Kilka słów o filmie Zabójcze Maszyny | O Filmach Gadam

in polish •  8 months ago  (edited)

W dużym skrócie - To film o ruchomym Londynie, który poluje na inne miasta. I jest tu robot zombie. Czego jeszcze chcecie?

Gdyby pić kolejkę za każdym razem, gdy mówi się "co kurwa" potrzebne stałoby się ogólnokrajowe racjonowanie alkoholu. Nikt nie nadąży za produkcją. Pierwsze 5 minut filmu pokazuje jak Londyn próbuje pożreć Wieliczke (tak naprawdę to nie Wieliczka, ale głównym zasobem była tam sól!) jakąś postać, o której nic nie wiemy chce zabić inną postać, o której nic nie wiemy, bo chce się zemścić za ludzi, o których nic nie wiemy. Obok tego jest jakaś inna grupa ludzi, o których nic nie wiemy, oni też chcą zabić tego samego, co ta pierwsza, ale oni to inni oni niż Ci od tej co chciała zabić tego typa. Nie zapominajmy o robozombie, który powtarza "Hester Shaw" co jakiś czas i siedzi w więzieniu chodzącym po oceanie. To jest prawdziwy film.

Generalnie jestem za tym, by nie tłumaczyć zbyt wiele widowni i pozwolić filmowemu światu na wizualne przedstawienie swojej rzeczywistości. Nie tutaj. Zależnie od lokacji widzimy faktyczne ruiny, ale widzimy też ładne lasy, co sugerowałby, że nie ma problemu z życiem bez użycia wielkich chodzących drapieżnych miast. Nie ma więc szans na choćby cień zrozumienia, dlaczego rzeczywistość ukształtowała się w taki sposób. Poza chodzącymi miastami są normalne, stacjonarne obozy, więc strata zasobów na targanie ze sobą kaplicy świętego Pawła staje się kompletnie pozbawione sensu. Ludzie w tym świecie mogą żyć normalnie, ale tego nie robią, bo chodzące miasto fajnie wygląda.

Zresztą, gdy przychodzi do tłumaczenia, okazuje się, że jest tak banalne, że można dosłownie kończyć zdania za bohaterów, albo tłumaczone są rzeczy, które nie mają znaczenia. Nie muszę widzieć, jak doszło do zniszczenia świata, to nie jest zaskakujący element rzeczywistości. Są nim chodzące miasta, które jedzą inne miasta. Zamiast tego męczymy się z kolejnym wątkiem o zemście i utraconych rodzicach i tym, że TYLKO ONA może zmienić Świat.

Może chociaż, faktycznie fajnie wygląda ten Świat? Eee... Sam Londyn jest całkiem spoko, ma sporo detali, łatwo wychwycić najbardziej znane budynki powpychane na pojazd w dość losowych miejscach. Niektóre, jak London Eye zyskały nowy użytek, ciekawie wyglądają przejścia od terenów wyciągniętych z miasta, do tych zbudowanych specjalnie na potrzeby pojazdu. Londyn ma też wielką brytyjską flagę na przodzie, co jest naprawdę (nieświadomie) zabawne zważając uwagę na fakt, że otwiera się podczas pożerania statków. Co jest standardem w filmach wypełnionych CGI, gdy tylko efekty specjalne zbliżają się do ludzi, wyraźny staje się kontrast między nimi. W scenie pościgu bohaterowie omijają zabójcze przeszkody, ale widać na pierwszy rzut oka, że tak naprawdę omijają powietrze na sygnał reżysera biegając na zielonym tle.

Pozostaje więc jedno pytanie – czy ten film jest tak zły, że aż watro go zobaczyć – Taaaaaak! To film o chodzącym Londynie i robozombie z zielonymi oczami. Oczywiście, że jest tak zły, że warto go zobaczyć. Pora zebrać znajomych, kupić alkohol i zabrać się do oglądania. Kiedy na Netflixa wejdzie. Kwestia czasu.

Jak ktoś ma ochotę, może sprawdzić moje IMDB (są tam znajomi?) - Oceny luźne mocno, nie bijcie mnie

A tu mój mały kanał na Youtube

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Film jest tragiczny. Nie ma w nim nic twórczego, ani fajnego. Miasta jeżdżące z prędkością bolidów, trochę CGI (kiepskiego w dodatku) i denna historia z oczywiście tą JEDYNĄ, bez której świat się nie obędzie i dzielnym młodzieńcu, który z buta się zakochuje. Ehh filmowcy nic się nie wysilają. Zasada jest prosta, beznadziejny scenariusz pełen błędów, masa CGI i myślą, że zrobili super produkcje. To samo było z nowymi Star Warsami.

To już jestem przekonany, że szkoda czasu na ten film...

Poczekaj aż za darmo będą czas rozdawać i weź 2 godziny, wtedy możesz śmiało oglądać. Przez właśnie takie co raz częstsze gów...a najpierw oglądam wersje CAM na necie, a potem do kina idę. Zauważyłem, że w większości przypadków ostatnich filmów to bardziej się opłaca od tracenia kasy na bezsensowny film.

:D