Historia jednego cukierka, czyli słowa mają moc.steemCreated with Sketch.

in #polishlast year (edited)
Sort:  

Media zarabiają na takich sensacjach. Gdyby nie one, ludzie ekscytowaliby się innymi bzdurami, np. brudzącymi pomniki gołębiami (w niektórych przypadkach jestem za). Tak więc myślę, że zanim dym opadnie, ten i ów wyssie dla siebie za wierszówkę.

Z drugiej strony media zrobiły dobrą robotę, teraz amatorzy darmowych łakoci może nie będą tyle kraść. A z trzeciej strony wolałbym aby nawyk "niekradzenia" wynikał ze zrozumienia nietaktowności samego przyswajania cudzej własności a nie obawy przed konsekwencjami.

W takim Stambule przykładowo (i nie tylko) można sobie degustować na bazarach wystawiany towar (np. posiekane kawałki serów, orzeszki, owoce...) ale tam sprzedawcy wyraźnie zapraszają na taki reklamowy, niezobowiązujący poczęstunek. Natomiast nie wyobrażam sobie, aby ktoś w centrum Europy, np. w Tesco częstował się wystawionymi plasterkami kiełbasy czy owocami. Oskarżony pan się głupio tłumaczy.

Nie zgadzam się z większością oburzonych obywateli, posługujących się argumentem "to tylko cukierek" - a ja powiem kradzież to kradzież i wartość przyswajanego przedmiotu nie ma ma tu zasadniczego znaczenia. W przeciwnym razie kodeks karny powinien stworzyć tabelkę w excelu ew. algorytm wyliczający karę za każdą "skradzioną złotówkę" z pozycji. Aby było sprawiedliwie, to kara powinna uwzględniać cenę z dokładnością do jednego grosza. No bo dwóch emerytów, którzy ukradną za 0.99 pln i 0.39 pln. powinni dostać odmienne kary według obowiązującego cennika. Głupio jakoś nie?

Jeśli ewentualna kara powiązana jest w jakimś stopniu z wartością, sugeruje to, iż sam fakt kradzieży usprawiedliwiamy i jest on umniejszany - czyli podmiotem w tym przypadku jest wartość a dopełniaczem kradzież (a powinno być odwrotnie).

U nas drobne nadużycia są przez społeczeństwo tolerowane, ale niechby ktoś nie zapłacił za toaletę w Turcji - tam dopiero jest jazda. Jeszcze do niedawna w państwach Magrebu złodziej mógłby zostawić tam swoją dłoń.

Tak czy siak, aby nie było nieporozumień uważam, że powinna w świadomości ludzi istnieć zasada - Nie zabieraj niczego, co nie zostało ci podarowane.

Każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony tak jak piszesz – informacja dla drobnych złodziejaszków, że ochrona sklepów i monitoring jednak są skuteczne i że można dostać dość wysoką karę za kradzież.
Niestety przekaz ten został skrzywiony. Podkreślono, że kara zbyt surowa, że prokurator zaskarży wyrok. W połączeniu z wypowiedziami obwinionego, że konsumpcja to nie kradzież i w innych krajach można próbować, dostajemy dość mętny przekaz. Że może właśnie jak coś małego to nie kradzież? Że może wręcz "należy się" nam jako klientom prawo próbowania bez pytania sprzedawcy o zgodę? W mediach elektronicznych stanowisko, że zjedzenie towaru to kradzież i słusznie zjadacza spotkały opisane konsekwencje czynu, zajmowały pojedyncze osoby w komentarzach. Większość skupiała się na tym, że za większe przestępstwa ludzie na wysokich stanowiskach rzekomo nie są karani, a szarego obywatela to zaraz taka ciężka kara spotyka i to za co – za jeden marny cukierek. Wywnioskować stąd można, że tak jak piszesz, wiele osób jednak usprawiedliwia takie zachowanie, zwłaszcza gdy nie chodzi o ich osobisty majątek, a o towar należący do dość abstrakcyjnego podmiotu jakim jest sklep. Nie pamiętają lub kompletnie nie myślą o tym, że straty sklepu dotkną konkretnych jego pracowników – że narażeni oni są na brak premii, stres, być może brak możliwości awansu lub wręcz utratę pracy (nieskuteczny ochroniarz).

Ja tam nie wiem co tu się wyrabia. Nie czytam prasy przez chwilę i nie wiec co się w kraju dzieje a tu nagle prokuratura zaskarża wyrok i broni złodzieja zamiast w imieniu poszkodowanego (sklep) walczyć o sprawiedliwość. Noooosz jasny gwint...

Pojęcia, które kiedyś były jednoznaczne i miały bardzo konkretne znaczenia zaczynają się rozmywać, rozwiewać. "Bo ja to rozumiem inaczej i co mi zrobicie?"
I tak jak kiedyś masło było po prostu masłem zrobionym ze śmietany, a teraz mamy jakieś masła 65%, masło bez laktozy, miksełka, to i kradzież się rozmydliła, bo ja tylko konsumuję, a ja tylko biorę, bo mi się należy, a ten rower stał nieprzypięty.

"co do rączki - to do buzi", to faktycznie odruch człowieka;
tyle, że człowieka w wieku mniej więcej 6 miesięcy 🙄

I szybko zanika po próbie konsumpcji pokrzywy tudzież garści piasku. :D

no właśnie;
a skoro w późniejszych latach rozwoju (ROZWOJU) dziecka, ten "odruch" staje się bardziej "wybiórczy", to oznacza, że jednak następuje w głowie jakieś procesowanie oraz użycie kory mózgowej w sytuacjach decyzyjnych.