RE: Dlaczego rolnicy nie zaczną sami sprzedawać zamiast jęczeć jak im źle?
Bardzo fajny tekst, ale widzę tu kilka kwestii.
ceny transferowe - wbrew popularnym twierdzeniom muszą być rynkowe i trzeba je 'obronić' przed urzędem skarbowym. A kto kiedykolwiek coś w urzędzie załatwiał, wie jakie to trudne. Polscy przedsiębiorcy też transferuja zyski za granicę - duży ma dużo środków by zaoszczędzić pieniądze.
mentalność - za granicą, gdy takie sytuacje maja miejsce, rolnicy tworzą grupy producenckie, wspierają się nawzajem, organizują przetwórstwo a nawet dystrybucję - wycinają pośredników. A w Polsce? Albo tworzą grupy tylko w celu wyłudzenia dopłat albo szybko inni sąsiedzi im dopieką.
W Norwegii, gdzie mieszkałem, dam dwa przykłady :
A) jeszcze 30 lat temu praktycznie nie było jabłoni, ale sąsiedzi wzorem postanowili ustandaryzować produkcję cydru, założyli grupę producencka i w ramach niech wytwórnię cydru. Teraz cala gmina praktycznie ma sady. A przez to, że się połączyli uzyskali dużo lepsze finansowanie i istotnie zmodernizowali swoje gospodarstwa, dlatego z sukcesem dywersyfikuja produkcję.dwóch mieszkańców, którzy mieszkali od siebie w linii prostej ok 500 m ale przez fiord musieli do siebie jechać ponad 20 km dookoła poszli do urzędu gminy, a ci im żeby se most wybudowali i jeśli się tego podejmą gmina da 50% w nieoprocentowanej pozyczce. Jak się inni ludzie dowiedzieli o planach, to gremialnie chcieli wziąć udział w projekcie. Dzięki temu ograniczono finansowanie gminy. Dzisiaj stoi płatny most, który zarabia na swoje utrzymanie (drogi w Norwegii mogą być płatne), gmina i jej mieszkańcy oszczędzają bo nie muszą jeździć dookoła (karetki też) , a gmina bierze na siebie ewentualne remonty.
W Polsce? Niemożliwe.
Podatki w Polsce są zbyt wysokie, to wie każdy, natomiast sieci mają nieuczciwą przewagę nad małymi sklepami bo łatwiej transferują pieniądze za granicę - stać ich. Co do grup, powoli to się zmienia, powstała już AGROunia, możliwe, że jej działania zaowocują zmianami, jednak trzeba tutaj też wsparcia polityków. Moim zdaniem dobrym pomysłem byłoby znakowanie kraju pochodzenia produktu.
Pewnie i są, ale tak naprawdę nie to jest problemem. Problemem jest unikanie ich płacenia przez największe przedsiębiorstwa - bardzo często właśnie przez zagraniczne koncerny (ale nie tylko). I to nie dzieje się tylko w Polsce - ale na całym świecie. Google, Starbucks, sieci handlowe. Wszędzie największe korporacje wydają miliony na prawników i księgowych by przez optymalizacje podatkowe zaoszczędzić miliardy. Najgorsze jest to, że w zasadzie działają w granicach prawa. Sprzyja temu złożone prawo podatkowe i biurokracja. I wcale nie jest takie oczywiste czy uproszczenie tego prawa (choć byłoby to niezmiernie trudne) naprawi sytuację. Problem jest taki, że czy to poszczególne państwa czy też Unia mają do dyspozycji tylko zwykłych urzędników a korporacje mają za swoje miliony najlepszych z najlepszych. Dlatego taki wyścig zbrojeń na przepisy i szukanie w nich luk jest raczej skazany na porażkę. Nawet podatek od obrotów pewnie nie zadziała, bo są dziedziny gospodarki, które naprawdę mają znikome zyski przy dużych przepływach gotówki. Może to nie jest właściwa skala (jeśli chodzi o obroty) ale podejdźcie kiedyś do najbliższego kiosku i zapytajcie panią kioskarkę ile ma zysku ze sprzedaży gazety, biletu czy znaczka.
