1. Rozdział 8steemCreated with Sketch.

in #polish5 months ago (edited)

Evin nie musiał czekać długo. Brann bez żadnego zwlekania rzucił się z rykiem do ataku. Kiedy na placu rozległ się dźwięk uderzenia stali o stal, Malia krzyknęła…
Brann bez dwóch zdań należał do jednych z najlepszych szermierzy w Fortess. W porównaniu z Evinem był wręcz mistrzem i po kilku minutach walki chłopak żałował, że przyjął jego wyzwanie. W końcu Branna szkolili mistrzowie szkół rycerskich, a Evin ćwiczył sam z wyimaginowanymi przeciwnikami.
Brann nie marnował czasu na głupie zwody i wstępne gierki. Od razu przeszedł do ataku. Evin reagował szybko i dzięki jego niezwykłemu refleksowi udawało mu się bronić przed atakami przeciwnika. Brann nie dawał Evinowi żadnych szans na jakąkolwiek formę kontrataku. Przeciwnik chłopaka ciął ze wszystkich stron. Z prawej, lewej, znad głowy…
W końcu Evin rozgryzł system, zgodnie z którym atakował Brann. Chłopak nie wykonywał żadnych innych ruchów prócz tych, które od najmłodszych lat nauczyciele szkół rycerskich wpajali swoim kadetom.
Teraz, kiedy Evin mógł przewidzieć kolejny ruch Branna, łatwo mu było zaskoczyć przeciwnika.
Kiedy ten zbliżył się do Evina, atakując znad głowy, chłopak zasłonił się swoim mieczem i jednocześnie kopnął Branna w brzuch. Chłopak zgiął się wpół, szybko łapiąc powietrze. To, co zrobił Evin, niezmiernie go zaskoczyło, ale też rozwścieczyło. Natarł na niego i, uderzając mocno i szybko, próbował wytrącić Evinowi miecz z ręki.
Evin może nie był mistrzem, ale cechowały go spryt i umiejętność przewidzenia kolejnego ruchu przeciwnika. Chłopak nie postępował zgodnie z zasadami z podręczników kadetów, więc Brann nie miał pojęcia, jaki będzie kolejny ruch przeciwnika, dlatego starał się ze wszystkich sił nie dopuścić Evina do ataku.
W końcu udało mu się wytrącić Evinowi miecz z ręki. Broń potoczyła się kilka metrów od walczących. Obaj popatrzyli w tym kierunku. Brann nie dał jednak Evinowi szansy na dotarcie do jego broni. Zamachnął się znad głowy. Evin uniósł ręce do góry, zasłaniając się nimi, jakby mogło go to ochronić przed uderzeniem Branna. Malia krzyknęła z przerażeniem, zasłaniając oczy dłońmi…
Jednak zamiast okrzyku bólu Evina, na placu znów rozległ się dźwięk uderzenia stali o stal. Malia popatrzyła w stronę walczących. Również Brann patrzył na przeciwnika zaskoczony. W normalnych okolicznościach jego uderzenie przecięłoby na pół ręce Evina i dodatkowo sięgnęłoby jego czaszki. Tymczasem odbiło się z metalicznym dźwiękiem od sztyletów, które nie wiadomo skąd pojawiły się w dłoniach przeciwnika.
Evin uśmiechnął się. Nie dał czasu Brannowi na pozbieranie myśli i kolejny atak. Zamachnął się sztyletem, a zaraz potem drugim, ale Brannowi udało się zablokować cięcia. Chłopak wiedział jednak, że ma już małe szanse, by wygrać ten pojedynek. Evin go zaskoczył. Po raz drugi. Brann nie spodziewał się, że jego przeciwnik będzie tak dobrym szermierzem.
W akcie desperacji Brann szybko zamachnął się mieczem. To trochę zaskoczyło Evina, który nie zdążył na czas zasłonić się sztyletem i zrobił tylko lekki unik w tył. Mimo to ostry koniec dwuręcznego miecza Branna dosięgał celu. Chłopakowi udało się tylko rozciąć skórę na prawym policzku Evina, jednak Brann i tak poczuł satysfakcję, i na nowo zaczął wierzyć, że może jednak wygra ten pojedynek.
