Edukacja w Polsce i na świecie - problem finansowy czy konieczność?

in polish •  last year


Dzień dobry, a co niektórym dobry wieczór!

Finansowanie nauki jest naprawdę obszernym zagadnieniem, aczkolwiek chciałbym się podjąć próby opisania tego zjawiska.
W zasadzie finansowanie wszystkich rzeczy z publicznych pieniędzy jest swego rodzaju problemem. Niektórzy uważają to za coś dobrego, inni nie. Jedni dają na WOŚP, inni twierdzą, że nie dają na "Owsika". Zawsze się zastanawiam wtedy: Jeżeli ktoś uważa, że Owsiak kradnie i ta zbiórka jest zła, to dlaczego nie odmawia w szpitalu leczenia sprzętem zebranym z tych pieniędzy? Bo przecież chce przeżyć... Taka mała hipokryzja.

Podobnie jest z finansowaniem wszystkich innych rzeczy, a przecież WOŚP nawet nie jest z publicznych pieniędzy.
Odkąd kryptowaluty zaczęły być tak popularne, trwa zażarta dyskusja czy płacić podatki czy nie. Osobiście, ten temat jest też dosyć trudny, co w sumie opiszę w osobnym poście. Mam aktualnie tyle pomysłów na posty, a praktycznie każdy urywa się w połowie i brakuje dokończenia, ale stay tuned.

Miało być o nauce, więc przejdźmy do nauki.


Szkoły publiczne są dobre. Dlaczego?

Bo każdy z nas płaci podatki. Rodzice dzieci chodzących do szkoły płacą podatki od pensji, od kupionych towarów, w zasadzie od wszystkiego. Dzieci, jak uzbierają jakieś tam swoje pieniądze, to też płacą podatki, kupując jakiś towar. W związku z tym, państwo w jakiś sposób odwdzięcza się, tworząc publiczne szkoły, dzięki którym każdy ma prawo korzystać z darmowej nauki.

Oczywiście, nie jest to w 100% darmowe, bo trzeba kupić przybory, wszelkiego rodzaju pomoce, książki, zeszyty... ale nawet najbiedniejszym w tym temacie pomaga państwo, czy np. Kościół. Przynajmniej u mnie w parafii co roku organizowane są zbiórki dla najbiedniejszych dzieci, aby wyposażyć je do szkoły.
Za przekaz wiedzy jednak się nie płaci, więc możemy uznać, że dla wszystkich nauka jest darmowa.

Jaki jest tego minus?

Nauka jest przymuszona. Dziecko musi uczęszczać do szkoły:

  • aż do ukończenia gimnazjum, które paradoksalnie, nie daje nawet wykształcenia, bo nie ma czegoś takiego jak wykształcenie gimnazjalne. W związku z tym, kończąc gimnazjum, dalej ma się tylko wykształcenie podstawowe.
    Nastąpiły jednak zmiany i gimnazja usunięto, ale jeszcze ostatnie roczniki będą na tzw. "starym systemie".
  • lub do ukończenia 18 roku życia. W związku z tym, dziecko nie musi ukończyć nawet podstawówki. Jeżeli skończy 18 lat, a dalej uczęszcza do owej szkoły, to jest coś nie tak. Mało to prawdopodobne, ale znam taki przykład z życia, gdzie w moim mieście jest pewien "śmieciarz", który nie ukończył nawet podstawówki. Nie nazywam go bezdomnym, bo w jakimś tam domku starym i zepsutym mieszka, aczkolwiek żyje z tego, że zbiera śmieci.
    Było to jednak ładnych parę lat temu. Aktualnie nie jest to do końca możliwe, bo przynajmniej u nas jest tak, że jeżeli dziecko nie zdaje ileś tam razy, to trafia do szkoły specjalnej. Oczywiście - jej też można nie ukończyć, ale to już jest naprawdę trudne do zrobienia.

Czy można to więc nazwać minusem?

Poniekąd tak, bo jednak narzuca się coś społeczeństwu. Z czysto psychologicznego punktu widzenia jest to pewien rodzaj ubezwłasnowolnienia. Dzieci często mówią, że nienawidzą szkoły, że chodzą, bo muszą, itp...
Pamiętam, że jak jeździłem na różnego rodzaju wycieczki, to popularne były wszędzie sklepy z koszulkami, głoszącymi różne prawdy. Jeden z napisów brzmiał:

Szkoła jest jak WC - chodzę, bo muszę.

Skoro były wystawione, to musiał być i popyt. :D

Nie jest to jednak faktycznym minusem, bo dziecko w takim wieku, czy nawet w wieku gimnazjalnym, nie potrafi myśleć na tyle przyszłościowo, żeby wiedzieć, czy taka nauka się przyda. Wykształcenie, szczególnie podstawowe jest bardzo ważne, bo bez podstaw człowiek nie poradzi sobie w życiu - nawet na budowie. Pojęcie np. liczenia jest jednak w jakimś podstawowym stopniu wymagane, pisania i czytania również - o tym za chwilę.
Dlatego również jest ten zapis: do ukończenia gimnazjum lub 18. roku życia. Wcześniej przecież odpowiadają za nas rodzice lub po ukończeniu gimnazjum, możemy sobie sami zdecydować do jakiej szkoły iść albo czy w ogóle iść.


