📣 #1 JAK ZDROWO JEŚĆ ? Dieta wegańska i bezglutenowa - chwilowa moda, czy sposób na zdrowie? Cz. 1

in #polish2 years ago

Cześć! 

Do dzisiejszego wpisu zainspirował mnie swoim postem @veggie-sloth, który bał się o swoje życie jedząc na łące pszenną bułkę z wegetariańskim paprykarzem ;) Jeśli chcecie dowiedzieć się dlaczego się bał, to zajrzyjcie do jego wpisu

Ja tym czasem opowiem Wam trochę o tym dlaczego na moim blogu w większości pojawiają się przepisy na dania określane jako wegańskie: do przygotowania których nie używa się mięsa, ryb, żelatyny, nabiału, jaj, miodu i bezglutenowe, czyli takie, które nie zawierają białka zbóż: pszenicy, żyta i jęczmienia. Jest to tzw. temat rzeka, więc podzielę go na cykl artykułów.

Na zdjęciu: moje bezglutenowe bułki ;)

Pierwsza odpowiedź jaka nasuwa mi się na pytanie dlaczego publikuję właśnie takie przepisy, to: bo jak zrobić kanapkę z masłem, serem i szynką, kotleta schabowego z ziemniakami, a nawet pierogi ruskie wie prawie każdy ;) A jak nie wie, to zapyta się mamy lub sprawdzi w Internecie. Z pokolenia na pokolenie przekazywane są tradycyjne przepisy, z których gotowały nasze prababki i babki.   

Przypomina mi się taka przypowieść. Mama gotowała szynkę i przed włożeniem jej do garnka obcięła nożem po kawałku z dwóch końców. Córka widząc to zapytała:  - mamo dlaczego zawsze obcinasz końcówki szynki przed gotowaniem?  - hmm.. właściwie to nie wiem, moja mama zawsze tak robiła.  Dziewczynka poszła zapytać swoją babcię. Babcia odpowiedziała jej:  - obcinam końcówki szynki, bo moja mama zawsze tak robiła.  Dziewczynka zapytała więc o to swoją prababcię. Staruszka uśmiechnęła się: - wiesz dziecko, dawniej mieliśmy w domu tylko jeden garnek i szynka się nie mieściła.. 

Fakt, że jakaś informacja jest przekazywane z pokolenia na pokolenie, nie zawsze oznacza, że jest ona prawdziwa i dobra dla nas. To samo tyczy się nawyków żywieniowych wyniesionych z rodzinnego domu. Zauważyliście taką tendencję do pewnych chorób „dziedziczoną” po dziadku, ojcu, czy mamie? No tak, odpowiecie, że odpowiedzialne są za to geny, a my jesteśmy skazani na te same choroby, co nasi rodzice lub dziadkowie. A jak Wam powiem, że przyczyną tych chorób może być styl odżywiania panujący w danej rodzinie przekazywany z pokolenia na pokolenie? A co więcej, że poprzez nasz styl życia i dietę mamy wpływ na nasze geny i nasz stan zdrowia. Pomyślcie teraz przez chwilę o Waszych bliskich, jakie choroby panują w Waszych rodzinach? Ja z mojego otoczenia takich przykładów korelacji między stylem życia i odżywiania, a występowaniu chorób, mogłabym podać bardzo wiele. Niestety. 

Powiecie, że nasi przodkowie jedli nabiał, pszenicę, mięso i żyli. Tak, to prawda. Co nie oznacza, że nie chorowali. Istnieje natomiast kilka różnic między odżywianiem naszym, a naszych przodków: 

1. Produkty takie jak cukier rafinowany, mięso, ryby, czy wyroby z mleka krowiego nie były dostępne non stop przez cały rok i nie jedzono ich codziennie, po kilka razy dziennie, tak jak ma to miejsce obecnie. Organizm miał czas, by „odpocząć” od pewnych białek pokarmowych, co dzisiaj bez świadomego odżywiania, jest prawie niemożliwe. Poza tym spożywano naturalny, niepasteryzowany nabiał krowi pochodzący od jednej lub kilku krów, a nie mieszankę mlek od tysiąca krów.. Mięso zwierząt, czy jajka także były zupełnie innej niż dzisiaj jakości..

2. Zboża nie były modyfikowane genetycznie, a do ich uprawy nie stosowano tylu środków chemicznych. Obecnie pszenica jest najbardziej zmodyfikowanym genetycznie produktem spożywczym. I jednym z najbardziej popularnych produktów! (Jadłeś dzisiaj coś co nie zawierało mąki pszennej? Zauważ, że wcale nie musiało to być pieczywo).

