Tulipanowa gorączka.
Holandia w XVII wieku przeżywała ogromny rozwój gospodarczy. Amsterdam był bardzo ważnym portem handlowym. Rozwijało się również rolnictwo i przemysł. Powstawały liczne kompanie handlowe, a prym wiodła Holenderska Kompania Wschodnioindyjska. Należące do niej statki transportowały z Azji głównie przyprawy, które następnie sprzedawane były ze sporym zyskiem. Z tygodnia na tydzień rosła liczba szybko bogacących się kupców i handlarzy. Zapanowała moda na manifestowanie swojego statusu społecznego przez tworzenie ogromnych ogrodów kwiatowych dookoła swoich posiadłości.
Najpopularniejsze wśród roślin ozdobnych były tulipany ze względu na swój wyrazisty kolor. Klimat europejski nie sprzyjał hodowli tych kwiatów, a ich dojrzewanie trwało nawet kilka lat; dlatego też sprowadzano cebulki z Imperium Osmańskiego (dzisiejszej Turcji). Majętni Holendrzy konkurowali ze sobą; kto będzie miał większy, bardziej kolorowy ogród, wypełniony rzadszymi odmianami tulipanów. Za najbardziej wartościowe uważało się - co zrozumiałe - najmniej pospolite okazy: wielobarwne kwiaty oraz te z białymi paskami na czerwonych płatkach.
Co ciekawe za niespotykane wcześniej kolorowe pręgi i kształty płatków tulipanów (jak ten na zdjęciu powyżej) odpowiadał TBV - Tulip Breaking Virus ("wirus pstrości tulipana"), którego epidemia wybuchła w latach 30. XVII wieku. Zarażone nim kwiaty rosły wolniej, a ich cebulki były słabiej wykształcone. Rośliny, które przetrwały chorobę oferowały niesamowite doznania wizualne i były bardzo pożądane przez holenderskich handlarzy. Były one bardzo rzadkie, więc majętni ludzie prześcigali się między sobą oferując coraz to wyższe ceny, aby tylko móc posadzić oryginalne okazy w swoim ogrodzie. Tulipan zastępował nawet pierścionek zaręczynowy i zakochani mężczyźni wręczali je swoim wybrankom podczas oświadczyn. Całą Holandię ogarnęła tulipomania.
Tulipomania
Ogromne zainteresowanie kolorowymi kwiatami przyciągnęło spekulantów. Nie kupowano już tulipanów tylko po to, aby posadzić je w swoim ogrodzie, ale również po to by zarobić na wzroście ich wartości. Ceny zaczęły rosnąć jeszcze szybciej. W 1623 r. jedna cebulka najmniej dostępnej odmiany kosztowała niemal tysiąc guldenów - średni sześcioletni dochód w ówczesnej Holandii. W 1635 r. sprzedano 40 cebulek za 100 000 guldenów (Nabywca był pijany czy niespełna rozumu?). Jedną cebulkę odmiany "Samper Augustus" (na drugim od góry zdjęciu) na giełdzie w Haarlem sprzedano za 6 000 guldenów - za taką cenę można było kupić dom albo kilka ha ziemi. Niektórzy ludzie sprzedawali swój majątek, a nawet brali kredyty, aby tylko móc zakupić kilka kolorowych kwiatów. Za jednego tulipana odmiany Viceroy (na zdjęciu poniżej) można było dostać kilka tłustych świń, wołów, owiec, beczek piwa/wina, tysiąc funtów sera i komplet odzieży.
Pojawił się nawet odpowiednik dzisiejszych kontraktów terminowych. Ponieważ tulipany kwitną późną wiosną można bezpiecznie wyjąć je z ziemi na początku lata. Od tego momentu można było handlować prawdziwym "towarem" aż do jesieni, kiedy to musiały one zostać ponownie posadzone. Poza tym okresem jedyną możliwością kupienia kwiatów były współczesne "futuresy". Ludzie płacili za cebulkę, którą będą mogli otrzymać dopiero za kilka miesięcy. Było to bardzo ryzykowne. Nawet jak trafiłeś na uczciwego handlarza to "Twój" tulipan mógł zostać "zniszczony" przez wirusa TBV. A kolejny kwiatek mógł dojrzeć dopiero za kilka lat... Pojawiły się nawet oferty sprzedaży cebulek, które nie zostały jeszcze posadzone.
Na przełomie 1636/1637 r. ceny tulipanów osiągnęły największe wzrosty i nie dotyczyły one tylko rzadkich odmian, ale również tych pospolitych. Cebulki potrafiły zmienić swojego właściciela nawet kilka razy dziennie. Szaleństwo nie mogło trwać wiecznie. W lutym 1637 r. bańka pękła. Niektórzy obwiniają za to epidemię dżumy jaką dotknęła wówczas Holandię. W "niderlandzkim Wall Street" - mieście Haarlem przestali pojawiać się kupcy. Czy ich absencja spowodowana była chorobą, a może uznali oni, że ceny cebulek są zbyt wysokie?
Szczyt bańki:
Epilog
Dziś 7/10 tulipanów pochodzi z hodowli Holenderskich. Eksportują oni ponad 6 miliardów kwiatów rocznie. Na jedną cebulkę tulipana przeciętny Holender musi pracować 3 minuty, w porównaniu z 40 latami w roku 1637. Szkoda, że nie możemy zobaczyć odmian tych kwiatów, o które zabijali się XVII wieku niderlandzcy bogacze (nie przetrwały do dzisiaj) i przekonać się na własne oczy czy były warte swej ceny. ;)
Zdjęcia: https://google.pl
Miłego dnia.
Wsparcie januszowych publikacji:
(STEEM) kryptojanusz
(BCH) 1BuwvkUL9JY4fBQs6cKNFysqqkfiA4BtYA
(ETC) 0xb9c09B67d356F17939A1c2A4EDf81040Bd04cAf3
(DASH) Xco4Sx38vRHAx5veUYGoikDc7GdAqgLpH1
(LTC) LezPqGVb3S69ssec92oBSRDQSFM32fZAyB
(LSK) 9879659926151325953L
(ETH) 0x6e89496AC3692DDdE6976479BC8df524Ff5ea912
(EOS) 0x6e89496AC3692DDdE6976479BC8df524Ff5ea912
(OMG) 0x6e89496AC3692DDdE6976479BC8df524Ff5ea912
(BTC) 1EpheTa1vT8vykBy2VYyWsVsgJv1VYoVmD
Dziekuję.


Pisząc posta w mniej/więcej połowie zawiesił mi się komputer... Jak żyć? ;)
...czyli za kilkaset lat będę pracował 3 minuty i będzie mnie stać na Bitcoina :)