Prosta historia. Ciężkie wybory.

in polish •  2 months ago 


Mocne uderzenie w okno. Wielka odbita plama kurzu z przyklejonym gołębim puchem na powierzchni szyby to konsekwencja niecodziennego zdarzenia, które zakłóciło nasze niedzielne popołudnie. Chwilowy przestrach natychmiast zwyciężyła ciekawość, okazało się, że błogostan poobiedniej drzemki został drastycznie przerwany przez zew natury. Ku naszemu zdziwieniu w przydomowym ogródku ujrzeliśmy prawdziwego drapieżcę ze swoją ofiarą. Ostre i długie szpony jastrzębia wbijały się  głęboko w ciało ofiary przestraszonej cukrówki. Zrób coś! Krzyczeli wszyscy. Sądzicie, że mogłem cokolwiek zrobić? Czym zakończyłaby się moja interwencja? Emocje nakazywały ratować słabszego, zdrowy rozsądek podpowiadał mi jednak co innego. Na ratunek było za późno. Moja ingerencja w prawa natury nie przyniosłaby zapewne nic innego jak powolną i bolesną śmierć od odniesionych ran po bezpośrednim ataku doskonałego myśliwego. Jeżeli po mojej reakcji jastrząb porzuciłby zdobycz, dałby mi szerokie pole do popisu, a pragnąc uniknąć ofierze cierpienia z pewnością to ja musiałbym dokonać końcowego aktu zniszczenia. Pytanie czy potrafiłbym, skoro ryby na święta kupuje tylko filetowane. Z takimi emocjami, przerażającym widowiskiem i dylematami musiałem się zmierzyć tego niedzielnego popołudnia, dzieciom kazałem jednak odejść od okna, a ja długo jeszcze zastanawiałem się czy postąpiłem słusznie? Wybory. Całe nasze życie składa się z ciągłych wyborów, to one w dużym stopniu mówią o nas, naszym postępowaniu i to one nas kształtują. Przebudzony z niedzielnego letargu, półprzytomny zostałem zmuszony dokonać wyboru. Czy słusznego? Ktoś powie drobiazg, żadna decyzja to tylko dziki ptak, ale czy proces kształtujący małego człowieka nie składa się z takich maleńkich nic nie znaczących wyborów, eliminacji dobra lub zła. Trudno stwierdzić co wygrało w to niedzielne popołudnie, wydaje mi się, że zdrowy rozsądek, jednak co zadecydowało lata temu, gdy będąc małym chłopcem na drodze stanął mi jeszcze nie ptak, a już nie pisklę. Można powiedzieć, że odtąd zaczyna się właściwa opowieść. Historia mająca w sobie pytania o wybory, a o ileż prostsze, bo zadane młodemu człowiekowi, który nie miał takich dylematów. Ptak znaleziony na drodze musiał żyć i koniec, a dziecko musiało zrobić wszystko co w jego mocy, by stać się jego zastępczym rodzicem. Radości było co niemiara, można było potrzymać w rękach nieopierzonego jeszcze do końca małego kosa, który dziwnym trafem znalazł się na chodniku i w żaden sposób nie okazywał strachu.



Nie bacząc na ptasią grypę ani inne choroby odzwierzęce zabrałem malucha do domu by roztoczyć nad nim opiekę. Rodzice okazali się nad wyraz tolerancyjni i podeszli z pełną aprobatą do mojego przedsięwzięcia wychowania małego ptaka, a że w domu obecnie nie stacjonowało żadne inne zwierzę, Kubuś, bo tak go nazwałem, nie miał konkurenta i cały swój wolny czas mogłem mu poświęcić. Do dzisiaj właściwie sam nie wiem czy to był kos czy szpak, żadne ze zdjęć się nie zachowało, pamiętam, że miał nieposkromiony apetyt, a ja musiałem sporo czasu poświęcić na organizację pożywienia, które na początku składało się głównie z much i dżdżownic. Moim głównym zajęciem były prace poszukiwawcze dorodnych tłustych obślizgłych paskudztw, które w zastraszającym tempie znikały w przełyku Kubusia, a jedyną formą podziękowania z jego strony były placki, które notorycznie zostawiał za sobą i co rusz trzeba było je sprzątać, bo z prowizorycznego mieszkania w formie klatki zbyt często uciekał na zewnątrz i zakłócał życie domownikom. Kubuś nie był formą kanarka, którego trzyma się w klatce, ograniczały go tylko mury budynku. Na zewnątrz miał pełną swobodę i każdej chwili mógł wybrać wolność, niestety tym różniłem się od prawdziwych rodziców, że nie potrafiłem nauczyć go latać. W domu wykonywał krótkie loty, które zazwyczaj kończyły się na okiennych firankach, ale tak naprawdę najbardziej lubił mój palec wskazujący, na którym najczęściej siadał i chyba na którym najlepiej się czuł, ewentualnie ramię, którym też nie gardził. „Po co latać skoro jedzenie samo do mnie przychodzi, a świat mogę oglądać z ramienia tego małego gościa, który ciągle ze mną gdzieś spacerował” zapewne tak kombinował.



