Temat jest niezwykle ważny i podejmowany przez kolejne pokolenia i nic w tym dziwnego, nasze pokolenie z pewnością będzie musiało dokonać znaczącej zmiany sposobu edukacji w związku z rozrastającym się zasobem dostępnej wiedzy z jednej strony, a z drugiej bardzo dużą łatwością dostępu do niej (oraz innymi zmianami). Chciałbym wam dzisiaj pokrótce przedstawić co w temacie edukacji sądził Adam Wawrzyniec Rzewuski, o którym już wcześniej trochę pisałem. Pogląd ten jest dość osobliwy, ale podnosi na piedestał coś o czym dziś w edukacji na nasze nieszczęście się zapomina, dążąc głównie, jeśli nie jedynie do jak najskuteczniejszego produkowania efektywnych pracowników… Może przyszła edukacja jaką nowe pokolenie stworzy będzie lepsza i będzie w jakiejś mierze uwzględniać to o czym pisze Rzewuski.

Miłość ojczyzny i inne cnoty

Dobry nauczyciel, więcej do zmysłów niźli do rozumu ucznia młodego zwykł gadać. Moja pierwsza myśl: ale jak to? No więc tym jednym zdaniem ustawia nam Rzewuski właściwy w jego opinii format nauczania. Edukacja nie ma na celu przekazywania możliwie dużego zasobu wiedzy, ale ma kształtować dobrego człowieka, a to faktycznie trzeba zacząć od wzbudzania właściwych uczuć. Najpierwszym uczuciem jakie chce w młodych obywatelach budzić Rzewuski jest miłość do ojczyzny. W tym celu po pierwsze chce aby nauczanie odbywało się w rodzinnych stronach, aby młodej osoby nie wyrywać z domu wysyłając do internatu w dalekim mieście. Młody człowiek pozbawiony niejako korzeni rodzinnych, ale i kontaktu z dosłownie własną ziemią niechybnie raczej wad wszelakich nabędzie zamiast cnót (przypominam Rzewuski był wielkim przeciwnikiem dużych miast). Tylko obcując i wychowując się w rodzinie, pośród swojej małej ojcowizny będzie mógł nabyć miłość do Ojczyzny. Dla naszego pisarza to bardzo ważne. Tylko czego ma ten nauczyciel tak dokładniej nauczać? Właśnie ma nauczać o cnotach, krytykuje nam Rzewuski przekonanie mu współczesnych (przekonanie które zresztą wciąż króluje), że wystarczy aby był każdy człowiekiem rozumnym, a cnoty przyjdą same - później. Rzewuski mówi na odwrót, najpierw trzeba nauczyć cnót by potem uczyć się innych rzeczy. Najlepszym zaś nauczycielem jest doświadczenie.

Historia magistra vitae

Dlatego też historia ma być pierwszym i najważniejszym przedmiotem. Nie ma to być jednak nauka historii jaką my znamy ze szkoły. Nauka imion, dat i innych szczegółów zdaniem Rzewuskiego była stratą czasu, to czego jego zdaniem historia powinna nauczać to życiorysy ludzi cnotliwych, ale i tych którzy tyranię czynili. Co więcej, chciał aby nie przejmować się zanadto chronologią zdarzeń, a raczej skupiając się na osobach stosować metodę Plutarcha i porównując dwie postacie z różnych czasach wydobywać i pokazywać tym lepiej cnoty obywatelskie lub też wady, ohydę niewoli i tyrani.
Widać tu też, że tak naprawdę nie chodzi o poznanie dziejów takiego czy innego narodu, a jedynie o wychowanie na przykładach wielkich ludzi, kolejnych wielkich ludzi. Ma to pewien sens, bo człowiek najlepiej uczy się i przyjmuje postawy poprzez naśladownictwo. Od lat tę prawdę zna Kościół Katolicki skąd tak duży akcent jest w nim kładziony na żywoty świętych. Niemniej moim zdaniem to zdecydowanie za mało. Nie da się być dobrym obywatelem nie znając szerokiego kontekstu, nie widząc konsekwencji podejmowanych działań, nie widząc sposobów prowadzenia wojen itd. a to musi być osadzone w chronologii w nauce dziejów. Z drugiej strony, można potraktować te zalecenia jako odtrutkę na szerzącą się wówczas, a dziś wciąż panującą miłość samej wiedzy, samego rozumu, jeśli to weźmiemy pod uwagę, możemy dostrzec, że dzięki wzbogaceniu patrzenia na edukację poprzez rozum, o taką odmienną perspektywę, możemy stworzyć coś lepszego. Coś co uwzględni potrzeby rozumu, ale i serca / duszy.
Oczywiście Rzewuski nie zatrzymuje się tutaj, choć dalszej nauce poświęca mało miejsca. Gdy nauczyciel przekaże już swoim podopiecznym cnoty obywatelskie, należy mu wtedy przedstawić prawa natury (w rozumieniu związków i wzajemnych powinności między ludźmi, światem i Bogiem), od nich przejść do praw cywilnych / narodowych (o rządzie, o prawach rządzących państwem) i na końcu do praw rządzących się między narodami. Przy tej okazji poddaje wielkiej krytyce niewolnictwo, absolutyzm, pańszczyznę stawiając przed nauczycielami zadanie wpojenia uczniom wstrętu do nich.

