Noc Czarnego Śniegu - najbardziej śmiercionośny nalot w historii, czyli opowieści hisotryczno-lotnicze #3

in polish •  2 years ago  (edited)

Zrzucenie bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki zakończyło działania wojenne na Pacyfiku i w konsekwencji drugą wojnę światową. Szacuje się, że w wyniku eksplozji pierwszej bomby życie straciło około osiemdziesiąt tysięcy osób. Skala zniszczeń w Nagasaki była nieco mniejsza, przynosząc kres sześćdziesięciu tysiącom ludzkich istnień. Dyskusje na temat zasadności ataków atomowych trwają do dziś, z jednej strony gromadząc zwolenników takiego rozwiązania, które miało zapobiec dalszym stratom, nieuniknionym podczas prowadzenia wojny konwencjonalnej, a z drugiej przeciwników uważających bombardowania za akty ludobójstwa.

Tokyo_1945-3-10-1_res.jpg
Tokio, 10 marca 1945.

Jednak, ani Nagasaki, ani Hiroszima nie były ofiarami najbardziej śmiercionośnego bombardowania w dziejach ludzkości. Ten los przypadł w udziale Tokio – stolicy cesarstwa, która w miarę amerykańskich postępów coraz częściej była celem nalotów US Air Force. Kulminacja tych ataków nastąpiła nocą z 9 na 10 marca 1945 roku, a więc niemal dokładnie pięć miesięcy przed zrzuceniem bomby Fat Man na Nagasaki i ogłoszeniem kapitulacji przez cesarza Hirohito, które nastąpiło niedługo później.

Kluczem w amerykańskich operacjach powietrznych przeciw Japonii był Boeing B-29 Superfortress, następca słynnej „latającej fortecy”, nowy bombowiec o olbrzymim zasięgu i możliwości operowania na pułapie powyżej trzydziestu tysięcy stóp, trudno osiągalnym dla większości samolotów cesarstwa. Amerykanie zdobywając kolejne wyspy przygotowywali na nich bazy morskie i lotnicze umożliwiające coraz głębsze wypady w kierunku macierzystych ziem kraju kwitnącej wiśni. W listopadzie 1944 roku USAF utworzyło na Marianach punkt, z którego superfortece mogły dosięgnąć Tokio.

800px-B-29_in_flight_res.jpg
Boeing B-29 Superfortress.

25 lutego 1945 został przeprowadzony pierwszy atak na Tokio, w którym wzięły udział 174 bombowce. Widząc, jak niecelne są zrzuty przeprowadzane z dużego pułapu, generał Curtis LeMay zarządził zmianę strategii. Kolejny nalot miał odbyć się nocą na wysokości około siedmiu tysięcy stóp. W objęciach ciemności B-29 były bezpieczne przed atakami japońskich myśliwców, a pułap został wybrany w oparciu o skuteczność obrony przeciwlotniczej, która w tym zakresie spisywała się najgorzej.

Aby zmaksymalizować skuteczność nalotów Amerykanie skonstruowali na środku pustyni w stanie Utah makietę japońskich domów. Placówka Dugway Proving Grounds służyła od 1942 roku US Army w celu prowadzenia badań nad bronią chemiczną i biologiczną oraz metod zabezpieczania się przed takimi atakami. Rok później powstały tam wioski: japońska i niemiecka, które miały imitować typową zabudowę tych krajów, w celu wypracowania jak najefektywniejszej metody ataków bombowych. Jak nietrudno się domyślić drewniano-papierowa architektura japońska okazała się bardzo podatna na bomby zapalające.


German_Japanese_Villages_Dugway_Distance_res.jpg
Wioski: niemiecka i japońska, na których Amerykanie testowali skuteczność m.in. bomb zapalających.

W nalocie z nocy 9 marca, znanym jako operacja Meetinghouse, wykorzystano głównie bomby kasetowe typu E-46, które składały się z trzydziestu ośmiu mniejszych bomb M-69 uwalnianych na pułapie około 2000 metrów. M-69 w kilka sekund po opadnięciu wyrzucała z siebie strumień napalmu powodującego rozległe i trudne do ugaszenia pożary.

