Zakładamy stoisko z galerii - wszystko co musisz wiedzieć, aby nie zbankrutować

in polish •  last year  (edited)

Wielu z nas chodząc po galeriach handlowych zastanawia się jak wielkie pieniądze zostawiają tam kupujący. W myślach rozważają własny biznes tego typu, a niektórzy z nich nawet się na to decydują.

W sumie co to za problem zatrudnić jakąś studentkę na czarno, wynająć lokal i zacząć zgarniać duże pieniądze, prawda?

No właśnie.

Dzisiaj porozmawiamy o jak wygląda rozpoczynanie takiego biznesu, podpisywanie umowy i z czym to się wiąże. Mam nadzieję, że po tej lekturze Ci bardziej zdeterminowani dzięki wskazówkom lepiej się przygotują do tego typu biznesu, a pozostali.

Zaczynany.

Mamy kilkanaście/ kilkadziesiąt tysięcy na start. Jesteśmy zdecydowani do zarabiania dobrej kasy. Wiemy jaka branża nas interesuje. pozostaje tylko znalezienie miejsca w galerii.

1. Szukamy lokalu

Wchodzimy na dowolny portal z ogłoszeniami widzimy masę lokali do wynajęcia. Mniejsze, większe, w centrum, nna obrzeżach. Możemy wybrać zależnie od branży, ceny czy innych wariantów. My jednak chcemy mieć miejsce w galerii, co się okazuje?

(prawie) nie ma takich ogłoszeń.

Wiecie dlaczego? Ponieważ ilość chętnych na stoiska w galeriach mocno przewyższa ilość dostępnych lokali. Dla nas to oznacza to, że szukając stoiska w takim miejscu sami musimy odezwać się do galerii, która nas interesuje.

2. Odzywamy się do kilku galerii, które nas interesują

Tylko jedna odpowiedziała, ale to standard, jeżeli upieracie się przy konkretnej galerii to musimy ich męczyć do oporu. To może trwać miesiącami, będziemy wielokrotnie zbywani, trzeba być na to gotowym.

3. Rozmawiamy z galerią

Pytają nas o markę, rodzaj działalności, liczbę pracowników czy potrzebujemy dostępu do wody, prądu itd. W końcu pada od nich cena najmu. Dochodzi do nas, że negocjacje polegają na tym, że nie ma negocjacji, a cennik wynajmu jest ustalany indywidualnie.

Serio.

Szukaliśmy na Podkarpaciu miejsca dla zaprzyjaźnionej firmy zajmującej się opieką nad dziećmi gdy rodzice robią zakupy. W zależności od galerii za 10-15 metrów kwadratowych musieliśmy zapłacić 600-1200zł netto. Kiedy natomiast szukaliśmy mniejszego metrażu dla stoiska z kolczykami ceny zaczynały się od 3400 netto, w tych samych galeriach. To powszechne zjawisko.

4. Decydujemy się na spotkanie wstępne

Sympatyczna pani oprowadza nas po galerii, mówi w samych superlatywach o prestiżu tego miejsca.

Pokazuje statystyki odwiedzin tego centrum handlowego – są imponujące! Super!

Już w głowie liczymy wielkie zyski, zastanawiamy się czy ogromne pieniądze, które będziemy tam zarabiać kupić Porshee czy Maybacha.

Nie wiemy jednak, że statystyki, które widzieliśmy to zwykła ściema, a o autentycznej liczbie klientów dowiemy się dopiero na własnej skórze. Jeżeli galeria twierdzi, że wciągu dnia odwiedza ją 20 tysięcy ludzi możecie być pewni, że realnie jest ich najwyżej połowa. To częste oszustwo, za pomocą którego galerie zachęcają nas do wynajmu lokali.

Sympatyczna pani pokazuje nam lokal, ale o dziwo nie jest w miejscu, o którym rozmawialiśmy tylko na ostatnim piętrze z tyłu galerii.

