Złudzenie ratowania planety

in polish •  last year  (edited)


It is a civilizational wake-up call. A powerful message—spoken in the language of fires, floods, droughts, and extinctions—telling us that we need an entirely new economic model and a new way of sharing this planet

Naomi Klein, This Changes Everything: Capitalism vs. The Climate

Tak, jest zielono, bo dziś będzie o temacie który kojarzy się z zielenią. Będzie o ratowaniu planety, o chronieniu środowiska - czyli o ekologii, jak potocznie nazywa się dbanie o nasz świat by utrzymać go w stanie przyjaznym dla ludzi. Bo nie o zachowanie planety samej w sobie tu chodzi, ale o zachowanie takiego jej stanu, by była przyjazna do życia dla ludzi i innych gatunków. Jak mawiał George Carlin "The Planet is okay. The people are fucked".

Trzy tygodnie temu pisałem na temat "fetyszu zdrowia", złudzenia dbania o zdrowie, poświęcania niewspółmiernych środków do uzyskiwanych korzyści albo nawet skutków odwrotnych. Dzisiejszy tekst podobnie ma na celu zwrócenie uwagi na nieprawidłowe alokowanie sił, czyli tam gdzie są one zbędne, o złudzeniu skuteczności. Jednak dziś będzie o wiele mniej krytycznie, bez szyderczych fragmentów. Zamiast tego ma być poważne zastanowienie się jak najlepiej walczyć z niszczeniem naszego środowiska, co jest skuteczne, co jedynie służy zaspokajaniu naszego eko-sumienia, a co może dawać nawet odwrotny efekt. Mam nadzieję, że będzie to "food for thought" dla wielu osób ceniących sobie ten temat, choć pewnie nie będzie to łatwa strawa, bo prostych i wygodnych odpowiedzi nie dostarczy.

Utowarowienie dbania o środowisko

Znana działaczka feministyczna bell hooks (brak wielkich liter zamierzony, tak życzy sobie sama zainteresowana, gdyż odróżnia się tym od swojej prababci o takim imieniu i nazwisku) w swojej książce "Feminism is for Everybody: Passionate Politics" twierdzi, iż firmy działające w branży stylu, mody i kosmetyków sprytnie wykorzystały feminizm robiąc z niego produkt. Zaczęły sprzedawać obraz silnej kobiety który wiele kobiet kupiło, przez co wiele zainteresowanych tak naprawdę nie działało na rzecz feminizmu, nie walczyły za tym co leżało u podstaw feminizmu, ale stwarzały jedynie pozory wspierania tego ruchu i bycia "feministkami", być może samemu nie zdając sobie z tego sprawy. Były pozerami, mówiąc... młodzieżowo. Można by pomyśleć na pierwszy rzut oka, że było to pomocne dla feminizmu, bo mimo wszystko jednak popularyzowało tę ideę. Wręcz przeciwnie, przez pewien czas przygasiło to autentyczną część tej ideologii dając złudzenie działania.

Nie będziemy tutaj jednak rozmawiać o feminizmie, jego słuszności lub nie, bo to kontrowersyjny temat, długi i szeroki i co najważniejsze nie mający wiele wspólnego z tym artykułem. Dlaczego więc o tym wspominam? Bo podobne zjawisko na szeroką skalę ma miejsce z "ekologią" (w tym artykule będę używał tego słowa w znaczeniu potocznym dbania o planetę). Sprzedaje się nam wielorazowe torby na zakupy, najlepiej z wyszytym napisem "eko" albo jakimś zielonym sloganem i wszyscy jesteśmy święcie przekonani, że są one lepsze dla planety niż plastikowe jednorazówki, a sprawa nie jest tak prosta (o tym będzie więcej w dalszej części tego wpisu), kupujemy produkty "eko" mimo, że nie wiemy co to słowo oznacza i czasem producent też nie wie, wklejamy w stopki wysyłanych dokumentów i e-maili wstawki o tym, że nasza firma jest zielona i prosimy, by nie drukować tego dokumentu i "pomyśleć o środowisku", mimo, że przechodzenie na bezpapierowy styl pracy nie musi mieć wcale pozytywnego wpływu na lasy równikowe, a na inne lasy, sztuczne, wręcz przeciwny (o tym też niżej). Widzieliście pewnie też nie raz produkty robione z gorszej jakości papieru, papieru recyklingowanego który celowo aż krzyczy tym, że jest recyklingowany i chropowaty. Ja spotkałem się również z opakowaniami które wcale recyklingowane nie były, ale nadrukowane na nie tekstury i wzory miały imitować wygląd "eko"... Niektóre z tych zjawisk to objaw mody, inne to perfidne zarabianie na naiwności ludzi i na tym, że chcą uciszyć swoje sumienie świadomością dbania o planetę. Wszystkie łączy jedno - nie uratują planety.

