Historia kawy według Arkadego Fiedlera

in polish •  7 months ago 

 „AMERYKA wzbogaciła się na Afryce. U progu niebywałego rozkwitu Nowego Świata były dwa afrykańskie dary. Ameryka Północna dostała czarnego niewolnika do uprawy tytoniu i bawełny, Południowa otrzymała kawę.”



Zapewne nie uda mi się tak barwnie jak naszemu zapomnianemu i niedocenianemu podróżnikowi Arkademu Fiedlerowi opowiedzieć o historii sprawczyni błogich chwil relaksu, o czarnej kusicielce, która budzi nas co rano do życia i dostarcza energii do działania. Myślę jednak, że z pomocą cytatów autora „Wyspy kochających lemurów” uda mi się uporać z tematem. Fakt odkrycia kawy obrósł legendą, jak było naprawdę możemy się tylko domyślać, jednak nasz podróżnik przytacza nam ciekawą historię, o której słyszałem na lekcjach geografii aczkolwiek w zmienionej formie. Swój początek nasza bohaterka zawdzięcza etiopskim kozom. To one na wyżynach Abisynii były odkrywcami tego pobudzające owocu. Ich dziwne zachowanie i rosnący temperament po spożyciu liści z drzewa mocno zainteresował pilnującego ich mnicha, który z ciekawości sięgnął po owoc tej nieznanej dotychczas rośliny. Po euforii jakiej doznał po spożyciu tego owocu podzielił się szybko tym odkryciem ze swoim współbraćmi, po czym przeor klasztoru kazał zaparzać owoc i podawać wywar mnichom przed wieczornymi modlitwami. „Odtąd modły szły o wiele lepiej, a kawa weszła w szeroki świat.”    

Przystanek islam. Z Abisynii kawę w XII wieku przywieźli do Jemenu arabscy kupcy. Niewątpliwie islam i jego rygorystyczny zakaz picia alkoholu spowodował, że kawa stała się od tej pory aż po dzień dzisiejszy nieodłączną towarzyszką arabskiego życia. Śmiało można rzec, że prawdziwa historia kawy rozpoczęła się na Półwyspie Arabskim i najprawdopodobniej to Arabowie rozpoczęli cały proces produkcji, od preparowanie nasion poprzez prażenie i do produktu finalnego jakim jest filiżanka kawy. Beduini zaś rozpowszechnili ją w całym arabskim świecie i jakby tego było mało to od arabskiego „kahwa” wzięła nazwę nasza bohaterka. „Mahometanin lubił spokój, rozwagę i kontemplację. Dlatego kawa stała się wnet jego przyjaciółką, a kawiarnia najmilszym miejscem schadzek.” Jak to jednak w życiu bywa, kawa znalazła tylu zwolenników co przeciwników. Islamski kler upatrywał w niej ogromne zagrożenie, bo zamiast do meczetów Arabowie kierowali się do kawiarni szukając rozkoszy nie dla duszy, a dla ciała. Persowie upatrywali w niej pomiot szatana, zaś uczeni z Kairu odrzucali te bzdurne argumenty, jednakże początkiem XVI wieku najpierw w Mekce, a potem w Kairze musiano się na jakiś czas pożegnać z czarną rozkoszą podniebienia. Natomiast ostatnie słowo należało do sułtana, któremu spodobała się nowa kawowa moda. „(…) kawa wyszła z opresji w nowym blasku chwały i na Wschodzie rozległ się głośny hymn na jej cześć.”

Zdobycie Europy. Kawa trafiła na stary kontynent za sprawą chciwości, chęci zysku i bogactwa. Holendrzy pozyskali nie całkiem legalnie z Jemenu drzewka kawy i założyli ogromne plantacje na Jawie, skąd nasza brązowa bohaterka rozpoczęła podbój Europy. Imperia kolonialne wiodły prym w tym przedsięwzięciu, ale sytuacja jaka miała miejsce w islamskim świecie powtórzyła się i kawa w Europie miała również zagorzałych przeciwników. Tym razem nie monarcha, a głowa kościoła papież Klemens VIII wypowiedział się i zaaprobował nowy napój. „Owoc piekieł! – wołali jedni o kawie. Nektar bogów – wołali drudzy.”  Kiedy kawa na dobre zagościła w Europie Zachodniej głównie za sprawą kompanii holenderskich i brytyjskich, do środkowej Europy zawitała w niecodzienny sposób za sprawą tureckich worków wypełnionych kawą, porzuconych po zwycięstwie Jana III Sobieskiego pod Wiedniem. Jako, że nie było chętnego na takie trofeum, zaopiekował się nimi Pan Franciszek Kulczycki, dyplomata i żołnierz polskiego króla, który założył pierwszą kawiarnię w Wiedniu sławną później na cały świat.  



