Biegnąca z wilkami i gadająca z lisami. Uważaj o co prosisz, bo będzie ci dane!

in polish •  4 months ago

Wszechświat mówi do mnie, ale ja chyba nie umiem słuchać.

To znaczy słyszę, ale i tak chcę zrobić po swojemu. Jak mi coś na tacy podsuwa, to nosem kręcę, że nie tak to sobie wyobrażałam.

Kontrola, przymus panowania nad wszystkim to spadek po czasach, gdy mogłam liczyć tylko na siebie. Wszyscy "wielcy" zawodzili, więc przestałam na nich polegać. Wszechświat jest największy z nich wszystkich, ale też mu do końca nie ufam. Podrzuca frykasy co chwilę, a ja obwąchuję z daleka, cała zjeżona, czy to zaś nie jaka padlina.

A jeszcze żeby gadał wprost, bez owijania w bawełnę.

A ten jakieś filmy podrzuca, książki... znaki...

...i liska.

Spotkałam go ostatnio dwa razy, przynajmniej tak podejrzewam, że to jeden i ten sam. Bo jaka jest szansa, że w lasku osiedlowym, który obiegam truchtem w sześć minut, mieszkają dwa lisy?

W każdym bądź razie sprawa przedziwna, ponieważ mieszkam na tym osiedlu od czwartego roku życia, z sześcioletnią przerwą w międzyczasie i przez te lata nigdy nie widziałam tu lisa. Aż nagle, w przeciągu dwóch tygodni - dwa spotkania! Raz wieczorem, gdy szłam na zakupy, a drugi raz wczesnym rankiem, około piątej.

Wiecie, co jest w tym drugim spotkaniu niesamowite? Po pierwszym zetknięciu z rudzielcem byłam tak podekscytowana, że zaczęłam kombinować, jakby go tu nakryć ponownie. Wymyśliłam, że jeśli tylko będę biegać odpowiednio wcześnie, to moje szanse wzrosną.

I oto kilka dni później, minutę po tym jak wbiegłam w alejkę, ujrzałam w ciemnościach przed sobą zwierzę.
"Jaki duży, rudy kot" pomyślałam. Podbiegłam kilka kroków i już wiedziałam. Lis. Stał sobie spokojnie, niemal na wyciągnięcie ręki i gapił się na mnie. A ja na niego.

– Cześć – powiedziałam, bo nic innego nie przyszło mi do głowy. I staliśmy dalej. Moja ręka powędrowała do kieszeni, ale zawahałam się.
– Mogę ci zrobić zdjęcie? – zapytałam. A on odwrócił się i odszedł niespiesznie. Tkwiłam w bezruchu wlepiając oczy w oddalający się ogon, by po chwili ruszyć truchtem w swoją stronę z głową pełną myśli :

– Gadasz z lisami, brawo!
– To musi być znak! Może to moje zwierzę mocy?
Chodzi lisek koło drogi, nie ma ręki ani nogi...
– Ale że lis? To wilk, wilk jest moim zwierzęciem mocy!
– Ciekawe, co Clarissa Pinkola Estés powiedziałaby o lisach...

I tak przez godzinę.


W naszej zbiorowej świadomości lis jest postrzegany raczej pejoratywnie - jako szkodnik, cwaniak, oszust i chytrus; a przecież są to albo cechy czysto ludzkie albo wynik interpretacji zachowań lisa. Zwierzę postępuje tylko i wyłącznie w zgodzie z własną naturą i wykorzystuje swe atuty, aby przetrwać. Nie ma w tym wyrachowania i premedytacji, nie ma w tym zła.

Spróbujmy zostawić na chwilę obraz szkodnika duszącego kury. Czego możemy nauczyć się od lisa, jakie umiejętności odkryć i wykorzystać? Jakie wieści przynosi? Na co zwraca uwagę i przed czym ostrzega?

Idea zwierząt mocy, które są naszymi opiekunami i przewodnikami od narodzin do śmierci, wywodzi się z szamańskich tradycji północnoamerykańskich Indian. Zauważmy jednak, że szacunek dla zwierząt, wiara w ich mądrość i chęć naśladowania wybrzmiewa we wszystkich kulturach ściśle obcujących z naturą.

Dzisiaj, w powrocie do tych idei widzę przede wszystkim tęsknotę współczesnego człowieka za swymi korzeniami, pragnienie, by znów zaufać pierwotnej mocy opartej na intuicji i zdrowych instynktach. Tak zwany postęp cywilizacyjny dał nam wiele cennych zdobyczy, jednocześnie odseparował od natury, znieczulił zmysły. Intuicja popadła w niełaskę i zapomnienie.

