Z historii pewnych panów - ZAPOWIEDŹ

in polish •  2 years ago 

Witajcie bracia i siostry !

Wspólnie z moim przyjacielem Maćkiem Matusiewiczem doszliśmy do wniosku, że sporządzimy coś na kształt dziennika, listów pisanych do siebie nawzajem opisujących nasze losy, przemyślenia, doświadczenia, bolączki - generalnie to co uznamy w naszym życiu za ważne by podzielić się z przyjacielem i być może uzyskać od niego poradę lub pocieszenie a być a być może pomóc mu w jego codziennym znoju naszym doświadczeniem.

Na dziś dzień nie wiemy czy powstanie z tego większa całość ale takie jest nasze założenie :)

Zapraszam do czytania :

Witaj Maćku !

Zastanawiałem się jak w ogóle zacząć maila do Ciebie ale w końcu pomyślałem, że nie będę tego sztucznie wymyślał tylko po prostu zacznę pisać.

Od początku ; co ja tu robię? Nie na świecie. Tego nie wiem i możliwe, że nigdy się nie dowiem.
We Francji jesteśmy od około 7 lat i nie powiem, żeby były to jakieś wyjątkowo szczęśliwe lata. Oczywiście sam jestem wyznawcą zasady , że szczęśliwym można być wszędzie pod warunkiem , że ma się odpowiednie predyspozycje i zaistnieją okoliczności temu sprzyjające. W ogóle okoliczności to jakieś moje fatum ale o tym później.
Wyjechaliśmy na obczyznę z prostej przyczyny; z powodu pracy. Moja żona straciła w Kaliszu pracę, którą wykonywała z oddaniem , zaangażowaniem i profesjonalizmem. Jest fizjoterapeutką.
Niestety ma jeszcze jedną cechę; jest bardzo uczciwa . A ta cecha nie spodobała się nowo powołanej dyrektorce, której przeszkadzało to w osiąganiu własnych celów. A celem głównym było wyniesienie placówki czyli domu pomocy społecznej na najwyższy poziom by zbierać zasłużone laury.

Dlaczego moja żona a właściwie jej uczciwość stanęła na drodze? Bo dla niej zawsze najważniejszy był pacjent, pensjonariusz , za co zresztą była bardzo lubiana i szanowana wśród mieszkańców tegoż przybytku. I wypadku kiedy zastała jednego ze swoich pacjentów pobitego (oczywiście według personelu spadł z łóżka) , postanowiła zareagować i właściwie był to początek końca. Pani dyrektor nie mogła pozwolić sobie na to by na jej placówkę padał chociażby cień niedoskonałości. Dlatego też personel, który dokonał tego aktu przemocy na starszym człowieku został specjalnie, został odpowiednio przeszkolony co ma napisać w raporcie i jakie złożyć zeznania, ewentualne zeznania. Ale nie musiał, gdyż do żadnych przesłuchań nie doszło ; mąż pani dyrektor piastował wysokie stanowisko w policji, więc sam rozumiesz...

Od tego momentu zaczęły się poważne kłopoty mojej żony w pracy; podważane były jej metody pracy, była wciąż śledzona, pisano na nią donosy, wymyślano jej jakieś kompletnie bezsensowne zadania, oczywiście z papierologii, z których musiała się wywiązywać. To tylko część, jednym słowem mobbing i to taki w skali hard core.
Przeżywałem to wszystko z nią i próbowałem szukać jakiegoś ratunku w instytucjach, które z nazwy i powołania , powinny się tym zajmować. Ale ktoś , kto pracował w ratuszu w polskim mieście i ma określone znajomości na różnej wysokości szczeblach administracji , jest nie do ruszenia. Wszystkie moje zabiegi , nasze wizyty w różnego rodzaju instytucjach, stowarzyszeniach, fundacjach , telefony, maile i wszelkie dostępne środki , nie przyniosły żadnego rezultatu. Ona natomiast była coraz słabsza , znerwicowana i smutna.

Kończąc ten wątek ; doszło w końcu do rozprawy sądowej, na której to sędzina przyznała żonie 3 miesięczną odprawę i stwierdziła , że dla własnego dobra nie powinna dalej pracować tam gdzie pracuje. Pani dyrektor nie poniosła żadnych konsekwencji a żadna z koleżanek, które tak bardzo dopingowały ją by założyła sprawę sądową, po prostu się nie zjawiła, być może ze strachu, nie wnikam .
Dla mnie to zwykłe tchórzostwo i świństwo, lekko powiedziane. Dobra , niepotrzebnie się rozpisałem tyle na ten temat. Było, minęło, swoje piętno zostawiło.
Żyjemy w kraju (piszę o Polsce) , gdzie ktoś mający tzw. plecy zawsze wygra ze zwykłym, szarym człowiekiem i nie liczy się to czy jest to dobry człowiek , pracownik. Nieważne.

