Co Ty wiesz o biegach na orientację? - #TemaTygodnia 31

in polish •  last year 

Biegi na orientację – czym są i jak to się je?

W bardzo dużym uproszczeniu – to taka dziwna dyscyplina olimpijska, której nigdy nie było na żadnych igrzyskach. To taka dyscyplina, w której dla postronnego widza/przechodnia stado ludzi biega po okolicy z jakimiś mapami w ręku, od czasu do czasu gapiąc się na kompas i nic sensownego z tego chaosu nie wynika. Wreszcie to taka dyscyplina, w której sami uczestnicy czerpią wiele radości z przedzierania się, na przykład, przez gęste i kłujące chaszcze, przez bagna albo też spotkania stada uroczych warchlaczków w środku lasu. Możliwych definicji i punktów widzenia będzie tylu, ilu samych uczestników – dlatego też w poniższym tekście będzie moje i wyłącznie moje spojrzenie na ten sport ;)

Prywaty słów kilka
Moja przygoda z biegami na orientację pewnie nigdy by się nie rozpoczęła (a już na pewno nie rozwinęłaby się w ten sposób), gdybym pięć lat temu, jadąc wielkanocnie do babci, wsiadł do innego autobusu, albo nawet usiadł w nim w innym miejscu. No ale usiadłem, gdzie usiadłem, poznałem, kogo poznałem. Z przelotnego uśmiechu i „Wesołych Świąt” zrobiła się najpierw rozmowa, potem bliższa i długa znajomość – i tak w moim życiu pojawiły się biegi na orientację. Z początku jedynie w tle – ona i jej rodzice uczestniczyli w zawodach, organizowali je, ja słuchałem opowieści i poznawałem temat, czasami pomagałem w organizacji – ale samemu nie uczestniczyłem. Przyczyn było kilka, ale jedną z bardziej istotnych było to, że moja ówczesna kondycja była... no, jak by to łagodnie ująć... jedno kółko po bieżni dookoła stadionu może bym przebiegł...

Jednak pewnego dnia dałem się skusić na udział w malutkich, wewnątrzklubowych zawodach przeznaczonych przede wszystkim dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym, żeby mogły się oswajać z mapą i kompasem. Oczywiście byłem do biegania totalnie nieprzygotowany – ani stroju, ani butów odpowiednich, ani kondycji. Po prostu dostałem mapę, dostałem kompas i spróbowałem pokonać trasę (prościutką, na terenie niewielkiego parku) możliwie szybko.

1377247_10201992357035485_1279014149_n.jpg
Widać, jak bardzo "po cywilnemu" startuję. Widać też typowy punkt kontrolny z biało-pomarańczowym lampionem - główny cel poszukiwań!

Spodobało mi się, okazało się, że ta mapa to nawet nie taka czarna magia, jak mi się wydawało. Nie było trudno namówić mnie na kolejne zawody, tym razem w całkiem porządnym lesie. Ambitnie zapisałem się do kategorii trudnej i radośnie ruszyłem w las. Dość szybko się przekonałem, że park parkiem, a las lasem, ścieżki mogą się mylić, a jak początkujący zgubi orientację, to jednak może to stanowić dla niego naprawdę spory problem. W każdym razie biegu nie ukończyłem i w kilku następnych edycjach pokornie się zapisywałem do kategorii średniej... i tak stopniowo wsiąkłem.

Co było dalej? Po jakimś czasie zapisałem się do klubu, pojawił się lepszy sprzęt (stroje, buty, kompas, w końcu też własny chip SportIdent), pojawiły się wyjazdy na zawody zamiejscowe (w tym zagraniczne), pojawiła się licencja PZOS, starty w mistrzostwach Polski (mniejsza o wyniki, taplanie się w bagnie prawie po pas, a potem popylanie po leśnych ścieżkach z jednym butem na nodze, a drugim w ręku to jest to!), poprawiła się kondycja i umiejętności nawigacji (choć wciąż do najlepszych brakuje mi bardzo, bardzo dużo i raczej tak już zostanie). Pojawiły się nawet pewne sukcesy (wygrane zawody nocne na powitanie jesieni, brązowy medal mistrzostw województwa w kategorii elita – i nie, nie pytajcie, ile osób startowało w moich kategoriach i jak się do tego ma kategoria superelita – medal jest medal!)