A gdybyśmy tak, nie rezygnując ze wspaniałych doświadczeń intelektualnych, sięgnęli do mocy tkwiących w naszej naturze?

Albo choćby teoretycznie i na chwilę przyjęli, że wszystko jest możliwe? Nawet to, co z poziomu racjonalnego rozumu odrzucamy?

Zapraszam na spotkanie z lisem - zwierzęciem mocy i duchowym przewodnikiem.

Właściwie nie powiem niczego nowego. List to spryciarz nad spryciarze. Inteligentny samotnik polujący nocą. Mistrz kamuflażu.

Trudno docenić jego cechy, gdy czyni spustoszenie w obejściu gospodarskim, ale spójrzmy na nie z dystansu, obiektywnie.

Kiedy przychodzi?

Lis jako duchowe zwierzę zjawia się (lub możemy go przywołać) w czasie zmian, szczególnie tych trudnych lub nieprzewidzianych. W sytuacjach skomplikowanych i zagmatwanych, podczas gdy gubimy się w gąszczu możliwych wyborów i zaplątujemy w sieci relacji. Może być ostrzeżeniem przed wejściem na ścieżkę pozornie tylko prowadzącą do celu.
Pojawia się, by zwrócić naszą szczególną uwagę na otaczających nas ludzi oraz ich intencje, a także wtedy, gdy wchodzimy w nowy projekt, niekoniecznie korzystny.

A także wtedy, gdy jesteśmy w sytuacji tak zawiłej, że kategoryczne rozwiązanie przyniosłoby więcej szkody niż pożytku. Gdy nie jesteśmy pewni naszej oceny problemu i w związku z tym wahamy się co do jego rozwiązania. Gdy spotykamy przeciwnika potężniejszego, bardziej pewnego siebie i przebojowego i boimy się bezpośredniego starcia. Gdy nie lubimy konfrontacji i wolimy unikać konfliktów.

Wzmocnieni mocą lisa stajemy się tacy jak on podczas nocnego polowania - wyostrzają nam się zmysły i w lesie pełnym cieni i pokrętnych ścieżek zaczynamy widzieć wyraźniej, co jest czym.

Stajemy się uważnymi obserwatorami, widzimy to, co do tej pory było przed naszym wzrokiem ukryte. Dzięki temu pozbywamy się też złudzeń i odzyskujemy kontakt z rzeczywistością.

Rozbudzona intuicja pozwala wyczuć intencje i zamiary innych ludzi. Instynktownie wyczuwamy fałsz i obłudę, jednocześnie intelekt pracuje na najwyższych obrotach. Z ostrożnością i namysłem stawiamy każdy kolejny krok.

Nabywamy odwagi i elastyczności. Bierzemy pod uwagę wiele rozwiązań i na bieżąco je weryfikujemy, bez problemu zmieniamy plany, gdy wymagają tego okoliczności.

Zmiany nas już nie przerażają, przestajemy je traktować jako zagrożenie, stają się zwiastunem nowych możliwości i rozwiązań.

Wtapiamy się w otoczenie. Pozostajemy niepozorni i niewidoczni, ale wciąż obserwujemy sytuację i reagujemy, gdy zachodzi potrzeba.

Stajemy się odporni na opinię zewnętrzną, podążamy własną ścieżką niezależnie od nacisków otoczenia.

Nie tracimy energii na bezpośrednią walkę. Stosujemy uniki, kluczymy i chowamy się w cieniu. Z maestrią wykorzystujemy okoliczności, nawet te pozornie niekorzystne.

A wszystko to z lekkością i humorem, bo Pan Lis taki właśnie jest.

Jego moc możemy wykorzystać także w zmaganiach wewnętrznych. Kiedy czujemy, że utknęliśmy lub pogubiliśmy się w życiu, gdy pełno w nas nierozwiązanych spraw z przeszłości - lis pomoże odnaleźć do nich drogę. W wewnętrznej wędrówce pełnej cieni poprowadzi nas do starych ran, byśmy mogli je uleczyć. Uwrażliwi na głos duszy.

Pomoże odkryć nasz potencjał i nauczy, jak wykorzystać moc własnego cienia w dobrym celu. Wtedy cechy, których do tej pory być może się wstydziliśmy lub uznawaliśmy za słabość (jak choćby niechęć do bezpośredniej konfrontacji i stosowanie uników) staną się naszą siłą.