Would you advise someone to flap towels in a burning house? To bring a flyswatter to a gunfight? Yet the counsel we hear on climate change could scarcely be more out of sync with the nature of the crisis.
Radziłbyś komuś by wymachiwał ręcznikami w płonącym domu? By przyniósł packę na muchy na strzelaninę? Zalecenia które słyszymy odnośnie zmian klimatu mogą być mniej więcej tak samo skuteczne.

źródło

Martin Lukacs z The Guardian twierdzi, że skupienie się na drobnych, marnych w swojej drobności zmianach stylu życia proponowanych "eko-odpowiedzialnemu" Kowalskiemu, oraz jednoczesne ignorowanie i przyzwolenie na niszczenie środowiska na ogromną skalę przez korporacje np. paliwowe nie jest przypadkiem, ale efektem wojny ideologicznej prowadzonej od 40 lat. Wojny mającej nie dopuścić do działania zbiorowego ludzi którzy mogliby zacząć żądać konkretnych zmian tam, gdzie zmiany te naprawdę się liczą, a gdzie stracić mogą koncerny. Za 71% emisji dwutlenku węgla od roku 1988 odpowiada jedynie 100 firm, a 90% zanieczyszczenia oceanów plastikiem pochodzi nie ze śmieci Kowalskich, ale z komercyjnych, wojskowych i badawczych łodzi.

I tutaj wkraczamy na grunt polityki. Lukacs jako winnego wskazuje neoliberalizm, który od narodzin za czasów Thatcher i Reagana walczył o prywatyzację, deregulacje, cięcia podatkowe. Osobiście nie podzielam skrajnej jednoznacznej krytyki opcji politycznych takich jak neoliberalizm, nie mam zamiaru szukać tutaj kozła ofiarnego - także jeśli opcja polityczna wyznawana przez czytelnika idzie w parze z neoliberalizmem, proszę się nie naburmuszać, nie chodzi tutaj o malowanie zero jedynkowego świata w którym jedna opcja jest dobra, a druga jest złem. Artykuł nie ma też być manifestem politycznym. Wracając więc do wartości o które walczył neoliberalizm, same w sobie nie muszą one być złe, mogą być dobre w odpowiednim kontekście, jednak jak wskazuje Lukacs, w realiach które działy się w ostatnich 40 latach wartości te umożliwiły korporacjom akumulować ogromne zyski przy jednoczesnym traktowaniu atmosfery jak jednego wielkiego śmietnika, oraz pozwalały nie zamartwiać się za bardzo regulacjami lub innymi środkami prawnymi które mogłyby tego zabronić.

Stop obsessing with how personally green you live – and start collectively taking on corporate power.
Przestancie obsesyjnie martwić się tym jak bardzo "zielone" życie prowadzicie osobiście – i zacznijcie kolektywnie działać w kwestii korporacyjnej potęgi.

źródło

Natomiast gdzie leży prawdziwy geniusz korporacji? Nie tylko unikają odpowiedzialności za swoje zanieczyszczanie środowiska, ale dają konsumentom złudzenie wyboru, złudzenie możliwości wpłynięcia na ochronę środowiska, przerzucają na niego ciężar posiadania czystego sumienia. I zarabiają na tym. Jak? O tym wspominałem powyżej - sprzedając nam spokojne sumienie w postaci torby na zakupy wyglądającej surowo, naturalnie, albo posiadającej odpowiedni motyw graficzny . Tak działa cały ten mechanizm, bierze pewne wartości i przerabia je na pieniądze, w międzyczasie proces przetwarzania tych wartości który zachodzi, wcale nie musi być dla nich korzystny. Istotne jest czy na koniec wyjdą zyski, a nie to, czy podejmowane działania będą w zgodzie z tymi wartościami. Aż chce się zacytować klasykę polskiego kina, film o hazardzie "Wielki Szu":

Wyobraź sobie, że siadamy do dużej gry. Ty jesteś fascynat, więc ten dom przegrywasz. Ty jesteś przegrany – ja jestem wygrany. Ty nie masz domu – a ja? – Szu wykonuje gest Kozakiewicza. – Ja także go nie mam. Bo wygrałem tylko złotówki. I każda gra ma taką właśnie przemienność: różne wartości potrafi zamienić na złotówki. Ale odwrotnie… nie da się, niestety.