Rozczarował się jednak, bo nagle Evin szybkimi ruchami przeszedł do kontry, wytrącił przeciwnikowi miecz z rąk i powalił na ziemię. Brann poczuł, jak impet upadku wybija mu powietrze z płuc. Zakaszlał. Evin tymczasem pochylił się nad nim i z lekkim uśmiechem powiedział:
— Jednak wygrałem. — Wyprostował się i podał rękę Brannowi, by pomóc mu wstać. Ten jednak odepchnął dłoń chłopaka i sam podniósł się z ziemi. Potem podniósł swój miecz i poszedł do Evina. Chłopak widział w jego oczach bezgraniczną wściekłość.
— Jeszcze z tobą nie skończyłem. Załatwię cię! Następnym razem ci się nie uda! — powiedział i ruszył w kierunku wyjścia z placu targowego.
Evin schował sztylety do rękawów swojej kurty, gdzie były ukryte wcześniej i podniósł swój miecz, po czym schował go do pochwy wiszącej u pasa. Przez dłuższą chwilę patrzył na odchodzącego Branna. Odkąd skończyli pojedynek, na placu targowym panowała cisza. Evin wiedział, że pierwsze komentarze posypią się dopiero, jak Brann zniknie na dobre.
Chłopak podszedł do Malii. Dziewczyna stała, wciąż zasłaniając dłońmi usta. Evin widział, że w jej oczach czaił się lęk. Uśmiechnął się do niej.
— Malia, wszystko w porządku? — zapytał.
Dziewczyna nieznacznie pokiwała głową i popatrzyła na Evina.
— Jesteś ranny — powiedziała, wskazując na jego policzek.
Evin dotknął delikatnie rany. Potem popatrzył na czubki palców zaczerwienione od krwi. Znów się uśmiechnął.
— To nic takiego — powiedział. — Bywało gorzej… — Na chwilę zamilkł. Popatrzył dziewczynie w oczy.
— Niech zgadnę. — Malia westchnęła. — Musisz już iść?
Evin pokiwał głową.
— Im szybciej wyruszę, tym szybciej wrócę — powiedział.
Objął dziewczynę i przytulił mocno. Ona również się do niego przytuliła. Przez dłuższą chwilę trwali tak, nic nie mówiąc.
— Będę na ciebie czekać — wyszeptała Malia.
Evin uśmiechnął i pocałował dziewczynę w usta. Potem ruszył ścieżką w stronę swojego domu.
Malia stała przez kilka chwil i odprowadzała wzrokiem chłopaka. Miała dziwne wrażenie, że z dzisiejszych wydarzeń i ze zniknięcia Evina nie wyniknie nic dobrego… Nie chciała jednak tak żegnać się z chłopakiem. Zawołała siostrę i szybko pobiegła za Evinem. Złapała chłopaka za rękaw i zatrzymała go. Evin odwrócił się w jej stronę lekko zaskoczony. Już miał zapytać, co się stało, jednak zanim to zrobił, dziewczyna pocałowała go w usta. Odwzajemnił pocałunek, jednak po chwili odsunął się od Malii i popatrzył na nią pytająco.
— Malia, wszystko w porządku? — zapytał.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
— Nie wiem. Po prostu nie chcę, żebyś gdziekolwiek odchodził… — powiedziała. Evin uśmiechnął się do niej i oparł swoje czoło o jej.
— Przecież nie odchodzę na zawsze. Nawet nie zauważysz, a już będę wracał — powiedział.
Malia westchnęła.
— Może masz rację — powiedziała. — Ale weź ze sobą jeszcze to. — To mówiąc wyciągnęła zza poły kubraczka sztylet, który kilka lat wcześniej podarował jej Evin. Chłopak popatrzył na broń.
— Malia, jest twój, nie mogę, poza tym, mam już dwa. Wystarczą mi — powiedział.
— Chce żebyś go miał. — Nalegała. Wcisnęła broń w dłoń chłopaka, po czym zerwała z szyi wisiorek na łańcuszku przedstawiający gwiazdkę, który również dostała kiedyś od Evina i przywiązała go do rękojeści sztyletu.
— Bedzie ci o mnie przypominał i cię bronił — dodała.
Evin uśmiechnął się patrząc na broń i po chwili pocałował dziewczynę, przytulił też po raz ostatni. Potem wypuścił ją z ramion i, posyłając ostatni uśmiech, ruszył w stronę swojego domu.

r 9.jpg

SOUNDTRACK