Wniosek jest taki , że trauma i to moim zdaniem poważna została a taka trauma rzutuje na każdą dziedzinę życia i nasze wspólne życie straciło wiele na swoim kolorycie, w każdej sferze. Ale to jest temat na dłuższą rozprawkę.

W każdym razie , ponieważ ja byłem na zwolnieniu lekarskim w swoim zakładzie pracy, żona bez pracy, małe dziecko a sytuacja w domu teściów nieciekawa, bo zawsze jest nieciekawie jak brakuje pieniędzy, musieliśmy szybko znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. Zaczęliśmy szukać możliwości wyjazdu w internecie a ponieważ Francja to kraj gdzie wszelkie zawody medyczne, nie tylko fizjoterapeuta są ciągle poszukiwane, to udało nam się znaleźć agencję , w której dodatkowo pracował Polak , który kiedyś również wyjechał do Francji za poszukiwaniu pracy.

Nastąpiła cała procedura załatwiania papierów , niezbędnych do wyjazdu i wreszcie po 2 miesiącach wszystko było gotowe od strony formalnej. Niestety pozostało najtrudniejsze , mianowicie rozstanie z naszą 4 letnią córeczką , co prawda tylko na 3 miesiące , bo tyle trwał pierwszy kontakt ale mimo wszystko.

Postanowiliśmy pojechać do moich rodziców i pod pretekstem wyjścia po coś cichaczem się wymknąć, nawet teraz jak to piszę jest mi z tym źle bardzo. Ale nie mogliśmy zabrać dziecka, ze względu na kompletną nieznajomość tego co zastaniemy na miejscu i jak potoczą się nasze losy. Z bolącymi sercami udaliśmy się w naszą pierwszą podróż do kraju Franków , mając podpisany kontrakt mojej żony na 3 miesiące , nieznajomość języka i kompletną niewiedzę co zastaniemy na miejscu.

Niby ruszaliśmy w podróż do lepszego świata , mając perspektywę dobrych zarobków mojej żony.

Ale francuska przygoda okazała się niemałym wyzwaniem i zderzeniem z rzeczywistością znaną tylko z filmów Barei.

Ale to już zupełnie inna, dłuższa historia, na którą poświęcę więcej miejsca.

Mam nadzieję,że cię nie zanudziłem a ten list możesz potraktować tytułem wstępu. Oczywiście chciałbym bys przede wszystkim poznał mnie jako człowieka i mój sposób myślenia, działania i to co czuję w zderzeniu z rzeczywistością , która tak do końca nie jest moją rzeczywistością.

Mam nadzieję,że będę miał tez okazję przenieść Cię w czasy przeszłe, gdzie moje życie choć balansowało na linie , było o wiele bardziej ciekawe, radosne i owocne.

Ale to następnym razem.

Pozdrawiam cię Maćku i czekam na list od Ciebie.

Marku, Przyjacielu,

historii takich, jak ta którą mi opisałeś, znam mnóstwo. Przede wszystkim z doświadczeń własnych. Przypomniał sie mi teraz mój Ojciec, który zawsze przestrzegał mnie przed pracą z innymi ludżmi. Cóż, Staruszek czuł że nie dopasuję się, ani z moim charakterem, ani z wartościami które mi wpajał, do tak zwanego systemu i do społeczeństwa. A ja... cóż ja, jak to gówniarz, nie słuchałem Jego mądrości i garnąłem się do ludzi z otwartym sercem, z etosem pracy organicznej, z uczciwością... i kończyłem znacznie gorzej niż Twoja żona.

W przeciwieństwie do Ciebie i Twojej Rodziny, nie musiałem emigrować dalej, niż do wnętrza siebie samego. Nie znam pojęcia odpowiedzialności za byt egzystencjalny dziecka i żony lecz, rzecz jasna spodziewam się, że nie lada to wyzwanie.