Zresztą pierwszy kraj, który postawiłby się korporacjom w taki sposób, że musiałyby płacić uczciwe podatki znalazłby się w bardzo nieciekawej sytuacji. Wyobraźmy sobie co by się stało gdyby w przeciągu trzech miesięcy wycofałyby by się z Polski największe sieci handlowe. Toż to widmo głodu i straszliwego chaosu w gospodarce. Zanim indywidualny handel odżyłby i wrócił do zadowalającego poziomu - zamieszki, paraliż handlu, szaleńcze wzrosty cen, inflacja.
Ja też widzę jedyną drogę w samoorganizacji się rolników. Niech tworzą grupy, spółdzielnie. To chyba jedyny sposób. Może i Unia robi coś przeciwko nieuczciwym praktykom pośredników i sieci handlowych ale to za mało. Zresztą wydaje się panować ogólnoświatowy trend, który ma polegać na promować rolnictwo wielkoobszarowe kosztem rolnictwa indywidualnego. Niestety Polska na tym straci - jedyny sposób to organizacja małych rolników w większe grupy. W stanach już podobno nie ma rolnictwa indywidualnego - i to między innymi dzięki korporacjom (dlatego boję się GMO - nie, że mi urośnie trzecia główka, tylko że użyją GMO jako jeden z mechanizmów do korporyzacji rolnictwa).
Co masz na myśli? Licencje na sadzenie danego rodzaju nasion, opatentowanego? Z tego co kojarzę, to korporacje tak samo mogą pobierać opłaty licencyjne za nasiona tradycyjne, nie będące GMO.
Ja o tym nie słyszałem, masz więcej informacji?
Dawno ten argument słyszałem, ale pogooglowałem i znalazłem to: Patented seeds are not exclusively GMO — They are in the fields of organic farmers, too.
I tutaj też:
Aczkolwiek nie znam tematu tak dogłębnie, by nie podejrzewać, że sprawa może być bardziej skomplikowana.
Oglądałem kiedyś o tym jakiś dokument - nie pamiętam już szczegółów i było to dość dawno, więc coś mogłem pokręcić albo źle to pamiętam.
Na pewno w tym filmie był motyw, że to plony zebrane z ziarna kupionego od korpo nie nadawały się do ponownego wysiewu tylko do przetwórstwa i sprzedaży - więc raczej GMO. Były też motyw, że ścigano rolników za rzekomą kradzież chronionego patentami ziarna. Nie wiem czy wstawiano wówczas znak równości między GMO a nasionami opatentowanymi. Zresztą mniejsza. Przekaz filmu był jasny. Olbrzymie i bardzo bogate firmy zniszczyły indywidualne rolnictwo - między innymi wykorzystując GMO.
Wiem, że to trochę jednostronne i nie popieram bezkrytycznej nagonki na GMO, ale warto pamiętać, że ją, jak każdą technologię i wiedzę, można wykorzystywać również nieetycznie.
Wiem o co chodzi. Słyszałem też różne kontrargumenty na te argumenty które podałeś, że ziaren i tak się nie wysiewa na następny rok tylko kupuje nowe, bo nie opłaca się ponownie wysiewać, bo te z "drugiego roku" są już gorszej jakości i tak dalej. Że te wszystkie historie z niesłusznie ściganymi za rzekomą kradzież chronionego ziarna to jakieś nietypowe przypadki, "szemrane" historie itd.
Aczkolwiek właśnie też tak jak piszesz - wiele dokumentów i materiałów jest jednostronnych, dlatego na te kontrargumenty też patrzę z przymrużeniem oka i zakładam, że sprawy nie są tak zero jedynkowe, że korporacje = dobro. Na pewno nie.