Gdy rozum śpi

in polish •  2 months ago 

karol.jpg


Początek całej historii tutaj, a poprzedni odcinek tutaj. Zachęcam, ale myślę, że bez zapoznania się z nimi, też da się czytać.


− Coś z tym trzeba zrobić, no coś z tym trzeba zrobić Farfoclu! - rzucił w połowie do siebie, a w połowie w powietrze Stary, patrząc przy tym wymownie na goniącego własny ogon psa. - Tobie to łatwo. Polatasz sobie w kółeczko i odreagowane, ale ja... Ja mam terminy, deadliny, scrummastera, jego hitlerowska mać, i jeszcze podatki rozliczyć. Na środę! A dzisiaj mamy piątek. No tak się przecież nie da. Ona powinna być teraz w żłobku i kleić...

Tu stary urwał konstatując, że mówi coraz głośniej i zerknął trwożnie na pokój Eudoksji. Pokój, który dopiero co opuścił na paluszkach po trzech godzinach nieustannego śpiewania "Panie Janie".

Obudzi mi się złośnica i żadnego kodu dzisiaj nie będzie - pomyślał.

− Chore dziecko, kto to w ogóle wymyślił? - warnął jeszcze do wykonującego setny obieg Farfocla i zastygł w bezmyślnym zmęczeniu. Trwałby tak pewnie i kilkanaście minut, gdyby jego uwagi nie przykuł cichy, acz nieustający szept spod biurka:

"Idź na etat, idź na etat, idź na etat. Chorobowe, wypoczynkowe, na małżonka, na żądanie, ojcowski. Idź na etat, idź na etat, biurokracja, korporacja, integracja. Bon na święta. Idź na etat, idź na etat".

Zaciekawiony tą etatystyczną litanią Stary zajrzał pod blat, a jego oczom ukazał się brodaty krasnoludek o BMI porównywalnym do kosztów przejazdu KulczykStrasse w obie strony. Ubrany w wytarty surdut i spodnie od pidżamy skrzat nieudolnie, acz nad wyraz uparcie wdrapywał się na skrzynię stojącego pod biurkiem komputera nieprzerwanie szepcząc przy tym swoją litanię.

− A ty co tu wyrabiasz? - zdziwił się Stary.

− Zajmuję środki produkcji - leniwie oznajmił brodacz, po czym wrócił do przerwanej wspinaczki, recytując dalej - od dziewiątej do siedemnastej, wczasy pod gruszą, służbowe telefony, strajk, strajk, strajk!

Pytający zamarł. Po pierwsze dlatego, że rozmawiał ze skrzatem. Po drugie dlatego, że nigdy nie spodziewał się, że ktoś określi jego starą i-7kę mianem środka produkcji. Po trzecie i ostatnie zaś dlatego, że dziwny szept zdawał się mieć w sobie coś hipnotyzującego.

Szybko odzyskał jednak rezon i ponownie zaczepił fajtłapowatego karła - ten tymczasem obrał taktykę wspinania się ruchem posuwisto-zwrotnym po kablu zasilacza. Obłapiał go, wymachiwał biodrami i sapał zawzięcie, powoli zbliżając się do celu.

− No oooooookej, ale kim Ty w ogóle jesteś? - wycedził patrząc jak przybysz dopina w końcu swego. Sadowi się na skrzyni i wyciąga z, przewieszonej przez ramię, torby czerwoną flagę na patyku.

− Karol Maks vel Pożądanie Etatu - odparł dysząc kurdupel, po czym wykonał flagą kilka rachitycznych machnięć - , ale możesz mi mówić Maksiu.

− Pozostańmy na razie przy Karolu. - Stary Eudoksji podskórnie czuł, że bliższa znajomość z okupantem jego i-7ki może okazać się nieprzyjemna. - To może seria krótkich pytań, tak wiesz, żeby do mnie dotarło co tu się dzieje. Zacznę od czegoś łatwego. Jest prawie czternasta, a Ty pojawiasz mi się pod biurkiem, włazisz na mój komputer...

− Zajmuję społeczne środki produkcji! - wrzasnął karzeł bezpardonowo przerywając Staremu i dla dodanie sobie powagi stanął na baczność, śpiewając jakąś dziwnie znajomą pieśń o boju. Ostatnim już boju.

− Zamknij się! Dziecko mi chamie obudzisz - wycharczał Stary i pacnął krasnala lekkim ostrzegawczym w łeb.

Zapadła cisza.