Nauczyciel, mistrz, przyjaciel

Na koniec Rzewuski porusza bardzo, bardzo ważną kwestię. Oczywiście pokazywanie wielkich postaci, dawanie ich przykładu by inspirować i zarażać cnotami młodych ludzi jest użyteczne, ale ci dawni bohaterowie to jednak nie są żywi ludzie, nie można ich "dotknąć". W przeciwieństwie do samego nauczyciela. Dlatego nauczyciel nie może być tylko urzędnikiem, albo nie daj Boże tyranem wmuszającym wiedzę. Rzewuski postuluje aby nauczyciele byli wynagradzani na równi z najważniejszymi urzędami, aby przed rozpoczęciem pracy składali specjalną przysięgę aby zawsze nauczali polskiej wolności i cnót obywatelskich. Nauczyciel więc miał być kimś wielce szanownym, z dużym autorytetem, kto nie tylko by przekazywał wiedzę, ale przede wszystkim wychowywał do bycia dobrym obywatelem, wychowywał również własnym przykładem.
Byłoby pięknie gdyby było to możliwe. Niestety wydaje mi się to utopią, nie tylko ze względu na ułomność natury ludzkiej (gdzież tylu wspaniałych nauczycieli znajdziemy?), ale po prostu ze względu na zbyt wielu uczniów i wynikające z tego zwyczajnie zbyt duże koszty systemu edukacji, który pozwalałby na taką postawę. W taki sposób, jako mistrz i przyjaciel można być nauczycielem tylko dla niewielu osób naraz.
Niezależnie od realności tego planu, jest on niezwykle ciekawy, pokazuje inną perspektywę, inne podejście do człowieka. Nie jako do maszyny która ma być efektywna i osiągać coraz lepsze wyniki, wykonywać coraz lepszą pracę. Tylko jako do osoby obdarzonej nieśmiertelną duszą. Nie bogactwo, nie potęga, nie wiedza są najważniejsze, ale to czy jesteśmy dobrymi ludźmi.
Gdy pojawili się uczeni, zabrakło ludzi dobrych - cytat z Seneki przytaczany przez naszego autora, polecam na koniec do rozważenia.

Post Scriptum

Do napisania tego posta zainspirowała mnie swoim tekstem @foggymeadow. Wydaje mi się, że pomysły Rzewuskiego mogą być dla osób wypowiadających się pod postem i samej @foggymeadow interesujące. Edukacja to moim zdaniem bardzo trudny temat i na pewno taki nad którym warto się zastanowić i na pewno jest to coś co dziś należy poważnie zreformować. Czy mniej oceniania, a więcej inspirowania jest właściwą odpowiedzią?


Bibliografia:
Adam Wawrzyniec Rzewuski, O formie rządu republikańskiego, Kraków, 2008

grafika: znaczek okolicznościowy, niestety nie znalazłem źródła tego skanu. Warto przy okazji napisać, że Rzewuski chociaż miał swoje uwagi do funkcjonowania KEN, bardzo chwalił jej powołanie. Osobiście, chociaż widzę głęboki sens i słuszność w istnieniu takiej instytucji, to działalności KENu raczej dość krytycznie oceniam, no ale to już inna historia.

