Przyjaźń za pół litra wódki

in polish •  last year 

Zdjęcie-0045.jpg

Niedługo minał 3 lata od najgorszego dnia w moim życiu. 31 sierpnia 2015 roku póżnym wieczorem zginął mój Rocky. Jest to dla mnie bardzo ciężki temat. Do dziś nie obejrzałam wszystkich filmików z jego udziałem... to zbyt boli...

Gdy doszło do wypadku były upały i byłam w ciąży bliźniaczej i zagrożonej (tylko leżeć, nie chodzić po schodach, załatwiać się do wiadra itd). Nie mogłam wychodzić z psiakiem na dwór i bawić się... On sam wychodził tylko za potrzebą, bo było zbyt gorąco by miał siedzieć na dworze. Dlatego co wieczór wychodziliśmy na dłużej, gdy było już chłodno i ciemno. Ja siadałam a on przynosił mi piłki by mu rzucać.
Nie sprawdzałam czy furtka jest zamknięta... tego dnia nie była...

Gdy Rocky zniknął nam na góra pięć minut poszłam po prostu pod prysznic myśląc, że pod osłoną nocy rozkopuje nam ogród, bo uwielbiał to robić, a my mu na to nie pozwalaliśmy. Rocky leżał jednak na krawężniku pare metrów od naszej bramy, znalazł go mój chłopak... "Wyglądał jak by spał..." powiedział jak by cokolwiek to zmieniało...

Ruch był bardzo mały, było przed północą. Siedzieliśmy około 15 metrów od ulicy... Jak to możliwe, że nic nie usłyszeliśmy? Ani pisku opon... ani uderzenia... ani skomlenia psa...
Byłam jeszzce w łazience gdy Rocky został zakopany. Nie wierzyłam w to... Słyszałam jego szczekanie jeszcze przez wiele nocy... Nieraz czułam jak trzęsie się łóżko jak wtedy gdy drapał się a spał pod nim...
Po około dwóch tygodniach nocnych migren trafiłam do szpitala. Tam przestałam go słyszeć i czuć i tam przespałam pierwsza noc od jego śmierci.

Wiem, że to wszystko moja wina i nie wiem czy kiedyś przestane mieć wyrzuty sumienia o to, że go niedopilnowałam, o to, że nie sprawdziłam tej pieprzonej furtki, o to, że w ogóle wyszliśmy na dwór.

A teraz już mniej smutna historia...

Skąd wziął się Rocky?

100B2990.JPG

Pewnego roku kilka dni przed Sylwestrem zostałam zaproszona na impreze urodzinową mojego kuzyna. Gdy dojechaliśmy pod blok mojego kuzyna ujrzałam tam nietrzeźwego pana na ławce. W ogóle nie zwróciło to mojej uwagi... Pijak jak pijak, przy nogach miał karton... Karton jak karton...
W pewnym momencie wyszliśmy z mieszkania mojego kuzyna po coś do samochodu i wtedy zobaczyłam trzy czarne kuleczki w otwartym już kartonie przy nogach tego pana. Strasznie było zimno, mężczyzne bez wątpienia rozgrzewał alkohol, ale małe się trzęsły. Zaczeliśmy z nim rozmowe, szkoda było nam psiaczków. Pan ten powiedział, że suka uciekła mu na spacerze i siedzi i na nią czeka. Zaproponowałam mu, że wezmę psiaki do mieszkania a on pójdzie szukać ich mamy. Zgodził się.
Wszyscy w mieszkaniu zdziwili się, że przyszłam z psami, kuzyn wcale nie był zadowolony... Historia o tym pijaku i jego psach zmroziła mi krew w żyłach... Początkowo była suka i pięć małych, pijak bardzo się nad nimi znęcał jednak nikt tego nie przerwał. "Niewiadomo gdzie jest ich matka i w ilu częściach, ale jednego szczeniaka sąsiad widział wyrzuconego na śmietniku. Odnieś mu te psy, na pewno są chore, jeszcze nas czymś zarazisz!". Tak, mój kuzyn nie ma serca... Tak jak pozostali sąsiedzi...
Pijak wrócił po swoje psy (wcześniej podałam mu nazwisko kuzyna i okazało się, że mieszkają drzwi w drzwi). Był bardzo smutny, że nie odnalazł suki, ale jednocześnie był bardzo zdenerwowany, że mamy jego psy, tak jak by zapomniał, że sam nam je dał pod opiekę. Bardzo szybko chciał je odebrać, próbowałam go przekonać by mi je sprzedał, ale nie chciał się zgodzić, był coraz bardziej agresywny, szarpał kartonem z psiakami, mówił, że tylko to zostało mu po suni, że je kocha... Był alkoholikiem i psychopatą, było widać, że on na prawde wierzy w to co mówi, wyglądał jak by bardzo się martwił i o mamę i o maluchy...