Galerie w pierwszej kolejności chcą wynająć lokale o gorszej lokalizacji, a te lepsze (o ile są jeszcze wolne) zostawić dla bardziej strategicznych klientów. Nas nie traktują jako równorzędnych partnerów, dlatego w przypadku odmowy zgody na stoisko, które nam wskazują, negocjacje zostają zerwane.

Ale ok, załóżmy, że wierzymy w swój biznes, chcemy mieć stoisko i oferta galerii nam odpowiada

Wchodzimy w to!

6. Podpisujemy umowę

Dochodzimy do ostatniego momentu. Na takie spotkanie zostajemy zaproszeni do jednego z lokali w galerii. Zwykle restauracja o niezłym standardzie. Jest ciepło miło, przyjemniej, zaczynamy się tam czuć jak u siebie. Miła pani na nas zabawia, często bazując na podstawowych instynktach, przypadkowo ma odpięty guzik od bluzki pokazując ciut za dużo.

Po co? Bo kto by w takich warunkach czytał umowę.

Załóżmy jednak, że my czytamy co podpisujemy podpisujemy.

Nagle w gąszczu literek na trzeciej stronie widzimy informacje, że oprócz czynszu mamy płacić galerii 5% od obrotu, a umowa jest minimum na rok. To bardzo częsty zabieg, stosowany przez galerie, o którym dowiadujemy się dopiero przy zawieraniu umowy.

Galerie bazują na tym, że wielu klientów po ustaleniu czynszu ale przed podpisaniem umowy kupuje towar, akcesoria, po prostu wydaje pieniądze na biznes.

Gdy dowiadujemy się o tym, że oprócz wysokiego czynszu czeka nas haracz od obrotów, co mamy robić, skoro dziesiątki tysięcy złotych poszło już na towar?

Zaciskamy zęby licząc, że jakoś to będzie.

Wtedy druga bomba.

Kary za spóźnienie z opłatą za najem.

W naszym przypadku to prawie tysiąc złotych dziennie, co jednak mamy robić?

Podpisujemy umowę.

7 Udało nam się, mamy stoisko w galerii!

Od teraz spacery po niej wyglądają inaczej.

Nadal korzystamy z promocji i rabatów, szukamy najlepszych cen, ale widząc niektóre stoiska, które pomimo obniżek i akcji promocyjnych nadal są puste patrzymy nie inaczej, bo teraz jedziemy z nimi na tym samym wózku...

W kolejnej części dowiecie się jak zminimalizować koszty i ryzyko wejścia w podobny biznes.

Do zobaczenia!

Na @zbudujprojekt pokazuję wam jak wygląda zarządzanie projektami od środka. Czasem są to mniejsze projekty, czasem większe, ale zawsze interesujące. Zostań z nami na dłużej by nie przegapić kolejnych materiałów :-)

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

"wszystko co musisz wiedzieć, żeby nie zbankrutować" - a jak już zbankrutujes to nie mów, że nie wiedziałeś :)

·

świetne uzupełnienie tytułu.

Pracowałem na galerii dla jednej z siei komórkowych i tam mieliśmy niecałe 4% od obrotu... problem w tym, że do każdego telefonu ratalnego wystawiana była faktura, a więc i trzeba było zrobić paragon - punkt tych pieniędzy nigdy na oczy nie widzi i co miesiąc panie w Galerii mimo wyszczególnienia, że tyle i tyle to są faktury i paragony za telefony systemu ratalnego magicznie "zapominała" o tym - fakturę zapłacić trzeba było, potem oni zwracali, ale zanim zwrócili to zdarzyli wystawić na kolejny miesiąc - i tak w kółko.

Kary za spóźnienia otwarcia też są zabawne np. za punkt zamknięty podczas drugiego obchodu (zwykle ok 9:30) 50€... raz dostałem, jednak byłem punktualnie i nie moja wina, że padła roleta - oczywiście serwis rolety jest po naszej stronie chodź to oni odpowiadają za jej stan, a karę trzeba było zapłacić bo nie zgłosiliśmy usterki wcześniej :) - ciekawe jak można przewidzieć, że w nowej rolecie po kilku dniach pęknie linka od mechanizmu.