Przejdźmy jednak do konkretów i analizy poszczególnych drobnych czynów i tego, dlaczego nie są tak wspaniałe dla środowiska, nawet pomijając ich małą skalę.

Dlaczego Kowalski nie uratuje świata

1. Wielorazowe torby na zakupy - tutaj obraz nie jest jednoznaczny. Tak, plastik jest ogromnym problemem, nie tylko dostaje się do oceanów zanieczyszczając je i przyczyniając się do śmierci fauny która chętnie go zjada i się dusi, ale ogromnym problemem jest też mikroplastik, czyli drobne cząstki plastiku, które są wszechobecne, a ich wpływ na zdrowie nie jest jeszcze dobrze zbadany. Z powodu samych chemikaliów dodawanych do plastiku spekuluje się jednak, iż negatywnie wpływa on na nasze zdrowie na wiele sposobów. Natomiast! Produkcja plastiku jest sprawdzoną technologią, udoskonaloną i wysoce wydajną. Na tyle wydajną, że zastępowanie jej innymi zamiennikami skutkuje większym negatywnym wpływem na środowisko np. pod kątem zużycia CO2. Wyprodukowanie bawełnianej torby wielokrotnego użytku zużywa o tyle więcej zasobów od wyprodukowania jednorazówki, że musiałbyś użyć bawełnianej torby 7100 razy, zanim miałaby mniejszy wpływ na środowisko niż reklamówka. Decyzja nie jest prosta.


Ciekawe wideo na temat problemu z plastikiem i tego dlaczego w niektórych aspektach ciężko go zastąpić

Jeśli chodzi o plastik sam w sobie, inicjatywy takie jak ograniczenie zużycia słomek są szczytne. Na szerszą skalę zapewne mogą mieć wpływ na problem, ale na swój mały sposób lub ewentualnie lokalnie. Bo 90% plastiku w oceanach pochodzi ze statków handlowych wyrzucających swoje własne śmieci, zużyty sprzęt medyczny, łodzie wojskowe i badawcze wyrzucają sprzęt uznany już za zbędny, duża część tego plastiku to też sprzęt rybacki. Inne dane podają, że 46% tak zwanej Wielkiej Pacyficznej Plamy Śmieci to sieci rybackie. Ale łatwiej jest bojkotować plastikowe słomki w barze, niż przemysł rybołówstwa, wojskowy czy inne komercyjnie pływające statki.

2. "Nie drukuj tego dokumentu, pomyśl o środowisku" - wycinanie lasów równikowych jest ogromnym problemem, ale oszczędzanie albo zrezygnowanie z papieru raczej ich nie uratuje. Jak zauważają różne źródła właściciele prywatnych terenów często przekształcają je w rozległe lasy po to, by potem drzewa wyciąć i zarobić na nich poprzez przemysł papierowy. Jeśli zużycie papieru znacznie by spadło, właściciele tych gruntów przestali by używać ich pod hodowlę drzew produkujących tlen, a zamiast tego poszukali by zarobku w inny sposób. Na przykład budując na tym terenie magazyny lub inne mniej przyjazne środowisku konstrukcje. Jeśli wiec myślisz, że mniejsze zużycie papieru = więcej lasów na świecie, pomyśl drugi raz. Wiele lasów rośnie właśnie dlatego, że kiedyś będą źródłem papieru. I tutaj sprawa też nie jest tak prosta. Las lasowi nie równy, jak zauważa Peter Wohlleben w swojej książce "Nieznane więzi natury" sztucznie sadzone lasy często nie są odpowiednio zróżnicowane, by gatunki zagrożone wyginięciem mogły w nich znaleźć odpowiednie schronienie. Nie mogą one się równać naturalnym lasom które przez stulecia pozostały nienaruszone i w naturalny sposób ewoluowały.

