Historia o tym jak z gorliwego katolika stałem się przeciwnikiem wszelkich religii - temaTYgodnia #17

in tematygodnia •  last year 

Jest 19 styczeń 2013 roku. Od tego dnia już nic nie wyglądało tak samo jak wcześniej… ale od początku.

Moje dzieciństwo w zasadzie nie wyróżniało się niczym. Chodziłem jak każde dziecko do szkoły, po zajęciach grałem w piłkę z kolegami, a w pochmurne dni grałem w gry na komputerze, albo w szachy z ojcem. Z racji, że pochodzę z bardzo religijnej rodziny to też tak zostałem wychowany, że co niedzielę do kościoła, pierwsze piątki i soboty miesiąca również, oczywiście wszystkie ważne kościelne święta również obowiązkowo, codzienna modlitwa itd. Po prostu wzorowy katolik. Jak już wspomniałem, w pierwsze piątki i soboty miesiąca chodziłem do kościoła ze względu na “obietnicę”, że w chwili śmierci będą przy mnie Jezus i Maryja. Ach, naiwny byłem… Powiem nawet więcej. Byłem po prostu zindoktrynowany na maksa. No może tak prawie na maksa, bo odkąd pamiętam miałem analityczny umysł i we wszystkim szukałem logiki (teraz wiem, że to mnie uratowało). Oczywiście też oglądałem namiętnie reżimową telewizję, bo jednak gdzieś zawsze na rodzinnych spotkaniach przewijały się tematy okołopolityczne. Niebawem jednak miało się to wszystko zmienić.

Jesień 2012

Po jakże emocjonujących wakacjach, w związku z Euro 2012 i olimpiadą w Londynie, poszedłem na studia do Olsztyna. Były to pierwsze miesiące w życiu bez telewizora. Co więcej, przez pierwszy miesiąc nie miałem nawet laptopa. Jedyne “okno na świat” to był mój telefon z małym, nawet jak na tamte czasy, pakietem internetu. To był prawdziwy detoks. Po tym gdy już kupiłem laptopa, znów przeglądałem reżimowe media, tym razem w internecie, czyli Interia, WP, Onet itp., ale już czułem, że “niewidzialna smycz” stała się nieco dłuższa, bo mogłem informacje skonfrontować z komentarzami pod artykułami i tym samym zacząłem kreować swój własny światopogląd. To ja wybierałem co chcę oglądać.

19 styczeń 2013 - Przełom

Styczeń tego roku był dla mnie bardzo ciężki. Studia, na które poszedłem okazały się serią porażek. Do tego stopnia, że nie przystąpiłem nawet do sesji. Gdy tak siedziałem załamany i przeglądałem facebooka, żeby tylko na chwilę nie myśleć o porażkach, które mnie spotkały, natknąłem się na film pt. Wezwanie do przebudzenia. Był to amatorski film dokumentalny o teoriach spiskowych dotyczących m.in. zamach na WTC. Nagle zderzyłem się z jakże odmiennym, od tego z mainstreamu, poglądu na świat. Jak z rozsypanych puzzli zacząłem układać prawdziwy obraz świata (jeszcze mi kilku puzzli brakuje). Ten film to był kamień węgielny mojego przyszłego rozwoju i zmiany światopoglądu o 180 stopni.

Rok 2014

Po porażce na pierwszych studiach i wyciągnięciu wniosków postanowiłem, że muszę spróbować jeszcze raz, ale tym razem w zupełnie nieznanym otoczeniu z dala od rodziny, bo jak coś zaczynać od nowa to z czystą białą kartą, odcinając się od dotychczasowych niepowodzeń. I tak zawitałem do Poznania. Tam bardzo szybko upatrzyłem sobie niedzielne msze dla studentów w duszpasterstwie akademickim przy politechnice. Urzekło mnie w nich to, że w końcu byłem wśród rówieśników, a nie otoczony starymi zgorzkniałymi moherami. Dodatkowo ten stan wzmacniał kościelny zespół studencki, który muzycznie robił dobrą robotę.

Luty 2015

Studia leciały semestr za semestrem, aż nadszedł kolejny kryzys w moim życiu. Kolejny raz uczelnia mnie pokonała, a może sam się pokonałem, tego nie wiem. To był chyba mój największy kryzys jakiego w życiu doświadczyłem. Prawie z dnia na dzień zostałem na lodzie. Miałem w tej sytuacji 2 wyjścia. Mogłem wrócić na tarczy na stare śmieci jako największy przegryw w rodzinie, albo wziąć się w garść i w myśl zasady “do trzech razy sztuka” spróbować ostatni raz zdobyć wykształcenie. Dlaczego o tym wgl piszę? Otóż jak większość z was pewnie wie, kryzysy mają to do siebie, że człowiek musi się na chwilę zatrzymać, przemyśleć swoje dotychczasowe życie, wyciągnąć wnioski i działać. Tak też było w moim przypadku. Postanowiłem, że muszę znaleźć jakąś pracę, ale nie chciałem wracać do swojej rodzinnej miejscowości, więc udałem się do Urzędu Pracy, by otrzymać tzw. bon na zasiedlenie. Formalności trwały ok 2 miesiące, więc miałem sporo wolnego czasu i to spowodowało, że pierwszy raz postanowiłem, że muszę przeczytać Pismo Święte, jak przystało na przykładnego chrześcijanina. To był jeden z kamieni milowych w moim życiu. Czytając Biblię zaczęły się pojawiać sprzeczności z tym co zawsze słyszałem na kazaniach, z tym czego uczyłem się na religii w szkole i w końcu z tym co udało mi się przeczytać w Katechzmie Kościoła Katolickiego, który rzekomo opiera się na Piśmie Świętym.

