„Warszawskie dzieci” z perspektywy ówczesnego rodzica

in polish •  4 months ago 

Dzieci Warszawy to przenośnia dotycząca synów i córek stolicy tych dorosłych jak i tych najmłodszych. Jednak słysząc słowa tej piosenki, przed oczami jawią się nam przede wszystkim najmłodsi uczestnicy walk.



Dzieci powstańczej Warszawy to inspiracja tematu. Tematu naszemu społeczeństwu dziś obcego, odległego i minionego. Siedemdziesiąt lat błogostanu w jakim żyjemy po zakończeniu najstraszniejszej z wojen ugruntowało w nas poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji, wymazało z pamięci poczucie krzywd, a wraz odchodzącymi świadkami tych mrocznych dziejów zaciera się nam obraz wojennego zgiełku, w którym brały udział również dzieci - „nasze dzieci”. Warszawskie dzieci to tylko pretekst, ale jakże dla nas wymowny. Wszyscy z nas znają sylwetkę Małego Powstańca z pomnika w Warszawie, a oczami wyobraźni widzimy dzieci na barykadach i małych chłopców z butelkami benzyny. Wojenne dzieci to nie tylko warszawskie powstanie, to historia stara jak świat. Dzieci żołnierze jawią się na każdym kroku, można by mnożyć przypadki udziału dzieci w konfliktach zbrojnych od zarania historii aż po dzień dzisiejszy. Nie chciałbym wpaść w chronologiczną pułapkę i wymieniać kolejno młodych uczestników zmagań wojennych. To nie jest moim celem, ale kilka przykładów posłuży mi do zobrazowania tego trudnego tematu. Warszawskie dzieci czy lwowskie orlęta są nam emocjonalnie najbliższe, więc kto ma być jak nie one bohaterami tej historii, ale czy do końca? Te małe dzieci biegające po ulicach Warszawy i Lwowa, mają nam uzmysłowić co miały do stracenia, skąd czerpały determinację, siłę, wolę walki, chęć zwycięstwa, co nimi kierowało, gdzie podziały strach. Na barykady stolicy stawiały się dobrowolnie, nie otrzymały rozkazu do czynnego udziału, widziały niejednokrotnie śmierć, zdawały sobie sprawę, że to nie zabawa w wojnę, tylko brutalna rzeczywistość, wiedziały, że mają tylko jedno życie. Lata okupacji zapewne inaczej ukształtowały to małe pokolenie, odebrały im błogie dzieciństwo, a lata beztroski zastąpiły strachem. W takich warunkach trudno ustalić granice dorastania i wyznaczyć przedział wejścia w dorosłe życie dla młodego człowieka. Wojna rządzi się swoimi prawami, ta destrukcja rozwoju zapewne przyśpieszyła ten proces, ale czy usprawiedliwia ich czynny udział w wojnie? Jak i kiedy wyznaczyć granicę dźwigania karabinu, noszenia za paskiem granatu czy butelek z benzyną? Czy umowna granica wyznaczona przez dorosłych wystarczy? Zapewne wiek nie ma tu większego znaczenia i to dlatego tak trudno nam odpowiedzieć na to pytanie. Z perspektywy rodzica, który obserwuje cały proces dorastania, to jeszcze trudniejsze zadanie. I tak docieram do sedna tematu. Tematu, który mnie jako ojca przeraża. Staram się zrozumieć postawę rodziców, opiekunów dzieci-żołnierzy, jednak trudno mi zaakceptować konieczność wzięcia udziału w walce najmłodszych. Pozycja w jakiej znaleźli się dorośli jest z goła nie do pozazdroszczenia. Dla mnie to sytuacja niewyobrażalna, diametralnie inna od wszystkich. Jak się zachować, gdy to co mamy najcenniejszego, ukochanego, to co mamy ochraniać, wychowywać widzimy jak biegnie na barykady stolicy, czy do obrony miasta to coś dla mnie abstrakcyjnego, niepojętego coś na co dzisiaj nikt by się nie zdobył. Duch czasu, potrzeba chwili, dobre wychowanie. Gdzie leży sedno problemu i czy możemy być dumni z naszych dzieci, za tą ofiarę krwi czy raczej powinniśmy się wstydzić, a nawet zostać ukarani za to, że do tego dopuściliśmy. Trudno analizować czy choćby rozmawiać o tych sprawach z perspektywy czasu. Budowała nas inna rzeczywistość i nie wolno nam oceniać stanowiska ówczesnych rodziców możemy się jednak zastanawiać. Czy podziwiać czy negować i jaką my przyjęlibyśmy pozycję? Nie doświadczyliśmy i oby nigdy nie będziemy musieli doświadczać takich sytuacji. Obecnie nasz patriotyzm sprowadza się do płacenia podatków i to nie zawsze. Jak więc mamy oceniać opiekunów małych żołnierzy? Wojna to inna rzeczywistość, która wyzwala w człowieku przeróżne zachowania od tych skrajnych aż po te najbardziej wzniosłe, ale czy takie poświęcenie i taką ofiarę możemy uznać za wzniosłą? Niebagatelną rolę odegrało przedwojenne patriotyczne wychowanie dorosłych jak i dzieci, ruch skautowy i harcerstwo nie było bez znaczenia, te czynniki odegrały w tym niemałą rolę. Czy jednak tak wielki patriotyzm dorosłych, umiłowanie ojczyzny, lata niewoli, samozaparcie mogło wyrazić akceptację dla takich poczynań najmłodszych? Zmagania wojenne być może nie pozwoliły na myślową konfrontację, czyny ustalała potrzeba chwili, w tym konkretnym przypadku nie było czasu na dywagację. Odpowiedzi zapewne nie znajdziemy, ale może przez chwilę wejść w skórę rodziców naszych małych bohaterów i to najlepiej zobrazuje nam co czuli i jak wielką rozterkę przeżywali. Zapewne nikt z nas nie chciałby tego przeżywać, a ofiara złożona na ołtarzu ojczyzny to żadna pociecha dla rodzica, choćby jak wielkiego patrioty.     