− No to wracając do tematu. Dlaczego masz na sobie spodnie od pidżamy? - półprzytomnie czuł, że nie jest to najważniejsze pytanie, jakie powinien w tej sytuacji zadać, jednak nic lepszego nie przychodziło mu do głowy. Gdzie do diaska podział się Rozum?

− Bo się przed chwilą obudziłem. Rewolucja wezwała, więc tylko surdut wdziałem i ruszyłem w bój - wymawiając ostatnie słowo prawie przeszedł znów do śpiewu, jednak pod morderczym spojrzeniem pytającego powstrzymał się od melorecytacji. - Czy chciałbyś wiedzieć coś jeszcze... faszysto? - dokończył bardziej hardo.

Stary czuł, że chce zadać wiele pytań, jednak Rozum uparcie nie dawał znaku życia.

− Obraził się znowu ten Rozum, czy co? - rzucił w powietrze.

− Nie, śpi. - odparł od niechcenia kurdupel wyjmując przy okazji z torby zwój kolczastego drutu, który natychmiast zaczął rozwijać dookoła górnej powierzchni komputera.

− Jak to śpi, on śpi, a Ty się właśnie obudziłeś. Co to za korelacja, tej? - warknął pogubiony Stary.

− No korelacja, jak korelacja. Nawet jakieś przysłowie o nas kiedyś zrobili - spokojnie wycedził brodacz, zbijając tymczasem drewnianą podstawę miniaturowej wieży strażniczej na najbliższym narożniku skrzyni. - Śpi to śpi. Na kher drążysz temat? - dodał już bardziej dosadnie i groźnie.

− Na co? - wyrwało się mu z automatu, bo większą część uwagi poświęcał zagadnieniu "skąd ten konus wziął tyle drewna, dziwnie przypominającego kolorem i kształtem, leżący w korytarzu latawiec Eudoksji?"

− Na członka prezydium. - odparował - Chcesz pomocy czy nie?

− A jakiej ty mi możesz udzielić pomocy? - zaciekawił się Stary.

− Bratniej. Haraszo Wam?

Pytanemu, z jakichś zapomnianych powodów, koncepcja "bratniej pomocy" brzmiała tak brzydko, że poczuł na rękach gęsią skórkę. Zdecydował się zatem zmienić jeszcze na chwilę temat.

− Karol, mówił ci ktoś już, że wyglądasz jakby ktoś zrobił figurki kolekcjonerskie Zandberga...

− A idź mi w diabły z takimi kolorowymi bojcami. - wrzasnął krasnal i zarepetował, nie wiadomo skąd wyciągniętego, mosina. Zajął też sprawnie pozycję strzelecką na szczycie ukończonej - między słowami - strażnicy. - Kawior cholerny, plagiat importowany. Ja jego miałbym przypominać! Tyle lat roboty, a ten przychodzi na gotowe! Żal języka! Widziałeś Grę o Tron?

Stary kiwnął głową, z zaciekawieniem patrząc na wzrastającą w gościu furię, troszkę też zdumiało go ostatnie pytanie.

− No to ja jestem Gra o Tron, ten tandeciarz próbuje u mnie robić za ósmy sezon. Pamiał? - wysapał, tracący z nerwów oddech, krasnal.

Zaskoczony metaforą Stary zauważył, że nerwus nie tylko ogrodził już całą powierzchnię komputera drutem i wzniósł drewnianą wieżę, ale jeszcze zdążył wywieści na niej kawałek jakieś czerwonej szmaty z ogromnym hasłem "Pokój i Wolność!".

− No dobrze - stwierdził pod wrażeniem szybkości działania Maksia. - To jak ty chcesz mi pomóc?

− Najpierw kupię od Ciebie sznurek.

− Co? Jaki kur.... czę sznurek.

− A nieważne, stare nawyki. Zapomnij. Pracę ci dam. O, dam ci pracę na etacie, z chorobowym na dziecko. Na zawsze, jedną i jedyną. Żebyś się nie denerwował.

− A jaką ty możesz mi dać pracę chłopie? - Stary był cokolwiek sceptyczny, jednak pomimo tego musiał przyznać, że temat brzmiał interesująco. A przynajmniej tak mu się aktualnie zdawało.

− Chłoporobotniku jak już, ale teraz nie o tym. Powiedziałem, mogę dać ci etat. - tu jego oczy wywróciły się białkami do góry i znów jak w transie poczał recytować - Idź na etat, idź na etat, idź na etat. Chorobowe, wypoczynkowe, na małżonka, na żądanie, ojcowski. Na zdrowe dziecko, na chore dziecko. Idź na etat, idź na etat, biurokracja, korporacja, integracja. Bon na święta. Idź na etat, idź na etat...

