Po co Steem?
Wytłumaczenie, czym jest Steem nie jest łatwym zadaniem. Trudno jest opowiedzieć w kilku słowach, jak działają aplikacje oparte o blockchain. Łatwiej jest to pokazać. Już starożytni mawiali: Verba docent, exempla trahunt (Słowa uczą, przykłady pociągają). Wychodzę więc z założenia, że im więcej ludzi "dotknie" Steema, tym więcej się do niego przekona. Stąd też zdecydowałem się na jego implementację, o której pisałem w artykule Po co Steem w KBK? We wpisie tym nie wspomniałem jednak o dość istotnym aspekcie wykorzystania sieci Steem w Królestwie Bez Kresu. Mam na myśli kooperację z @fundition, który wspiera naszą zbiórkę na walkę z mrozem.
Wczoraj wypłaciłem pierwsze STEEMy i kupiłem butle gazowe. Jest to o tyle istotne, że teraz mam w KBK namacalny przykład, którego do tej pory mi brakowało. Stoi piecyk, grzeje dzięki butli, która została zakupiona za tokeny. Jest to więc dowód, że STEEM lub SBD można wymienić na giełdzie, zamienić na gotówkę i czynić dobro. Wystarczy mieć ciekawy pomysł, opisać go i dokumentować postępy, bowiem to aktualizacje są nagradzane. Jest to oczywiście czasochłonne, niemniej rejestrowanie progresu jest wartością samą w sobą. Wprowadza porządek, pozwala dokonać ewaluacji przeprowadzonych działań. Przyjety przez @fundition system mobilizuje również do systematyczności.
O motywacyjnym potencjale Steema już kiedyś pisałem. Dziś podam kolejny przykład. Otóż postanowiłem dać drugą szansę DSoundowi i wykorzystać go do publikacji szkiców muzycznych. Będą one pojawiały się na moim drugim koncie (@bezkresu) po każdym dniu pracy nad danym kawałkiem. Od dawna nie mogłem się przemóc, by nagrać coś nowego. Być może to mi pomoże, równocześnie pokazując osobom, które śledzą moją twórczość, że Steem to nie tylko platforma blogowa, ale cały wachlarz aplikacji i możliwości.
Na koniec historia z życia wzięta. @radomirgs to jedna z osób, które udało mi się namówić na założenie sobie konta na Steemicie. Publikował głównie wojenne wspomnienia swojego dziad. Przetrwały one w formie rękopisu. Radomira przepisywał je systemacztynie i publikował kolejne części. Steemit podziałał tu mobilizująco. Łącznie ukazało się 8 epizodów. Po czym konto umarło, w następstwie formatu dysku i utraty hasła (JEŚLI JESZCZE NIE ZAPISAŁEŚ HASŁA NA KARTCE ZRÓB TO TERAZ). Tokeny przepadły. Historia niedokończona niczym rozmowy w stacji radiowej z Torunia. Koniec przygody - tak można by sądzieć. Życie jednak dopisało swój rozdział. Otóż, na opublikowane steemitowe wspomnienia trafiła rodzina, która żyła w przekonaniu, że dziadek Radomira zginął. Próba kontaktu zakończyła się sukcesem. Zaskoczenie było obustronne. Niedługo później @radomirgs z bratem pojechali do Warszawy, do rodziny, która ich odnalazła. Zabrali ze sobą stare albumy. Pozwoliło to zidentyfikować sporo osób dotąd im nieznanych. I tak oto nieoczekiwana sytuacja pchnęła ich do głębszego poszukiwania korzeni własnej rodziny. Cóż, nigdy nie wiesz co przyniesie Ci Steem...
Steem łączy ludzi ;)
Steemowy program łączenia rodzin ;)