Widać, że jest to swego rodzaju przymus, ale skutek zawsze ma pozytywny, bo bez podstawowej wiedzy, człowiek sobie w życiu nie poradzi. Inną kwestią jest to, czego faktycznie się uczymy, bo system edukacji potrzebuje sporych zmian.

Mam porównanie z kuzynkami z Włoch, gdzie system jest zupełnie inny.
Brak przerwy zimowej, ale za to 3 miesiące wakacji. Super?
Niestety nie!

Przez cały okres szkoły, dzieci nie mają w tygodniu zadawanych zadań domowych, tylko na weekendy... ORAZ WAKACJE. Kiedy przyjeżdżają tu do Polski, to wożą ze sobą masę książek i ćwiczeń i codziennie muszą je wypełniać, żeby wszystko ukończyć, bo po wakacjach są z tego sprawdziany. Według mnie, ten system też nie jest do końca dobry, bo nie utrwala na bieżąco wiedzy, ale też oni uczą się o wiele mniej materiału - wydawać by się mogło, że po prostu takiego, który ma większe szanse przydać się w życiu. Podobnie jest w USA, gdzie wiadomo jaki jest poziom matematyki albo np. historii, gdzie niektórzy Amerykanie nie wiedzą, co to jest Polska. Nam na geografii każą się uczyć prawie wszystkich krajów świata, ale w zasadzie im takie coś nie potrzebne - przecież to oni są mocarstwem, a my malutkim pionkiem.

Po co się uczyć?

Dzieciaki lubią sobie powtarzać, że po co się uczyć - taki Bill Gates albo Mark Zuckengerg nie ukończyli szkoły, a są bogaczami... Tak, tylko te dzieciaki zapominają, że oni nie ukończyli studiów, bo już po prostu mieli swoje biznesy. Bez studiów wiele osób podejmuje pracę albo ma swoje pomysły na firmę i zdarza się, że lepiej na tym wychodzą, niż Ci, co pokończyli jakieś Harvardy.

A jak jest z płatną edukacją?

Oczywiście, że w Polsce każdy może posłać dziecko do prywatnej szkoły. W moim mieście taka jest i wiele dzieci tam uczęszcza. Wiele to pojęcie względne. Na pewno mniej niż do innych podstawówek, które są w moim mieście, ale mam znajomych, którzy kończyli tę szkołę, więc nie jest to jakiś ewenement.
Powstała ona jednak w wyniku protestu przeciw zamykaniu szkół wiejskich i tych w mniejszych miastach. Jednorazowe wpisowe wynosi 300 zł, a czesne, bagatela 60 zł miesięcznie. Nie jest to więc dużo, a nauczyciele są często Ci sami, którzy uczą w publicznych szkołach, więc ciężko tu mówić o jakimś innym poziomie, lecz możliwość istnieje.


Większość prywatnych szkół jednak cechuje się tym, że stara się mieć wyższy poziom od szkół publicznych. Wtedy też rodziców musi być na taki zabieg stać, a nie jest to tanie.
Znam przypadek pana Roberta Gryna, którego już kiedyś przywoływałem. Kończył on jedną z najlepszych szkół w Polsce, gdzieś pod Warszawą, jednak jego rodzice są milionerami, wiec stać ich było na to, a sam Rob, zwrócił już chyba to z nawiązką, bo w tym roku jego majątek został wyceniony przez Forbesa na 612 mln zł, aczkolwiek sam biznesmen twierdzi, że ta kwota jest mocno zaniżona, gdyż w rok niemożliwym jest stracić 100 mln złotych, ale to nie zagadnienie na dziś.

Nie stawiałbym jednak tego pana za przykład tego, iż edukacja prywatna daje sukces. Uważam, że Gryn jest tak mądrą osobą, że nie miało to większego znaczenia.

Jaki jest problem prywatnej edukacji?

Główny problem jest jeden. Rodzice nie mają możliwości wyboru. Jakiego?
Mianowicie, każde dziecko ma prawo uczęszczać do publicznej szkoły, a tak jak mówiłem, finansowane jest to z podatków.
Ale jeśli rodzic decyduje się posłać dziecko do prywatnej placówki, to podatków nie odzyskuje. Dalej musi je płacić, a w przypadku takich osób, często jest to 32%.
Jest to jednak indywidualna decyzja rodziców, która głównie zależy od statusu majątkowego.
Mają wybór, gdzie posłać, więc ciężko na to patrzeć w tym aspekcie. Każdy ma prawo pobierać naukę za darmo, a jak ktoś decyduje się na inny sposób, to musi płacić. Uważam jednak, że mogłoby to być w jakiś sposób po prostu przeznaczane na coś innego, aby taki rodzic mógł decydować na co chce przeznaczyć podatki.


