UMRĘ CI KIEDYŚ, ZOBACZYSZ.

in pl-ksiazki •  6 months ago  (edited)

UMRĘ CI KIEDYŚ, ZOBACZYSZ.



Umierać można na tyle sposobów.
Szybko albo powoli, ukradkiem lub nieoczekiwanie.
Na słodko, na gorzko, na odwal się. Na raty, i na serio.

Wyróżniamy także umieranie boleściwe, frasobliwe i bez pokrycia.
Umieranie zadręczające innych, ciągnące się w nieskończoność..
I takie ciche, niepewne, nieroztropne.
Umieranie raptowne i pełne groźby ("zobaczysz, kiedyś ci umrę"), finezyjnie lub niewinne.
Obarczające ("wpędzasz mnie do grobu") i nudne ("pożałujesz, ale będzie już za późno").
Całodobowe lub zrywowe ("szlag mnie zaraz trafi").
Obietnicowo - życzeniowe ("docenisz mnie, jak już mnie nie będzie").

Obserwujemy także umieranie honorowe albo bezwiedne.
Zagadkowe lub zaskakujące. Banalne lub efektowne.



IMG_4447.jpg




Umierać można też np.
malowniczo (zwłoki przy bloku, po samodzielnym locie z 7-mego pietra),
lub groteskowo (topielec, w 12-tym dniu kąpieli bez przerwy).
Bez polotu i z polotem (4 kurki z gazem).
Zapamiętale ("nie no, ja się zabiję").
I obdarowując sobą bliskich (ojciec wiszący w gościnnym, tuż przed powrotem dziecka ze szkoły).

Znamy wreszcie umieranie końcowe, finalne.
I to najfajniejsze: czyli umieranie za życia.

Na tyle sposobów chce się ludziom umierać.
Ale żyć nie ma komu.



IMG_4927.jpeg




ODWROTNIE:
Wymyślcie może, tak dla odmiany: jak żyć!
Jak żyć.
Jak się nie poddawać. Jak wymyślać sobie cele.
Jak nie wegetować, jak nie snuć swych dni od niechcenia, jakby za karę.
Dla jakich kwestii warto wstawać z łóżka.
Jak ubogacać życie innym.

Bo jeśli nie masz za co umrzeć, to i żyć, faktycznie nie ma po co.

Więc: co robić?
Co robić, jak się wydostać, jak przeżyć, jak dotrwać, jak przetrwać, jak przetrzymać ten dzień aż do rana (po oczywiście bezsennej nocy). Ten jeden dzień, później kolejny.
Może i następne pójdą łatwiej.
Jak się ratować, gdzie szukać pomocy.
Gdzie są Wasze koła ratunkowe? Gdzie posiłki na czas przybywające?
Nie ma? Nic nie ma?!?
A na pewno rozglądałeś się wokół?



I JESZCZE RAZ ODWROTNIE:
I błogosławieni niech będą Ci, którzy nigdy tego stanu nie zaznali.
A może właśnie nie? Może odwrotnie?
Może biedni są tacy? Oj biedni?
Bo "kto nie doznał goryczy ni razu,
ten nie dozna słodyczy w niebie..." itd?
("Dziady" cz.II, Adam Mickiewicz Wielkim poetą był)

Jak można być dzisiaj impregnowanym na Zło, Cierpienie innych, na Smutek i Ból?
Ja nie wiem, ja nie wiem.

Ale co wiem, to Wam powiem.
(No dobra, nie Wam to powiem, bo mnie tu nikt nie czyta. Tak tylko czasem ktoś wpadnie.
Trochę z rozpędu, trochę z sentymentu, trochę bezwiednie.)

Zatem jeśli nie Wam, to po prostu, TAK O.
Tak o - sobie tu napiszę.
Napiszę o tym przepięknym fragmencie "Całej jaskrawości" Edwarda Stachury.
Fragmencie, który niegdyś - w chwili cmentarnego mroku - złapał mnie za mój smutny łeb, i podniósł go do góry.

Kto chce - niech przeczyta, choćby i Kot o imieniu Cheetah.
Chodź Kocie chodź, podumamy sobie razem.
W końcu - to moje miejsce w sieci. Mój jest ten kawałek podłogi.
Kto chce, niech się pochyli. Może komuś pomoże. Ze mną to zostało na zawsze.



OTO ON. TEN FRAGMENT:

"Tak to my czuliśmy i dźwigaliśmy wstrząsający ciężar najbłahszej chwili, że to jest wprost niewiarygodne, tak żyć w ciągłym nieustającym napięciu. Ale tak my żyliśmy. I nie pomyślałem przedtem o tym, ale wiedząc, co nas czeka, to znaczy to, że przestanie bić nam serce, tylko tak mogliśmy się uratować. Życiem bez reszty. Wypalić się do końca, do spodu, żeby śmierci, tej zwyczajnej wariatce, nic nie zostawić w spadku, niech odziedziczy po nas popiół wygasły i niech go sobie rozdmucha, jeśli chce, na siedem stron, i niech ma przy tym iluzję, że nie jest bezrobotna..



