Sami swoi 1967 - recenzja

Sami swoi to polska komedia w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego, którą każdy Polak powinien znać.
Fabuła filmu jest wiadoma. Dwie zwaśnione rodziny: Kargulów i Pawlaków, po zakończeniu II wojny światowej muszą wyjechać z Kresów Wschodnich i zamieszkać na Ziemiach Odzyskanych. Ich zawzięty spór toczy się o ziemię, którą Kargul zaorał na 3 palce za daleko w stronę ziemi Pawlaków. Obawiając się kary za pocięcie kosą Kargula, Jan Pawlak emigruje do Stanów Zjednoczonych.
Po czasie wraca do Polski w odwiedziny gdzie jego brat Kazimierz z rodziną żyją już w zgodzie z Pawlakami. Aby uspokoić Johna, Kazimierz opowiada mu historię pogodzenia się rodzin, w tym zaślubin jego syna, Witii i córki Kargula Jadźki.

Komedia jest ponadczasowa, zawiera teksty, które chyba już nikt nigdy nie zapomni i będą bawić przyszłe pokolenia. Scena przy płocie czy słynna wojna o kota należą do scen kultowych, a postacie Kargula i Pawlaka pozostaną nieśmiertelne. Oprócz zabawy i komizmu film w tle przedstawia ciężkie życie po wojnie - bieda, brak sklepów, aptek, opustoszałe ulice. Uważam, że z tego obrazu można by było zrobić również niezły dramat.
Sami swoi to pierwsza część świetnej trylogii. Z powodu ogromnego sukcesu kasowego zostały nakręcone jeszcze dwie części przygód Kargulów i Pawlaków: Nie ma mocnych (1974) oraz Kochaj albo rzuć (1977).
Cała trylogia jest warta obejrzenia i gwarantuje ona śmiech i poprawienie humoru widza.

WACŁAW KOWALSKI
Kreacja postaci Wacława Kowalskiego jest tak wybitna, że - w mojej opinii - w kinie Amerykańskim zostałaby nagrodzona Oscarem. Pan Kowalski zagrał kłótliwego, szybko irytującego się człowieka wybitnie i należy mu się za tę rolę ogromny szacunek.

WŁADYSŁAW HAŃCZA
Duet Hańcza-Kowalski to istne mistrzostwo świata. Odtwórca roli Kargula już tak nie ekscytuje jak geniusz aktorski Wacława, lecz nadal nie ujmując mu niczego przedstawia dobre i wyważone aktorstwo.
Wnioski:
Podsumowując Sami swoi to świetna polska komedia przy której można się dobrze bawić wraz z całą rodziną. Kino polskie potrzebuje takich prostych, ale jakże zabawnych komedii bez wulgaryzmów czy ciągłych podtekstów seksualnych jak ma to miejsce obecnie.
Uwielbiam ten film a książki nie skończyłam bo jakoś nie wiem... W sumie najczęściej książka bardziej mi się podoba od ekranizacji filmowej, może za szybko się poddałam w tym przypadku.
To świetny film - prawdziwa kopalnia ripost. Nie zliczę ile razy w codziennym życiu użyłam "Był czas przywyknąć", albo "Ot, popadli my w kałabanię".
No i jest jeszcze sentyment rodzinny - malutka Ania to w dorosłym życiu żona mojego wuja, czyli ciocia Marta po prostu. :)