Kawę uprawia się w całej strefie tropikalnej, jednak swoją ekspansję zawdzięcza jednemu drzewku. „Drzewko jedno, a praszczur dzisiejszych setek milionów drzew. Historia do bajki podobna (...)”, żeby tę bajkę kontynuować musimy wrócić do Holendrów, którzy nieopatrznie podarowali Ludwikowi XIV drzewko kawy, które w królewskiej cieplarni rozszczepione na kilka pędów miało w kolonii francuskiej Martynice być drogą do czarnego Eldorado. Zanim miało się to ziścić sadzonki musiały przebyć długą drogę przez Atlantyk. Misję powierzono Gabrielowi de Clieu. Sprostał wprawdzie zadaniu, choć sam mało nie umarł z pragnienia, bowiem podlewał rośliny swoimi racjami wody i mimo iż wszystko sprzysięgło się przeciwko tej misji dowiózł szczęśliwie niestety tylko jedną sadzonkę. Na Martynice drzewko uratowane przez kawalera de Clieu poddane szczególnej opiece i wyostrzonej straży dobrze spełniło swoje zadanie. Kolonia francuska w niedługim czasie porastała kawowcami i stała się bogactwem Francji. Kolejnym przystankiem naszej bohaterki była Gujana Francuska, a stąd już jak okiem sięgnąć rozpościerała się Brazylia. „Kawa zwyciężyła. Świat cały podbiła, ludzkość urokiem opanowała.”   

Arabika, liberika, kouilou, excelsa, robusta, caephora. Dobra kawa i zła kawa.



I to jeszcze nie koniec historii, choć karierę nasza brązowa przyjaciółka zrobiła jak się patrzy, nie uniknęła po drodze kłopotów. Sprawcą całego tego zamieszania stał się: „Hemileia vastrix, grzybek niby to mikroskopijny, lecz kąśliwy jak tygrys.” Rozszerzające się plantacje, które zahaczały już o wilgotne żyzne nizinne tereny nie sprzyjały arabskiej kawie. Uwodzicielka z wyżyn czuła się źle w mokrym klimacie, traciła odporność i do dzieła zniszczenia wkraczał maleńki grzybek, który na domiar złego po rozprawieniu się z uprawami w dolinach sięgał wyżej, wyżej i wyżej, aż doprowadził do zniszczenia wysoko położonych całych plantacji. Tam gdzie za nisko sadzono kawę grzybek zaraz dawał znać o swoim istnieniu. Cóż było robić, gdy w XIX wieku na Cejlonie, Jawie zostały spustoszone całe plantacje, co doprowadziło do bankructwa europejskich plantatorów, a pech chciał, że w Brazylii kawa rosła i owocował bez przeszkód. Szybko trzeba było temu zaradzić. Rozpoczęto przeszukiwanie ojczystej ziemi brązowej uwodzicielki w celu znalezienia nizinnego gatunku odpornego na wilgoć. Nową odmianę znaleziono na nizinach Zatoki Gwinejskiej i nazwano ją liberika. Niestety radość nie trwała długo, mimo że była odporniejsza od swojej kuzynki arabiki: „Jedną tylko wadę miała, psiajucha, liberika: brakowało jej aromatu i ludzie pić jej nie chcieli.” Nie zrażając się szukano dalej, ale zasada pozostała do dzisiaj: arabika łechcze nasze podniebienia, a wszystko co odporne na nizinny klimat to gorsze siostry naszej bohaterki. „To niewzruszona prawda: co pochodziło od Etiopów, było szlachetne: co z innych stron świata się wywodziło było podłe”

Ta pobieżnie potraktowana historia kawy, jak pisał Fiedler „zaborczej władczyni”, to tylko pretekst i  celowy zabieg dzięki któremu pragnę przypomnieć o podróżniku, którego narzędziem była jedynie fotografia i słowo pisane. Dzisiaj autor trochę zapomniany, niedoceniany, którego działania w znacznej mierze ograniczała epoka, jednak warty przypomnienia i zagłębienia się przy filiżance kawy  w dziki i barwny świat jaki opisywał w swych książkach i reportażach.  

Na zdjęciu Arkady Fiedler


 

Źródła:
Arkady Fiedler "Wyspa Kochających Lemurów"

Zdjęcia pochodzą z:
https://pixabay.com/pl/m%C5%82ynek-do-kawy-kawa-w-proszku-2138170/
https://pixabay.com/pl/cafe-ro%C5%9Blin-red-cafe-gospodarstwa-2339260/
https://pixabay.com/pl/kawiarnia-kawa-coffeebean-arabica-3806228/
https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/988376,Arkady-Fiedler-Bylem-wielkim-marzycielem
 

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Potwierdzam, winne naszemu nałogowi są kozy.
Arkady Fiedler - wychowałem się na nim, a szczególnie na Białym Bizonie.

A ja na Orinoko. Dzięki za komentarz.
Pozdrawiam.