Trzech Malczewskich
A więc znowu pracuję nad wystawą w swojej macierzystej instytucji. Ostatnią (i pierwszą) wystawę w MNW przygotowałem w 2001 roku wraz z Nijolė Adomavičienė chyba tylko dlatego, że nie było innych chętnych na robienie wystawy z Litwinami. Okazało się to fantastyczną przygodą. Litwini byli bardzo chętni do współpracy, wbrew wszelkim przewidywaniom, i w ogóle niezwykle sympatyczni. Bardzo żałuję, że te kontakty się urwały, ale to chyba typowe dla dużych instytucji kultury w Polsce. Udaje się, czasem sporym wysiłkiem nawiązywać kontakty, które mogą owocować dalszymi wspólnymi działaniami i nie robi się nic, żeby kontynuować dobrze rozpoczętą współpracę. Wystawa chyba się udała, w każdym razie była to pierwsza wystawa prac Ciurlionisa w Polsce od czasu, gdy je pokazywał na ścianach Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych jako jej student, więc przynajmniej pod tym względem przeszła do historii. Później została przewieziona do Muzeum Narodowego w Poznaniu. Udało mi się wówczas przekonać Litwinów, że 40 prac to zdecydowanie za mało żeby pokazywać w Muzeum Narodowym w Warszawie. W końcu zgodzili się, że wypożyczą nam jeszcze 20 innych prac. Z poczuciem tryumfu wracałem z Kowna do Warszawy. Ale to dostałem pierwszą lekcję. Nikogo to tak naprawdę nie obchodziło. Zero jakichkolwiek, nie mówię że pochwał, ale nawet oznak zadowolenia z takiego obrotu spraw. Najwyraźniej chodziło tylko o to, żeby jak najmniejszym wysiłkiem załatwić sprawę zleconą przez Ministerstwo.
Teraz znalazłem tekst o poznańskiej odsłonie wystawy w „Wyborczej”. Jak zwykle, wtedy jeszcze pewnie bym tego nie napisał, „Wyborcza” musiała coś zmyślić. Jej zdaniem wystawa była wcześniej pokazywana we Francji a potem w Warszawie i w Poznaniu. Muzeum w Kownie często pokazuje na świecie prace Ciurlionisa ale nikomu nie przychodzi do głowy pisać, że to zawsze ta sama wystawa. W rzeczywistości stworzyliśmy tę wystawę z Nijole od początku, ale ponieważ większość osób tej paryskiej, którą rzekomo pokazaliśmy w Warszawie, nie widziało, to komu by to mogło przeszkadzać.
Ale miało być o Malczewskich ;) Na ogół, spośród artystów, kojarzy się dwóch, Jacka i jego syna Rafała. Jest oczywiście Antoni, poeta, autor Marii, spokrewniony z nimi. Przeglądając kolekcję MNW trafiłem na jeszcze jednego, Bartłomieja o którym nigdy wcześniej nie słyszałem. I znowu kolejny temat, który chciałoby się poznać, a przecież mamy robić wystawę o Jacku Malczewskim i Juliuszu Słowackim ;)