Wózkowy survival - dlaczego nie przepadam za sklepowym zgiełkiem?

in polish •  5 months ago 

Tłum i masa ludzka nie są mi obce, nie przerażają mnie masowe imprezy ani wielkie zgromadzenia. Nie czuję się źle w zatłoczonym autobusie, aprobuje ścisk, niejednokrotnie czułem na plecach oddech i zapach drugiego człowieka, a na żebrach wbijający się łokieć innego, ktoś kto tego nie doświadczył zapewne nie zdaje sobie sprawy z siły zgromadzonego i napierającego tłumu, któremu nie można się oprzeć tylko należy się poddać i uważać by nie pogubić nóg. Już nieduża grupa ludzi, kilkaset osób dobrze ukierunkowanych, jest w stanie pokonać każdą przeszkodę, nikomu jednak nie życzę być przypadkowym ukierunkowanym.



Tyle we wstępie, w którym starałem się udowodnić, że tłumu się nie boję i wiele razy byłem tarmoszony przez ludzki tabun. W czym więc tkwi problem i jaki temat chciałbym poruszyć? Tytuł mówi o tym po części, ale nie odkrywa kart do końca, a chodzi o banalną rzecz - zakupy. Bezlitosne prawa rynku wyeliminowały małe sklepy. Zmuszeni jesteśmy korzystać z dużych sieci, ogromnych przestrzeni, niestety nie zawsze idzie to w parze z wygodą dla klienta. W zasadzie wszystko przemawia na plus: niższe konkurencyjne ceny, szeroki wybór asortymentu, choć często ograniczony tylko produktami wyprodukowano dla …., możliwość bliższego i dłuższego zapoznania się z danym towarem i jego składem chemicznym, o ile producent napisze prawdę, sprawdzenie ceny poprzez zeskanowanie danego produktu przed pójściem do kasy i darmowy parking, można powiedzieć czego chcieć więcej oprócz możliwości nabywczej. Jeśli wyżej wymienione warunki nie są spełnione to cała przyjemność wydawania ciężko zapracowanych pieniędzy znika. W dzisiejszych czasach parking to atrybut sklepów wielkopowierzchniowych i tu zaczynają się pierwsze schody. Parking jest, ale wolnego miejsca brak. Koszty wzrastają wraz z upływającym czasem i ubywającym paliwem z baku samochodu w trakcie poszukiwania wolnego miejsca na parkingu. Oczywiście to banał. Czy pięć, dziesięć minut spędzonych w samochodzie przed sklepem może zepsuć nam dobry przed zakupowy humor? Nigdy. Przyzwyczajony do ludzkiego kłębowiska, samochodowe również nie jest mi obce, krocze więc z niezmąconym samopoczuciem do drzwi, które samoczynnie się otwierają niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wózek zbyteczny, pieczywo, kawa, mleko, wędliny, ser zmieszczą się w reklamówce i tak nie posiadam drobnych, a żeton dawno temu zgubiłem. Usiłując jak na froncie zająć z góry upatrzone pozycje, wodząc po drodze oczami po sklepowych półkach, staram się nie skusić się na kolejną niepotrzebną rzecz kompletnie nieprzydatną dla mojego domowego ogniska. Krocząc uparcie dalej alejkami, wierzę że nic nie może zmącić mojego dobrego nastroju, w myślach powtarzając sobie: „Będzie dobrze”. Spotyka mnie jednak niemiłe rozczarowanie, bo w kierunku którym zmierzałem nie ma już moich ulubionych artykułów, w które się zaopatrywałem tylko coś zupełnie innego, zbędnego dla mojej dzisiejszej egzystencji. Czas biegnie, humor jednak jeszcze dopisuje, do czasu gdy za plecami słyszę słowa przepraszam, dziwne bo nikt nic złego mi nie zrobił, okazuje się jednak, że muszę zejść z drogi pani obsługującą piekielną maszynę myjącą podłogę, a kiedy wreszcie na horyzoncie wyłoniły się moje produkty pierwszej potrzeby, zostały skrzętnie zatarasowane przez innego pracownika dowożącego towar na paletach ogromnym wózkiem, co mi tam, jednak nie tak się kiedyś zdobywało żywność. Wspinam się więc po palecie i w duch myślę jesteś już mój. I o ile dotarcie do produktów znajdujących się na górnych półkach nie sprawiło mi większych kłopotów, problematycznym było pozyskanie tych, które wózek zasłaniał całkowicie. Jakoś to będzie pomyślałem, jutro też jest dzień, z głodu nie umrę. Staram się więc zrealizować pozostałe marzenia spisane na kartce papieru. O ile przed momentem nie dostrzegałem wielkiej liczby ludzi, tak teraz w zastraszającym tempie zaczyna ich przybywać. Czyżby kierownik placówki handlowej ogłosił na całe miasto jakąś niecodzienną promocję? Nie dzisiaj. Osób w sklepie mimo to przybywa. Coraz więcej wózków widm, które klienci pozostawiają w wąskich ciągach komunikacyjnych sami głęboko zanurzeni w tzw. grzebakach w poszukiwaniu produktów odpowiedniego koloru, czy też rozmiaru. Jest coraz gorzej i nawet korpulentna pani podnosząca bluzkę i przymierzająca biustonosz na sucho w tej ciżbie ludzkiej nie jest wstanie wzbudzić u mnie uśmiechu, jedynie politowanie. Na moje szczęście kolejny raz nie popełniłem tego błędu i nie zabrałem wózka na zakupy. Poruszanie się  po sklepie wraz z wzrastającą człowieczą masą staje się coraz