Ilona

in polish •  4 months ago
Ilona ma 176 cm wzrostu i niesamowitą figurę. Błękitne jak Bałtyk latem oczy i długie, naturalnie kręcone, opadające na ramiona, rude włosy. Od 16 roku życia pracowała jako modelka, kiedy skończyła 18 lat zaczęła pracować również jako hostessa na targach, zawodach sportowych, w kampaniach promocyjnych i sprzedażowych znanych marek.

Pierwszy raz spotkaliśmy się pewnego letniego dnia podczas spontanicznego zjazdu miłośników jazdy terenowej na starej podmiejskiej drodze gruntowej. Deszcz i podmokły teren stworzyły idealne warunki by sprawdzić się w swoich 4x4, zmoknąć, uwalić błotem siebie i wozy, poczuć życie.

Przywiózł ją swoim "bulwarowym tygrysem" brat jednego z kumpli. Chciał zaimponować pannie ale jak zobaczył teren w jakim będziemy się bawić, spasował. Jego błyszcząca i wypucowana "miejska terenówka" straciłaby sporo na uroku a blokada międzyosiowa realizowana sprzęgłem ciernym wielotarczowym nie dała by sobie rady w takim błocie.

Pogadał chwilę z nami i stwierdził, że wracają do miasta... Ilona, która nie odzywała się przez cała rozmowę, nagle przemówiła. Panna zrobiona na bóstwo - włosy, oko, pazury w mini sukience i szpilkach, stwierdziła, że... Ona zostaje. Zrobiło się dziwnie. Po chwili niezręcznej ciszy jeden z chłopaków stwierdził, że to nie jest dobry pomysł bo ubrudzi sobie ubranie i zniszczy byty. Ilona zdjęła szpilki i zapytała z kim może się przez to błoto przejechać, zrobiło się jeszcze bardziej dziwnie. Pierwszy zareagował Romek nasz kumpel zaloverzony w Nissanie Patrolu, w którego utrzymanie wkładał wszystkie oszczędności.

- Wsiadaj do tego czarnego, powiedział i pokazał jej swojego Patrola stojącego na skraju najbliższego bajora.

Ilona pomaszerowała na bosaka po łydki w błocie do samochodu, wrzuciła szpilki na tylne siedzenie i wsiadła do wozu...

Od tego dnia minęło już sporo czasu. Była z nami wiele razy w terenie a kiedy ludzie pytali ją co ona w tym widzi? Odpowiadała, że jest prawdziwie. Któregoś wieczoru przy ognisku opowiedziała mi o swoim życiu. Kiedy zaczynała pracować jako modelka i hostessa zbierała pieniądze na operacje uszu. Miała odstające uszy, które chowała pod burzą loków, żeby nikt ich nie widział. Mówiła, że były jej największym kompleksem. Kiedy już uzbierała kasę i zrobiła zabieg korekcyjny miała przerwę w pracy - potrzebny był spokój i czas na wygojenie się skóry po zabiegu... Opowiadała o swojej pracy i o tym, że mężczyźni przeważnie widzą w niej tylko ładną buzię, cycki i tyłek. O tym, że nie raz nie dwa miała nieprzyjemne sytuacje z natrętnymi facetami, którzy wydawało się, że hostessa to dziwka i pchali się z łapami próbując ją obmacywać, proponowali seks za pieniądze czy sponsoring za usługi seksualne. Dla projektantów była tylko wieszakiem na ubrania, które miała zaprezentować. Dla koleżanek obiektem zawiści i nienawiści z powodu "Ty to masz fajne życie - kosmetyki, ciuchy i faceci". Gdyby tylko wiedziały jakim kosztem to "fajne" życie... Siłownia po 90 min 2 razy w tygodniu, ścisła dieta, regularne spotkania z kosmetyczką, niemała kasa wydawana na dobre kosmetyki, pracujące weekendy, godziny chodzenia w szpilkach i stres związany z zachowaniem napalonych samców. Było dużo gorzkich wspomnień i wiele rozczarowań w tym życiu, nie takie same miody jakby się wydawało.

Tak naprawdę było jej źle i kiedy trafiła na nas to wyjazdy w teren, wariackie wyprawy na wspinaczkę w skały, marsze po podmiejskich bezdrożach i bieganie nocą po lesie to wszystko stało się dla niej odskocznią od pracy i życia modelki. Z racji ograniczeń fizycznych i dbałości o dłonie, buzię i nieposiniaczone nogi i ręce, nie szalała w terenie. Jednak starała się spędzać z nami tam aktywnie czas, podawała narzędzia, nosiła zapasy, stała na punktach kontrolnych, trzymała latarkę przy nocnych naprawach sprzętu, robiła ciepłą herbatę i kawę dla styranych w terenie ludzi, komuś przylepiła plaster, komuś innemu podała linę od wyciągarki.

Kilka lat temu, zadzwoniła do mnie i powiedziała, że kończy pracę w modelingu. Dostała dobrą propozycje pracy w dużej firmy kosmetycznej z którą kiedyś współpracowała i w związku z tymi zmianami w swoim życiu chciałaby się sprawdzić... Tak by zmierzyć się ze swoimi lękami, słabościami i ograniczeniami. Ok powiedziałem, dam Ci znać. Poszperałem trochę w sieci... Zadzwoniłem i powiedziałem jej ile kasy ma przelać mi na konto i że ma 3 miesiące na to żeby przygotować się kondycyjnie, pomogę jej w przygotowaniach ale ma o nic nie pytać. Spotykaliśmy się dwa razy w tygodniu i w weekendy, biegała krótkie dystanse, robiła pompki, pajacyki, próbowała podciągać się na drążku, nosiła oponę od malucha.

Nadszedł dzień wyjazdu. Miała przyjść na parking z ciuchami na zmianę , które po wszystkim będzie mogła wyrzucić. W samochodzie poznała resztę "wycieczkowiczów" Darka, który bał się głębszej wody. Karolinę, która bała się wysokości i Ewę, która też chciała się sprawdzić. Żadne z nich nie wiedziało dokąd jedzie a jechaliśmy do Warszawy. Tam dowiedzieli się, że pobiegną jako drużyna Runmageddon Classic - 12 km i 50 przeszkód. Przez mikstowy podmokły teren, wodę i strome przeszkody... i pobiegli. Pomagając sobie wzajemnie na trasie, pokonując własne lęki i słabości. Wciągając się wzajemnie na strome przeszkody, podtrzymując się w wodzie, podnosząc tych którzy upadli w błocie. Żebyście widzieli te ich uśmiechnięte i brudne gęby na mecie, kiedy zmęczeni z puszkami piwa, opatuleni w folie NRC, siedzieli na mokrej trawie, ciesząc się z tej przygody... Takie wspomnienia są bezcenne. :)


Tekst zgłaszam do konkursu tematy tygodnia #59 w nawiązaniu do Temat 2: Lisa Fonssagrives - dobry wieszak na ubrania.


Foto - Pixabay, autor.

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!