W „Noc Czarnego Śniegu”, jak później nazwali ją Japończycy, nad Tokio znalazły się 282 bombowce B-29. Nie spodziewano się oporu ze strony myśliwców IJAAF, więc superfortece zostały pozbawione uzbrojenia obronnego, aby mogły zabrać więcej ładunku. Każda z nich miała na pokładzie około sześciu ton materiałów wybuchowych, co przekładało się łącznie na mniej więcej 275 000 bomb zapalających M-69 i M-42.


Bomb,Incendiary,10lbs,M67and6Lbs,AN-M69_res.jpg
Schemat bomby zapalającej M-69.

Pierwsze bombowce, które nadleciały nad Tokio zrzuciły swój ładunek tak, aby utworzył on olbrzymi płonący krzyż, co ułatwiło celowanie pozostałym samolotom. Poszczególne skupiska ognia połączyły się w jeden wielki pożar, który strawił ponad 4000 hektarów miasta, czyli mniej więcej tyle ile zajmuje na przykład Słupsk lub Ostrów Wielkopolski. W końcu temperatura wzrosła tak bardzo, że powstała się burza ogniowa – zjawisko, w którym kolumna rozgrzanego powietrza wytwarza podciśnienie powodujące dalsze podsycanie płomieni. Sami amerykańscy piloci nie spodziewali się takiego rezultatu – niektóre B-29 zostały zniszczone na skutek gwałtownych prądów wstępujących wytworzonych przez wzrost temperatury.

Duża część Tokio dziesiątego marca po prostu przestała istnieć. Olbrzymie temperatury sprawiły, że niemal wszystkie palne materiały spłonęły doszczętnie. Bomby spadły głównie na gęsto zaludnione dzielnice klasy robotniczej niszcząc ośrodki przemysłu lekkiego odpowiedzialnego na wytwarzanie wielu elementów wykorzystywanych w dalszej produkcji zbrojeniowej. Nie ulega jednak wątpliwości, że to nie tryby machiny wojennej były tamtego dnia celem amerykańskich bomb – nalot miał złamać ducha Japończyków i pokazać im, co czeka naród, który będzie dalej opierał się potędze USA.


800px-Firebombing_of_Tokyo_res.jpg
Tokio w płomieniach.

„Noc Czarnego Śniegu” przyniosła olbrzymie żniwo w istnieniach ludzkich. Szacunki są dość rozbieżne, lecz po uśrednieniu można przyjąć, że zginęło około stu tysięcy Japończyków i co najmniej drugie tyle odniosło poważne obrażenia. Niektóre źródła szacują całkowitą liczbę rannych nawet na milion osób. Policja tokijska stwierdziła, że w pożarach zostało zniszczonych prawie trzysta tysięcy budynków, co oznacza, że około milion osób zostało bez dachu nad głową.

Będąc nieco w cieniu wydarzeń z Hiroszimy i Nagasaki, noc 9 marca początkowo umykała historykom, na pewno nie zapomniana, ale przemilczana przez wielu, w myśl reguły, że historię piszą zwycięzcy. Dzisiaj zasadność operacji Meetinghouse budzi kontrowersje. Aktualne pozostają pytania o konieczność bombardowania dzielnic mieszkalnych pełnych ludności cywilnej, czy choćby wykorzystanie bomb zapalających. O ile ataki atomowe można uznać za demonstrację siły mającą skłonić zaciekle broniących się Japończyków do ostatecznej kapitulacji, o tyle inferno zgotowane zwykłym mieszkańcom wydaje się pozbawione znaczenia strategicznego.


bombing_tokyo_res.jpg
Ruiny miasta.

Jedno jest pewne – lotnictwo podczas drugiej wojny światowej stało się głównym środkiem projekcji siły i zakorzeniło się w świadomości ludzkiej jako element machiny wojennej zdolny nieść zniszczenie na olbrzymią skalę.

Źródła:
http://www.japanairraids.org/
http://uxoinfo.com/blogcfc/client/index.cfm
oraz wikimedia

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Cześć! Redakcja Tygodnika Kuratorskiego jest pod wrażeniem Twojej twórczości i chcemy prosić Cię o zgodę na publikację opisów oraz linków do Twoich postów w przyszłych numerach. Zależy nam na promocji wartościowych treści poprzez tworzenie cotygodniowego artykułu zbiorczego. Więcej możesz przeczytać tutaj: Tygodnik Kuratorski #0

Pewnie, dzięki za zainteresowanie, będę obserwował Wasz projekt :)

straszne...