bardziej uciążliwe i niczym nie przypomina błogich zakupowych chwil. Jednym słowem rozpoczyna się wózkowy survival, w którym nie tylko uczestniczą licznie przybywający klienci, ale również pracownicy wyjeżdzający z magazynu swoimi strasznymi maszynami z towarem. Przedzierając się dzielnie między nimi na drodze do sukcesu ponownie staje mi wózek tym razem z pustymi kartonowymi śmieciami, który pracownik w pośpiechu porzucił biegnąc do kasy obsługiwać zniecierpliwionych klientów. Niezmordowany, ale coraz mniej zadowolony znowu staję na wysokości zadania. Odjeżdżam wózkiem z kartonami na bok i sięgam po towar, który ma dzisiaj za zadanie uszczęśliwić mnie i moją rodzinę, zostaję jednak obdarzony niemiłym spojrzeniem innych, którym wózkiem zastąpiłem drogę do ich pełni szczęścia. Ubolewam nad tym, ale płakać z tego powodu nie będę. Bez poczucia winny kontynuuję nadal wędrówkę między sklepowymi regałami wymijając wózki, palety, koszyki czy towary w firmowych kartonach poukładane w przejściach mające na celu zapewne przyciągnąć zdesperowanego klienta, a mnie utrudnić życie. Taka forma reklamy na mnie nie działa, wzmaga tylko u mnie coraz większe niezadowolenie, a krótki pobyt w tym ludzkim kłębowisku i towarowym bałaganie doprowadza mnie pomału do szału. Popełniając mały zakupowy błąd wracam jeszcze raz do punktu wyjścia, kolejny raz przedzierając się przez wózkowo – towarową ciżbę. Upadam na duchu widząc, że zabrakło mojego ulubionego produktu, a może go tu wcale nigdy nie było? Nie mam już siły na następny sklep. Usiłując wziąć coś zastępczego okazuje się, że w tej sieci nic innego nie ma. Ręce opadają. Inny klient potrąca mnie wózkiem bez słowa przeprosin, jestem zbyt słaby by go upominać to i tak nie jego wina, a na kartony, które trącający mnie klient musiał wyminąć nie będę krzyczał. Nerwy odmawiają mi posłuszeństwa, za dużo ludzi za dużo wózków za mało miejsca, alejki sklepowe proporcjonalnie do wzrastające liczby klientów kurczą się, zastawione dodatkowo towarami, tworzą tor przeszkód ze sklepowym wózkiem nie do przebycia.  Docieram zrezygnowany po chwili do kasy i następuje kolejne rozczarowanie - kasy są, ale kasjerek brak. Wydawałoby się, że kolejka nie ma końca. Kilka rzeczy zgromadzonych w reklamówce, a specjalnej kasy dla klientów z małą ilością artykułów brak. Cierpliwie czekając w długiej kolejce, kojąc zszarpane nerwy pojawia się następna frustracja - zostaje otwarta kolejna kasa, klienci którzy znajdowali się za mną i byli ostatnimi są teraz pierwsi w kolejce. Pomału zaczynam nienawidzić ludzkość, a może tylko ten sklepowy bałagan zafundowany mi przez kolejną sklepową sieć rozreklamowaną przez telewizję.  Doprowadzony całym tym zamieszaniem do kresu wytrzymałości, w głowie kłębią mi się nowe scenariusze zdarzeń. Być może kasa zostanie nagle zamknięta, terminal przestanie działać, klient przede mną zapomniał o czymś i wróci po to na sklep czyniąc tym samym kolejny zator, kasjerka z nie wiadomo jakiego powodu opuści kasę to jak najbardziej prawdopodobne rzeczy, które w tym sklepowym zgiełku mogą się przydarzyć, a których byłem już wielokrotnie świadkiem. Na szczęście nic takiego się nie zdarzyło i spokojnie po zrealizowaniu płatności w kasie udaje się szybko do wyjścia pragnąc jak najszybciej wymazać z pamięci chwile spędzone zakupowej świątyni. Te nerwowe momenty, które winne być relaksem i przyjemnością z wykorzystaniem naszej mocy nabywczej, którą zdobywamy niejednokrotnie w trudzie i pocie przeradzają się w przykrą powinność, którą w żaden inny sposób nie jesteśmy w stanie realizować. Mnie osobiście rozczarowują, pogrążają i doprowadzają do granic wytrzymałości. Nie potrafię cieszyć się z chwil spędzonych w tych „sklepowych rzeźniach”, w których nie przeraża mnie tłum, ale bałagan, który jest tam obecny na każdym kroku, począwszy od wszechobecnego brudu po cenowy zawrót głowy, od którego klient nie tylko traci wspomnianą wcześniej głowę, ale i pieniądze. Cenowy chaos daje wiele do życzenia, a człowiek nigdy nie jest pewien ile zapłaci za dany towar i ile sztuk danego towaru ma włożyć do koszyka, aby było taniej. Takie i inne praktyki zniewalają nas i każą pod dyktando sklepowych molochów robić to co nam wydaje się słuszne, a w rzeczywistości to tylko drenowanie naszych portfeli. To tylko mało istotny wątek, w morzu marketowych problemów, z którymi spotykam się na co dzień. Boję się, bo biernie się temu poddaję, czego wynikiem są moje zszargane nerwy, a coraz bardziej zwężające się sklepowe alejki zastawione pudłami z narastającym ludzkim tłumem, przez który mam się przepychać w celu zdobycia mojego ulubionego produktu niezbędnego do dalszego życia śnią mi się po nocach.  