32376763_10215815867894617_2538817699094462464_n.jpg
A tak taki medal wygląda :)

Poznałem wielu wspaniałych ludzi, odwiedziłem wiele interesujących miejsc, których prawdopodobnie bym nie zobaczył. I będę biegał dalej, na miarę swoich możliwości, bo biegi na orientację to wspaniały sposób na aktywny wypoczynek na łonie przyrody, niezależnie od wieku (najstarsi uczestnicy mają ponad 80 lat!).

Jedziemy na zawody
A teraz już pora na kilka słów o tym, jak to właściwie wygląda. Załóżmy, że przykładem będą zwykłe zawody regionalne niezbyt wysokiej rangi, ale już odnotowywane przez krajowy związek. Załóżmy, że się zgłosiliśmy, zarejestrowaliśmy, przyjechaliśmy na miejsce. Wysiadamy i co dalej? Jeśli zawody są na terenie miejsko-parkowym, najpewniej centrum jest ulokowane w jakiejś szkole lub innym budynku – będzie się gdzie przebrać. Jeśli to zawody w dzikim lesie – cóż, raczej trzeba będzie się przebierać w samochodzie. Nie szkodzi. Jesteśmy przebrani. Buty albo zawiązane na podwójną kokardkę, albo końcówki sznurowadeł zlepiamy taśmą klejącą – wszystko po to, żeby się nie rozwiązały w trakcie biegu, czasami kilkanaście sekund może decydować o wygranej lub porażce!

Sprawdzamy jeszcze, czy mamy ze sobą kompas i chip, ewentualnie na ramieniu smartfon z włączonym Endomondo lub czymś podobnym (dla jasności – nie wolno się posługiwać nawigacją czy mapami w czasie biegu, ale rejestracja trasy jest rzeczą dobrą, bo pozwala potem przeanalizować swój bieg...). Mamy? To jesteśmy gotowi. Teraz rozejrzyjmy się jeszcze chwilę po okolicy – gdzieś w pobliżu powinny być wywieszone listy startowe i komunikat techniczny. Co prawda, zapewne już się z nimi zapoznaliśmy wcześniej w internecie, ale nigdy nie zaszkodzi sprawdzić jeszcze raz, zwłaszcza tego, w której minucie się startuje (i ile w związku z tym ma się czasu na rozgrzewkę i dojście na start). Czasami punkt startu jest tuż obok, czasami trzeba do niego iść spory kawałek (najdalszy, jaki pamiętam, to blisko dwa kilometry spaceru!).

Jesteśmy już na miejscu? Dobrze. Niezależnie od tego, ile czasu nam zostało do startu, podchodzimy do pierwszego boksu startowego i szukamy stacji z napisem CLEAR. Wsadzamy tam chipa, dzięki czemu czyścimy go z zapisów poprzednich zawodów. Jeśli o tym zapomnimy, będzie bardzo źle, bo zabraknie nam pojemności na rejestrację nowych punktów (chyba, że mamy ultrapojemny chip najnowszej generacji, a zawody będą z małą liczbą punktów – wtedy może nam się upiec). Jeśli mamy jeszcze kilka minut do startu (w rozeznaniu pomoże nam odmierzający czas zegar oraz jeden z organizatorów, wywołujący zawodników) – możemy się rozgrzewać, lub przeciwnie, złapać chwilę oddechu. Ale w końcu wybija nasza minuta.

Ostatnie chwile przed startem

Wkraczamy wtedy do pierwszej części boksu startowego. Tam, za pomocą przenośnej stacji CHECK sprawdzają nam sprawność chipa, oraz weryfikują jego numer zgodnie z listą startową (a jeśli nie mamy swojego i wypożyczaliśmy, to spisują numer). W tej części nie dzieje się nic więcej. Po minucie – przechodzimy do części drugiej. Tu możemy pobrać opis trasy wydrukowany na niewielkiego formatu karteczce. Taki opis zawiera numery kolejnych punktów oraz ich opis za pomocą piktogramów. Można go sobie włożyć do specjalnego opisownika (z reguły noszonego na przedramieniu), lub po prostu przyłożyć do ręki i owinąć taśmą klejącą (nie polecam, z reguły rzadko kiedy dotrwa wtedy do końca biegu). Osobiście z reguły opisów nie pobieram, nie umiem się do nich przekonać, wolę odczytywać z mapy. Po kolejnej minucie przechodzimy do części trzeciej. Pobieramy (lub zostaje nam wręczona) mapa odpowiednia dla naszej kategorii – jednak nie zaglądamy do niej, możemy ją rozwinąć dopiero, gdy sędzia da nam sygnał do startu – po upływie kolejnej minuty. W tym momencie wyruszamy – liczy się dla nas już tylko mapa, kompas, teren dookoła oraz własne nogi.

