1. Rozdział 3steemCreated with Sketch.

in #polish3 years ago (edited)

Śnieg skrzypiał pod butami Evina. Chłopak szedł przed siebie, nie patrząc na mijanych ludzi. Szybko przemierzył kilometr dzielący jego dom i targ.
Plac przed świątynią był całkowicie zatłoczony. Evin przeciskał się między zebranymi wiernymi. Modlitwa właśnie się zaczynała. Na szczycie schodów przed świątynią stanął Lars ubrany w białą szatę i zaczął wykrzykiwać krótkie formułki wychwalające Niebiosa, a ludzie zebrani na targu powtarzali za nim.
Evin przepchnął się między ludźmi i skierował się do niedużego straganu, przy którym siedział Moss, mężczyzna koło czterdziestki. Miał ciemne włosy, a jego prawą brew i kawałek policzka przecinała krzywa blizna. Prawe oko było sztuczne i patrzyło nieruchomo w jednym kierunku. Moss sprzedawał drewniane wyroby, ale Evin dobrze wiedział, że sprzedawca chętnie kupował kości. Chłopak nie miał pojęcia, po co były one potrzebne mężczyźnie, ale wolał nie pytać.
— Dzień dobry — przywitał się Evin.
Bandana na twarzy chłopaka tłumiła trochę jego głos. Moss zerknął na niego.
— Czy dobry, to się jeszcze okaże — mruknął. — Chciałeś czegoś, chłopcze? — zapytał.
Evin pokiwał głową i powiedział:
— Mam kości do sprzedania. — Moss popatrzył na chłopaka i zmrużył oczy.
— Mam nadzieję, że coś lepszego niż ostatnio — powiedział.
Evin i uśmiechnął się, choć nie było tego widać spod bandany, a następnie rozejrzał się, sprawdzając, czy nikt nie kręci się w pobliżu. Sięgnął do torby i powoli wyciągnął spore zawiniątko z kośćmi. Moss przyjrzał się im i szybko schował pod stołem z wyrobami drewnianymi.
— Dzisiaj ci się udało. Dam ci za nie pięć srebrnych monet — powiedział, uśmiechając się.
Evin popatrzył na niego ze zdziwieniem.
— Pięć? — zapytał. — Mało brakowało, a ten potwór zabiłby mnie — syknął, wskazując na kości. Moss popatrzył na Evina.
Chłopak wbijał w niego oczy. W końcu starszy mężczyzna westchnął.
— Dobrze. Niech stracę. Siedem i ani miedziaka więcej! — powiedział, rzucając na stół monety.
Evin z uśmiechem zebrał je i schował do kieszeni.
— Miłego dnia! — zawołał i skierował się do kuśnierza.
Stary kuśnierz Garman mieszkał na samym końcu targu, kilkanaście metrów dalej. Evin szybko przemierzył tę odległość i wszedł do niedużej izby w domu Garmana, którą staruszek przeznaczył na swój zakład kuśnierski.
Garman przywitał chłopaka ciepłym uśmiechem. Mimo że nie wiedział, kim jest zamaskowany chłopak, darzył go przyjaźnią. Evin często przynosił mu futra zwierząt, które upolował, nawet jeśli były to tylko zające. Kiedy Garman zobaczył futro śnieżaka, które chłopak rozłożył przed nim, otworzył szeroko oczy.
— Jakie piękne — mruknął i pokręcił głową. — Skąd wziąłeś coś takiego? — zapytał i dodał ze strachem: — Mam nadzieję, że nie ukradłeś.
— Nie! Skądże znowu! — zawołał ze śmiechem Evin. — Upolowałem dziś rano tego śnieżaka — wytłumaczył.
Garman pokiwał głową i wskazał na futro.
— Dam ci za nie piętnaście srebrnych monet. Może być? — zapytał z uśmiechem.
Evin nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. Piętnaście srebrnych monet? Zazwyczaj dostawał po pięć, czasem dziesięć!
— No pewnie! — zawołał, uśmiechając się szeroko.
Garman wręczył chłopakowi pieniądze i ten wyszedł na dwór. Skierował się z powrotem na targ. Miał tam jeszcze jedną ważną sprawę do załatwienia.
