Dalsza część niedzielnej opowieści o Wojciechu Modeście Amaro.

in polish •  8 months ago 

gr.jpg
Pierwsza część znajduje się w Dziennej dawce Japońskiego # 18

Przypisy:
Shokugeki - bitwa na gotowanie
kage bunshin no jutsu - technika podziału cienia, klonowanie
jaskinia Ryuuchi - miejsce w którym szkoli się smoczych mędrców

Z twarzy Amaro zniknęły oznaki niepewności. Powolnym krokiem wyszedł z cienia jaskini, cały czas zuchwale patrząc rywalowi w oczy. Jego krok był pewny, mimo, że buty zapadały się w pustynnym piasku. Żarzące słońce, w którym pot spływa z czoła nawet w bezruchu, jaśniało równie mocno co determinacja Wojciecha.

Gordon uśmiechnął się pobłażliwie, lecz były to tylko pozory. Jego oczy odzwierciedlały zdumienie, widział, że Wojciech podjął decyzję, przed którą tak długo uciekał, dla których ciągle zatrudniał ochroniarzy.

Amaro stanął, wyprostowany, w pełnym słońcu. Krzyknął pewnym tonem:

  • Gordonie! Wyzywam cię... na shokugeki!

Ramsey, wciąż z tym samym uśmiechem, odpowiedział drwiącym tonem:

  • Dobrze więc!

I natychmiast zaczął układać dłonie w skomplikowanym cyklu pieczęci, na samym końcu krzycząc :

  • KUUUCHNIAA NOO JUTSU!

I pomiędzy nimi, z piasku, wyłoniła się nowoczesna kuchnia. Obydwaj bez słowa zajęli stanowiska, i poprosili mnie o ogłoszenie tematu shokugeki, oraz limitu czasu na jego wykonanie. Uznałam, że mam ochotę na ryż z kurczakiem, i z racji lekkiego głodu dam im nie więcej niż 20 minut.

Gordon oburzył się, że mam rozstrzygnąć ich pojedynek, i zarządał, by wezwać do tego również jakichś bezstronnych arabów.

Po chwili, w jury zasiadało już 6 osób. Nie dało się nie zauważyć, że Gordon, ten pies na baby, wybrał same dziewczyny, podczas gdy Wojciech zgarnął z ulicy przypadkowych kolesi.

Ogłosiłam start. Obydwaj w pierwszej kolejności podwinęli rękawy, z prędkością światła odwiązali węzeł opaski zawiązanej na nadgarstku, i unieśli ją na wysokość głowy uważając, by wykonać przy tym jak najwięcej zawijasów, ale tak, by wyglądały jak od niechcenia. Szybko zawiązali węzeł z tyłu głowy, pozostając przez ułamek sekundy w pozie z uniesionymi łokciami, i dłońmi mocno zaciśniętymi na długich końcach opaski, jednocześnie starając się, by wzrok wyglądał jak najbardziej bezwzględnie. W jury pojawiły się okrzyki zachwytu.

  • Ech, jednak obydwaj to pozerzy. - mruknęłam, przewracając oczami, jednocześnie śmiejąc się.

Tak jak myślałam, obydwaj zaczęli od jednej techniki.

  • KAGE BUNSHIN NO JUTSU!

I natychmiast pojawił się przed nimi rząd 3 klonów.

Szybko rozdzielili zadania, tak, że jeden kroił warzywa i owoce, drugi szukał potrzebnych składników, trzeci zajmował się mięsem, a czwarty przygotowaniem sosu oraz w późniejszej kolejności gotowaniem i smażeniem ryżu.

Obydwaj zdawali sobie sprawę, że wykorzystanie technik żywiołu ognia jest niezbędne przy takim limicie czasu. Co chwilę sprawdzali, w jakiej sytuacji znajduje się przeciwnik.

Gordon, biegły w używaniu żywiołu ognia nie mógł powstrzymać uśmiechu, zdając sobie sprawę z tego, że Amaro niemalże nie potrafi go używać. W 3 minuty zdążył ugotować ryż, i już przechodził do wykonywania swojej tajemnej przyprawy do ryżu, która pod wpływem jego ciepła zmieniała stan skupienia.