Tu dołączam przykładową standardową mapę z zawodów leśnych (w danym przypadku – Grand Prix Mazowsza 2018):

gpm003a.jpg

Co właściwie widzimy na mapie
Pierwsze co musimy zrobić to odnaleźć na mapie trójkąt (tak oznaczany jest start) oraz ustawić ją tak, by północ na mapie zgadzała się z północą w terenie. Potem możemy już kombinować, którędy będzie najwygodniej i najszybciej dobiegać do poszczególnych punktów. Ważne jest to, że musimy je zaliczać w kolejności (sprawdzić, czy nie scorelauf – wtedy ta zasada nie obowiązuje). Na podanej mapie pierwsze trzy punkty są stosunkowo proste, położone w pobliżu ścieżek. Większy problem się pojawia, gdy trzeba dotrzeć do 4-ki. Wydaje się, że do głównej ścieżki można próbować dotrzeć na przełaj, las jest w większości "biały", czyli dobrze przebieżny, jednak za ścieżką jest już gęściej - im ciemniejsza zieleń, tym trudniej się przez nią przedrzeć i tym bardziej nas spowolni - czasem znacznie bardziej się opłaci obiec i nadłożyć dystansu, niż walczyć np. z kolcami jeżyn lub prawieżenieprzeniknionymi chaszczami. Tu stosunkowo ciekawą opcją mógłby być bieg wzdłuż rowu (to te brązowe kropeczki na mapie) - przebieżności może nie to nie poprawi, ale przynajmniej ułatwi nam zorientowanie się, gdzie tak właściwie jesteśmy. Kolejnym ciekawym przebiegiem jest ten z 5 na 6 - dobry biegacz pokona ten odcinek na przełaj, być może tylko z lekka obiegając roślinność, natomiast taki jak ja bez większego zastanowienia pobiegnie ścieżkami - owszem, doda sobie dystansu, ale za to będzie miał pewność, że nie zabłądzi i nic nie będzie go spowalniać po drodze.

Przejście z 6 na 7 to zdecydowanie hit dnia - niby bliziutko, a jednak z dala od ścieżek, przełaj jest jedyną sensowną opcją... tylko problem w tym, że spora jego część to chaszcze nieprzeciętne, wykluczające już nie tylko bieg, ale nawet normalny marsz. Trzeba się przez nie mozolnie przedzierać. Kolejne dwa punkty odnajdziemy wykorzystując rzeźbę terenu i świadczące o niej poziomice - porównując mapę z tym, co widzimy przed sobą, w miarę łatwo dostrzeżemy zbocza wzniesienia i dopasujemy je do mapy.

Kolejnym wyzwaniem będzie bieg do punktu 10, w znane nam już okolice. Zupełnie dobrym pomysłem będzie ponowne wykorzystanie sieci rowów, które doprowadzą nas w zasadzie do samego celu. Do 11 potem dotrzemy też początkowo rowem, a następnie odbijemy do ścieżki. Przy ścieżkach ważne jest, by śledzić zarówno wszelkiego rodzaju rozstaje, jak i zakręty - przy odrobinie uwagi jesteśmy w stanie dopasować przebieg ścieżki do mapy i z dokładnością do kilkunastu metrów ustalić gdzie jesteśmy i w którym miejscu należy z tej ścieżki zboczyć.