− Cicho durniu! - ponowny lekki ostrzegawczy spadł na karła i jego strażniczą budę, roznosząc tę ostatnią w drzazgi. Z prowizorycznej konstrukcji pozostały jedynie sterczące, połamane drzewce, które teraz pochyliły się ku sobie, a wisząca na nich szmata zwinęła się do wewnątrz i radykalnie zmieniła swoje przesłanie na "PoWolność!". Stary patrząc na efekt ciosu odnotował dziwną satysfakcję. Jednak mimo wszystko chciał wrócić do podjętego już tematu.

− No sorki Karol, mała śpi. A strasznie się szybko nakręcasz. I zaczynasz drzeć japę. Etat brzmi bardzo rozsądnie - próbował się trochę podlizać, widząc jak krasnal tupie i wścieka się czytając nowopowstałe hasło. - Masz dla mnie etat?

− No ja nie. - zająknął się skrzat - ale Państwo ma. Komuna ma. Nieuchronność dziejowa ma!

− Dziejowe co?

− Konieczność!

− Konieczność czego?

− Dziejów.

− Karol czy mógłbyś mówić jaśniej zanim stwierdzę, że chcę cię wywalić z mojego komputera?

− Uspołecznionego środka produkcji!

− Karol!

− No już, już, ok to się potem onepuje, wracając do tematu...

− One co?

− Nic, nic. To jest twój komputer. Tak, ja tylko chciałbym porozmawiać. Na razie. Więc widzisz...

− Nie zaczyna się zdanie od "więc" - wyrwało się szeptem Staremu, ale po chwili przypomniał sobie jak knypek nazwał go wcześniej faszystą i zrobiło mu się głupio. Bo to wiadomo, co to w sumie znaczy? Faszyzm, nazizm, gramtyka, ortografia, coś mogło być na rzeczy. Tymczasem brodacz perował nieprzerwanie dalej, równocześnie usilnie próbując odbudować zniszczoną wieżę.

− Więc, jak wspomniałem załatwimy wam... - karzeł kontynuował swój wywód.

− Jakim wam i co za my? - Stary na wszelki wypadek rozejrzał się dookoła, czy nie przypałętali się jeszcze jacyś nieproszeni goście.

− A no tak, kultury brak. Niet, ni chuja, niczewo. - westchnął zapytany - Form towarzyskich zero. Null. Uświadomienie społeczne żadne. I jak my potem mamy pracować z takim materiałem - marudził dalej. - No orka na ugorze. To może ja pokażę... - tu sięgnął do nieodłącznej torby i wyjął z niej kolejnego skrzata. Tak malutkiego, że ten mieścił mu się na dłoni. Poza rozmiarem jednak był praktycznie kopią swojego właściciela od ubrania, przez brodę, po odpowiednio mniejszą torbę na ramieniu.

Karol postawił miniaturę na płaskiej powierzchni skrzyni. A Stary ujrzał jak nowoprzybyły wykonuje tę samą czynność, co chwilę wcześniej Maksiu. Nim zdążył otrząsnąć się ze zdumienia scena w coraz to mniejszych rozmiarach powtórzyła się jeszcze trzykrotnie.

− A co do kurwa za babuszka! - wrzasnął w końcu Stary patrząc na pięciu stojących przed nim w rzędzie, co raz to mniejszych Karoli.

− A taka moja krasna armia. - wycedził Maks powoli - Pozwól, że przedstawię. Pierwszy sekretarz, - wskazywał kolejno - pierwszy sekretarz bratniego satelity, pierwszy sekretarz niepodległej - podkreślam, wbrew plotkom, NIE-POD-LEG-ŁEJ - sfederowanej republiki pierwszego satelity, no i na końcu pierwszy powiatowy. Jak będzie trzeba to wyjmiemy ich więcej. U mnie tego mnogo - błysnął groźnie ślepiami.

− I to coś robi? - zapytał skonfundowany wymienionymi tytułami Stary.

− Jeszcze jak. I tylko, to co im każę. Wszyscy twierdzili, że każdy kolejny będzie głupszy. Gorszy. Durnie! - zapalił się mikrus. - Przecież tu nigdy nie chodziło o jakość! U nas ilość przechodzi w jakość! Jak głupszy to wierniejszy. A jak wierniejszy, to lepszy! Im więcej durniów tym lepiej!

