Dyskusja - kiedy ma sens
Na pewno każdy z Czytelników wiele razy w swoim życiu dyskutował (lub dla mocniejszego określenia - kłócił się) z kimś - z członkiem rodziny, znajomym, współpracownikiem a nawet przypadkową osobą. Oczywiście póki dyskusja pozostaje dyskusją "wszystko gra". Możliwa jest wymiana poglądów a nawet przekonanie kogoś do czegoś. problem pojawia się, gdy najpierw jedna ze stron zaczyna zamieniać w swych wypowiedziach logiczne argumenty emocjami.
Ten post jednak nie ma być poradnikiem unikania kłótni, lecz małą analizą, kiedy w ogóle "opłaca się" dyskusję podjąć. Jako bardziej kluczowa kwestia (nie ma kłótni jeśli nie było w ogóle rozmowy) wydaje mi się to ciekawszym zagadnieniem.
Zatem - w jakich okolicznościach, czego potrzeba aby opłacało się nam podjąć pracę, wysiłek tłumaczenia lub ścierania się na argumenty z kimś o coś:
- interes własny - to w zasadzie jedyny - i wystarczający - powód jaki istnieje;
Teraz powstaje pytanie - jaki może być nasz, indywidualny zysk z czasem długiej i mozolnej, wymagającej użycia przemyślanych argumentów rozmowy czasem nie z jednym a kilkoma adwersarzami? W zasadzie na horyzoncie pojawiają się trzy możliwości:
- lubimy to - najprostsza opcja - jeśli lubimy wymyślać, konstruować i przerzucać się argumentami z innymi, możemy to po prostu robić dla czystej rozrywki;
- dowiedzenie się czegoś samemu/ przetestowanie własnych poglądów - to pierwszy możliwy zysk - rozmowa zawsze jest możliwością zdobycia nowych, cennych informacji, które mogą przydać się nam w przyszłości; poza tym dyskusja (o ile jest konstruktywna) stanowi sposobność do znalezienia luk we własnych teoriach (nawet jeśli jesteśmy do nich święcie przekonani) - w ostateczności często człowiek o innych poglądach nisz nasze, innej historii, doświadczeniach, religii itd. spojrzy na każdy problem trochę inaczej niż my i może w związku z tym spostrzec inne jego aspekty;
- rozpropagowanie poglądów na przyszłą własną korzyść - jeśli mamy rzeczywiście rację, dobrze przygotowany "arsenał" racjonalnych argumentów lub po prostu tzw. "dobre gadane" i uda nam się przekonać dyskutanta/dyskutantów do własnego zdania, opinii uzyskujemy dodatkowy plus - kolejnych orędowników naszych racji - im więcej ich będzie chodziło po Ziemi, tym - kolokwialnie mówiąc - większa szansa na przekabacenie, przyszłe ukształtowanie Świata na obraz jaki nam pasuje; zdobywa się popleczników własnych idei, którzy działając dalej mogą owe idee i zamysły urzeczywistniać;
Podsumowanie
Pisałem już kiedyś o tym, z kim i w jakich okolicznościach może się w ogóle nie opłacać wchodzić w dyskusje (link). Tamto zagadnienie dotyczyło jednak sytuacji napotkania człowieka nieprzygotowanego lub nienadającego się do poważnych rozmów ze względu na nadmierne różnice z nami i naszym widzeniem Świata.
Gdy jednak natrafimy już na kogoś "zdatnego" do podobnych, poważniejszych rozmów wydaje się oczywistym, iż tylko licząc na własny zysk powinniśmy je podejmować. Zysk może z kolei oznaczać czystą frajdę z dyskusji, możliwość zdobycia wiedzy, możliwość przetestowania własnych opinii, teorii lub okazje do "nawrócenia" bliźnich celem przybliżenia sobie samemu własnej wizji Świata.
Życzę wielu konstruktywnych wymian opinii i dysput.

https://steemit.com/pl-artykuly/@fervi/nowy-tag-dla-polskich-artykulow-pl-artykuly