Punkty 12 i 13 wyjątkowo proste, przy dużej ścieżce - to po to, by zmusić biegaczy do przekraczania jezdni w jednym konkretnym najbezpieczniejszym miejscu. Do 14 dotrzeć łatwo również dzięki ścieżce - z jej końca przeoczyć jaru, przy którym był punkt już się nie da. Natomiast 15... 15 to okropność. Przełaj zapaskowany, co znaczy, że z olbrzymim prawdopodobieństwem będą tam paprocie (pół biedy) lub jeżyny (fuuuj!). Gdyby to było kilkadziesiąt metrów, wiadomo - biegniemy. Ale tak? Nie ma sensu. Lepiej wrócić i pobiec ten odcinek ścieżką. Trzeba tylko pamiętać, by odbić od niej we właściwym momencie...

Punkty 16-19 powinny być względnie łatwe, są położone tuż przy ścieżkach - jednak uważna lektura mapy pokaże nam, że poziomice są tam mocno zagęszczone. To znaczy, że możemy się spodziewać sporej stromizny, a bieg wcale nie będzie tak przyjemny, jak byśmy mogli chcieć. Wreszcie punkt 20 - nie da się do niego dobiec na przełaj, bo trzeba by wejść w oliwkę (tym kolorem oznaczane są tereny wyłączone z zawodów, nie do przejścia), a potem przepłynąć rzekę. Odpada. Musimy grzecznie pobiec po drogach i przez most. Metę na mapie wyznacza podwójny okrąg, z reguły umieszczony dość blisko ostatniego punktu.

No ale, rozpisałem się teoretycznie, a jak mi wyszła praktyka, widać na poniższej ilustracji (stworzonej dzięki programowi QuickRoute oraz zapisowi trasy z Endomondo).

gpm003.jpg

Jak widać, główne problemy sprawiły mi punkty 10 (chciałem być sprytniejszy, pobiegłem na przełaj i wylądowałem bardziej na północ w rowie niż mi się zdawało, że jestem), 15 (totalnie mnie zmyliła odnoga ścieżki, którą uznałem już za rozstaje w pobliżu punktu 16 i przez kilkanaście minut mapa mi się nie zgadzała z terenem), oraz, co może nie bardzo widać na mapie, 17, gdzie też przez kilka minut myliły mi się skrzyżowania ścieżek.

Biegamy po mieście
Zupełnie inaczej wyglądają biegi miejskie – osiedlowe lub parkowe.

DSC_3014.JPG

Tu jako przykład wykorzystam mapkę z tegorocznego Grand Prix Mazowsza, z etapu w Nowym Dworze Mazowieckim. Jakie są główne różnice w porównaniu z zawodami leśnymi? Po pierwsze: dużo wyższe tempo biegu – nie ma gęstwin, nie ma zarośli, raczej nie zdarza się nawigowanie na azymut. Po drugie: kompasy są, zasadniczo, niepotrzebne w czasie biegu (jeśli tylko przed startem ustalimy, gdzie jest północ). Po trzecie: nawiguje się zasadniczo według budynków, niespecjalnie zwracając uwagę na inne obiekty. Po czwarte: dużą rolę odgrywają warianty, tu na przykład przy punkcie 22. Możemy do niego podbiec albo od południa (wariant bardziej widoczny, taki wybrałem), albo od północy między blokami (mniej widoczny, ale za to o około 40 metrów krótszy). Powiecie – cóż to jest 40 metrów? Niby nic. Ale wystarczy wybrać 2-3 błędne warianty i robi się tych metrów 100, 150, 200. A 200 metrów, nawet przy tempie najlepszych, to około pół minuty, przy moim – nawet i minuta...

gpm001.jpg

Biegamy także w nocy!
Trzecia kategoria to zawody nocne. Od zwykłych różnią się tylko godziną rozpoczęcia i wymaganym wyposażeniem (minimum to lampka-czołówka, ale zawodnicy z lepiej dofinansowanych klubów nierzadko sięgają po bardzo mocne reflektory, wymagające akumulatora noszonego na plecach). Już sam pobyt w lesie nocą, mimo wszystko – samotny, jest niecodziennym przeżyciem, a jeśli jeszcze dodamy do tego konieczność odnalezienia punktów w jakimś rozsądnym czasie...