Na twarzy Amaro było widać desperację, powoli pojawiało się również zniechęcenie. Co chwilę desperackim wzrokiem spoglądał w kierunku smoka, aż w końcu rzucił się w jego stronę, i wszedł mu do paszczy. Już po chwili słychać było jego przeraźliwe krzyki, i widać było światło przebijające od wewnątrz przez smoczą skórę.

Po minucie jednym palcem rozciął smoczą skórę i łuski znajdujące się na plecach. Z potężnym trzaskiem, jedną ręką łamał kolejne kości. Z środka bestii wydobywała się para, w otoczeniu której wyłonił się Wojciech w postaci smoczego mędrca. Jego ubrania strawił żar wydobywający się z ciała smoka, a naga skóra została pokryta złotymi, lśniącymi w słońcu łuskami. Wypadły mu wszystkie włosy, oczy zmieniły barwę na kolor płynnego złota, dało się w nich dostrzec ciemniejsze drobinki. Po chwili jego dłonie zmieniły się na kształt smoczych łap, wyrósł mu również ogon. Ale największe obrzydzenie budził długi, cienki język pokryty widocznymi wypustkami.

Natychmiast wrócił do pracy, znacznie prześcigając swoje klony. Od tego momentu poruszał się głównie wspinając się po szafkach, twierdząc, że tak mu wygodniej, ale myślę, że tylko chciał zaszpanować.

Raz przypadkowo spoliczkował Gordona ogonem. Przynajmniej tak głosi oficjalna wersja.

Ramsey przeraził się, widząc postępy rywala. Mimo że Amaro stracił kilka minut, już go prześcignął. Szybko jednak otrząsnął się, mówiąc, że nie ważne kto skończy pierwszy.
Liczy się tylko smak.

...

Czas się skończył. Wojciech i Gordon wyłożyli na stół jury swoje porcje swoich dań. Na początek, wszyscy spróbowali tworu Gordona.

Zjadłam, no i takie całkiem dobre. Obróciłam się, żeby zobaczyć, co myślą inni, a tam wszyscy mają rumieńce na twarzach, przeżywają jakieś orgazmy i po kolei przyrównują to danie do kąpieli w pod wodospadem z podgrzanego soku ananasowego, gdzie dno zbiornika jest wyłożone jakimiś puszkami, itp.

Bosz, przeżywają to jak w ''Shokugeki no Souma''.

Ale muszę przyznać, że zmartwiło mnie to. Jednak wolałabym, żeby wygrał Amaro. Nie raz dzwonił do mnie po nocach, opowiadając swoją wersję wygranej w shokugeki, oraz płacząc z obawy przed podjęciem tego ryzyka. Bał się upokorzenia na arenie międzynarodowej, ale przede wszystkim, choć nie wiem dlaczego, pragnął uznania w oczach swego rywala.

Spojrzałam na potrawę Wojciecha.
No trochę mnie rozczarował tym, że w dużej mierze było to oparte na moim przepisie -_-

Nawet nie musiałam próbować, ale zrobiłam to, żeby się nie wydało.
Mimo wszystko dodał kilka ciekawych akcentów, choć nie zmienił mocno charakteru dania.

Gdy oceniłam danie, musiałam poczekać jeszcze kilka minut, aż reszta przestanie to przeżywać.

3 osoby opowiedziały się za daniem Amaro, a 3, za daniem Ramseya.
Zapadła cisza, na twarzach wszystkich było widać konsternację. Po kilku sekundach odezwał się jeden z obozu wyznającego Ramseya.

  • Noo, ja to w sumie nie mam zmysłu smaku...

Zdziwiłam się tym wyznaniem, bo jego porównania przy opisie doznań smakowych były równie barwne co reszty, poza tym, ta widocznie lepka plama na spodniach...