3. Ze względu na brak lodówek i sklepów zaopatrzonych we wszelkie produkty spożywcze przez cały rok, jedzono dużo więcej kiszonek. Naturalnie fermentowane warzywa i nabiał, zawierają kwas mlekowy, który reguluje florę bakteryjną. A silna i odpowiednio zasiedlona przez szczepy probiotycznych bakterii flora jelitowa dużo lepiej radzi sobie z trawieniem trudnych białek, takich jak kazeina, czy gluten. Obecnie, na skutek zażywania antybiotyków i leków oraz spożywania przetworzonej żywności i życia w przewlekłym stresie, większość osób ma niewłaściwą florę jelitową. Czego sutkiem jest występowanie stanów zapalnych w organizmie, nietolerancji pokarmowych i wielu chorób z nimi związanych. 

4. Gluten występował tam gdzie jego miejsce, czyli w zbożach. Spożywano go jedząc wyroby mączne, takie jak pieczywo, czy kluski. Obecnie gluten występuje w produktach nabiałowych, mięsnych, owocowych, warzywnych i wielu wielu innych. Krótko mówiąc jest wszędzie, każdy kto próbuje ograniczyć jego spożycie, szybko się o tym przekonuje ;) Bardzo podobnie wygląda sytuacja z białkiem mleka krowiego.

5. Nie spożywano przetworzonej żywności, która obecnie stanowi podstawę wyżywienia większości osób, a do której dodawane są m. in. konserwanty, emulgatory, barwniki, czy syntetyczne słodziki.

6. Nie przyjmowano tylu leków, antybiotyków, sterydów, czy syntetycznych suplementów (często kiepskiej jakości) jak ma to miejsce obecnie. 

Na zdjęciu: Gluten free donuts, czyli pączki z mąki kukurydzianej 

Od kilku lat współpracując z laboratorium i wykonuję diagnostykę nietolerancji pokarmowych. Co to oznacza? Sprawdzam jakie produkty wywołują w organizmie przewlekły stan zapalny, a w konsekwencji tego szereg chorób, z chorobami autoimmunologicznymi na czele (Hashimoto, RZS). Zabrałam się w końcu za statystyki (uff..), więc wkrótce przygotuję dla Was post na temat nietolerancji pokarmowych i opiszę jakie produkty są najczęściej diagnozowane u moich pacjentów. Natomiast już dzisiaj mogę powiedzieć, że praktycznie wszystkie badane przeze mnie osoby wykazały większą lub mniejszą negatywną reakcje właśnie na białka: pszenicy, nabiału krowiego (kazeina) oraz jajek.

Rozumiecie teraz, że mając taką wiedzę oraz własne doświadczenia z pokonaniem chorób (u mnie też w badaniach wyszło to "trio"), chcę pokazywać, że można jeść inaczej. Mam pełną świadomość, że niewiele osób zdecyduje się na dietę wegańską i bezglutenową. I też, jeśli jesteśmy zdrowi, nie ma takiej potrzeby, by się na nią decydować. Ja nie jestem 100 % bezglutenową weganką. Sięgam po zboża zawierające gluten takie jak żyto, orkisz, czy jęczmień, ale też używam mnóstwo innych mąk i kasz. Moje przepisy kieruję głównie do osób, które zmagają się z dolegliwościami lub chorobami przewlekłymi. Ale także do nas wszystkich, którzy po prostu chcemy jeść zdrowo i co NAJWAŻNIEJSZE: RÓŻNORODNIE, czego współczesny styl odżywiania nam nie ułatwia. Zjadając kilka razy w tygodniu potrawę bez wszechobecnego mięsa, mąki pszennej, czy nabiału krowiego, dajemy szansę, by nasz układ immunologiczny "odpoczął" od tych właśnie białek. Dlaczego jest to tak ważne, wyjaśnię już w innym poście.

Na zdjęciu: moje ciasto bez jajek, nabiału i mąki pszennej

Pisząc ten post przygotowują właśnie jedno z dań mojego rodzinnego domu, które uwielbiam ;) Placki ziemniaczane! Moja babcia smażyła je na dwóch patelniach, by wyżywić wszystkich domowników i nas dzieciaki po powrocie w piątek ze szkoły. Uwielbiam placki ziemniaczane (i w ogóle ziemniaki), ale w moim domu przygotowują je z dodatkiem marchewki i cukinii, pomijam mąkę pszenną i jajka, a w zamian dodaję zmielone siemię lniane. Są tak chrupiące i dobre!  

c.d.n

Na zdrowie!