Październik 2015

To był czas kolejnej zmiany miejsca zamieszkania i rozpoczęcia kolejnych studiów, tym razem zaocznych, bo nie chciałem już tracić czasu na studiowanie dzienne, a przede wszystkim z szacunku dla swoich rodziców nie chciałem już więcej nadwyrężać ich domowego budżetu. To był też moment, w którym ilość sprzeczności i fałszu, które odkryłem w KK była tak duża m.in. spowiedź, kult świętych, kult obrazów, kult maryjny to tylko wierzchołek góry lodowej, iż stwierdziłem, że więcej nie będę chodzić do kościoła i zacząłem szukać prawdy wśród niezależnych grup biblijnych, głównie zielonoświątkowych. W międzyczasie postanowiłem, że dam KK ostatnią szansę. W tym celu nawiązałem kontakt z młodym księdzem z duszpasterstwa akademickiego w Gdańsku. Wybrałem go celowo, bo uznałem, że osoba świeżo po seminarium nie będzie miała tych wszystkich naleciałości co starzy księża i do spraw wiary będzie podchodzić bardziej ideowo. Umówiłem się z nim na spotkanie. No i nie pomyliłem się. Półtorej godziny bardzo merytorycznej rozmowy. Ku mojemu zdziwieniu tenże młody ksiądz przyznał mi w wielu kwestiach rację, co mnie mocno podbudowało, ale z racji tego, że temat nie został jeszcze wyczerpany, umówiłem się na kolejne spotkanie by dokończyć rozmowę. Niestety do niej nie doszło. Nagle się okazało, że musi gdzieś wyjechać na parę dni i po powrocie się odezwie by ustalić termin na dokończenie rozmowy i kontakt się urwał. Na maile nie odpisywał. Przypadek? Nie sądzę… Prawdopodobnie dostał odgórny zakaz takich spotkań i rozmów, co mnie teraz już nie dziwi. Trwałem w takim zawieszeniu, jako wolny chrześcijanin, przez ok. półtora roku, bo nie czułem przynależności do żadnego kościoła, ani grupy biblijnej.

2016

W międzyczasie zainteresowałem się niebocentryzmem, bo wszystkie religie mówiły o Bogu, a tak na prawdę nikt nie był wstanie mi wyjaśnić gdzie on jest i czy wogóle jest. Niebocentryzm w teorii rozwiązywał ten problem. Tak przynajmniej mi się wydawało. Żyjemy wewnątrz Ziemii, a w centrum jest szklana kula, w której mieszka Bóg. Brzmiało to dość logicznie …aż do sierpnia ubiegłego roku

Sierpień 2017

W tym czasie pierwszy raz usłyszałem o 7 Prawach Logosu czyli prawach, które rządzą wszystkim wokół nas (wg. Kybalionu). Przy pierwszym zetknięciu się z prawami Logosu mój umysł zareagował alergicznie, bo burzyły one doszczętnie obraz Boga i świata wykreowany przez systemy religijne jak i również z teorię niebocentryzmu, którego byłem wielkim zwolennikiem. Z czasem jednak gdy zacząłem analizować kolejno poszczególne prawa pod kątem logicznym i następnie konfrontować je najpierw z chrześcijaństwem, a potem również z niebocentryzmem to doszedłem do serii bardzo ważnych wniosków.

  1. Obraz Boga jakiego przedstawiają wszystkie religie z chrześcijaństwem na czele jest fałszywy i wewnętrznie niespójny.
  2. Tzw. życie wieczne po śmierci, które propagują religie jest fikcją. Mamy wieczną duszę, a po śmierci inkarnujemy w kolejne wcielenie, by doskonalić naszą duszę.
  3. Religie są tworzone po to by kontrolować ludzkość i utrzymać ją w niewiedzy otaczającego ją świata.

Dopiero po poznaniu i zrozumieniu tych praw doszło do mnie, że religie łącznie z chrześcijaństwem tak na prawdę nie mają z Bogiem nic wspólnego. Jest to jedynie system do kontroli społeczeństwa w myśl zasady “dziel i rządź”, który prowadzi jedynie do degeneracji człowieka, a ostatecznie do unicestwienia go za pomocą wojen i fanatyzmu religijnego.

