Zima wasza, wiosna nasza...

in polish •  last month
Ostatni "atak zimy" smakuję pracując na wyjazdach serewisowych w terenie... Oni oboje są przed 40- stką i uciekli z miasta. Kupili stary, opuszczony dom na wsi z kilkoma drzewami i stawem, do gminnej drogi 300 metrów do najbliższych sąsiadów 0,5 km. Przepiękna, jeszcze dzika okolica, jeszcze na uboczu cywilizacji, jeszcze przybłąkał się i już został na stałe merdający do nas ogonem pies. Zestawiamy im łącze internetowe do kontaktu ze światem zewnętrznym na tym prawie jeszcze końcu świata gdzie zasięg telefonii komórkowej podobnie jak diabeł mówi "dobranoc". Tak tak, trudno w to uwierzyć ale są jeszcze na mapie cyfrowej telekomunikacji takie miejsca. Rozglądam się z dachu po okolicy, jest jak w bajkach - polna droga niknąca na horyzoncie pól uprawnych i prowadząca do zagadkowego donikąd, kapliczka ze świeżo odmalowaną Maryjką przy rozstaju dróg i tuż nieopodal, po sąsiedzku, inny opuszczony dom. Pewnie straszy w nim okoliczne licho.

Nazajutrz topnieją resztki śniegu a my w kolejnej lokalizacji, tym razem na rogatkach miasta, walczymy z dwoma kamerami. Pierwszą, kpiąc sobie z norm wodoodporności deklarowanych przez producenta, zalała woda lejąca się z rozpadającego się dachu. Druga nie chce z nami rozmawiać bez dedykowanego jej oprogramowania, do którego prowadzi martwy link na stronie dystrybutora tego sprzętu. Znajdujemy innego dystrybutora tym razem z dalekiego wschodu i u niego na stronie, co prawda pod inną nazwą, znajdujemy poszukiwane oprogramowanie. Ta zalana przez deszcz nie daje znaku życia i wymieniamy ją na nową. Jeszcze tylko kładziemy nową drogę kablową, podłączamy kamery, jeszcze tylko drobna rekonfiguracja rejestratora i voilà ! Ciekawski właściciel tego monitorowanego bałaganu może z dowolnego miejsca w świecie korzystając z internetu sprawdzać co robią pod jego nieobecność pracownicy. Niewdzięczna robota w deszczu, kurzu i brudzie ale za to kawa smakowała świetnie przy ogrzewającym tę budę i nasze zmarznięte ręce, klimatycznym kominku.

Kolejnego dnia pokazuje się wreszcie słońce a nam trafia się klient, który dopiero co zjechał z pracy za granicą i zarobione euro wpakował w remont domu na wsi - docieplenie elewacji, nowy piec i instalacja grzewcza. Potrzebuje łącza internetowego by jak wyjedzie na kolejne 3 miesiące do pracy mieć kontakt z rodziną. Skype daje namiastkę bliskości i oszukuje odległość dzięki codziennym video rozmowom. Ludzie mniej tęsknią. Montaż instalacji wykonuję pod ciekawskimi spojrzeniami dwóch psów i zgrai gołębi a kładąc drogę kablową rozmawiam z siedzącym z kamiennym spokojem na progu strażnikiem poddasza. Jego spokojne spojrzenie zdaje sie mówić...

Zima wasza, wiosna nasza... Strych kotów!

Foto (myPhone Hammer AXE LTE) - Autor

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Czasem marzy mi się taka pustelnia, ale uwielbiam miasto. Ot taki paradoks.

·

Myślę, że to naturalne. Jesteśmy bardzo złożonymi wewnętrznie istotami i niejednokrotnie nasze pragnienia poruszają się po skrajnych biegunach i wprowadzają spory zamęt w naszej duszy. :)

·
·

Myślę że człowiek po prostu potrzebuje zarówno tej pustelni jak i odrobiny zgiełku w swoim życiu. Pierwsza pozwala mu odnaleźć siebie a drugi wystawia go na próbę.