Moni

Sort:  

Bardzo dobry post. Takie ABC rozsądnego traktowania swojego ciała. Siedzę w tym temacie od wielu lat , chodziłem na wykłady medycyny chińskiej której częścią jest leczenie pożywieniem. Dużo pożytecznych i intersujących informacji na temat odżywiania można uzyskać od lekarzy tybetańśkich. Głównym problemem naszej cywilizacji jest preferowanie dogadzaniu zmysłowi smaku a nie potrzeb ciała fizycznego. Na różnych forach kulinarnych możemy przeczytać jak zrobić pyszne coś tam ale rzadziej jak zdrowo. Zdrowiem ludzie zaczynają sie interesować zbyt późno, kiedy na skutek nieprawidłowego odżywiania organy wewnętrzne już chorują. Mam wrażenie, że uzaleznienie od zmysłu smaku w wielu przypadkach jest silniejsze od rozsądku - zabierzcie Kowalskiemu schabowego sprzed nosa, argumentując ze to szkodliwe jedzenie.
Na podstawie własnego doświadczenia stwierdzam, że czym mniej jemy tym bardziej zanika łaknienie. Niestety, żądni zysku producenci przemysłowej żywności i handlowcy, wciskają nam wszystko co się da, a my nie dysponując odpowiednia wiedzą, łykamy to jak pelikany, sponsorując przy okazji farmację. Widzę u siebie wyniki odżywiania vege, więc mnie akurat przekonywać nie trzeba. Pamiętajmy, że główną przyczyną nowotworu jest autoagresja organizmu, nie tolerującego dłużej toksykacji. A farmacja zaciera tylko swoje brudne łapki.

Kuchnia chińska jest fenomenalna pod względem wpływu na zdrowie. Szczególnie ich zupy i składniki, których w nich używają. Miałem okazję zobaczyć proces warzenia w specjalnym kotle i muszę przyznać, że robi wrażenie. Jagody, korzenie, rozmaite zioła, kora z różych gatunków drzew, a wszystko miało swoje określone miejsce i czas dodania.
Na praktycznie każdą dolegliwość mogą podać zupę, która będzie pomocna. Oczywiście nie od razu i potrzebne jest regularne "stosowanie", ale to o niebo lepsze niż tableta.

Tak, tak. Potrafią przez kilka dni gotować kocioł zupy która nabiera energii z ognia. Poza tym zachowana jest kolejność wrzucania do kotła skłądników wg. 5 elementów. System się sprawdza w odludnych terenach. My się tak nie szczypiemy - z zamrażarki sru do mikrofali.

@trampmad dzięki za Twój wartościowy komentarz!
Wiesz, rozmawiając z ludźmi i prowadząc konsultacje, zauważyłam, że temat odżywiania wywołuje silniejsze emocje niż polityka czy religia. Szczególnie starsze pokolenie jest niezwykle przywiązane do spożywania nabiału, mięsa, białego pieczywa. Pamiętam jedną z rozmów z moją Babcią, która powiedziała mi, że dawniej biały chleb jedli tylko bogaci, a reszta musiała zadowolić się ciemnym chlebem. Jak łatwo się domyślić Babcia kupuje dzisiaj tylko białe bochenki. Gdy mówię, że mleko nie tylko nie sprawia, że "urośniemy wielcy", ale realnie szkodzi naszemu zdrowiu, ludzie czują się wręcz obrażeni i bardzo silnie bronią spożywania nabiału. Temat ten wywołuje ogrom emocji.
I tu masz rację, że przyczyną tego są producenci żywności, którzy przez lata wmówili ludziom co mają jeść (reklama dźwignią handlu). Jednocześnie wspaniale wspierając biznes medyczny i farmaceutyczny.. I biznes się kręci.
Dodatkowo warto zwrócić uwagę na to, że nabiał, mięso, cukier, pszenica, to produkty, które uzależniają i naprawdę trudno z nich zrezygnować. Ja też potrzebowałam czasu, by się przebudzić, zdać sobie z tego sprawę i jeść świadomie. Natomiast dalekie mi jest namawianie do weganizmu i ocenianie tego co jedzą inne osoby. To jest indywidualny wybór każdego człowieka i każdy potrzebuje dobrać najlepszy dla siebie styl odżywiania. A jeśli ktoś będzie gotowy na zmianę diety, służę moimi przepisami, bo wiem z doświadczenia, że na początku naprawdę nie wiadomo co jeść :)

