Obce języki obce

in engrave •  4 months ago 
Przy okazji ostatniej kampanii wyborczej do europarlamentu często podnoszono kwestię znajomości języków obcych przez kandydatów na europosłów. Oczywiście posługiwanie się językami obcymi nie jest wymagane, gdyż język polski jest jednym z oficjalnych języków w Unii Europejskiej i każdy z europosłów może liczyć, że otrzyma wszystkie dokumenty niezbędne do sprawowania mandatu w języku polskim, także w trakcie debat w parlamencie może posługiwać się językiem ojczystym, a wypowiedzi europosłów z innych państw zostaną mu przetłumaczone przez tłumacza.

W związku z tym nie należy wymagać od samych kandydatów znajomości języków obcych, bo przecież, gdyby nauczyli się jakiegoś języka, a nie zostali wybrani to zostali by z tym angielskim, francuskim lub niemieckim jak ten ch..j z anegdoty o Janie Himilsbachu.

Znany, nieżyjący już, polski aktor Jan Himilsbach, otrzymał ponoć propozycję zagrania w amerykańskim filmie. Producent postawił jednak warunek, że musi on nauczyć się języka angielskiego. Himilsbach propozycję odrzucił, a motywy wyjaśniał charakterystycznym ochrypłym głosem. Przeprowadziłem logiczny wywód myślowy - mówił, ja nauczę się angielskiego, oni propozycję swoją wycofają, i zostanę wówczas jak ch..j z tym angielskim.

board-64269_1920.jpg

Wykonywanie mandatu europosła to przede wszystkim praca w parlamencie europejskim, gdzie jak wspomniałem może obejść się bez znajomości języków obcych, jednak tylko jeżeli chodzi o oficjalne obrady i dokumenty. Nie jest tajemnicą, że wiele spraw jest dyskutowanych i „załatwianych” w kuluarach, gdzie prowadzone są nieoficjalne dysputy, i tu właśnie język obcy przydaje się najbardziej. Oczywiście nikt nie wymaga od rozmówcy nienagannej angielszczyzny rodem z dworu królewskiego, ale podstawy, które umożliwią komunikację bardzo się przydają.

Własne doświadczenia z językami obcymi

Od ponad 17 lat pracuję w instytucjach międzynarodowych, gdzie wymagana jest znajomość języka angielskiego, ale niestety z tą znajomością bywa różnie. Jak dziś pamiętam swój pierwszy dzień, kiedy to zacząłem swoją służbę jako polski podoficer oddelegowany do dowództwa NATO w Neapolu, wraz z kolegą, który mnie wprowadzał poszedłem do oddziału, gdzie miałem służyć przez następne trzy lata. Ponieważ nie było szefa oddziału, polecono mi, żeby załatwił sprawy związane z „inprocesingiem” i stawił się na odprawie z całym personelem oddziału po południu, gdzie zostanę przedstawiony. Kilka godzin poświęciłem na ułożenie i dopracowanie „introduction speach”, żeby wypadło jak najlepiej, byłem pełen obaw, czy aby tylko zrozumiem co do mnie mówią itp. Na odprawie szef, niemiecki pułkownik poprosił mnie o krótkie przedstawienie co też zrobiłem, a następnie szybko przedstawił wszystkich oficerów i podoficerów w oddziale. Chwilę po tym zaczęła się normalna odprawa, jako pierwsi relacjonowali swoje projekty oficerowie greccy i tureccy, następny był Hiszpan, gdy ich posłuchałem poczułem się pewniej, rozumiałem wszystko, gorzej było z pełnym zrozumieniem Brytyjczyka i Amerykanina (z mocnym teksańskim akcentem), ale i to z czasem opanowałem.

Z tego co wiem nie każdy z żołnierzy tak łatwo się zaaklimatyzował, kolega opowiadał mi kiedyś historyjkę z pewnego szkolenia prowadzonego przez Brytyjczyka w którym brał udział z innym polskim żołnierzem, ten drugi nie reagował na pytania instruktora, który w końcu skonsternowany zapytał "Sir, do you speak English?" na co tamten opowiedział "Yes, but not Today".