Na zdjęciu: Kapral Witek Modelski "Warszawiak"

W wielu publikacjach możemy przeczytać o małych żołnierzach Polski Podziemnej, a rzadziej o matkach i ojcach. Czy ojczyzna jest warta takich poświęceń ze strony najmłodszych i ich rodzin? Czyny mówią same za siebie, najmłodsi nam to udowodnili, również postawa ich rodziców. Mamy to szczęście, że nie musimy dokonywać takich wyborów jak wojenni rodzice, jednak pamiętajmy, że może to zasługa tych małych żołnierzy, maleńka cząstka niebezpośredniego wkładu, ale niezaprzeczalnego krzyku miłości do ojczyzny. Ubolewam tylko nad tym, aby w tych latach pozornej stabilizacji nie został przez nas zaprzepaszczony.



„Nie chciał nikt żeby dzieci walczyły
Nie chciał nikt by co dnia umierały
Lecz powstrzymać ich nikt nie miał siły
Same sobie broń zdobyć umiały”
Fragment: „Orzeł Biały” Natalia Sikora

Wojtek Zalewski pseudonim „Orzeł Biały” jedenastoletni ochotnik, łącznik Zgrupowania „Chrobry II”. Do Powstania Warszawskiego dołączył 1 sierpnia 1944 roku. 2 sierpnia spenetrował silnie obsadzony przez wojska niemieckie teren Dworca Głównego. 15 sierpnia wyprowadził z okrążenia pluton starszego sierżanta „Grzesia”. Podany do odznaczenia Krzyżem Walecznych, tydzień później został trafiony kulą niemieckiego snajpera podczas dostarczania meldunku. Ciało Wojtusia na rękach pod niemieckim ostrzałem wyniósł Mieczysław Mirecki „Błyskawica”.    



Źródła:
https://niezlomni.com/74-lata-temu-zginal-11-letni-wojtus-zalewski-trafiony-przez-niemieckiego-snajpera-chlopiec-wczesniej-uratowal-zycie-powstancow-wideo/

Zdjęcia pochodzą z:
https://niezlomni.com/74-lata-temu-zginal-11-letni-wojtus-zalewski-trafiony-przez-niemieckiego-snajpera-chlopiec-wczesniej-uratowal-zycie-powstancow-wideo/
https://www.polskatradycja.pl/piesni/wojskowe/355-warszawskie-dzieci.html
http://historiaija.blogspot.com/2015/08/warszawskie-dzieci-poszy-w-boj-01-witek.html
http://www.polishweeklychicago.com/kartka-z-historii-pomnik-malego-powstanca/

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

To bardzo poruszający temat. Szczególnie teraz gdy mam dzieci, ciężko się o tym czyta, nie chce nawet myśleć o tym co czuły wtedy matki tych małych bohaterów.
Kiedyś pisałam w podobnym temacie, podrzucam Ci link jeżeli chciał byś się zapoznać: https://steemit.com/polish/@julietlucy/mlodzi-poslancy-nadziei
Nie jestem pewna, ale chyba pasował by tu tag #reakcja np zamiast pl-wojna.

·

Trudny temat. Nie wiem czy do końca sobie z nim poradziłem. Myślę, że jeszcze do niego wrócę w takiej lub innej formie. Dziękuje za komentarz i za link. Staram się czytać na bieżąco twoje posty. Pozdrawiam

Twój post został podbity głosem @sp-group. Kurator @julietlucy.

  ·  4 months ago (edited)

Strasznie mnie poruszył Twój tekst... Pewne obszary historii omijam z daleka, bo nie potrafię udźwignąć choćby w wyobraźni tego, z czym musieli mierzyć się niektórzy ludzie. Ciężko jest przewidzieć, jakbym się zachowała jako matka czasów wojny, ale automatyczną odpowiedzią jest, że chroniłabym swoje dzieci nawet wbrew ich woli. Nie pozwoliłabym wyjść jedenastolatkowi na ulicę, nawet gdyby mnie miał za to nienawidzić do końca życia.
Jestem wdzięczna, że nie muszę podejmować takich wyborów.

·

Jestem pełen podziwu dla tych małych bohaterów, ale czy chciałbym, aby byli wzorcem dla moich dzieci zapewne postawa jaką reprezentowali tak, ale co dalej? Nie wiem. Być może okrutny czas skłonił by obie strony rodziców i dzieci do takich zachowań. Dziękuje za komentarz.
Pozdrawiam

·

Dlatego należy z wszystkich sił walczyć o pokój już w tej chwili, a nie czekać na jakiś konflikt co do którego nie mamy gwarancji że nas ominie. Nie wyobrażałem sobie wojny w Europie aż do rozpadu Jugosławii. Nie mamay gwarancji, że obecna nasza sytuacja się nie zmieni z miarę spokojnej w tragiczną. Wtedy będzie już za późno na edukację młodzieży. Szczególnie tej bez wyobraźni, wiedzy historycznej i geopolitycznej, z nastawieniem roszczeniowym i głównie rozwrzeszczanej. Jeśli coś się raz wydarzyło może się wydarzyć i drugi raz, szczególnie gdy pamięć o minionej tragedii zanika.