Rozbój w biały dzień
O Fundacji Nowe Życie, byłym właścicielu koszar, w którym mieściło się rzeszowskie KBK, można byłoby napisać książkę. A może nawet dwie. 3 czerwca, oddając lokal, sądziłem, że rozdział "współpracy" formalnie się zakończył i już nie będę miał wątpliwej przyjemności kontaktu z tą organizacją. Myliłem się. Oto prawie 2 miesiące po wyprowadzce przyszedł mail z fakturą za prąd.
Cóż, rachunki za elektryczność zawsze płaciliśmy spore. I nawet kiedyś zastanawiała mnie ta cholernie wysoka stawka (1,42 zł + VAT/kWh), ale uznałem, że pewno tak musi być. Ostatni rachunek jest jednak swoistym rozbojem w biały dzień. Co prawda obejmuje on okres od stycznia do maja i zawiera opłatę za wywóz śmieci, niemniej... 2520,79 zł to jednak przesada.
Oznacza to, że za 5 miesięcy musimy zapłacić 2150 zł czyli 430 zł za miesiąc. Tak! 430 zł za lokal, który de facto był używany tylko dwa dni w tygodniu. Wszystko jest zresztą w blockchainie, bo każde otwarcie dokumentowałem na Steemie. Zwykle płaciliśmy niecałe 200 zł, co i tak wydaje mi się sporą kwotą. Poniżej rachunek z listopada.
Na szczęście przed opuszczeniem koszar zrobiłem zdjęcie licznika. Z kolei pod koniec grudnia o stan licznika poprosiła firma księgowa, która kończyła wówczas współpracę z FNŻ. I tak oto końcem grudnia mieliśmy 7173 kWh. Końcem maja - 7735 kWh. Różnica: 562 kWh.
W mailu, który otrzymaliśmy możemy przeczytać:
Zużycie liczone jest proporcjonalnie do zajmowanej powierzchni lokalu, zgodnie z umową zawartą pomiędzy Stronami.
Sęk w tym, że zapis w umowie nie jest precyzyjny:
Niezależnie od czynszu Najemca zobowiązany jest do uiszczania następujących opłat związanych z używaniem Lokalu (zwanych dalej "Opłatami eksploatacyjnymi"), zgodnie ze sposobem rozliczania wskazanym przez Biuro Rachunkowe Fundacji, tj.
- opłat za gaz
- opłat za energię elektryczną
- opłat za wodę
- opłat za wywóz nieczystości.
Domniemuję jednak, że skoro do stycznia 2019 roku płaciliśmy za realne zużycie, a nie od powierzchni, to od stycznia nie powinno się to zmienić.
I teraz pytanie do znawców tematu: co z tym "szwindlem" zrobić?
Pierwsze pytanie, pozornie nie na temat - czy w umowie jest postanowienie o wyborze sądu właściwego miejscowo?
Jak często byliście fakturowani?
Zaznaczam, że z prawem energetycznym miałem do czynienia tylko na studiach, ale jeśli doliczają cokolwiek do stawki realnie poniesionej za prąd, to moim zdaniem :
Dlatego wg mnie (na ile zacytowałeś umowę) macie obowiązek zapłaty tylko za realne zużycie i to w ogóle nie powiększone o VAT. Opłata nie jest elementem czynszu dlatego powinna być płacona wg zużycia o ile umowa wyraźnie nie mówi inaczej, ale tu mamy prąd, który komplikuje sytuację. Skoro nie mają prawa odsprzedaży prądu, jego dystrybucji to nie mogą za to żądać zapłaty.
Co z tym zrobić?
Olać? Nie.
Podliczyć zużycie faktyczne prądu w ciągu 3 lat od daty wystawienia feralnej faktury przez wynajmującego (ale bez tej faktury) w efekcie policzyć ile faktycznie vatu zapłaciliście za zużyty prąd.
I potrącić/skompensować to z z należnością niby wynikającą z faktury ale najpierw nieczystości a potem za prąd. I zażądać udokumentowania kosztów prądu.
VAT doliczony sugeruje marżę/zysk a raczej nie mają koncesji by sprzedawać prąd. Natomiast nie wiemy jakie były realne koszty energii dlatego na chwilę obecną jest bezpiecznie potrącić naliczony VAT, a potem resztę w ewentualnym procesie.
Niech was za resztę pozywają.
Zweryfikuję jeszcze moje rozumowanie z księgową i odezwę się.
Oto odpowiedzi:
Ad 1. Sąd właściwy dla siedziby wynajmującego.
Ad 2. Fakturowani byliśmy co miesiąc. Dostawaliśmy 2 faktury: jedna za czynsz, druga za śmieci i prąd. Kiedyś był jeszcze gaz, ale zrezygnowaliśmy z gazu.
Jeśli faktury miały być co miesiąc to możesz do podliczenia tego vatu za prąd wziąć faktury od stycznia 2016.
Księgowej też się nie podobał sposób rozliczenia za prąd.