Szybko zorientowałem się, że sam angielski jest niewystarczający, gdyż neapolitańczycy są bardzo negatywnie nastawieni do amerykanów, a gdy odzywałem się po angielsku za takiego mnie brano. Na pytanie „Do you speak English?” odpowiadali zazwyczaj „Poco, poco”, co oznacza dosłownie „troszeczkę”, ale w rzeczywistości to oznaczało „ni ch..ja sobie nie pogadamy”. Po kilku miesiącach zapisałem się na kurs włoskiego i pół roku później mogłem już wymienić kilka zdań po włosku, przede wszystkim powiedzieć, że jestem polakiem itp., te kilka zdań wystarczało, żeby zdobyć zaufanie włochów i później przejść na angielski.

Kiedy więc dziesięć lat temu przyjechałem do Belgii, pierwsze co zrobiłem to zapisałem się na kurs francuskiego. Jest to szczególnie ważne, gdyż w Mons podobnie jak w dużej części Francji nie łatwo dogadać się po angielsku. Może trudno w to uwierzyć, ale w niemal stutysięcznym mieście, gdzie znajduje się największe dowództwo natowskie w Europie, w którym pracuje ponad 3 tysiące żołnierzy i cywilów z różnych krajów (z rodzinami to będzie około 12-13 tysięcy ludzi), nie łatwo jest znaleźć usługodawcę, z którym można dogadać się po angielsku.

board-64271_1920.jpg

Mój francuski wciąż jestem na poziomie podstawowym :D Dużo rozumiem, czasami nawet dogadam się przez telefon, ale mam świadomość, że jest bardzo słaby. Jednakże dwukrotnie zostałem pochwalony, w pierwszym przypadku pochwalony został tylko mój akcent, gdy podczas wizyty w Normandii w jakimś sklepie starsza kobieta zapytała się mnie o coś w sklepie, zupełnie tego nie zrozumiałem więc automatycznie odpowiedziałem „Je ne parle pas français”, na co pani się obruszyła i powiedziała do koleżanki „twierdzi, ze nie mówi po francusku, a ma taki idealny akcent” :D. Drugą pochwałę dostałem ostatnio od recepcjonistki w naszym hotelu na Korsyce, wcześniej rozmawiałem z nią po angielsku, ale jednego wieczoru wracając ze spaceru zaszliśmy, żeby zamówić na rano „une baguette et deux croissants”, i te jedno zdanie wystarczyło, żeby ta pani poznała się na moim francuskim i mnie pochwaliła :D Jednak prawda jest taka, że gdy przez telefon umawiam się wizytę lekarską to zdarzało się, że dzień lub godzina którą mi zaproponowano była różna od tego co zrozumiałem, i szedłem w innym terminie niż powinienem :D

translate-110777_1920.jpg

Reasumując wbrew temu co mówił Jan Himilsbach języki obce się przydają i są bardzo pomocne nie tylko w pracy zawodowej, ale przede wszystkim w codziennym życiu zagranicą i o tym powinni pamiętać europosłowie, których jutro wybierzemy.


Pierwotnie opublikowano na LesioPM. Blog na Steem napędzany przez DBLOG.

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Od czasów Jana Himilsbacha świat się zmienił, a jeszcze bardziej skurczył nasz „Wniebowzięty” racjonalnie podszedł do tematu. Po co komuś prawo jazdy skoro nie ma samochodu. Niestety takie były czasy. Dzień dzisiejszy stawia jednak inne wymagania.
Pozdrawiam

Dokładnie, tylko chyba bardziej logicznie by było "po co komuś samochód skoro nie ma prawo jazdy" :)

Twój post został podbity głosem @sp-group-up oraz głosami osób podpiętych pod nasz "TRIAL" o łącznej mocy ~0.20$. Lista osób z naszego triala oraz wszystkie podbite przez nas posty są publikowane we wtorkowych raportach z działalności grupy. Zasady otrzymywania głosu z triala @sp-group-up znajdują się tutaj, w zakładce PROJEKTY

@wadera