3. Nieświadomość - ten punkt będzie ogólny, podsumowujący. Jesteśmy nieświadomi tego jak nasze decyzje wpływają na środowisko, i nie ma w tym nic dziwnego. Nasz świat jest tak złożony, że nie można oczekiwać od konsumenta, że go uratuje. Musi kupić coś co jest zdrowe, tanie i jeszcze dobre dla środowiska - nikt nie jest w stanie podejmować codziennie świadomych i idealnych decyzji biorąc pod uwagę te trzy czynniki. Ponownie The Guardian słusznie wykazuje w tym ciekawym artykule m.in. to jak ludzie żądający od Starbucks'a zamiany kubków z papierowych na te ze skrobi kukurydzianej nie zastanowili się skąd będzie pochodzić ta skrobia, ile środków trzeba włożyć w jej produkcję, ile ziemi jest potrzebne na jej uprawę, ile CO2 zostanie zużyte i czy będzie to bardziej "eko" niż kubki papierowe. Z kolei pewna działaczka na rzecz środowiska triumfalnie pochwaliła się na Twitterze, że wymusiła na Tesco zapakowanie krewetek w jej własny pojemnik który przyniosła ze sobą. Jednak sam fakt zakupu krewetek przyczynił się negatywnie dla środowiska bardziej niż to, że byłyby one zapakowane w jednorazowe plastikowe opakowanie. Przykłady można mnożyć. Każdy z Was pamięta pewnie akcję Godzina dla Ziemi - akcja ta była krytykowana z racji na brak bezpośredniego pozytywnego wpływu na środowisko, przy jednoczesnym tworzeniu problemów dla elektrowni.

Dwa rodzaje czynów dobrych dla środowiska

Jak widać, na skalę globalną naprawdę trudno jest przyczynić się dla dobra środowiska. Nawet jeśli już znajdziemy uczynek którego popełnienie powinno w teorii środowisku się przyczynić, to nikła skala tego czynu sprawi, że pozostanie on niezauważony. Musielibyśmy przekonać do niego naprawdę wielkie masy ludzi. Czy jednak oznacza to, że krytykuję wszelkie nawyki dobre dla środowiska? Nie, o ile nie wymuszają one na nas irracjonalnych zachowań, to mimo to je popieram, nawet jeśli nie uratują one świata. Z jednego powodu, czegoś co osobiście nazywam lokalnym i globalnym dbaniem o środowisko. Uczenie dzieci, że należy dbać o zużycie wody i energii oraz ograniczać je gdy w danym momencie nie potrzebujemy by "woda się lała i żarówka świeciła na marne", a papierki wrzucać do śmietnika, planety nie uratuje, ale sprawi, że lokalnie będziemy mieli czystszą okolicę, bez śmieci na ulicy, taką w której być może występuje mniejszy problem zanieczyszczenia nocnego nieba światłem. Tak samo ograniczając ruch samochodów w centrach miast albo stawiając na auto elektryczne nie zrobimy wyrwy w globalnej emisji CO2, ale zapewnimy lepsze zdrowie mieszkańcom miast z powodu czystszego powietrza i mniejszego hałasu. Globalnie wiele to nie zmieni, jedynie lokalnie, ale to nie powód, by promować nawyki marnotrawienia zasobów i zatruwania środowiska. Po prostu oprócz nich trzeba czegoś więcej, czynów na skalę globalną, całych społeczności wywierających nacisk na rządach, korporacjach, przemysłach... no ale właśnie, czy tak się da?

Wnioski. Co robić, jak żyć?

Tak jak ostrzegałem na początku artykułu, nie ma tutaj jednej prostej i łatwej odpowiedzi. Jedno jest pewne - by uratować planetę przed postępującymi dalej zmianami klimatu i ich katastroficznymi skutkami, bycie osobą prowadzącą zielony styl życia nic nie da. Wielkie korporacje dostosowują się z łatwością do rynku i oferują usługi i produkty które wpasowują się w modę lub trend eko. Ich dostosowywanie się przeważnie powoduje zmiany wręcz estetyczne, nie mające większego wpływu na sytuację ze środowiskiem. Jedyna droga to wymuszenie zmian na górze, regulacji, drastycznych być może zmian w polityce nastawienia do światowego przemysłu i to nie polityce jednego kraju, ale wielu. Jeśli nie uda nam się tego osiągnąć, jedynym ratunkiem będą zmiany technologiczne, rozwój który zapewni, że stosowanie metod niezatruwających środowiska stanie się bardziej opłacalne dla wielkich koncernów. Czy chcemy jednak polegać na tym, że w ostatniej chwili grupa naukowców wynajdzie magiczny plastik nie posiadający ubocznych skutków negatywnych dla środowiska i że zacznie on być raptem stosowany? Albo, że z jakiegoś powodu wielkie podmioty zaczną same z siebie prowadzić recykling plastiku zamiast go wyrzucać? Że w obliczu globalnych migracji spowodowanych zmianami klimatu i gwałtownych skrajnych anomalii pogodowych powstaną rozwiązania technologiczne ograniczające te zmiany klimatu, np. zmniejszające ilość CO2 w atmosferze, i nie będzie za późno? Myślę, że nie.