Bardzo słusznie, pomaganie na siłę mija się z celem a może nawet zaszkodzić. Na wschodzie mówią, że to nie nauczyciel szuka ucznia tylko ten kiedy dojrzeje, poszukuje odpowiedniego dla siebie mistrza. Podobnie jest z odżywianiem.
Każdy nosi swój krzyż, każdy z osobna jest odpowiedzialny za swoj los a siłowe przeprowadzanie staruszki przez jezdnię może skończyć się z niezrozumieniem. Każdy ma to na co sobie zapracował i otrzyma to nad czym dzisiaj pracuje. Ot karma. Przykro to mówić ale łącznie z rakiem.

Również potrzebowałam czasu, by zrozumieć, że pomagając innym, tak naprawdę im szkodzę. Po jednym z kursów, mój nauczyciel wręczając mi dyplom, powiedział: pomóż najpierw sobie. Te słowa dały mi więcej niż kilkudniowe szkolenie!
Jedyne co możemy dać innym to inspirację. Robić to co się czuje sercem, co jest pasją, dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem, a wtedy "zaraża" się tym innych ludzi ;) Na pewno bardziej niż mówieniem im co mają robić, bo nikt tego nie lubi przecież ;))

Kolekcjonujesz w ten sposób dobrą karmę, która wcześniej czy później Ci się zmaterializuje w bardzo miły sposób.

Wartościowy wpis Moni :)

Trzeba umieć wybrać a nie każdy to potrafi. Albo nie chce i trzyma się starych wzorców...
Znam osoby które wolą zaakceptować fakt zachorowania na "chorobę dziedziczną" niż wprowadzenie jakiejkolwiek zmiany w żywieniu i stylu życia - to jest na prawdę smutne. Przyzwyczajenia żywieniowe bardzo często są traktowane jako tradycja, którą należy podtrzymywać nawet kosztem zdrowia.

Na pewno już trochę poznałaś moją postawę... życie na greckiej wyspie wywróciło mój świat do góry nogami, przyzwyczajenia żywieniowe również a może przede wszystkim.
Z roku na rok produkuję coraz więcej własnej żywności i kupuję coraz mniej. Nauczyłam się tego bo chciałam i nie było to łatwe ale wychodzę z założenia że "jak się chce to się da".
Wychowałam się w blokowisku, na mleku, cukrze i białej mące... obecnie nie jestem wegetarianką ani weganką jednak mięso jem sporadycznie, od święta i "swoje" a nabiał też mam domowy (mleka nie piję od lat bo źle się po nim czuję).

Jednak nie każdy może zmienić swoje życie i żywienie rodziny wyprowadzając się na grecką czy inną wyspę lub po prostu na wieś czy do lasu - niestety.
I co wtedy? To zapewne temat rzeka... osobiście nie jestem przekonana o tym, że wegańskie i wegetariańskie produkty dostępne w sklepach mają dobroczynny wpływ na nasze zdrowie, czego przykładem jest seria postów @veggie-sloth.

Czekam na Twoje kolejne posty związane z tym tematem Moni i pozdrawiam z baaardzo upalnego obecnie Korfu :)

Dziękuję Ewo!

Przyzwyczajenia żywieniowe bardzo często są traktowane jako tradycja, którą należy podtrzymywać nawet kosztem zdrowia.

Trafione w sedno! To bardzo ważne, ale tak jak piszesz, także smutne stwierdzenie.
Sama jesteś przykładem na to, że własną pracą i determinacją (i zapewne tez odwagą) można zmienić swoje życie i swoje nawyki, również żywieniowe. Ale do tego potrzebny jest jeden element: trzeba chcieć!

Często dopiero ciężko sytuacja zdrowotna staje się tą iskrą do zmian i po części u mnie tak było. Ale dzięki temu, że doświadczyłam tej zmiany, że poprzez zmianę diety czuję realną poprawę mojego życia, mam tak wielką potrzebę, by się tym dzielić.
Co do produktów wegańskich i wegetariańskich, ehh.. to kolejny niezły biznes, który wykorzystuje trochę "modę" na taki styl odżywiania, no i niestety, brak świadomości żywieniowej. Bo jak coś "jest wegańskie to musi być zdrowe".. a wcale tak nie jest, co właśnie pokazał ostatnio @veggie-sloth.
Zdecydowanie lepiej jest sięgnąć po domowej roboty kozie sery, warzywa i owoce z ogrodu, a jeśli nie ma się swoich, to kupić u rolników. Dzisiaj w Polsce jest naprawdę duży dostęp do ekologicznych produktów. Można wybrać się np, do gospodarstwa, które produkuje swojskie sery. Znaleźć w okolicy piekarnię, która piecze prawdziwy chleb na zakwasie. Uprawiać pomidory chociażby na balkonie ;))

Cieszę się, że temat Cię zainteresował. Pozdrawiam!

