PODRÓŻE: Hiszpańska Walencja zimą- czyli porcja budget travelingu z mamą; Rozdział drugi

in polish •  last year 

Poprzednią część znajdziecie tutaj.

Dzisiaj chciałam się z wami podzielić kolejną porcją opowieści o moim krótkim wypadzie z mamą. Musze przyznać, że zdecydowanie nie doceniałam jej pod paroma względami. Okazało się, że w trakcie naszej krótkiej wycieczki to, co na codzień wkurza moją mamę, przestaje być problemem gdy jesteśmy na wakacjach... ale o tym za chwilę.


Odprężcie się i zaczynamy
(made by smashedturtle)

Trzy dni zwiedzania Walencji pozwoliły wyłonić kolejne, godne polecenia miejsca. W niskiej, gęsto zabudowanej Walencji, wiele osób znajdzie coś co przykuje jego uwagę. Dla nas była to pewna atrakcja, która znajdowała się w ogrodach Turii. Więc najpierw trochę o nich:

Jardin del Turia...

Walencja to miasto, które przez lata rozwijało się nad rzeką Turią, która często wylewała ze swojego koryta. Ostatnia duża powódź miała miejsce w 1957 roku, zginęło wówczas 80 osób a miasto w dużej mierze zostało zniszczone. Abu uchronić miasto przed kolejnymi, podobnymi przypadkami, podjęto decyzję o zaingerowanie wśrodowisko naturalne, co spowodowało zmianę biegu rzeki, która dzisiaj omija centrum miasta. W 1960 roku zostały przeprowadzone prace. Początkowy plan zakładał bodaj powstanie autostrady, jednak po zasięgnięciu opinii mieszkańców, postanowiono teren dawnego koryta zagospodarować zielenią! Tak oto powstały ogrody Turii. Moim zdaniem to idealne miejsce do uprawiania sportów outdorowych, spędzania wolnych niedziel, uczenia się czy po prostu spacerowania bez zobowiązań. Na końcu trasy wiodącej przez ogrody, znajduje się miasto kultury i sztuki, o którym wspomniałam w poprzednim poście. Jednak ja bym się chciała skupić na tym, co po drodze.

Dorosłym wstęp... wskazany


Mama na Guliwerze
(made by smashedturtle)

Nie będę wymyślać, lub próbować się tłumaczyć. Ogrody były przepiękne i spacerowałysmy w bardzo miłych okolicznościach. Jednak gdy zapytałam mamy co w parku było najlepsze odpowiedziała: Ten duży Guliwer!

W samym sercu parku znajduje się ogromny plac zabaw ze sporą iloscią zjeżdzalni, lin do wspinania się i tuneli. Nie mogłyśmy sobie podarować i nie ominęłyśmy tej atrakcji. Dobre pół godziny w styczniu, spędzone przy zachodzącym słońcu i 20 stopniach Celsjusza. Nie ukrywam, że chętnie bym wróciła tam. Mojej mamy naprawde nie było trzeba długo namawiać żeby weszła tam razem ze mną.Znam kogoś kto mówi, że dorosłośc to konstrukt nie znajdujący pokrycia w rzeczywistośći. Może rzeczywiście tak jest...

Muzeum sztuki współczesnej

Jeśli o muzea chodzi to od dzieciństwa uwielbiałam do nich chodzić. Mama wszczepiła we mnie za maleńkości ciekawość nawet wobec rzeczy, których nie rozumiem.

W Walencji miałyśmy okazję wybrać się (w niedzielę bo za darmo) do muzeum sztuki współczesnej. Nie będę udawać, że jestem specjalistą w tej dziedzinie, nie jestem. Moje pojęcie ogranicza się głównie do tego co przeczytałam "gdzieś" lub widziałam na żywo. Największe zdanie wyrobiłam sobie chyba po pobycie w MoMie w Nowym Jorku. Pamiętam, że wówczas byłam pozytywnie zaskoczona tym, co do zaoferowania ma sztuka współczesna. Wiedza jaką wtedy zdobyłam, wyparowała mi z głowy i do muzem sztuki wspołczesnej w Walencji wchodziłam jako tabula rasa. Zgrabnie pominę moją opinię na temat tego co widziałam - nie warto się z nią liczyć. Najbardziej wrażeniogenna okazała się być mała ciemna sala gdzie moim zdaniem można było wejść w sam środek procesu jakim jest synestezja (widzenie dzwięków, słyszenie kolorów). Więcej można zobaczyć tu. Poza tym udało mi się zobaczyć wystawę w całości poświęconą seksualności osób żyjących w krajach muzułmańskich. Byłoby idealnie, gdyby napisy na filmach nie były tylko po hiszpańsku ale jakoś starałyśmy się nadążyć.