Na sam koniec chciałbym zaznaczyć, że NIE JESTEM ATEISTĄ, ale jednocześnie jestem przeciwnikiem jakiejkolwiek religii.


WOLNOŚĆ WYNIKA Z WIEDZY

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  
  ·  last year (edited)

Istnieje ogromna, licząca ponad 1 mld osób społeczność tzw. religious nones (wierzących poza religiami). Wydaje mi się, że do niej "należysz", choć każdy tam ma praktycznie inną duchowość i światopogląd, bo każdy zbudował go sam, poza Kościołami.

Samodzielna droga jest coraz bardziej popularna i miło mi Cię powitać na #pl-religia.

może jestem trochę "religious nones", chociaż nie przepadam za słowem "wiara" w kontekście duchowości, bo kojarzy mi się z swego rodzaju osobistym przeczuciem, wizją świata duchowego, często pozbawioną logicznego sensu. Wolę w tym kontekście słowa "świadomość" i "wiedza" :)

Nie istnieje. Owszem są ludzie którzy wybierają sobie z religii co im pasuje. Ale to dalej jest element jakiejś religii.

Ciekawa droga i trochę podobna do mojej. W moim osobistym doświadczeniu najważniejsze okazało się zdobywanie wiedzy bezpośrednio poprzez ćwiczenia psychiczne i "eksterioryzację mojej duchowości do świata zewnętrznego". Ten proces nie jest dla wszystkich, bo po pewnym czasie transcendujemy nasze kulturowe i historyczne uwarunkowania, i zaczynamy otaczający świat widzieć inaczej. Wartości pozostają, w tym te chrześcijańskie, ale po tym procesie mamy więcej tolerancji dla figur, obrazów i rozmaitych historycznych przekształceń w łonie kościoła i narodów. Duch i historia stają się wielowymiarowe, otwierają się nam oczy na energie subtelne, a zielonoświątkowi i charyzmatyczni bracia już nas nie przerażają, po tym jak według wielu z nich "wypadamy z łaski". Istotą bowiem nie jest ucieczka od jednej formy do drugiej, ale konsekwentne integrowanie tych form niezależnie od tego jak na pozór wydawałyby się one sprzeczne. "Duch ożywia, ciało nic nie pomaga. Słowa które mówię do was są duchem i życiem. Kto będzie chciał zachować swoje życie (wieczne!), ten je straci, a kto straci swoje życie (wieczne!) dla mnie, ten je zyska." I tak właśnie apostoł Paweł chciał poświęcić swoje życie wieczne, aby tylko jego bracia Żydzi się nawrócili, ale Bóg go zachował. Avalokiteshvara też poświęcił życie wieczne z miłości do ludzi, bo ktoś kto nie odważy się stąpać po wodzie nigdy nie będzie chodził w wierze. W ten sposób od osobistego Zbawiciela transcendujemy do osobistej religii, w której jest miejsce dla wszystkich, ale bez ograniczania wolności drugiego człowieka. Stajemy się sami źródłem życia wytryskującym ku żywotowi wiecznemu, i nic dla nas nie jest niemożliwe, bo teraz mamy "wiarę boską", i możemy przenosić góry.

Hej, gratuluję odwagi opowiedzenia o własnym życiu i swoich porażkach :) Chciałby polecić Ci pewną książkę, jeśli można. G.K. Chesterton Ortodoksja. Naprawdę warto :)

Świetnie opisałeś swoją drogę. Podoba mi się to, w jaki sposób zacząłeś samodzielnie myśleć i poszukiwać, nie zadowoliłeś się wizją rzeczywistości narzuconą z góry przez "środowisko" i otoczenie.

  ·  last year (edited)

Jesteś przeciwnikiem wszelkich religii i piszesz:
"Mamy wieczną duszę, a po śmierci inkarnujemy w kolejne wcielenie, by doskonalić naszą duszę."
To się kupy nie trzyma :)
Tak samo nie trzyma się kupy: gorliwy katolik i tak późne zainteresowanie się Pismem Świętym.

" "Mamy wieczną duszę, a po śmierci inkarnujemy w kolejne wcielenie, by doskonalić naszą duszę."
To się kupy nie trzyma :) "
Dlaczego niby?

Ciało fizyczne śmiertelne, a dusza nieśmiertelna, co nie oznacza, że idealna

co do drugiego przykładu to trzyma się kupy jak cholera, bo jest bardzo mało prawdopodobne by gorliwy katolik znał Pismo Święte. Dlaczego? bo Katechizm Kościoła Katolickiego jest sprzeczny z Pismem Świętym w wielu kluczowych kwestiach. Poza tym gdyby taki katolik znał Biblię to by momentalnie zauważył jak mały odsetek treści Pisma Świętego jest czytany na mszach, a wszystkie niewygodne fragmenty dla Kościoła Katolickiego są nieuwzględnione w czytaniach mszalnych. Gorliwy katolik to wierzący katolik, ale już nie myślący.