Show Me The Money.
Ulegamy zbiorowemu złudzeniu. Wszechogarniającemu omamowi, jakoby poziom naszego szczęścia był wprost proporcjonalny do salda na koncie.
"Pokaż mi swój samochód, a powiem Ci kim jesteś".
Niemądre kobiety budują sobie w głowach wizję błogiej sielanki determinowanej "tylko" znalezieniem odpowiedniego faceta. Wystarczy, żeby był inteligentny, przystojny, troskliwy, zabawny i dobrze sytuowany. Ostatecznie, gdy takowy rycerz w złotym Lamborghini Gallardo nie trafia się odpowiednio szybko, skłonne są zrezygnować z szałowego ciacha. Nie musi być też aż tak troskliwy i zabawny. Ani inteligentny. Pokaźne konto rekompensuje mnóstwo wad.
Jest w tym logika, bo po co wiązać się z brzydkim, głupim, nieczułym i w dodatku biednym?
My, niemądre samce alfa natomiast uwielbiamy współzawodnictwo. Więcej, szybciej, mocniej od konkurentów. Jesteśmy coraz produktywniejsi, lepiej zorganizowani, wydajni i skuteczni jedynie po to, by imponować. Nie wiem nawet czy bardziej sobie, czy bardziej tym kobietom?
Nic tak dobrze nie przedłuża penisa jak zwitek banknotów w kieszeni.
Rodzi się tylko zasadnicze pytanie - po co? Do czego to wszystko zmierza? Na ile wygodnictwo, emocjonalne wyjałowienie i konformizm są w stanie rozgrzeszać panowanie nowego, papierowego bożka?
Czytając wypowiedzi młodych dziewczyn zachęcających swoje koleżanki do prostytucji w imię wygodnego życia zastanawiam się gdzie są ich ojcowie i matki? Jak nisko upadliśmy, iż przechodzimy nad tym do porządku dziennego lub (o zgrozo) chwalimy taką postawę za "przedsiębiorczość". Nie chcę moralizować. Chcę zrozumieć, gdyż sam jestem ojcem.
Wracając do samych banknotów. Paradoksalnie od kiedy przestałem przywiązywać do nich wagę, zarabiam zdecydowanie więcej. Szanuję pieniądze, bo dają mi utrzymanie. Ale jeszcze bardziej cenię sobie relacje, których nie można przeliczać na złotówki. Przynajmniej z takimi ludźmi, którzy tego nie robią.
Wartościowe osoby nie będą Cię sądzić po tym ile masz kasy, tylko w jaki sposób dzięki niej zmieniasz na lepsze życie innych ludzi.
Największy telewizor nie zapewni Ci tyle emocji, co uśmiech dziecka, którego Twoje kilka złotych pomogło ocalić od śmierci.
A ja nawet nie mam samochodu :)
A to jest mój Tygrys - co o nim sądzisz? :)
Piękny. :)
Kojarzę tylko jeden pojazd, który mógłby go przebić urodą.
Ten z dziecięcych rysunków. ;)
A ja mam dobre auto bo szanuje swoje życie.
Dobre i bezpieczne, nie musi oznaczać drogiego i na pokaz. Nie mam nic przeciwko dobrym samochodom, póki ludzie kupują je z potrzeby. I jeżeli ich dzieci nie muszą później jeść suchego chleba z wodą, bo ojcu brakuje na OC czy paliwo. ;)