Inaczej jest ze studiami, bo tutaj każdy student decyduje już o sobie. Może podjąć pracę i uczęszczać na studia zaoczne albo odziedziczyć majątek i chodzić na niestacjonarne. Trudno jednak o studiowanie np. niestacjonarnej medycyny, która kosztuje około kilkadziesiąt tysięcy za rok i podejmowaniu przy tym pracy, więc tutaj również rodzice muszą pomagać.
Przy studiach dziennych jest jednak podobnie, bo większość zostaje na utrzymaniu rodziców, gdyż taki tryb nauki, nie pozwala raczej na podejmowanie pełnoetatowego zatrudnienia. Studia są jednak darmowe.
Na ten temat się jednak nie rozpisuję, bo świetnie zrobił to @fervi.


Porównajmy teraz naszą edukację z kilkoma innymi krajami.

Zjednoczone Emiraty Arabskie

W ZEA edukacja jest płatna. Każda. I to nie mało. Roczne opłaty studiów wahają się mniej więcej od 38 tys. zł do nawet 140 tys. zł, a trzeba do tego doliczyć koszt wynajęcia mieszkania - kawalerka wynosi od 5 do 7 tysięcy złotych miesięcznie. Stwarza to więc problem dla przyszłych rodziców.
Trzeba tutaj jednak wyróżnić kilka kwestii:

  • Jeżeli nie mamy pracy w Dubaju, to po 30 dniach musimy opuścić kraj.
  • Żaden obcokrajowiec nie może uzyskać tutejszego obywatelstwa, więc jeżeli urodzą nam się dzieci, a nagle tracimy pracę, to cała rodzina musi opuścić kraj i mamy spory problem.

W związku z takimi warunkami, mało osób decyduje się tam osiedlić i wychowywać potomstwo. Nie wiem jakie są do końca koszty wcześniejszej edukacji, ale na pewno jest płatna.

Wielka Brytania

Mam bliskiego kuzyna, który aktualnie studiuje na Oxfordzie. Tam również są dosyć wysokie opłaty, on płaci około 40 tysięcy funtów przez cały okres, czyli kilka lat.
Studenci jednak nie potrzebują mieć bogatych rodziców, gdyż otrzymują na cały okres studiów pożyczkę, którą muszą w przyszłości spłacać. Pożyczka jest udzielana bodajże przez państwo i po prostu w przyszłości jest automatycznie odbierana od pensji - tak zrozumiałem, ale jeśli się mylę, to proszę mnie poprawić.
Jest jednak pewien sposób obejścia takiej rzeczy, szczególnie dla obcokrajowców. Wystarczy ogłosić się bankrutem i wtedy całe długi zostają umorzone, a dana osoba nie może przez kilka lat wziąć w Anglii żadnego kredytu, ale może bezpiecznie wrócić do swojego kraju, nie martwiąc się o pożyczone pieniądze.


Nauka to nie tylko edukacja!

Finansowanie nauki stoi niestety na bardzo niskim poziomie. Omówiłem już temat edukacji, chociaż nie wspomniałem o zarobkach.
Niestety, zarobki nauczycieli, szczególnie tych na wczesnych etapach, czyli najważniejszych, bo to oni kształtują naszą osobę w znacznej mierze, są śmieszne. A w ogóle zarobki logopedów i pedagogów to jest paranoja. Moja mama uczy tych obydwu rzeczy, więc co nie co o tym wiem i to jest naprawdę zabawne.
Nauczyciel, który idzie na zastępstwo, dostaje za to dodatkowe pieniądze, nawet jak nie realizuje materiału.
Pedagog lub logopeda, kiedy idzie do jakiejś klasy na zastępstwo, nie dostaje żadnych dodatkowych pieniędzy za nadgodziny, więc takie osoby są często wykorzystywane jako zapchaj dziury.
Uważam, że logopedia jest akurat bardzo ważnym aspektem w szkole, bo dziecko musi poprawnie mówić, aby nie było w społeczeństwie wtórnego analfabetyzmu. Co prawda, jest już on poniekąd widoczny, ale o tym jutro.


Wracając. Niestety nakłady finansowe w nauce są bardzo niskie. Osoby po studiach, które decydują się pracować na uczelni i robić doktorat, mają często mniejsze pensje, niż gdyby podejmowali pracę w swoich zawodach, a przecież pomagają już w prowadzeniu badań naukowych... Ale jest to jednak pewna praca, co w Polsce jest na niektórych stanowiskach problemem.

Nie zagłębiam się jednak w ten temat, bo skupiłem się na edukacji, a artykuł jest już i tak dosyć długi.


A jak ty widzisz edukację w Polsce i pensje nauczycieli?

Miło mi, jeśli ktoś przeczytał do końca i jak zawsze - zachęcam do dyskusji!



Źródło zdjęcia.

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Ciekawy materiał. mam koleżankę. która uczy, jest też logopedą i jak sama twierdzi pracy ma naprawdę dużo, ale na zarobki nie narzeka - tak naprawdę to każdy by chciał więcej. Ja też nie narzekam, ale troszkę więcej kasy zawsze się przyda.
Temat rzeka. Zawsze wszędzie chwalili, że Polacy są dobrze wyedukowani, więc jest się czym szczycić. Nadmiar nauki jest bolesny, ale efekty tego mogą być na plus.
Pozdrawiam z Kalisza.