GSB (12) czyli Krościenko - Turbacz w ścianie deszczu.

in PL-TravelFeed2 years ago

Read this post on TravelFeed.io for the best experience

Wczoraj korzystając z okazji, że śpimy w większym mieście, mamy dostęp do kuchni i blisko do sklepu zrobiłem zakupy. To były takie większe i bardziej wypasione zakupy. Cztery pizze oraz dwie paczki knedli z nadzieniem, do tego trochę owoców, słodyczy, coca cola, jakieś chipsy. Przecież przyda się coś dla odmiany, a jesteśmy głodni więc na pewno wszystko zjemy...

Aha, nigdy nie chodźcie na głodnego do sklepu spożywczego :P Knedle na kolację były wyborne, Pizza na śniadanie również, ale co zrobić, gdy jeszcze dwie czekają w piekarniku a miejsca w żołądku już brak.

Spakowaliśmy więc dwie odgrzane porcje Pizzy do plecaka na później i w drogę. A droga dziś długa, bo ponad 30 kilometrów do pokonania na Turbacz a po drodze brak innych, sensownych noclegów. Na Turbaczu byłem wiele razy ale powiem szczerze, nigdy nie od tej strony, i gdyby ktoś mi powiedział, że da się z Krościenka dojść w jeden dzień na Turbacz pewnie bym się mocno zaskoczył. No więc da się, przynajmniej według mapy.

Dziś czeka nas mała niespodzianka, bo po wyjściu na zewnątrz chwilowo nie pada. Piszę chwilowo, bo niebo zasnute było deszczowymi chmurami, więc nie łudziliśmy się, że ten stan trwać będzie w nieskończoność. 

Na początkowym podejściu udało nam się nawet załapać na jakieś widoki na Krościenko i Pieniny. Gmina postawiła tu altanki w kształcie "grzybków" dla turystów, gdzie można usiąść i pod zadaszeniem spojrzeć na okolicę. W trakcie deszczu przydatne miejsca, gdzie można chwilę odpocząć pod dachem, bo w innych miejscach człowiekowi jakoś nawet nie chce się na dłużej zatrzymywać.

Widok spod ”grzybka” na Pieniny.Widok spod "grzybka" na Pieniny.

Kolejnym punktem na trasie będzie baza namiotowa pod Lubaniem. Niestety od paru dni nieczynna, bo już zakończyli sezon i się zwinęli, więc ciepłej herbaty się nie napijemy, ale można chociaż schować się pod dachem oraz.... zjeść wniesioną tutaj pizzę. Dziś obiad pod Lubaniem na wypasie !!

Teraz dosłownie parę metrów podejścia i stajemy na szczycie porośniętego lasem szczytu Lubania wraz z górującą nad koronami drzew wieżą widokową. Na szczycie jestem pierwszy raz, niestety przy tej pogodzie widoki zerowe. Robimy więc krótką przerwę na posiłek i ruszamy w dalszą drogę.

Jak do tej pory szło mi się bardzo dobrze a szczyt zdobyliśmy dużo szybciej niż wskazywałyby na to czasy podane na znakach. Przeszliśmy jednak dopiero jakąś jedną trzecią dzisiejszej trasy. Teraz czeka nas dalszy marsz głównym grzbietem, już bez jakiś wybitnych szczytów po drodze. Można by powiedzieć, prawie po płaskim. Ten odcinek ciągnął się jednak niemiłosiernie. O ile idąc pod górę na Lubań zaoszczędziliśmy sporo czasu, to teraz, po płaskim, szliśmy zdecydowanie wolniej niż wynikałoby to ze znaków. Szlak skręcał to w prawo, to w lewo, to lekko pod górkę, to w dół. Cały czas w lesie, cały czas w lekko siąpiącym deszczu. Chwilami nawet się przejaśniało i w dole pokazywały się jakieś widoki. 

W końcu wychodzimy na malowniczo położoną Przełęcz Studzionki, w okolicach której pasą się owieczki. Nad przełęczą unoszą się chmury i lekkie mgiełki które nadają temu miejscu naprawdę uroczego klimatu.

Następna po drodze jest przełęcz Knurowska (niezbyt malownicza, po prostu szosa asfaltowa przecinająca szlak) za którą rozpoczynamy podejście w kierunku Turbacza. Im bliżej celu jesteśmy, tym bardziej zaczyna padać. To, co teraz zaczyna spadać z nieba nie jest już niewinnym deszczykiem. Krople przybierają na sile i stają się coraz większe. Ostatni, teoretycznie najprzyjemniejszy i najbardziej widokowy odcinek podejścia do schroniska pod Turbaczem jest dla nas największym wyzwaniem. Szlak zamienia się w rwący potok, a deszcz ani myśli przestać.

Ścieżki zmieniają się w rwące potokiŚcieżki zmieniają się w rwące potoki

Jeżeli do tej pory mieliśmy cokolwiek suchego, to teraz z całą pewnością ten stan rzeczy ulega właśnie zmianie. Do schroniska już tak blisko, a tak daleko. W końcu osiągamy Trzy Kopce i przez Halę Długą, która zamieniła się w wielkie bagno, docieramy do schroniska. Pięknie położone, duże, kamienne schronisko pod Turbaczem oferuje kuchnię i działającą suszarnię turystyczną (choć przy obecnej pogodzie ciężko znaleźć miejsce by dowieśić w niej jeszcze coś swojego). Na szczęście zostaliśmy zakwaterowani sami w dużym pokoju wieloosobowym. Korzystamy więc z okazji i ciepłych grzejników rozwieszając mokre rzeczy. Takiego deszczu jaki złapał nas dzisiaj na ostatnim fragmencie szlaku jeszcze na naszej przygodzie z GSB nie było. Ostatnie kilometry to po prostu ściana wody lecąca z nieba przez kilka godzin. Niestety prognozy pogody są zgodne, równie intensywnie padać ma jeszcze całą noc i co najmniej połowę kolejnego dnia...

Mapa trasy i profil wysokości:

https://mapa-turystyczna.pl/route/uz88


View this post on TravelFeed for the best experience.
Sort:  

Congratulations @verticallife! You received the biggest smile and some love from TravelFeed! Keep up the amazing blog. 😍 Your post was also chosen as top pick of the day and is now featured on the TravelFeed.io front page.

Thanks for using TravelFeed!
@lesiopm (TravelFeed team)

PS: Have you joined our Discord yet? This is where over 1000 members of the TravelFeed come together to chat. Join us!

Coin Marketplace

STEEM 0.24
TRX 0.11
JST 0.032
BTC 63533.78
ETH 2974.47
USDT 1.00
SBD 3.81