Zapewne wyolbrzymiłem problem dzisiejszych sklepów, niejeden nie wyobraża sobie dnia bez spędzenia chwili w ulubionym markecie i momentów spędzonych w tłumie na łapaniu promocji. Dla mnie jest to jednak zbyt wielkie obciążenie, a chwile zwłaszcza spędzone na przedświątecznych zakupach minionego roku na długo zapadną mi w pamięci i będą dla mnie niezapomnianym przeżyciem z piekła rodem. Czasem gdy obserwuję ten ludzki tłum chłonący reklamę jak gąbka wodę, zastanawiam się czy żyje tylko po to by konsumować czy konsumuję by żyć.   

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Cześć!
Witaj na tagu #pl-emocjonalnie. Cieszę się, że dołączasz do emocjonalnej strony Steema. Mam nadzieję, że zostaniesz tu na dłużej.


Autorzy postów na naszym emocjonalnym tagu są nagradzani głosem noisy, mmmmkkkk311, diosbot oraz planter.
@nieidealna.mama

Congratulations @jo-hannes! You have completed the following achievement on the Steem blockchain and have been rewarded with new badge(s) :

You published more than 60 posts. Your next target is to reach 70 posts.
You received more than 100 as payout for your posts. Your next target is to reach a total payout of 250

Click here to view your Board
If you no longer want to receive notifications, reply to this comment with the word STOP

To support your work, I also upvoted your post!

Support SteemitBoard's project! Vote for its witness and get one more award!

Ja do marketów chodzę tylko gdy już muszę. Tak to internet i małe sklepiki.

Posted using Partiko Android

·

"Słusznie prawisz Luśnia"
Dzięki. Pozdrawiam

Gratulacje!

Twój post został opublikowany w dzisiejszym wydaniu Codziennika.

Jeśli chcesz wziąć udział w cotygodniowym konkursie Codziennika, odpowiedz Tak pod tym komentarzem, a Twój post weźmie udział w losowaniu płynnych środków Codziennika z całego tygodnia.

Pozdrawiam
@baro89

·

Tak. Serdeczne dzięki.
Pozdrawiam