Świetny wpis! Z przyzwyczajeniami w kuchni trafiłaś moim zdaniem w dyszkę. Wiele osób powiela wzorce, których nie rozumie, a które są dla nich niekorzystne. Tony cukru, litry oleju czy masła "poprawione" górą przetowrzonej chmii. To nie może się skończyć dobrze.
W moim domu gotowano i jedzono wręcz tragicznie i dopiero kilka lat temu zorientowałem się w temacie na tyle, żeby to zauważyć.

A co sądzisz o uczuleniach i różnych "nietolerancja" jako reakcji na przesadną "sterylność" produktów?
Mam na myśli te wszystkie konserwanty, pasteryzacje i inne zabiegi, które zabijają, poniekąd potrzebne, bakterie budujące nasza odporność. Brak dostępu do czynników które wywołują reakcję obronną orgaznizmu skutkuje tym, że jego odporność nie jest "wytrenowana", a w konsekwencji nie potrafi się bronić nawet przed najprostszymi składnikami.
Zajmujesz się tym na co dzień i jestem bardzo ciekaw co sądzisz na ten temat.

Dzięki @foodini za Twój głos w temacie!
Oh, ja przez kilkanaście lat mojego życia jadłam codziennie na śniadanie płatki kukurydziane na mleku, krowim oczywiście :) Nikt nie powiązał moich chorób z dietą (no bo co ma piernik do wiatraka? heh)
Ale fajne jest to, że obecnie świadomość w tym temacie ciągle rośnie i w mediach coraz więcej mówi się na temat wpływu odżywiania na zdrowie.
Co do nietolerancji pokarmowych, to tak, to co napisałeś to dobry trop. Chcę rozwinąć ten temat szerzej w osobnym artykule, więc daj mi chwilę na szczegółowe wyjaśnienie ;)
Pozdrawiam!
Moni

Super! Czekam zatem na kolejne części 😉

Bardzo mi się podoba to co napisałaś. Czasami oczywiście, jako miłośnik seitana podśmiewam się troche z antyglutenowców, chociaż wiem, że dla niektórych to realny problem. Brakuje nam często rozsądku, znamy teorie odżywiania, ale jak dzieciaki jemy coś tylko dlatego, że nam smakuje. A to przecież jest kwestią zmienna - choćby taka herbata z cukrem. Kiedyś nie wyobrażałem sobie wypić gorzką :) ... teraz w sumie też nie, ale słodzę o połowę mniej, a jest tak samo w moim odczuciu słodka. Pewnie zwiększyli ilość cukru w cukrze ;)

Można przyzwyczaić się do zdrowego żywienia, a to prawdziwie radosna i smaczna przygoda. Z początku nowe smaki bywają ciężkie, jak pierwsze oliwki czy piwo, ale potem ciężko wrócić do starych nawyków. Raczej nie znam zbyt wiele osób, które porzuciły zdrowe odżywiania i wróciły do schaboszczaka - trend jest w drugą stronę :)

Pięknie napisane! (I jaki długi komentarz ;))
haha ilość cukru w cukrze zapewne się zwiększa, ale racja, że nasze kubki smakowe uwielbiają się przywiązywać do pewnych (znanych) smaków, a przecież (w życiu, ogólnie) chodzi o to, by próbować czegoś nowego! Paradoksalnie, właśnie takie zdrowe odżywianie, czy np. wegetarianizm, otwierają mnóstwo nowych smaków i możliwości, no nie? :)
Wiem z doświadczenia, że u pewnych osób, dieta bezglutenowa może dosłownie ratować życie i wtedy jest konieczna. Pozostali, to zależy jak się po tym glutenie czują. Ale wszyscy powinni jeść go świadomie. Mam tu na myśli przede wszystkim współczesną pszenicę. Ok, wczoraj zjadłam dużą tradycyjną włoską pizzę w pizzerii, była cudownie pyszna i sprawiła mi dużo radości :) Ale dzisiaj na śniadanie nie jadłam kanapek z pszennego chleba, tylko gryczane placki, a na obiad nie gotowałam pierogów ruskich, tylko zrobiłam zupę z kaszą jaglaną, by od tej pszenicy teraz odpocząć.
A dla wszystkich, którzy pytają, to co jeść w takim razie (bo przecież "nie da się" bez mięsa, jajek, cukru itp. itd.), piszę tego bloga.