Myślę, że odpowiedź jest o wiele prostsza niż wielu nam mówi: nie zrobiliśmy niczego niezbędnego do zmniejszenia emisji bo rzeczy te są fundamentalnie sprzeczne z deregulowanym kapitalizmem, panującą ideologią całego okresu w którym staraliśmy się znaleźć drogę wyjścia z kryzysu. Utknęliśmy ponieważ akcje które dałyby najlepsze szanse uniknięcia katastrofy - i byłyby korzystne dla zdecydowanej większości - są ekstremalnie zagrażające elitarnej mniejszości który trzyma w uścisku naszą ekonomię, procesy polityczne i większość naszych środków masowego przekazu
I think the answer is far more simple than many have led us to believe: we have not done the things that are necessary to lower emissions because those things fundamentally conflict with deregulated capitalism, the reigning ideology for the entire period we have been struggling to find a way out of this crisis. We are stuck because the actions that would give us the best chance of averting catastrophe—and would benefit the vast majority—are extremely threatening to an elite minority that has a stranglehold over our economy, our political process, and most of our major media outlets.

Naomi Klein, This Changes Everything: Capitalism vs. The Climate

źródła obrazków: główny, eco friendly product

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Ciekawy temat poruszyłeś. Istnienie "mody" na pewne idee jest oczywiste, co sprawia, że pod jej skrzydła garną się ludzie, którzy traktują słowo "eko" jak efektowny dodatek do własnego "imidżu".

Z drugiej strony uważam, że najważniejszą kwestią jest zmiana mentalności, świadomości, a to może się odbyć głównie poprzez wychowywanie, edukacja szkolna ma w mojej opinii wpływ drugorzędny. Dzieci przez pierwsze lata swojego życia uczą się przez obserwację, a w ich mózg wgrywany jest program, który potem ciężko zmienić. Dlatego rolę jednostki (rodzica) w tym procesie uważam za niezwykle ważną, często niedocenianą. Może dlatego, że część ludzi niechętnie bierze na siebie osobistą odpowiedzialność za wychowanie dzieci (za porażki chętnie oskarżają szkołę, współmałżonka, otoczenie itp).

Nawet najbardziej charyzmatyczny bojownik o czystą planetę nie porwie do walki tłumu, który tak naprawdę nie wierzy w ideały, z którymi się obnosi.

  ·  last year (edited)

Nawet najbardziej charyzmatyczny bojownik o czystą planetę nie porwie do walki tłumu, który tak naprawdę nie wierzy w ideały, z którymi się obnosi.

Bardzo słuszne spostrzeżenie. Nie będąc świadomym problemu, nie oszczędzając wody i prądu we własnym domu, nie będąc od małego uczonym recyklingu i tego, że zasoby nie są nieskończone, nie stworzymy społeczeństwa które zażąda poważnych zmian w całym systemie.

To jest coś co chętnie bym dołączył do akapitu w którym pisałem o tym, że "eko nawyki" wcale nie są aż tak bezsensowne. Dzięki za ten komentarz :)

Wydaję mi się, że w ogólnym rozrachunku takie eko nawyki i eko moda ma raczej pozytywny wpływ. Nawet jeżeli jest parę mitów i niektóre z zachowan, np. te które wymieniłeś w artykule są właściwie szkodliwe lub po prostu nieskuteczne, to wątpie by cały ten hype suma sumarum działał na szkodę. No i samo to, że rośnie świadomość społeczna takiego wpływu, nawet jeżeli jest zakrzywiona to poprzez swego rodzaju sprzężenie zwrotne może się później korygować :)

  ·  last year (edited)

Zdecydowanie. Dlatego też tutaj w przeciwieństwie do mojego tekstu o "fetyszu zdrowia" nie chciałem piętnować tak bardzo Kowalskiego który w ten sposób dba o środowisko. Tutaj bardziej chciałem zwrócić uwagę na niebezpieczeństwo mydlenia nam oczu, zrzucania z siebie odpowiedzialności przez korporacje i tak dalej. Nie chodzi o to, że hype może działać na szkodę, ale żeby nie pozwolić hype'owi zasłonić tego, że coraz bardziej potrzebne są większe czyny, większe niż wybory konsumenckie Kowalskiego w kraju pierwszego świata.