Kill'em all!

in #polish8 years ago (edited)

WeaverS.jpg

Poniższa notka przedstawia wyniki przeprowadzonego właśnie plebiscytu na Największego Twardziela Kinematografii Światowej. Badanie to zostało wykonane na reprezentatywnej grupie osób, które znam osobiście i o których wiem na pewno, że się znają na filmie. Czyli konkretnie: na mnie. Grupa badana skromna zatem ilościowo, ale poważna. Wszedłem również w skład grupy kontrolnej, służącej do weryfikacji wyników uzyskanej w pierwszej. Rezultaty, ku mojemu zdziwieniu, pokrywały się w obu grupach w stu procentach, badacze sprawdzili dwa razy. Zadziwiająca zgodność. Kto stanowił zespół badaczy, nie muszę chyba wspominać, bo to jasne. Też był jednoosobowy.
Tym z pań, które wzdychają do nosicieli muskulatury wypasionej na suplementach względnie do grymasu znudzonego abnegata z cygarkiem tlącym się w kąciku ust, wyniki plebiscytu mogą nie przypaść do gustu. Zwycięzcą (przypominam że jednogłośnym) nie jest bowiem ani Bruce Willis w przybrudzonym podczas walki brudnym podkoszulku (w Szklanej pułapce jeszcze od anonimowego projektanta męskiej bielizny, potem, w Piątym elemencie, już spod ręki J.-P. Gaultiera), ani niezwyciężony Czarny Arnold w dowolnym wcieleniu, z Terminatorem włącznie. Również i nie Mel Gibson, co z tym swoim wzrokiem obłąkańca potrafi zaciukać każdego drania w polu widzenia oraz większość tych spoza widnokręgu. Ani Sly, obojętne czy w kostiumie skrzywdzonego przez los i złych ludzi weterana wojny w dżungli czy też w zabawnym kapelutku boksera nie do ubicia. Nawet nie generał Maximus Decimus Meridius, ani nawet – choć może to dla niektórych być nie lada szokiem – Franz Maurer i Jurand ze Spychowa. O dziwo, laur Pierwszego Tough Guya nie przypadł również żadnemu z licznych wcieleń Clinta Eastwooda, chociaż gość bez problemów załapał się na pudło, fakt. O reszcie towarzystwa aspirującego do tytułu nie chce mi się wspominać, o jakichś tam kolejnych Bondach czy innych Vinach Dieslach, bo w porównaniu z wyżej wymienionymi to pizdy. Z wyłączeniem Toma Hardy’ego, który pizdą nie jest.
Z wytypowaniem zwycięzcy kłopotów nie miałem najmniejszych, ta postać wygrywa we wszystkich kategoriach i po zastosowaniu dowolnego kryterium. Nie ma po prostu na nią lewara. W walce, którą toczy, przeszkodą nie może być nawet… jej własna śmierć. I to nie byle jaka, ale totalna fizyczna anihilacja w rozpalonym piecu martenowskim. Esencja survivalu.
Do rzeczy zatem. Do mównicy zbliża się już bowiem wyfraczony konferansjer, ściskając w spoconych dłoniach kopertę zawierającą nazwisko postaci, która zostawiła wszystkich walczaków kina w pokonanym polu…
And the winner is… Ellen Ripley, the last survivor from Nostromo. W czterokrotnie niezapomnianej kreacji Sigourney Weaver. Najtwardszy z najtwardszych twardzieli w historii kina. Uwaga: nie „twardzielka”, celowo nie wydzielam tu osobnej kobiecej kategorii, ale właśnie „twardziel”, bo panią porucznik z kwadrylogii Obcego śmiało można z jej męskimi odpowiednikami zamieść na jedną kupę – ma jaja większe od nich.
Pora uświadomić sobie, że największym twardzielem w historii kina była kobieta. Tak, kobieta, istota wiotka i delikatna, wrażliwa i podatna na ciosy. Stawiana raz za razem na pozycji z góry skazanej na porażkę: słaba niewiasta kontra mordercze potwory z kwasem w żyłach. Cóż, taki los…
My, widzowie, to mamy fajnie. Dopieszcza się nas, daje żyć. Twórcy cyklu dbali o to, żebyśmy pomiędzy kolejnymi dawkami makabry mieli kilkuletnie odstępy na normalne życie. Jakieś zakupy, seks z nieprzypadkową osobą, jakąś tam pracę, książkę (kto lubi), jeden czy drugi rozwód, Pierwszą Komunię Świętą dzieciaka, takie tam codzienne pierdolety. Słowem: dali nam czas na oddech od horroru, bo filmy powstawały co kilka lat. Pewnie po to, aby nam się mózgi nie przegrzały a serca nie wyskoczyły z gardeł. Przy okazji mieliśmy też luksus zatęsknienia do kolejnych perypetii głównej bohaterki. Sama Ripley tego komfortu nie ma. Od momentu pojawienia się w jej życiu krwiożerczego ohydztwa skromna pani pilot nie ma chwili wytchnienia, nawet jeśli scenariuszowa przerwa w akcji trwa kilkadziesiąt lat. Nie dla niej: ona po morderczej walce zamyka oczy (czy jest to długotrwała hibernacja czy wspomniana wyżej śmierć) a za chwilę je otwiera i znowu znajduje się na pierwszej linii boju. I to boju z najbardziej bezwzględną, najwredniejszą maszyną do zabijania, jaka przemyka po ekranach kin. Gehenna nie ma początku i końca, zagrożenie nie znika nigdy. Dla Ellen Ripley ta epopeja to Neverending Nightmare, Alicja w Krainie Koszmarów bez nadziei na happy end czy choćby przebudzenie z nocnej mary.
Realizatorzy serii zadbali o to, żeby każdy kolejny film należał właściwie do innego gatunku, i zgodnie z ich wizją zmienia się także Ripley. Ewoluuje stopniowo, aż do stadium potwora, matki potwora. „I am his mother” – mówi z przekornym uśmiechem w czwartej części cyklu spanikowanemu kosmonaucie, którego chwilę wcześniej uświadomiła, jak morderczy stwór rozwija się w jego klatce piersiowej. Naszej twardzielce ta ironia nie przeszkadza, jej nic nie zatrzyma w upartej i bezwzględnej eksterminacji jedynego w Kosmosie gatunku, którego przetrwanie oznacza nieuniknione starcie ludzkości z powierzchni Ziemi, nieuchronną i ostateczną apokalipsę w męczarniach. Z tą świadomością zstępuje po kolejnych stopniach upiornego przedpiekla, w którym nie ma miejsca na kompromisy, nie daje się pardonu i nie bierze jeńców.
Sigourney Weaver – kobieta o niebanalnej, niepokojącej urodzie (tak się zwykle mówi o paniach, których w żaden sposób nie można zaliczyć w poczet klasycznych piękności) i wspaniała aktorka. Co ciekawe, więcej jest w niej seksu w ostatniej części serii, kiedy była już dojrzałą kobietą, niż w „jedynce”, choć tam jest młodziutką dziewczyną z loczkami i gania w skąpych majtkach. Ale może tylko ja tak na nią spoglądam, bo mi się z kimś z mojej przeszłości kojarzy. Bardzo. W każdym razie – nie wyobrażam sobie, żeby Ellen Ripley mógł zagrać ktoś inny.
Drogie Panie – bądźcie dumne z ostatniej ocalałej z Nostromo. I bądźcie jak Ellen Ripley.
Drodzy Panowie – podziwiajcie Największego Fightera Srebrnego Ekranu.
Droga Sigourney, Damo z Łasicem – ukłony.