Bardzo ciężko było mi wejść do samochodu i tak po prostu wrócić do domu... Mój chłopak zstawił mnie w aucie i wrócił na chwilę do kuzyna... Do auta wrócił z kartonem z trzema czarnymi kuleczkami! Kupił 3 psiaki za pół litra wódki, którą zabrał z imprezy u mojego kuzyna! Uratował 3 maluszki! Płakałam ze szczęścia jak opętana i czułam ogromną ulgę :)

Pieski odrobaczyliśmy (nigdy nie widziałam tak obrzydliwego widoku jak długaśne robale wychodzą z "dwóch stron" i to w tak ogromnej ilości). Po paru dniach moja kuzynka zabrała dwa psiaki- jednego dla siebie, jednego dla koleżanki. A nam został ten najmniejszy, najwolniejszy, ciągle śpiący i z białą końcówką ogonka...
Był dla nas jak dziecko, wypieszczony i najważniejszy na świecie. Był dla mnie najbliższą istotą...
Mój najukochańszy psijaciel Rocky <3
IMG_20150411_182556.jpg
Nie wiem po co to napisałam... Z nikim nie rozmawiam o nim już. W zasadzie od jego śmierci bardzo rzadko poruszałam jego temat i siedzi to w środku mnie wciąż... Chciałabym wrócić do filmików z nim, ale boje się...

Możesz kochać kogoś nad życie a stracić go w jedną sekundę... Możesz czyjeś życie cenić wyżej niż swoje i poświęcić mu wszystko, ale przez chwile nieuwagi to wszystko traci znaczenie. Największe uczucia nie wrócą życia...

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Bardzo smutne, współczuję.
Ale pamiętaj o nim, celebruj każde wspomnienie, dużo pisz o nim, wrzuć filmik czasem.
I nie obwiniaj siebie. To niczego nie zmieni a ty się tylko zadręczasz.
Gdybym sprawdziła furtkę, gdybym... gdybyś wiedziała, że się przewrócisz to byś się położyła.
Byłaś w zagrożonej ciąży, musiałaś leżeć. Nie da się wszystkiego zrobić i dopilnować.
Trzymaj się.

Dziękuję za miłe słowa...

Congratulations @julietlucy! You have completed the following achievement on Steemit and have been rewarded with new badge(s) :

Award for the number of comments

Click on the badge to view your Board of Honor.
If you no longer want to receive notifications, reply to this comment with the word STOP

Do you like SteemitBoard's project? Then Vote for its witness and get one more award!

Psiaki nie mają lekko. Zostały uratowane i to jest piękne. Los jednak odebrał ci Rockiego. Dużo zwierzaków ginie na drodze. Niestety nie są one przyzwyczajone do ruchu ulicznego.
Tak jak napisała @anka - nie ma co siebie obwiniać. Ważne, że pamiętasz swego pupila. Zawsze będzie smutno gdy się wspomina swoje zwierzaki. Pozdrawiam.

Takie historie zawsze są ciężkie, a najczęściej są wynikiem chwili nieuwagi :(
Dziękuję za ciepłe słowa, pozdrawiam.

Obwiniasz się, ale czy Rocky miałby tak wspaniały dom, gdybyś o niego nie zawalczyła? Tak naprawdę, to Ty podarowałaś mu życie...

Z jednej strony masz racje... z drugiej mimo, że nie chciałam to stało się to co się stało, a byłam za niego odpowiedzialna...
Mogę to tylko teraz traktować jako nauczkę jak mało wystarczy by doszło do tragedii i tak jak napisałam w tekscie- największe uczucia nie wrócą życia.
Dziękuję za ciepłe słowa.