Szczerze powiedziawszy Marku, śledzę uważnie Twoje losy i poczynania, i dziwię się, jak to wszystko znosisz...
Nie dość, że znosisz, to jeszcze nie odstępujesz ani o ćwierć kroku od wartości znacznie wyższych od tych... materialnych, delikatnie mówiąc.
Właśnie Marku: co z tymi ludźmi, na których patrzymy każdego dnia? Co się porobiło z ich zachowaniami, z ich sposobami kontaktu z innymi? Co porobiło się z ich percepcją innych, często gorzej sytuowanych ludzi?

Wiesz, każdego dnia szukam odpowiedzi.
I nie znajduję.
Pytam o to często tych maluczkich bezdomnych, jakich mijam na ulicach. Daję im to to, to tamto, często przysiadam z nimi i tak po prostu pytam o ich przeszłość, i o to jak reagują na nich ludzie.
Odpowiedzi są wręcz przerażające.

Zakładając, z dużym prawdopodobieństwem, że ten i ów bezdomny konfabuluje, przerysowuje swoje losy, to i tak wyłania się z tego obraz jakiejś niepojętej nienawiści, nie uzasadnionej agresji.
No bo czy grzeczna prośba o datek, o cokolwiek do jedzenia, czy o jakiś znoszony już ciuch, czy stary koc, może być powodem do zwyzywania od wszarzy, śmierdzieli, nierobów, pasożytów, a często do pobicia?
Marku, ten Świat nie zszedł na psy. Nie obrażajmy wszak największych Przyjaciół gatunku ludzkiego... ten cholerny Świat oszalał w jakiejś bezdusznej paranoi.

Jakaś znakomita większość ludzi, których oboje przecież codziennie obserwujemy, wdrukowała w swoje mózgi coś takiego jak SUKCES. I, w ich pojęciu, Sukces to coś, co należy się im, bezwarunkowo, za wszelką cenę.
Przykład Twojej żony pokazuje, że ceną tą jest również drugi Człowiek. Człowiek ginący w tym rozszalałym wyścigu tylko dlatego, że wie co to serce, uczciwość i rzetelna praca.

Wracając do mojej (nie)skromnej osoby:
Przypadki podobne do Twoich spowodowały że: dawno temu postanowiłem, że nie będę miał nad sobą tak zwanego Szefa. Że nie podejmę pracy na etat, a tym bardziej na umowę cywilną. Że będę robił to, co lubię, co umiem dobrze, co daje możliwość rozwoju, nie tylko finansowego. Z czasem doszło dodatkowe obostrzenie: nie będę dawał wchodzić sobie na głowę moim klientom. Kontakty z nimi zawęziłem do prostej zależności, w której klient chce usługi i ma na tyle dużo pieniędzy by za usługę tę zapłacić natychmiast, a ja mam wiedzę niezbędną do wykonania tejże usługi i zasoby do jej wykonania. Jeżeli klient śmie wyjść choć o przecinek po za te granice, to koniec, żegnamy się nawet mimo utraty moich zysków.
Bo pieniądz nie jest najważniejszy dla Człowieka.

Czy jest mi ciężko, trudno i pod górę?
Jest.
Każdego cholernego dnia zdobywam swój zimowy K2.
I każdego dnia wygrywam, dzieląc się czymkolwiek z tymi, którzy tego potrzebują a sami, niestety, niewiele mogą.
Gdybym tak zechciał odpowiedzieć Ci, Marku, na pytanie: gdzie ja jestem dzisiaj, to miałbym z tym kłopot nader poważny.
Nie wiem.
Nie wiem, gdzie ja, do cholery jestem.
Myśląc nad tym, a zdarza się mi takie myślenie coraz częściej, czuję brak... czegoś.
Nie wiem czego.

Pozdrawiam Cię serdecznie.

IMG_1263.JPG

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Życie uczy i życie weryfikuje. Każdy w końcu pozostanie odopiwdnio osądzony.
Nie my tylko właśnie życie swoje zrobi

Przykra historia jak na początek Marku ale opisana na pewno z serca.

Przykra lecz niestety prawdziwa. I podejrzewam że będzie ich więcej , natomiast pojawią się wątki również wesołe, romantyczne i inne. Dzięki za komentarz. Pozdrawiam.

Ja liczę na to Byku, że to będą same kolorowe opowieści :)
Życie jest brutalne i te gorzkie też musza być ....ale jedna prośba ...by one nie przeważały bo krzywdy i brutalności jest wystarczająco w koło nas

nie będzie aż tak źle:)