Zajmuję się projektowaniem takich stoisk "wysp" w galeriach handlowych i muszę potwierdzić, że to bardzo śliska sprawa z tymi umowami. Z jednej strony koniecznie trzeba czytać ze zrozumieniem każdy paragraf umowy (proponuję skonsultować się z prawnikiem lepiej wydać na jego opinie niż na dopłaty przez cały okres umowy - "bo nie wiedziałem") druga strona medalu to obwarowania techniczne stoisk czasem tak skonstruowane że spełnić je jest szalenie ciężko lub najzwyczajniej w świecie stoisko takie wychodzi bardzo drogo co może być elementem zaporowym przed "nie chcianymi" klientami. Takie typowe niby możesz ale jednak nie możesz :) Częstym przypadkiem w umowach jest fundusz reklamowy, na który trzeba się składać poza czynszem. Jednym słowem podsumowania uważać co się podpisuje, o wszystko dopytywać, najlepiej skonsultować się z kimś kto już ma takie stoisko w tej galerii jak to wygląda u niego.

Galerie swoim strategicznym klientom tzn np sieci jak H&M proponują zupełnie inne warunki bo są wabikami, standardowa cena m^2 w galerii jest na tyle duża że wielki sklep z odzieżą miał by ogromny problem z wypłacaniem się.

·

Dokładnie tak jest, chodzi przecież o wielkie pieniądze i jak ktoś idzie do galerii to przecież nie po to by wstąpić do jednego sklepu po skarpetki za 5zł tylko by zostawić większą kwotę. Duże marki ściągają więcej ludzi.

·
·

Jak się pierwsza galeria otwierała i głównym sklepem na ponad 1/4 powierzchni zostało "Tesko" (tak było opisana w mapce PPOŻ) i tyle samo Leroy Merlin to co niektórzy najemcy, że dwa lata ich działalności pokrywają koszty budowy galerii, a więc wcale tanio to oni nie mają.

Mają jakieś ulgi, które z racji marki i tak nie mają znaczenia przy % od obrotu.
A jak do tego dodasz, że coraz więcej galerii przestaje dawać darmowy parking dla pracowników punktów w nich się znajdujących to już w ogóle wychodzi kosmos jeżeli chodzi o koszty - bo kowalski z H&M za najniższą tego nie pokryje bo mu szkoda, ale może zasłużyć to firma zapłaci.

Nie wiem gdzie robiliście research ale w moim rodzinnym Grudziądzu w galerii Alfa jest jeszcze trzecia bomba w umowie w postaci 13 czynszu w roku na działalność kulturalno-rozrywkową galerii. Czyli przyjeżdża sobie Norbii - pogada dwie godzinki na scenie na parterze tam gdzie prestiżowe marki i gruby pieniądz leża na deptaku. A ty kwitnąc w swoim mikro butiku na ostatnim piętrze gdzie wieje Ci z nieszczelnej kanalizy WC i przygasa światło jak Norbii zaczyna śpiewać - zastanawiasz się na co do cholery wydajesz swoje ciężko zarobione pieniądze. Reasumując - biznes w galeriach to raczej ciężki kawałek chleba i zwijają się sieciówki które nie mogą znieść narzuconych warunków a co dopiero Kowalski ze swoimi uciułanymi kilkunastoma tysiącami. Ja bym podchodził bardzo ostrożnie do tego typu biznesu - obojętnie jakiej branży ale prowadzonej w galerii. Osobiście mam kumpla który prowadził tu spory salon komputerowy i po dwóch latach z podkulonym ogonem przeniósł się do kamienicy 200m od galerii na którą dzisiaj nie może patrzeć.

·

Masz rację. To trudny i ryzykowny biznes, trzeba bardzo uważać na każdy szczegół i nie ma miejsca na złe decyzje.

Te ceny to nie przypadkiem za metr kwadratowy?

·

W przypadku fragmentu o miejscu do pilnowania dzieci jak i sklepiku kolczykami ceny były autentyczne. To była jedna z tańszych galerii na Podkarpaciu.