  • Ja... przyszedłem tu, ponieważ... zakochałem się. - kontynuował, patrząc w oczy Gordona.

Ten zignorował spojrzenie swojego poplecznika.

  • Więc... przegrałem? - Spytał, przejeżdżając pustym wzrokiem po twarzach członków jury.

Nikt nie śmiał się odezwać, choć prawda była oczywista. Chłopak, który przed chwilą próbował wyznać kucharzowi swoje uczucia miał łzy w oczach, widząc jego obojętność.

Gordon padł na kolana. Widać było, że piasek dostał mu się do spodni, ale udawał, że nic takiego nie miało miejsca. Oczy mu się zaszkliły. Schował twarz w dłoniach, lekko się trzęsąc.

  • Ja...ja tylko chciałem ci dorównać... chciałem, żebyć na mnie spojrzał - szlochał, spoglądawszy co chwila w oczy Amaro. - bo... BO CIĘ KOCHAM! - wykrzyczał.

Łzy spływały mu z policzków, w chwili zetknięcia z gorącym piaskiem skwierczały.

Wojciech spojrzał w bok, przez kilka sekund niby obserwując powoli poruszającą się karawanę.

  • Ja ciebie też. - Odpowiedział spokojnym tonem, nie odrywając wzroku od karawany.

Gordon gwałtownie wstał, płacząc jeszcze intensywniej rzucił mu się w ramiona, omal go nie przewracając. Oczy Wojciecha rozszerzyły się z zaskoczenia. Gordon, wciąż będąc w szoku, wpił się w jego usta. Zaczęli się intensywnie całować, Gordon już oplatał Wojciecha nogami, gdy ten przerwał pocałunek, i powiedział:

  • Gordon... ale ja jestem smoczym mędrcem. Mogę wiązać się tylko z podobnymi sobie...

  • ... DLACZEGO JA OPUŚCIŁEM TEN OBÓZ W SMOCZEJ JASKINI RYUUCHI W SZKOLE KUCHARSKIEJ?!!! - rozpaczał.

  • Dobrze wiesz, że to nie jest takie proste - Wojciech powiedział z trudem - niewielu udaje się przeżyć ten trening, a i mało kto z tych, którzy przeżyli, ukończyli go, dochodząc do pełnej smoczej formy...

Gordon uklęknął, trzymając Wojciecha za rękę.

  • To nieważne, podejmę się tego. - oświadczył pewnie, patrząc wprost w oczy oblubieńca. - a póki trening nie dobiegnie końca, będę u twojego boku, jako pomocnik, uznając twoją kucharską wyższość - mówiąc to, pochylił lekko głowę.

Wojciech bez słowa podszedł do kuchni, wziął największą chochlę do ręki. Na powrót podszedł do Gordona, który wciąż klęczał.

  • Ja, Wojciech, Modest Amaro, ślubuję być najlepszym kucharzem jak na moje możliwości, by cię szkolić.

W oczy Gordona wstąpił niesamowity blask.

  • Ja, Gordon Ramsey, ślubuję wierność twym kucharskim naukom, obiecuję spijać wiedzę z twoich ust, i trwać przy tobie, do póki śmierć nas nie rozłączy.

  • Do póki śmierć nas nie rozłączy. - Amaro cicho potwierdził, dotykając chochlą prawego, i lewego ramienia Gordona. Po chwili, na znak uznania, wręczył mu chochlę.

Patrzyli w sobie w oczy nic nie mówiąc, było widać ich wzruszenie.

Tłum jury zaczął się rozchodzić, co poniektórzy szeptali między sobą ''to wszystko przez szczepionki''.

  • Z dedykacją dla @barreloflaughs wraz z podziękowaniami za zmotywowanie do kontynuacji <3

Dziękuję za przeczytanie do końca!

Źródła zdjęć:
https://eu.azcentral.com/story/entertainment/dining/2018/06/13/gordon-ramsay-masterchef-arizona-chefs-compete/686962002/

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

pierwszy <3

Co ja czytam :D Upvote

Dziękuję :D