Dlaczego lis przyszedł do mnie?

Nadmienię, że pomiędzy dwoma spotkaniami z rudzielcem trafiła mi się książka, w której występował (w roli mocno drugoplanowej, lecz znaczącej) lis chory na wściekliznę. Jako taki niczego się bał i atakował ludzi z pianą na pysku... wszystkich, oprócz głównego bohatera.

Wobec takiego zagęszczenia rudych kit w przeciągu dwóch tygodni i zgłębieniu tematu zwierząt mocy nie mogłam nie zadać sobie pytania: czy ktoś chce mi coś powiedzieć?

Oczywiście wszystko można zinterpretować po swojemu i pospinać fakty tak, by pasowały do pożądanego obrazu. Wiem o tym.

Natomiast dziwnym trafem po pierwszym spotkaniu z rudym zadzwonił do mnie kolega z informacją, że jest niezły etat do wzięcia. Zezłościłam się nawet trochę, bo przecież wiedział, jaka byłam dumna, gdy w końcu rzuciłam stałą pracę i poszłam na swoje. I mimo to dzwoni, że etat jest??? Po co??? Zaparłam się nogami jak osioł i nie, absolutnie nie chciałam o niczym słyszeć.

Lecz gdy nieco ochłonęłam, to przyszła refleksja, że to taka niespodzianka, prezent i że jak go dostałam, to pasuje chociaż rozpakować i naocznie stwierdzić, czy mi się podoba czy nie. Nie odrzucać z zasady.

Po kilku dniach zadzwonili bezpośrednio z firmy i poszłam na rozmowę. Z nastawieniem, że nie wezmę tej roboty, choćby nie wiem co. Bo po cholerę mi to, jak się już zdążyłam ustabilizować na swoim.

Potem drugi raz spotkałam lisa i zaczęłam trochę o nim czytać. Dało mi to do myślenia.

Nagłe zmiany, elastyczność, wykorzystywanie okazji, jakie przynosi życie... Parę dni później dostałam wiadomość, że mam pracę.

Jak na autopilocie, wbrew wewnętrznemu oporowi, zgodziłam się.

Nie wiem, czy jestem zadowolona. Nigdy w życiu nie działałam w ten sposób. Moim ideałem i niedoścignionym celem był od dziecka tzw. święty spokój. Nienawidziłam zmian i bałam się ich. A ten rok jest tego absolutnym zaprzeczeniem. Ale w porządku. Z trudem bo z trudem uczę się, by nie walczyć ze zmianami tylko się im poddawać. I tego, że nie zawsze to, czego chcemy, jest dla nas najlepsze. Że być może jest ktoś od nas mądrzejszy i trzeba mu zaufać.

Cóż, na pewno moc lisa przyda mi się nadzwyczajnie. Tym bardziej, że w nowym miejscu wyczuwam jakąś dziwną energię. Sądzę, że za moimi plecami zaczyna rozgrywać się coś, czego do końca nie rozumiem, ale co może w efekcie dotknąć i mnie. Ale nie boję się.

Tak już na marginesie przyznam, że mam trochę żal do Wszechświata, że mi taką kinder niespodziankę podrzucił, choć prawda jest taka, że sama jestem sobie winna.

No bo tak:

W listopadzie, gdy podsumowałam pół roku działalności, wyszło mi, że przy obecnym obrocie to owszem, mogę żyć w miarę spokojnie, ale na żadne ekstra wydatki w przyszłym roku liczyć nie mogę. A plany już mam! Zaczęłam kombinować, tak i siak, w końcu pomyślałam - co mi szkodzi, poproszę Wszechświat (osoby o odmiennym światopoglądzie mogą wstawić w to miejsce: Boga, Anioła Stróża, Źródło, Przodków itp.) o pomoc.

No i zaczęłam uderzać, tak od serca, mniej więcej w ten deseń: Ja sobie na to wszystko uzbieram, ale proszę, daj mi pracę! Potrzebuję więcej pracy! Chcę pracować! Bardzo proszę! Chcę więcej pracy!

Mniej więcej po dwóch tygodniach zadzwonił kolega z informacją, że jest praca.

W żaden sposób nie mogę wnieść reklamacji, ponieważ dostałam dokładnie to, o co prosiłam. A że nie to "miałam na myśli", to już mój problem. Tym bardziej, że jedną z najważniejszych wskazówek przy prośbach tego typu jest: precyzja. Prośba ma być tak konkretna, jak się tylko da.

