Będę robić nic... niedziela z ustami i muzyką w tle.

in polish •  5 months ago

Dzień jaki jest, każdy widzi.

Mnie się na przykład dzisiaj kompletnie nic nie chce. Cztery zaczęte posty przebierają nóżkami od tygodnia, ale wszystkie tematy zdają się być wyjątkowo nieciekawe, pospolite. Nie czuję ich. A jak nie czuję, to nie tykam.

Za to wiem od rana, że nic mi się nie chce. Owszem, zwlokłam się pobiegać. Tempo średnie: 6,5 km/h. Po drodze wyprzedziły mnie cztery dżdżownice.

Spotkałam za to przyjaciółkę, która jeszcze nie skończyła robić zapasów na zimę i ożywiła nieco ponure okoliczności przyrody. Widać ją, prawda?

Szaro i mgliście, smog trzyma miasto w miłosnym uścisku.

Czy tak już będzie do końca? Czy to dzień stracony? Gdy po raz dwudziesty wraz z ciężkim westchnieniem wymyka mi się spomiędzy warg: Ależ mi się dzisiaj nic nie chce.... przychodzi ta piosenka. Skrojona idealnie na dzisiejszą niedzielę.

To jest to. Prawy kącik ust wędruje do góry o jakieś dwa milimetry.

A potem przypominam sobie o jeżynówce, która od dwóch miesięcy dojrzewa w ciemnym kącie. Powinna dojrzeć z końcem lutego, ale chyba jej się nie uda. Bo takich piosenek nie słucha się przy herbatce ziołowej.

Dokonuję zamachu na zawartość słoja.

Jeżynówka spogląda na mnie ze szklanki z wyrzutem.
– Jak ma oczy, to niech i usta ma do cholery! – Myślę. I oto są. Znane usta kina, pierwsze, jakie przychodzą mi na myśl, wyłaniają się z rubinowej toni. Jedne z moich ulubionych.

Siorb, siorb... pyszne.

Może nie wszystko jeszcze stracone, choć dzień chyli się ku końcowi? Myślę intensywnie nad wątkiem muzycznym, który otuli mi dalszą część wieczoru skoczną nutą. I pojawia się, a jakże.

Uwaga: w piosence występują brzydkie wyrazy. Ponadto, jeśli chwilowo cierpisz na absolutny brak dystansu do siebie i świata - odpuść ją sobie.

Polecam całą płytę Polovirus na zluzowanie gumy w majtach. Ale to nie teraz.

Aha, właśnie dostałam maila od klienta. Żadna z czterech wersji projektu wysłanych w piątek mu się nie podoba i prosi o kolejne cztery. Zero sugestii, w którą z tysięcy możliwych ścieżek mam skręcić. Usta mi coś szepczą ze szklaneczki, ale nie powtórzę głośno.

A za projekty się nie biorę. Moje ostatnie słowo na dziś:

Dobra, jeszcze pranie rozwieszę. Resztę wieczoru spędzę na leniwym tête-à-tête z Ustami.


----> Edit! Projekty poskładane dzisiaj, totalnie wg mego widzimisię i bez dociekania, czego pragnie klient, zostały.... kupione!

Tararara... Będę robić nic, będę nic robić...

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

No masz. Już po pierwszych akapitach i zdjęciu, jakoś tak mi przyszło do głowy, że Ci wkleję link do Jesiennej deprechy w komentarzach. No i okazuje się, że nie musiałem :-D.

·

Klasyka. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby mi ten kawałek nie poprawił humoru, choćby na chwilę :D

Takie dni też potrafią być urocze i z pewnością są potrzebne od czasu do czasu :)

·

Zdecydowanie :) Odczuwam to szczególnie w poniedziałkowy ranek, gdzie nie ma już miejsca na takie niespieszne pitu-pitu.

Jak pięknie pisać o nic nie robieniu- pokaże wam @wadera :)

·

😘 O czymś trzeba było..."Kasa musi się zgadzać" 🤣

To nie Twój klient. Rób projekty jakby były dla Ciebie, a kiedy się jaki trafi będzie nim długo.
Nic nie robienie też jest dobre. Kto niby powiedział, że czas musi być zapełniony? Spędzony z samym sobą jest dobrze wykorzystany a lenistwo czasem jest uzdrawiające.

·

Niby czuję w środku, że tak właśnie jest, ale wciąż potrzebuję się w tym utwierdzać.

To nie Twój klient

Otóż to. Wysłałam mu dziś projekty z myślą, że jeśli będzie chciał kolejne, to ja podziękuję za współpracę.

Jeżynowe całuski ze szklaneczki lekiem na różnych takich klientów, niedziele i późnojesienne smogi.
Klient jak z "Dziewczyn do wzięcia".

A ja chciałabym inaczej.
Ale jak?
No po prostu inaczej.

·

Tak! Taki sam!

Chociaż w końcu zatwierdził :D

Hmm... Moim zdaniem to jednak "coś" robiłaś. Bo i muzyki posłuchałaś (polovirus <3), pobiegałaś i porobiłaś kilka innych rzeczy. A i w szklaneczce niezłe objawienie. Aż ciśnie się na usta sławetne " buzię widzę!". :)

·

😄
I obiad skromny ugotowałam! Ale pewne czynności uznaję za niewarte wzmianki - są niemal tak oczywiste jak oddychanie ;)

apropos "widzenia" - to ja tam, na pierwszej fotce widzę wiewiórkę odwrotnie odwróconą:
czyli rudą łasiczkę (tę co zwiała Damie).