Tak. Na pewno. Na pewno tak można się uratować. Oddać życiu wszystko. Bez reszty. Wypchnąć z siebie wszystko, co się jeszcze opiera, wypluć, wykrztusić, wycharczeć z bólem, zdobyć się, zdobyć się na to, by wyrzec się wszystkiego, wypuścić z klatki wszystkie oddechy na wolność straszliwą, na drogi, szlaki, i tam dalej, i tam dalej, i niech tam, kiedy już nas nie będzie, niech tam wiecznie kołują, niech tam wiecznie płyną, niech tam wiecznie snują się jak przeźroczyści błędni rycerze.



Posiłki na pomoc mi idące, tyle lat wędrujące, błąkające się po moich krętych, szarpanych, gzygzakowatych śladach, nareszcie odszukały mnie.
Dzięki. Wielkie dzięki, jak powiedział jeden.
Źle było. O, niedobrze było, niebezpiecznie. Niebezpiecznie blisko byłem i nareszcie, może w samą porę, kto wie, nareszcie dotarły do mnie: posiłki!
Zaraz, zaraz, co jest z tobą, mówią. Jeszcze my tu jesteśmy, których kochasz, nas, i którzy ciebie kochamy. Zaraz, zaraz, co ci chodzi po głowie?

To, co ci chodzi po głowie, ubliża nam. Twój smutek niepojęty, my go nie rozumiemy, ale on chyba ubliża nam.
Przybyliśmy ci na pomoc, na odsiecz, my, których przecież kochasz nas, i którzy ciebie kochamy.
Rozporządzaj nami. Rozkazuj nam. Oto jesteśmy.
Dużo nas. Oto jesteśmy: ziemia i niebo, gwiazdy na niebie, księżyce, komety, meteory, chmury na niebie, słońce na niebie, śniegi, grady, deszcze, słońce, ziemia, drzewa, puszcze, lasy, bory, zagajniki, zręby, szkółki leśne z tabliczkami: nie deptać młodych kultur, pólka łowieckie, na których rosną topinambury, pola, bagna, torfowiska, mokradła, łęgi, łąki, trawa, trawa skromna i boska, trawa – na wschód od Edenu, łubiny, zboża, żyta, pszenice;

Oto jesteśmy, których kochasz nas i którzy ciebie kochamy: pory roku, wiosna, lato, jesień, zima, noce i dni, miesiące, dekady, cykady, tygodnie, godziny, minuty, sekundy, a każda jest droga, każda sekunda jest droga;
oto jesteśmy: słupy telegraficzne, szyny kolejowe, drogi, manowce, o, cudne manowce, poranki, wieczory, ptaki, ryby, kozy, krowy, instrumenty wszystkie, bębny, organki, viola da gamba, niebo i ziemia, pola, ugory, gołoborza, halizny, miasta, wioski, płoty, trzeszczące, piszczące furtki, żywopłoty, głogi, czarcie miotły na drzewach, czeczotki, cyranki, dziwonie, edredony, miękkopióre, hejnały, żurawie, klangory, kniazienie zajęcy, bażantarnie, klapiernie, lisie nory, lisie szopy, polany, enklawy leśne, wody, stawy, rzeki, morza, jeziora, strumienie, potoki, kałuże, liście na wodzie, domy, ulice brukowane, rynki, ratusze,
okna, okna, firanki, zasłony, zasłony te w oknach poruszane wiatrem i tak dalej, i tak dalej,

Dużo nas, jeszcze więcej,
oto jesteśmy, których kochasz nas i którzy ciebie kochamy.
Więc podnieś, podnieś smutny swój łeb.
..

Edward Stachura "Cała jaskrawość"



IMG_5782.jpg




ŹRÓDŁA FOTEK:
-knowyourmeme.com
-Cyniczny Romantyzm
-Dobre Wiadomosci.net.pl


Originally posted on slowo ma znaczenie. Steem blog powered by DBLOG.

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

https://steemit.com/polish/@kurator-polski/tygodnik-kuratorski-58

a tak se tylko wkleiłam.
na pamiątkę miłej recenzji przemiłej @bowess.
dla potomnych, dla wnucząt. 😛
(i na dowód, że ktoś to jednak przeczytał :)

Ja mam 47 lat i ja na myśl płacze, po prostu się boję .....śmierci ;)

Mam prawie 25 lat i ciągle myślę o śmierci. Czuje uciekający czas. 25 lat to mało, ale są przypadki nagłych zgonów i o tym najbardziej myślę. Zawał serca i po chłopie.

No tak, umrzeć każdy potrafi, ale żyć nie ma komu!