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  
Pogląd ten jest dość osobliwy, ale podnosi na piedestał coś o czym dziś w edukacji na nasze nieszczęście się zapomina, dążąc głównie, jeśli nie jedynie do jak najskuteczniejszego produkowania efektywnych pracowników…
Myślę, że edukacja dzisiaj idzie w nieco innym kierunku. Edukacja, zamiast trzymać się swojej brożki i zgodnie z źródłosłowem - kształcić i wychowywać człowieka, pomagać odkrywać powołanie, rozwijać zainteresowania - wbija dziś klin między rodziców, a dziecko i ten klin posuwa się coraz dalej. Powody nie są takie błahe i cieszę się, że także o tym piszesz, chodzi wszak o dusze nieśmiertelne. Chodzi o wyprodukowanie posłusznych obywateli, którymi można łatwo manipulować. Chodzi o to, by człowiek oderwał się od swoich korzeni. Wtedy jest go łatwo przestawić w inne miejsce. Chodzi o to po prostu, żeby był sobą - jak mawia popularne dziś hasło***.

Dlatego powstaje swoista reakcja, o której dyskutowaliśmy pod innym wątkiem. Edukacja domowa. Myślę, że to zjawisko można nazwać reakcją. W edukacji domowej nie chodzi o to, że w domu dziecko nauczy się szybciej, lepiej, będzie mogło uczyć się swoim tempem i - bardzo często szybciej niż rówieśnicy siedzący w szkolnych ławach - pojąć materiał. Chodzi o to, że dziecko jest w domu. Że autorytet rodziców nie maleje tak błyskawicznie w opozycji do wzrostu autorytetu otoczenia w nauczaniu szkolnym. I to, że nauka w edukacji domowej idzie znacznie szybciej nie oznacza, że nadwyżkę czasu trzeba poświęcać na wertowanie kolejnych stron podręczników. Można przeznaczyć ten czas na coś zupełnie innego, na czas spędzony z rodziną, hobby itp. Każdy człowiek ma swoje powołanie i każda forma edukacji indywidualnej (która ze wszystkich innych jest najbardziej elastyczna) pomaga z pewnością to powołanie odkryć lub chociaż się do niego zbliżyć.

*** chciałbym tu jeszcze zaznaczyć, że piszę tylko o ogólnym zjawisku, które jest prawdopodobnie wynikiem działania lobbystów, którzy mają w tym interes. Bogu dzięki, że jest jeszcze spora grupa nauczycieli, którzy nie zważają na przeróżne wytyczne komisji takiej-czy-innej i przekazują swoim podopiecznym dobre wzorce.

·

Nie jestem przeciw edukacji domowej, po prostu wydaje mi się to pewnym wycofaniem, kapitulacją, zejściem do katakumb ;) wolałbym zreformować edukację narodową na dużą skalę. Mimo ładnych wzrostów i faktycznie tysięcy rodzin które się na to decyduję nie wierzę że da się zastąpić taką edukacją, edukację państwową. Może jednak nie na innego wyjścia. Należy porzucić marzenia i reformie państwa a skupić się na ocalaniu tego co się da w najbliższym otoczeniu?

Współczesna "edukacja" mówiąc w skrócie moim zdaniem kształci niewolników i tyle. Taki jest jej cel.

·
·

A ja bym powiedział, że nie kapitulacją/wycofaniem, a przystosowaniem się do współczesnych (niesprzyjających) warunków. Chcąc zachować dobry pierwiastek na przyszłość, trzeba nieraz uciec się do dosadnych rozwiązań.

Należy porzucić marzenia i reformie państwa a skupić się na ocalaniu tego co się da w najbliższym otoczeniu?
Kropla drąży skałę. Romantyzm celów, pozytywizm środków. Skali postępu nie zobaczymy w przeciągu roku, ani dwóch, ani nawet pięciu lat. Ale będzie to owocować na przyszłość. Taką mam nadzieję i według mnie jest to rozsądne wyjście.

mój drogi, może podmień któryś z tagów, zmień na TT?
i wyedytuj ten tekst jako ripostę?
(riposta może być także kontynuacją myśli, albo jej rozszerzeniem, albo inspiracją, albo zaprzeczeniem, whatever:)
więcej osób, będzie mogło sie z nim zapoznać?

·

Zastanawiałem się nad tym, ale to jednak luźne nawiązanie i jakoś jako riposta mi nie pasowało, uznałem że byłoby to nadużycie TT