Stary ciut zaniemówił słysząc ostatnie hasło, jednak cztery pary tępych, coraz mniejszych oczu wpatrzone krowim wzrokiem w Karola i cztery coraz mniejsze potakujące głowy zdawały się utwierdzać go w przekonaniu, że może jest w tym trochę racji. Co więcej gdy tylko przebrzmiało ostatnie zdanie, powyciągana z toreb banda, zaczęła bić rzęsiste brawa i krzyczeć w zachwycie.

− Nie, no schowaj mi tę klakę - sapnął Stary. W głowie się od nich kręci, a hałas robią. - tu zerknął przezornie na pokój Eudoksji.

Rozczarowany taką reakcją Karol, niechętnie pozbierał (nieprzerywające oklasków i wiwatów) towarzystwo, po czym schował je troskliwie do torby i spojrzał na Starego.

− Możemy wrócić do tematu, czy masz jeszcze jakieś pytania?

− No jedno bym znalazł. - bąknął nieśmiało Stary, wciąż słysząc cichy szum braw dobiegający od krasnala.

− Taaaak?

− Co to jest, do cholery, za torba bez dna?

− Socjalistka-szabrowniczka, wzór 1920, bardzo udany model. - rzucił szybko Maksiu, a mina jego wskazywała, że temat, tym jednym zdaniem, uznał za zamknięty. Zgrabnie zatem powrócił do przerwanego wątku.

− Dostaniesz wedle potrzeb, dasz wedle uznania. Rewolucja na ciebie liczy. Dla każdego znajdziemy coś. Co powiesz na taki pomysł - praca urzędnika państwowego?

Słuchającemu zdawało się, że dobiegające z torby echo wtrącało w powtarzaną wypowiedź dodatkowe słowa i cichnące zdania brzmiały bardziej jak "...minimalnych potrzeb, ... naszego uznania", ale nie był tego pewny.

− Praca urzędnika państwowego mówisz... w zasadzie to, lubię oksymorony, ale ile tam płacą? - Stary nie był mistrzem small-talku.

Karzeł przerwał na chwilę robotę, rozejrzał się po pokoju i krzywiąc krytycznie usta stwierdził: No na razie musiałbyś się trochę ograniczyć, - po czym dodał pospiesznie i z zapałem - ale to tylko przejściowe trudności, jak już uda nam się wyzwolić wszystkich, jak już zrobimy raj na ...- tu przerwał nagle, wpatrując się obłąkanym wzrokiem gdzieś za plecy Starego i zamarł z niedokończonym zdaniem na ustach.

− Czy Ty aby uprawiasz jakieś dysputy teologiczne beze mnie? Chyba słyszałem słowo "ra... - zagrzmiał tubalny głos z drugiego końca pokoju, ale i jemu nie dane było dokończyć, bowiem Stary nad wyraz szybko jak na niego (i tak też bezmyślnie jak to z kolei miewał w zwyczaju nader często) wyskoczył spod biurka. Zlokalizował źródło hałasu i szybko zdzielił zaczynającego tyradę dryblasa dwukrotnym hakiem w bebechy. Tak, że ten stęknął i zgiął się w pół. Napastnik zaraz złapał ofiarę, powtrzymując upadek, i dla kontrastu bardzo powoli i cichutko ułożył go na podłodze.

− Sumienie zamknij się! Eudoksja śpi! - warknął szeptem. Po czym dodał już całkiem spokojnie i z przekąsem - Jeszcze, póki co, patrząc na ten cyrk.

− Sorry - baknął olbrzym masując się po brzuchu - , ale uznałem, że mogę się przydać. Wiesz ostatnio dobrze nam się współpracowało i myslałem, że może... skoro sobie rozważasz kwestie pierwsze i ostateczne.

− Wy...jdź stąd! Zabobonie! - ni to wykrzyczał, ni to wyszeptał Karol, patrząc przy tym ostrożnie na wciąż zaciśnięte pięści Starego.

− O. - bąknął sumienie. - To takie buty.

− Panowie się znacie - szyderczo trochę stwierdził, a trochę spytał Stary, kątem oka zauważając, że Farfocel wreszcie przestał się kręcić i wyraźnie uspokojony podbiegł przywitać się z nowym gościem, machając radośnie ogonem.

− Tak jakby - odparł dryblas. - To jest Maksiu. Upośledzony brat Pokusy. - Zamilkł na chwilę, jakby ważył w sobie, co może powiedzieć, po czym zwrócił ciało w stronę starego i kręcać palcem koło czoła dodał ciszej, sylabizując - PSY - CHI - CZNY. Wydaje mu się, że jestem urojeniem.