Długie loty były mu obce, ja też nie nalegałem, bo chciałem się cieszyć nim jak najdłużej, bałem się również, że ptak, który nie boi się ludzi i nie potrafi zdobywać pożywienia na wolności sobie nie poradzi. Ratując młodego kosa uczyniłem z niego poniekąd kalekę, niezdolnego do egzystencji w ptasim świecie, ale czy dokonałem dobrego wyboru? Mały chłopiec zrobił to co wydawało mu się najwłaściwsze w tamtym momencie. Wychowanie ptaka to druga strona medalu. Wykarmić owszem, ale jak nauczyć ptaka latać? Wprawdzie Kubuś podlatywał parę metrów, ale musiałem go potem szukać w zaroślach lub u sąsiadów i na tym się kończyło. Bałem się, że pewnego razu ptasi instynkt podpowie mu co ma robić, wzbije się w powietrze i już do mnie nie wróci. Wiedziałem, że wcześniej czy później musi się to zdarzyć. Czas biegł, a Kubuś jednak nie chciał mnie opuścić. Z pomocą przyszedł zbieg okoliczności, niespodziewany dwutygodniowy wyjazd spowodował przymusową izolację Kubusia. Kos został zamknięty do mojego powrotu na obszernym strychu, na którym niczego mu nie brakowało, ale ta separacja od człowieka pozwoliła mu wrócić do natury. Po moim powrocie już mnie nie poznał, a każda moja próba zbliżenia się do niego, kończyła się przeraźliwym kłapaniem dziobem. Zmartwiony utratą maskotki pomyślałem w duchu, że cel został niejako osiągnięty. Cóż było robić, do pełni ptasiego szczęścia musiałem jeszcze tylko otworzyć okno. Poczułem żal, że na ramieniu nie usiądzie mi już mój ptasi kolega, chociaż byłem  już na tyle dorosły, że wiedziałem, że dokonałem właściwego wyboru. Co się działo później z moim ulubieńcem nie wiem, ale miałem cichą nadzieję, że poradzi sobie sam w ptasim świecie.   


 

Zdjęcia pochodzą z:
https://pixabay.com/pl/photos/jastrz%C4%85b-lot-raptor-ptak-drapie%C5%BCny-2604029/
https://pixabay.com/pl/photos/szpak-sturnus-vulgaris-estornell-3368131/ https://pixabay.com/pl/photos/kos-natura-ptak-brown-br%C4%85zowy-3953216/
https://pixabay.com/pl/photos/ptaki-przyrody-charakter-odkryty-3206203/ 

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

przeczytałam jednym tchem.
ile tam troski tego małego chłopca i jego mądrej refleksji.

"jeśli kogoś kochasz, to przywróć mu wolność"
-to jedna z tych najtrudniejszych lekcji, jakich dostarcza nam życie.
oraz umiejętność pogodzenia się ze stratą.

·

Cieszę się, że się podobało.
Dzięki. Pozdrawiam

Twój post został podbity głosem @sp-group-up. Kurator @julietlucy.

Dzieci są cudowne z tą swoją dobrocią i poniekąd naiwnością. Wszystkim zwierzakom chciały by pomóc, a jeżeli dorosły się sprzeciwia to jak kolwiek by nie tłumaczył to i tak nie wytłumaczy, że tak już musi być.
Z czasem dorastamy, rozumiemy już "krąg życia", nature, łańcuch pokarmowy... a jendak nieraz jest w nas coś z dziecka i mamy swoje nielogiczne dylematy. Ale to chyba dobrze o nas świadczy...

·

Niestety życie to ciągłe wybory.
Dzięki. Pozdrawiam

Ze dwa lata temu jak wróciłem z pracy to na podjeździe siedział gołąb z hm zwichniętym skrzydłem. Wtedy jeszcze kot mój kochany nie mając kolegi psa chadzał swobodnie podziałce jak byłem w domu. No chwili biedny gołąb by nie przetrwał więc cap ptaka i do domu. Wykarmiliśmy powiedział ze 3-4 dni i za którymś razem próbując wypuścić wreszcie wziął i normalnie odleciał <3 może zaraz potem jakiś drapieżnik go dorwał.

Pytanie jakie są szanse, chociaż i z pyska kota wyjąłem raz ptaka i na szczęście nie był "naruszony", a wyglądało marnie, ale i kilka ptaków zakopałem... Jednak zawsze próbuje pomóc, nie wiem czy to dobrze, jakby trzeba było dobić... Rybę zabić też mam problem :p

Posted using Partiko Android

·

Koty to plaga dla ptaków, ale zaskakujące są sroki jak atakują gniazda (budki) szpaków i kosów. To dopiero są ptasie łobuzy.
Dzięki za komentarz. Pozdrawiam