Grzybobranie dla początkujących

in #engrave4 months ago (edited)

Gdy Facebook i Steem zasypują Cię zdjęciami grzybów zebranych przez bliższych i dalszych znajomych, pewnym jest, że sezon grzybiarski trwa. Grzyby gdzieś są i należy je tylko znaleźć. Odszukiwanie grzybów w lesie i identyfikacja gatunków jadalnych to nie są umiejętności rzadkie ani wiedza tajemna. Da się tego nauczyć i choć niektóre rodzaje podłoża są nieco trudniejsze i wymagają większej spostrzegawczości i dobrego wzroku, to są również lasy grzybiarskiego poziomu pierwszego i w takich proponuję zdobywanie pierwszych szlifów grzybiarza. Druga połowa października (i przy obecnych ciepłych jesieniach również spora część listopada) to czas, kiedy do lasu możemy wybrać się po smaczny i ładny gatunek grzyba o wyraźnych i "niepomylnych" cechach, jakim jest podgrzybek brunatny Imleria badia zwany często czarnym łebkiem.

Dziś na takie "dydaktyczne" grzybobranie wyruszyły moje dzieci – lat 10 i 8.

Zacząć należy od wyboru odpowiedniego lasu. Podgrzybki brunatne rosną w lasach iglastych i mieszanych. Najczęściej znaleźć je można pod sosnami i świerkami. Dziś wybraliśmy monokulturę sosnową – las dość młody, wolny od podszytu. Przy drodze rosły również modrzewie. Szanse na znalezienie grzybów zwiększa obecność mchów. Ich obecność pozwala przypuszczać, że w ściółce i w powierzchniowej warstwie gleby będzie wystarczająco dużo wilgoci, aby grzybnia rozwijała się i pojawiały się interesujące nas owocniki.

Jeżeli mieszkamy w mieście i do lasu planujemy wybrać się samochodem, to zdecydowanie nie polecam leśnych parkingów przy drogach międzymiastowych. Zazwyczaj jest tam wielu amatorów grzybów i spacerów po lesie. W promieniu 2 kilometrów od takiego parkingu ciężko będzie cokolwiek znaleźć. Lepiej popytać wcześniej wśród rodziny i znajomych mieszkających w małych miejscowościach, gdzie w pobliżu ich miejsca zamieszkania można pójść na grzyby i wybrać jakąś mniej ruchliwą drogę, którą dojedziemy lub dojdziemy na upragnione grzybobranie.
Do lasu wcale nie musimy wchodzić bardzo głęboko. Dziś zbieraliśmy grzyby tak, aby cały czas widzieć drogę i nasze rowery pozostawione na poboczu. To ważna zasada, której warto nauczyć siebie i dzieci – po lesie poruszamy się tak, aby nie tracić z oczu pozostałych członków naszej grupy oraz punktów orientacyjnych (na przykład drogi, z której zeszliśmy pomiędzy drzewa, strumienia wzdłuż którego ustaliliśmy trasę przejścia itp.).

Rzut oka w górę. Po prawej dwa modrzewie, pozostałe drzewa to sosny pospolite.

Pierwsze podgrzybki brunatne znaleźliśmy tuż przy drodze. Tutaj dzieci obejrzały, jak wygląda poszukiwany gatunek. Ciemny i lekko aksamitny, krąglutko wysklepiony kapelusz, gruba nóżka. Pod spodem kapelusza nie blaszki, a hymenofor rurkowy, czyli po prostu struktura dziurkowanej gąbeczki.

Po obejrzeniu i konkluzji "podgrzybek jaki jest, każdy widzi", ruszyliśmy wzdłuż ścieżek przecinających las. Zbieranie szło łatwo. Często jest tak, że gdy przykucniemy w celu wycięcia zauważonego grzyba, od razu widzimy kolejne okazy.

Dziś dzieci tylko szukały, wycinałam i czyściłam grzyby ja. Polecam do tego celu niewielkie nożyki, koziki, scyzoryki lub mój patent ostatnich lat czyli korkociąg. Korkociągu oczywiście nie wkręcam w grzyby. Otóż mam taki stalowy składany przyrządzik do otwierania butelek – formalnie jest to korkociąg kelnerski 3 w 1: z otwieraczem do kapsli i małym składanym ostrzem do przecianania osłon na szyjkach butelek. I właśnie to małe łukowate ostrze fantastycznie nadaje się do wycinania grzybów.