pięknie,
pięknie powiedziane Moni.

zwłaszcza, że to ma wymiar uniwersalny.
powielanie niesprawdzonych przekonań,
tradycji naszej kultury,
wierzeń naszych rodziców,
i czasem ktoś latami tego nawet nie tylko Nie zweryfikuje,
ale nawet nie zauważa, w czym tkwi.

i różne są drogi do przebudzenia.
(o ile nastąpi.)

Taak! To temat bardzo uniwersalny!
A najpiękniejsze jest to przebudzenie i to jak powoli, krok po kroku otwierają się różne furtki. Oooo to tak to wygląda, a to tak, wow!
Jesteśmy jak cebula, obierania nie ma końca, a czasem leją się łzy :)
Ja jednak uwielbiam cebulę, jak zdrowa jest przecież!
😘

Nie jestem smakoszem wegańskiej kuchni ale te placki ziemniaczane to chętnie bym zjadł. Dzięki.

Congratulations @zdrowie! You have completed the following achievement on Steemit and have been rewarded with new badge(s) :

Award for the number of upvotes received

Click on the badge to view your Board of Honor.
If you no longer want to receive notifications, reply to this comment with the word STOP

Do you like SteemitBoard's project? Then Vote for its witness and get one more award!

Zboża nie były modyfikowane genetycznie, a do ich uprawy nie stosowano tylu środków chemicznych.

O jak dawnych czasach mowa?

To, że nie było technologicznej możliwości manipulowania genami, nie oznacza, że ich nie modyfikowano. Nawet starożytne zboża to już wyselekcjonowane krzyżówki. Jeśli zaś chodzi o chemię, myślę że ani my ani nasi rodzice nie mieli w tej kwestii za dobrze, zaś co do wcześniejszych ciężko powiedzieć choćby z tego względu, że mało kto dożywał skutków ubocznych długotrwałej ekspozycji na którykolwiek czynnik.

Vanessa Kimbell sugeruje, że głównym problemem obecnie jest dostęp do bardzo monotonnych genetycznie zbóż, co jest rezultatem wspomnianej selekcji przez ostatnie 100-150 lat. To też ciekawe zagadnienie, jak i również jej pracę nad przywróceniem bioróżnorodności w tym obszarze.
https://www.instagram.com/p/Bl_i1MMFM1s/?utm_source=ig_share_sheet&igshid=19b2xm9d7j2jh

Koniec końców zgadzam się z sugestią: jak ktoś nie zwraca uwagi to nie wie co je, bo teraz łatwiej niż kiedykolwiek przedtem ukryć najróżniejsze cuda w produktach.

Bardzo fajnie opisane, ale ciasto bez jajek, nabiału i mąki ? :O jak ?

Fakt, że jakaś informacja jest przekazywane z pokolenia na pokolenie, nie zawsze oznacza, że jest ona prawdziwa i dobra dla nas. To samo tyczy się nawyków żywieniowych wyniesionych z rodzinnego domu

Dokładnie :) Wiele osób tego nie widzi, szczególnie ze starszego pokolenia. Mówi im się na przykład, że smażenie jest niezdrowe "ale jak to, moja mama zawsze smażyła". Przykładów tego typu jest pełno. Fajnie też, że zaznaczyłaś to:

Mam pełną świadomość, że niewiele osób zdecyduje się na dietę wegańską i bezglutenową. I też, jeśli jesteśmy zdrowi, nie ma takiej potrzeby, by się na nią decydować

Bo wiele osób przechodzi na dietę bezglutenową "o tak", bo jest moda. Nie wiedzą nawet czy mają celiakię lub inną przypadłość która by dawała podstawy do rezygnacji z produtków glutenowych. Takie osoby niejednokrotnie mogą mówić, że schudły po diecie bezglutenowej, ale to często jest dlatego, że po prostu decydując się na taką dietę rezygnujemy z wielu rzeczy które mają w sobie gluten i są tuczące (nie z powodu glutenu), częściej sięgamy na przykład po warzywa, jemy mniej i zdrowiej. Można jeść mniej i zdrowiej nie panikując przed glutenem. :)

  1. Zboża nie były modyfikowane genetycznie

Nie ma nic złego w produktach modyfikowanych genetycznie per se.