IMG_8018.jpg
Autor przy jednym z punktów w zawodach nocnych - jak widać, zamiast lampionu jest odblask

A teraz coś dla miłośników precyzji
Czwartą kategorią jest nawigacja precyzyjna. Tu tempo i wybór trasy nie ma znaczenia, tu liczy się umiejętność czytania mapy oraz znajomości symboli (możliwie pełen spis tutaj: ).
Cała sztuka polega na tym, że, najpierw każdy z uczestników siada sobie na stołeczku, pokazują mu fragment mapy z zaznaczonymi punktami (za każdym razem jeden punkt), a on musi, w wyznaczonym czasie, podać poprawnie, który z punktów widzianych w terenie (z reguły od 3 do 6) jest tym z mapy. Błędna odpowiedź kosztuje karne sekundy i z reguły uniemożliwia już walkę o zwycięstwo. Gdy etap „na czas” jest skończony, zawodnicy wyruszają na trasę. Tym razem poruszają się wzdłuż wyznaczonych ścieżek, zatrzymując się przy wyznaczonych punktach „widokowych”. Stojąc tam muszą zdecydować, który z widzianych przez nich lampionów (od lewej do prawej – A, B, C, D, E – przy czym nie zawsze jest ich aż pięć) jest tym opisanym na mapie. A może żaden nie jest i trzeba wpisać Z? Tu już kluczowa jest znajomość symboli.

prec.png
Te zakrzyżykowane drogi, to właśnie miejsca, po których nie wolno się poruszać

O ile w wielu przypadkach wystarczy umiejętność oceny położenia lampionów względem obiektów znajdujących się na mapie, o tyle czasami zdarzają się podchwytliwe punkty, na przykład – punkt w terenie stoi przy rogu ogrodzenia, i według opisu na mapie ma stać przy rogu ogrodzenia. Tyle, że w terenie stoi po jego południowo-wschodniej części, a według opisu ma stać po północno-zachodniej. Nie zwrócisz uwagi, nie doczytasz symboli – nie zaliczysz punktu. Albo inny autentyczny przypadek, który wywołał wiele kontrowersji na zawodach – z punktu widokowego, ani innego miejsca na wyznaczonej trasie nie było wyraźnie widać, czy lampion stojący (ogólnie) w dolnej części schodów stoi na kamiennej płycie najniższego ze stopni, czy też kilkanaście centymetrów dalej na ziemnej ścieżce. Każda z tych sytuacji wymagała innych piktogramów, więc część zawodników uznała, że owszem, jest to punkt z mapy, druga zaś że wcale nie, i do opisu nie pasuje żaden. Zdarza się, że wątpliwości nie daje się rozstrzygnąć, wtedy najczęściej przyjmuje się, że błąd popełnił budowniczy trasy i punkt zostaje anulowany.
Zawody na orientację precyzyjną cieszą się szczególną popularnością wśród osób z ograniczonymi możliwościami poruszania się, ponieważ pozwalają im rywalizować z równymi szansami z osobami pełnosprawnymi.

A może bieganie pod dachem?
Od pewnego czasu w ramach zimowego Park-Touru odbywają się także zawody pod dachem, na różnych architektonicznie interesujących obiektach miejskich. Przyznaję, jest to ciekawa odmiana, jednak przede wszystkim dla ludzi, którzy nie mają problemu z wielopoziomowością - szczególnie wtedy, gdy dochodzą półpiętra, jak na załączonym obrazku:

Niemniej, skoro można wtedy dotrzeć w różne zakamarki niedostępne na co dzień, to dlaczego właściwie nie?

IMG_3369.JPG

A to jeszcze nie wszystko!
Napomknę jeszcze, że istnieją także zawody na orientację na rowerach, na nartach oraz na radioorientację. Jednak tu wiele nie powiem, tylko raz uczestniczyłem w zawodach narciarskich, a i to w zasadzie pierwszy raz mając biegówki na nogach w terenie innym niż płaski. Ujmijmy to tak – ubaw był, ale osiągniętymi wynikami, a raczej ich brakiem, lepiej się nie chwalić ;)

Gdzie i kiedy możemy pobiegać?
Kolejne pytanie brzmi – gdzie można znaleźć takie zawody. O zawodach lokalnych powiem na przykładzie swojego rodzinnego miasta, bo te znam najlepiej (ale chyba każde z większych miast w Polsce ma swój cykl zawodów):