− No co Ty? No przecież Ty jesteś jak najbardziej PRA-WDZI-WY. - naśladując rozmówcę podsumował otrzymane informacje Stary i ponownie przypomniał sobie jak próbował wytłumaczyć Dziuni historię pierwszej rozmowy z Sumieniem. A potem kolejnych.
Tłumaczenia po których zaskakująco często reklamy google zaczynały sugerować mu najlepsze gabinety psychiatryczne w mieście. Sam przecież nigdy nie próbował nic takiego wyszukiwać.
Teraz jednak nie było czasu na ponowne rozważanie tej tajemniczej zbieżności, bowiem w międzyczasie brodaty karzeł zeskoczył z komputera. Wyciągnął z torby bagnet, nadział go na swojego mosina i krzycząc, że czas już przynieść wolność Staremu, rzucił się w stronę Sumienia z gromkim "uraaaaaaaaaaaaa".
Byłby może nawet dobiegł do wroga, który sam już podwijał rękawy koszuli aby odpowiednio ugościć nadchodzącą bratnią pomoc, jednakże w tym samym momencie, z pokoju obok, dobiegł do wszystkich dźwięk znacznie straszniejszy.

Świdrujący uszy wrzask "maaaaaaaaaaaa-maaaaaaaaaaaaa" obudzonej harmidrem Eudoksji.

− To żeście, kurde, narobili - burnął Stary - czy ja wyglądam jak matka? - dodał jeszcze z przekąsem i przepychając się pomiędzy zastygłymi postaciami poszedł, wzdychając ku niebu, w sam środek rozkręcającego się obok huraganu. - A jak Rozum już się obudzi, to mu przekażcie, że mam z nim do pogadania. Nie on jeden jest tutaj niewyspany, ale niektórzy jakoś wciąż wykonują swoją pracę. I wylot mi stąd, bo pozabijam. - dodał zamykając za sobą drzwi.

− Wrócimy jeszcze do tematu - ni to rzucił na pożegnanie do gospodarza, ni to pogroził Sumieniu Karol. Po czym zdjął bagnet z mosina, schował go do szabrowniczki i zbiegł gdzieś pod stojącą w narożniku szafę.

Sumienie zaś opuścił rękawy, poprawił guzik pod szyją i zaczął głaskać po grzbiecie wciąż skaczącego na niego Farfocla, mamrocząc przy tym - No psychol taki, wiesz Farfocel, rozumiesz Farfocel. PSY-CHICZ-NY.

Ładnych kilkadziesiąt minut później wchodzący do pokoju Stary zastał olbrzyma pochrapującego w pozycji embrionalnej na środku dywanu, u jego nóg drzemał pies. Stary rozejrzał się dookoła, rzucił spojrzeniem ekran, gdzie wciąż świeciły się niedokończone linie kodu. Przesunął wzrokiem po segregatorze z napisem "Podatki", następnie po strzępach zburzonej wieży strażniczej otoczonej resztkami kolczastego drutu i westchął cicho:

− Eudoksja śpi. Farfocel śpi. Rozum śpi. Sumienie śpi. - przybrał absolutnie niewinną minę i zawołał już ciut głośniej -Karolu, jesteś tam?

− Nu, czego chcesz? - doleciało gdzieś z okolic szafy.

− Wiesz, urząd, to nie za bardzo... ale ogólnie jakiś etat, to ja bym sobie wziął - ziewnął Stary i począł kłaść się koło śpiącego na dywanie towarzystwa.

− Coś się znajdzie, tylko pamiętaj to będzie... - zdążył jeszcze usłyszeć nim zasnął tak, jak się położył.

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Twój post został podbity głosem @sp-group-up oraz głosami osób podpiętych pod nasz "TRIAL" o łącznej mocy ~0.20$. Lista osób z naszego triala oraz wszystkie podbite przez nas posty są publikowane we wtorkowych raportach z działalności grupy. Zasady otrzymywania głosu z triala @sp-group-up znajdują się tutaj, w zakładce PROJEKTY

@wadera

Chcesz nas bliżej poznać? Porozmawiać? A może chcesz do nas dołączyć? Zapraszamy na nasz czat: https://discord.gg/rcvWrAD

!tipuvote hide

Congratulations @doabit! You have completed the following achievement on the Steem blockchain and have been rewarded with new badge(s) :

You received more than 10 as payout for your posts. Your next target is to reach a total payout of 50

You can view your badges on your Steem Board and compare to others on the Steem Ranking
If you no longer want to receive notifications, reply to this comment with the word STOP

Vote for @Steemitboard as a witness to get one more award and increased upvotes!