Zamiast prosić o pracę powinnam była wyszczególnić, że chodzi mi o "zlecenia, które mogę wykonywać w domu, w ramach własnej działalności gospodarczej", najlepiej z uściśleniem ilości i kwot. Wiem, to takie mało duchowe, ale fakty mówią za siebie. Najlepiej napisać list, z datami, nazwiskami i kwotami. Na przykład nie wystarczy zwykłe "chcę mieć więcej pieniędzy", bo może się okazać że dostaniemy od babci stówkę albo podwyżkę 50 zł i już. Dokonało się? Dokonało.

Dlatego póki co, znów jestem na etacie. Ale będę czujna jak lis i mam zamiar wykorzystać absolutnie wszystkie jego moce do rozeznania sytuacji i ewentualne dalsze kroki. Zobaczymy, co będzie!


źródła tekstowe
https://whatismyspiritanimal.com/spirit-totem-power-animal-meanings/mammals/fox-symbolism-meaning/
http://www.spiritanimal.info/fox-spirit-animal/
http://bafka.ovh/2016/08/25/zwierzeta-mocy-lis/
https://www.odkrywamyzakryte.com/zwierzeta-mocy/

zdjęcia
Grafiki nie podpisane w tekście posiadają licencję CCO lub znajdują się w domenie publicznej.

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Dałaś mi tym tekstem sporo do myślenia. Jak byłem dzieciakiem razem z bratem i sąsiadem bawiliśmy się w olchowym lesie w chowanego. Było to około dwa kilometry od naszych domostw na totalnym bezludziu. Dzicz, gęste zarośla, nory lisów i zbliżający się zmrok nadawały niesamowity klimat. Schowałem się pod krzakiem czarnego bzu porośniętego dzikim chmielem tak, że wyglądało to na kształt igloo. Roślinna kopuła z jednym małym wejściem. Schowałem się tam i czekałem w ciszy i bezruchu. Nagle usłyszałem szelest. Spojrzałem w to wejście i zobaczyłem wielkiego wyglądającego na bardzo starego i doświadczonego lisa. Przez chwilę stał na przeciw wejścia z łbem spuszczonym ku dołowi. Zamarłem a ten spokojnie podniósł łeb i spojrzał w moją stronę. Myślałem że spłoszy się i ucieknie. Nic bardziej mylnego. Przewiercił mnie wzrokiem znów spuścił łeb i spokojnie się oddalił. Dla mnie to był koniec zabawy. Chciałem wracać do domu. Od tamtej pory po dziś dzień bardzo często widuję lisy. Nawet w centrach miast. Zazwyczaj nie uciekają a tylko patrzą na mnie.

Do tej pory mnie to trochę przerażało. Ale po Twoim wpisie zaczynam nawet się cieszyć. Od dziś będę sobie wmawiał, że czuwają nade mną i przekazują mi swój spryt :)

·

No pewnie! Nawet jeśli to ściema, to przynajmniej przestaniesz się obawiać spotkań z lisami ;)
A tak na serio, to warto czasem spojrzeć na pewne sprawy świeżym okiem, zmienić nastawienie.

a moja pamięć natychmiast wyrzuca mi to, rzutem pierwszego skojarzenia.
i weź sobie to jakoś połącz w całość :)

"..i tutaj pojawił się dość rozległy i zagmatwany cytat z "Małego Księcia",
dotyczący jego zawiłej rozmowy z kim?
z LISEM rzecz jasna.."

nieważne, nieistotne, zapomnijmy :)

·

Pisząc tekst miałam Miałego Księcia cały czas z tyłu głowy, ale stwierdziłam, że zmilczę, nie będę przesadzać, że to będzie za dużo. I że jak dodam choćby okruszek, to ta treściwa zupa jak pierdzielnie, to nowy wszechświat może powstać albo coś. I że trza mieć umiar.

Lecz na Ciebie zawsze mogę liczyć. Do diabła z umiarem!

·
·

to żem dopieprzyła dosoliła Ci tę żupę, że hej.
zaraz natychmiast idę wymazać ten przesyt, zanim zemdli :)

PS:
gdybyś jednak potrzebowała czasem coś oczywistego dodać do swojego tekstu, a byłoby Ci trochę głupio to zrobić samej, to wiesz - wal do mnie jak w dym :D