Grzyby zawsze czyszczę w lesie. Nie zbieram na wyścigi, więc kilkanaście czy kilkadziesiąt sekund na oczyszczenie okazu nie robi mi różnicy. Jestem na świeżym powietrzu, las pachnie, słoneczko świeci. Praca się nie kumuluje, bo co to za robota oszyszczenie jednego grzybka (w przeciwieństwie do czyszczenia wiadra grzybów w domu), nie zabieramy z lasu ślimaków, pająków ani liści (igieł).

Nie polecam wielogodzinnych wypraw na grzyby. Demotywująco działa również zabranie ze sobą dziesięciolitrowego wiadra. Niech będzie to przede wszystkim miły spacer po lesie, a grzyby znajdzie się niejako przy okazji.
Dzisiejsze czterdzieści kilka podgrzybków brunatnych moje dzieci znalazły (a ja wyciełam i oczyściłam) w niespełna godzinę. Było też bieganie po leśnych ścieżkach, przejazd rowerami i podziwianie absolutnie niemożliwie cudnej jesieni.

Na koniec grzybobrania machamy korkociągiem i zdobyczą w siatce do wszystkich Steemian.
W domu wysypujemy grzyby do naczynia, napawamy się widokiem i podejmujemy jakże trudną decyzję, co z nimi zrobić. Dzisiejszy zbiór w całości został wyłożony do suszenia. Używam do tego celu wytłaczanek po jajkach. Mniejsze grzyby suszę w całości, większe kroję na połówki lub ćwiartki.
Przypominam – starannie czyszcząc grzyby w lesie nie zwozimy nudnej i żmudnej roboty do domu, za to od razu możemy zabrać się za gotowanie lub przetwarzanie. Podgrzybki brunatne są grzybami o zwartej strukturze - świetnie nadają się do zup i sosów, do marynowania i suszenia. Ich ciemne kapelusze ładnie wyglądają w słoikach i w gotowych daniach. Czarne łebki rządzą.

Wesołego grzybobrania!


Post powstał w ramach edycji 78. "Tematów tygodnia" i nawiązuje do tematu 2 - Legendarny fotograf David LaChapelle celebruje piękno świata w kalendarzu Lavazza 2020. Celebruję piękno i ja!


Pierwotnie opublikowano na Lectorium. Blog na Steem napędzany przez dBlog.

Sort:  

Gratuluję zdobyczy i trochę zazdroszczę.
W tym roku jak nigdy wzięło mnie na grzyby. Dotąd w życiu byłam tylko raz i nie mam żadnej wiedzy na ten temat. Wszystkie grzyby po drodze omijam, bo ich nie widzę, za to mój chłopak podążając za mną zbiera jednego po drugim co chwilkę. Często również zapominam o patrzeniu się w dół i podziwiam piękne drzewa, ale nigdy nie wychodzę z lasu z pustymi rękoma 🙂
IMG_20191020_204835.jpg
Z ostatniej wyprawy przyniosłam pół siatki przepięknych szyszek, trochę brzozowych i zamszonych patykow, trochę kory i dwa czarne lebki 😉

Tak śliczne, że nie wiadomo czy zjeść, czy dołączyć do jakiejś kompozycji dekoracyjnej. :)

W lesie jest po prostu pięknie a grzyby to tylko taki dodatek do spaceru. Jednak czarne łebki może zbierać naprawdę każdy.
Ze mną trochę inaczej, bo grzyby zbierałam już jako kilkulatka razem z tatą. Znam trochę gatunków, znam okoliczne lasy. Jednak nie zbieram dużo, bo nie mam w domu amatorów dań z grzybów. Ile zamarynuję, tyle potem sama zjem. Jajecznica z grzybami zyskała u moich dzieci dość pejoratywną nazwę "grzybica". Zbieram zatem trochę kani, które są nieco inne w smaku i we wszelakich farszach są akceptowane, trochę borowików i podgrzybków, żeby mieć własne suszone do bigosu i tradycyjnych dań wigilijnych.

Ale piekne! Brakuje mi troche tych lesnych wycieczek po grzybki.
Tu takie ladne nie rosna..

A do trufli trzeba mieć jakiegoś tropiciela. :)
Jesień tego roku jest wyjątkowo piękna i ciepła.

Manually curated by the Qurator Team. Keep up the good work!

grzybuniek!! 😍

ja to bym mogła grzyby zawsze i we wszystkim.
w słoiku, w naleśniku, w sosie, na czczo i na deser.

Posted using Partiko iOS

Na deser są takie przeurocze i szatańsko pracochłonne ciastka - grzybki. :D