Najniższą kategorię stanowią tzw. „zawody popularne”, organizowane przez członków jednego z klubów we współpracy z lokalnym ośrodkiem edukacji ekologicznej na terenie miejskiego lasu. Uczestniczyć może każdy chętny (opłata, najczęściej, 10 zł, chyba, że akurat uda im się pozyskać jakieś dofinansowanie). Zawody są na tyle amatorskie, że nie wykorzystuje się chipów, a jedynie starego typu karty kontrolne, które na każdym odnalezionym punkcie trzeba koniecznie przedziurkować perforatorem w odpowiedniej rubryczce. Zawodnicy rywalizują w kategoriach łatwej, średniej, trudnej i elicie (oczywiście również z podziałem na płci) – więc każdy znajdzie coś na swoim poziomie.

DSC02338.JPG

Dodatkowym plusem i miłą tradycją jest następujące po dekoracji zwycięzców losowanie nagród rzeczowych wśród wszystkich uczestników.

Nieco bardziej profesjonalnie zorganizowany jest cykl „Park-Tour”, którego zawody odbywają się na terenie miejskich osiedli i parków. Opłaty są podobne jak w poprzedniej kategorii. Tu już wykorzystywane są chipy, co pozwala m. in. na analizę międzyczasów i ewentualne wyłapanie zawodników naruszających, świadomie lub nie, warunki rywalizacji. Rzadkie to sytuacje, ale czasami się zdarzają. Zawodnicy walczą w kategoriach: początkujący, zuchwali, profesjonaliści.
Ostatni bieg każdej edycji rozgrywany jest w formule pościgowej, gdzie zawodnicy startują z taką stratą do lidera, jaką sobie, według punktacji, uzbierali.

Bardziej zaawansowane zawody, pozwalające już wykorzystać licencję zawodniczą i próbować zdobyć punkty do krajowego rankingu są rozsiane po całym kraju, ich kalendarz można znaleźć na stronie internetowej krajowego związku. Z reguły jest ich kilkanaście w każdym miesiącu. Jeśli chodzi o podział na kategorie – to jest on bardzo zróżnicowany wiekowo. W standardzie mamy (oczywiście, również z podziałem na płcie), kategorie 10, 12, 14, 16, 18, 20, 21, 35, 40, 45, 50, 55, 60, 65, 70, 75, 80, 85 i 90 – przynajmniej w krajowym rankingu. Na poszczególnych zawodach kategorie są dość często łączone, jeśli zgłoszonych w danej grupie wiekowej jest zbyt mało.

Na pewno o czymś zapomniałem wspomnieć, więc jeśli nasuwają Wam się jakieś pytania – śmiało, nie krępujcie się. Ja mam do Was jedno – to kiedy się widzimy na trasie?

PS. Żeby nikt nie czepiał się - jest to tekst do Tematów Tygodnia, temat 1 - Bieg na orientację :P
Wykorzystane mapy z własnych zasobów zawodniczych autora.
Zdjęcia z zasobów archiwalnych z dysku autora na zasadzie ogólnej zgody fotografów do dysponowania zdjęciami, na których się znajduję, po latach nie jestem w stanie przypisać poszczególnych zdjęć konkretnym autorom.

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Witam Cie serdecznie przypomniały mi się czasy szkoły podstawowej kiedy to jezdziłem na biegi na orientacje szło mi całkiem dobrze dwa razy byłem mistrzem powiatu w swojej kategori bodajze M-14 jeżeli dobrze pamiętam. Wspaniałe wspomnienia frajda i emocje swietne. Aż poszperam w internecie czy nie ma gdzieś zawodów w okolicy minelo prawie 15 lat od ostatniego startu ale z sentymentu chetnie bym spróbował

Mistrz powiatu to już całkiem spory sukces :) Mam nadzieję, że uda Ci się powrócić do startów, choćby i sporadycznych, przywrócić sobie tę frajdę i emocje - i trzymam za to kciuki!

Mój tata wciąż biega na orientację (i nie tylko), a właśnie stuknęła mu siedemdziesiątka :) Fajnie się czytało!

Ooo, to może czasem się mijamy na trasie na zawodach! Dużo Tacie zdrowia i sukcesów :)