ripley1.jpg

©niekarany ("Okruchy")
[zdjęcie i grafika – domena publiczna]

Sort:  

Kocham ją!
Do obcych z jej udziałem wracam przynajmniej raz w roku. Dla niej i dla Królowej :D

Świetny tekst - super się czyta. Świetna grafika - genialnie Ci wyszła.

Tylko litości, gdzie akapity???

Dzięki. Grafika nie moja - z netu. Akapity? Nie zauważyłem, żeby tu się dawało robić wcięcia... Dopiero tu zaczynam, jak zauważyłeś.
Trudno, na razie musisz skupić się na treści, dopóki się nie rozejrzę co i jak.

Szukaj po haśle "markdown", można znaleźć artykuły dotyczące prostego formatowania, a tutaj masz podstawowy poradnik:
https://guides.github.com/features/mastering-markdown/

Treść jest najważniejsza, ale komfort czytania też ma znaczenie :)

Pokombinuję przy następnych tekstach.

Tutaj masz dobry poradnik na początek.

Grafika nie moja - z netu

A szkoda - podpisałeś znakiem Copyright więc wyglądało jak Twoja - już się cieszyłem, że taki uzdolniony grafik tu trafił.

© dotyczy tekstów, które sobie dziubię w pocie czoła, więc mam do nich prawo, jako autor
Obrazkami się podpieram, choć nie muszę, ale lubię. Jeśli znam autora zdjęcia - zawsze podaję. Ale często krążą w sieci anonimowe, biedactwa, stąd formułka o "publicznej domenie".
Dziękuję za link do poradnika.
A z tym akapitem to najwyraźniej się nie zrozumieliśmy - chodziło mi o wcięcie pierwszego wersu z lewej strony (to, co w edytorach tekstu załatwia się tabulatorem), a Tobie - najwyraźniej o odstęp między akapitami jako zwartymi częściami tekstu.

a Tobie - najwyraźniej o odstęp między akapitami jako zwartymi częściami tekstu.

Tak. Wcięcia pierwszego wersu mogą nie wystarczyć na rozbicie tej ściany tekstu.

© dotyczy tekstów, które sobie dziubię w pocie czoła, więc mam do nich prawo, jako autor

Owszem masz, nikt Ci go nie odbiera :-). Nie zrobiłeś wystarczającego odstępu od obrazka - dlatego pomyślałem, że to jego dotyczy i tyle. Wychodzi na to, że formatowanie może mieć jednak znaczenie... :-P

Ostrzegam, "ściany tekstu" dopiero przed Tobą :)
To są krótkie tekściki, jak na mnie.

Congratulations @niekarany! You have completed some achievement on Steemit and have been rewarded with new badge(s) :

You made your First Vote

Click on any badge to view your own Board of Honor on SteemitBoard.
For more information about SteemitBoard, click here

If you no longer want to receive notifications, reply to this comment with the word STOP

By upvoting this notification, you can help all Steemit users. Learn how here!

O tak Ripley mocny gość jak na kobietę.

Nie "jak na kobietę". Po prostu twardziel.

Coin Marketplace

STEEM 0.04
TRX 0.32
JST 0.083
BTC 60742.03
ETH 1557.33
USDT 1.00
SBD 0.47