Ludzie, którzy zebrali się na modlitwę, powoli rozchodzili się do swoich domów i zajęć. Plac targowy trochę się wyludnił. Evin skierował się w stronę niedużego stoiska z wyrobami garncarskimi. Przy stoliku siedziała młoda dziewczyna. Miała długie kruczoczarne włosy i ciemne, głębokie oczy, które Evinowi zawsze przypominały rozgwieżdżone, nocne niebo; takie, jakie podziwiali podczas ich pierwszego spotkania. Bardzo jasna cera dziewczyny, teraz troszkę zaróżowiona na policzkach od mrozu, kontrastowała z jej ciemnymi włosami, oczami i różanymi ustami. Co jakiś czas uśmiechała się lekko do przechodzących ludzi lub szeroko do znajomych sprzedawców na targu. Kiedy jej twarz rozpromieniał uśmiech, w jej policzkach tworzyły się niewielkie dołeczki.
Malia otuliła się cieplej wełnianym kubraczkiem, w którym wyglądała bardzo ślicznie. Na ręce założone miała ciepłe, futrzane rękawiczki, a obok niej na stoliku stał kubek, z którego powoli unosiła się para. Zanim Evin podszedł do dziewczyny, upewnił się, że nikt na niego nie patrzy i ściągnął kaptur z głowy, a potem bandanę z twarzy.
— Cześć. — Evin podszedł do Malii i uśmiechnął się.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech. Jako jedyna, oprócz rodziny Evina, wiedziała, że chłopak poluje w lasach przywódcy Oświeconych.
— Cześć — odpowiedziała.
Evin nieznacznie skinął głową w stronę starej przybudówki obok domu Malii. Dziewczyna uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
— Hej! Dezra! — zawołała do siostry. — Możesz mnie na chwilę zastąpić? — zapytała i, nie czekając na odpowiedź, wyszła ze swojego straganu.
Chwyciła Evina za rękę i pociągnęła za sobą do przybudówki. Kiedy tylko znaleźli się sami, pocałowała chłopaka namiętnie w usta.
— Dawno się nie widzieliśmy — powiedział Evin po chwili.
Malia pokiwała głową.
— Ostatnio trochę źle się czułam i mama nie chciała wypuścić mnie na mróz — wyjaśniła.
Evin uśmiechnął się.
— W porządku… — powiedział i dodał: — Mam coś dla ciebie.
Dziewczyna popatrzyła na niego pytająco. Evin powoli wyciągnął ze swojej myśliwskiej torby dwa martwe króliki, które upolował tego ranka. Malia popatrzyła ze zdziwieniem na podarunek od chłopaka.
— Nie! Nie mogę tego przyjąć! — zawołała: — A co z twoją rodziną?
— O moją rodzinę się nie martw — powiedział Evin, nadal się uśmiechając. — Musisz je wziąć. Upolowałem je specjalnie dla ciebie — dodał.
Malia uśmiechnęła się.
— No dobrze — zgodziła się.
— Ale rodzicom powiedz, że je przypadkiem znalazłaś na spacerze — powiedział Evin. — Nie mogą się dowiedzieć, że to ja ci je dałem. Dobrze?
Malia pokiwała głową.
— Malina, nie musisz mi nic dawać — powiedział Evin z uśmiechem i pocałował dziewczynę. Nazywał ją ta czasem, od kiedy się poznali. Tamtego dnia w pierwszej chwili właśnie tak zrozumiał jej imię. Potem uznał, że mimo wszystko świetnie pasuje do Malii.
Dziewczyna przytuliła się do niego z westchnieniem.
— Nienawidzę tego miejsca — mruknęła i nagle ożywiła się: — Moglibyśmy stąd uciec! Na pewno udałoby nam się znaleźć schronienie w jakiejś innej wsi Fortess, a może nawet w innej krainie! Nie musielibyśmy się ukrywać!
Evin uśmiechnął się. Propozycja Malii była bardzo kusząca, ale mimo to chłopak pokręcił głową.
— Nie mogę zostawić rodziny — powiedział. — Ledwo wiążemy koniec z końcem. Jeśli od nich odejdę, nie poradzą sobie. Ojciec i brat zarabiają bardzo mało… a poza tym nie potrafię zostawić ich samych.
Optymizm Malii trochę przygasł, więc Evin dodał:
— Może kiedyś, jak Sheila wyjdzie za mąż, a dzieciaki podrosną. Wtedy Gerat będzie mógł polować za mnie... ale na razie muszę już iść — powiedział. Skierował się do wyjścia, ale po chwili podszedł do Malii i chwycił ją za rękę. Oparł czoło o jej i zapytał:
— Partnerzy w zbrodni?
Malia uśmiechnęła się i pokiwała głową.
— Partnerzy w zbrodni.

r4.jpg

SOUNDTRACK

Coin Marketplace

STEEM 0.28
TRX 0.07
JST 0.035
BTC 24707.00
ETH 1994.14
USDT 1.00
SBD 3.38