Zakupy

Mogłabym powiedzieć krótko: Pojechałysmy zrobic zakupy do Primarka bo mama nigdy nie była. Ale to byłaby zwykła historia o zakupach. Ta natomiast jest pełna przygód. Dla nieświadomych: Primark jest miejscem gdzie za kilka euro można kupić sobie dużo rzeczy. Wiadomo, jakość towaru jest co najmniej słaba, jednak czasem zdarzają się perełki. W samym byciu w Primarku w czasie zagranicznego wyjazdu chodzi o coś więcej niż tanie zakupy. To masa szcześcia dzięki nowym majtkom, skarpetkom, kapciom, piżamkom, olejkom do paznokci i jeszcze wielu innych pierdołach. Udało mi się zachęcic moją mame do wypadu za miasto do centrum handlowego, w celu wydania pieniędzy w tym właśnie sklepie. Mama odpaliła Google i mówi: Za bilety w jedną stronę 6 euro.

I tu własnie zaczyna się przygoda.

Zamilkłam. Wypad na zakupy odbywał się przedostatniego dnia naszego wyjazdu więc moja mama nauczona już nieco budget travelingu powiedziała, że 6 euro to dużo pieniędzy (jeszcze więcej jak wiesz ile par skarpetek kupisz sobie w primarku za 6 euro) i warto byłoby je zaoszczędzić i pójść na pieszo. No to poszłyśmy. 13 kilometrów.


W ogrodze botanicznym dla podróżujących za darmo
(made by smashedturtle)
Spacer w pełnym Słońcu był niezwykle przyjemny i nie mam prawa narzekać. Więc nie będę, bo wszystko było dobrze do momentu w którym nie znalazłyśmy się w odległości jednego kilometra od centrum handlowego i skończył się chodnik. Dodam, że była to trasa, która łączy się z autostradą. Sytuacja nie byłą zła, ale ja martwiłam się o to, że mama zaraz się wkurzy i stwierdzi że wracamy. Chciałam nawet zacząć łapać stopa, ale było już tak blisko.

Blisko do ronda. Z sześcioma zjazdami i ogromnym ruchem. Proszę sobie wyobrazić jak przebiegamy przez kolejne dojazdy do ronda trzymając się za ręce i krzycząc. Ruch był całkiem spory, a nasz łażenie skończyło się pod mostem. Dokładnie. Stwierdziłyśmy, że zejdziemy jednym z zejść w pole, mieszczące się w wyschniętym korycie rzeki, przebrniemy przez kaktusy, które tam rosną oraz różne śmieci z okolicznych fabryk i tak dojdziemy do sklepu. Mojej mamie jednak cały czas dopisywał humor i ciągle powtarzała, że nieźle się w życiu dorobiła. Wyjeżdża na urlop z własną córką a ona funduje jej spacery po rynsztokach.


Mama wychodzi spod mostu, tak wygląda jej wymarzony wypoczynek :D
(made by smashedturtle)

Po wszystkim zrobiłyśmy zakupy i najadłyśmy się w Taco Bell. I dla mnie i dla mamy był to pierwszy raz, gdy weszyłyśmy do Taco Bell i nikogo nie zabiłyśmy

"I serio ktoś będzie czytał jak ty ze starą matką łazisz po rynsztokach"

"Tak, będzie i na bank będziemy musiały gdzieś jeszcze pojechać razem, żebym mogła napisac kolejną część"

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

upvoted&followed :) fajnie i ciekawie napisane :)

Rozrywkowa Mamuśka, fajnie ;)

Twoja Mama powinna reklamować wino. Ja bym kupowała <3

I serio ktoś będzie czytał jak ty ze starą matką łazisz po rynsztokach

I upvota da! XD