Podróże z Juliuszem Verne

in polish •  last month  (edited)

Kapuściński podróżował z Herodotem. Ja podróżowałem zgoła inaczej i być może to zbyt górnolotne porównanie, bo moje podróże wyglądały o wiele trywialniej. O ile mistrz reportażu przemierzał dalekie kraje z „Dziejami” Herodota w kieszeni, ja przemierzałem odległe lądy za biurka lub z fotela, a ich sprawcą bynajmniej nie był ojciec historii tylko francuski pisarz fantasta, wizjoner.  Podróżowałem z Juliuszem Verne. 

Z racji młodego wieku nie mogłem myśleć o prawdziwym globtroterstwie, pozostawała mi jedynie jego namiastka i choć dzisiaj podróże te wydają się dość archaiczne, jednak lata temu był to jedyny sposób na szarą rzeczywistość. Brak Internetu, telewizyjna nicość kierowała prosto do biblioteki, gdzie z półek kradłem z chciwością kolejne przygody i podróże. Może w dzisiejszych czasach brzmi to naiwnie, ale niegdyś tylko tak mogłem przeżyć niezapomniane przygody, a Verne takich dostarczał za każdym razem. Pierwszy raz zaprosił mnie na pokład Nautilusa, abym sowicie zachłysnął się niezwykłym podwodnym światem. Z bohaterami powieści „Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi” odbyłem fantastyczną wędrówkę od wybrzeży Japonii, poprzez Hawaje, Cieśninę Torresa, Ocean Indyjski, Morze Czerwone, Atlantyk, aż po biegun południowy. Poznałem charyzmatyczną postać Kapitana Nemo, który niewątpliwie zasługuję na oddzielną historię, a z twierdzeniem, iż „Można walczyć z prawami ludzkimi, lecz nie opierać się prawom natury” jest jak najbardziej aktualną postacią do dzisiaj. Tylko ówczesna francuska polityka kazała Verne Kapitana Nemo, polskiego bohatera, zamienić na hinduskiego księcia. Wyobraźcie sobie, że postać tak rozpoznawalna na całym świecie w pierwszych zamysłach autora była Polakiem (Francja po raz kolejny zawiodła). To zapewne Kapitan Nemo przysporzył największej sławy francuskiemu fantaście, a ja, mimo że podróż z nim rozpocząłem od najgłośniejszego jego dzieła, to mogę powiedzieć, że jego poprzednie i kolejne mniej lub bardziej wizjonerskie przygody mnie nie rozczarowały, a wręcz przeciwnie urzekły. 

Historia angielskiego dżentelmena, który zawarł zakład o 20 tysięcy funtów szterlingów, z członkami elitarnego klubu, polegającym na okrążeniu kuli ziemskiej w 80 dni, dziś wydaje się śmieszna, ale biorąc pod uwagę dziewiętnastowieczne realia śmiało można nazwać podróżą, którą w dzisiejszym żargonie określilibyśmy jako „ostrą jazdę bez trzymanki”. To stwierdzenie wcale nie na wyrost, bo bohater naszego pisarza Phileas Fogg wraz ze swym francuskim służącym Passepartout używa wszelkich możliwych środków i przeróżnych komunikacyjnych sposobów by zdążyć na czas. 

Podczas lektury „W osiemdziesiąt dni dookoła świata” przeżyłem z bohaterami tej powieści wspaniałą podróżniczą ucztę. Przemierzając morza i lądy wspólnie z nimi goniłem nieubłaganie uciekający czas, tak potrzebny do wygrania zakładu. Poznałem paradoks czasowy, dzięki któremu nasz na wskroś angielski dżentelmen osiągnął upragniony sukces i jak na ówczesne czasy  przemierzył cały świat w rekordowym tempie. Choć Verne nigdy nie zaprosił mnie na drugą tak spektakularną podróż, to i tak po raz kolejny mnie oczarował. 

Dokładnie pamiętam sensacyjną wyprawę, w jaką zabrał mnie w poszukiwaniu kapitana Granta,  żeglarza, który zaginął podczas rejsu z Ameryki Południowej. Wraz z dziećmi zaginionego kapitana i dobrodusznym lordem Glenarvanem sponsorującym całą wyprawę, całym sercem pragnąłem odszukać rozbitka. Posiadający strzępy informacji i znając tylko szerokość geograficzną i prawdopodobne miejsce pobytu Patagonię, przemierzyliśmy wspólnie wszerz Amerykę wzdłuż 37 równoleżnika, by w końcu wylądować u wybrzeży Australii, a przygodę sukcesem zakończyć w Nowej Zelandii. Nie trzeba dodawać to, że powieść Verne „Dzieci kapitana Granta” jest okraszona co rusz dziwnymi zrządzeniami losu i niesamowitymi przygodami jakie przytrafiają się bohaterom. 

Po tej nostalgicznej i pełnej dziecięcej determinacji przygodzie przyszła kolej na historię, która wywarła na mnie ogromne wrażenie i jest moją ulubioną wyprawą, na którą zaprosił mnie Verne czyli „Podróż do wnętrza Ziemi” połączona iście detektywistycznym wątkiem. Tym razem odbyłem podróż z niemieckim profesorem mineralogii Otto Lidenbrockiem, jego bratankiem Axelem i islandzkim przewodnikiem Hansem. Od wulkanu na Islandii przemierzyliśmy niebywałą drogę do Stromboli wyspy na Morzu Śródziemnym. Verne zafundował nam inny od dotychczasowych krajobrazów. Podziemny świat skryty wewnątrz kuli ziemskiej do złudzenia przypominający świat sprzed milionów lat i nieważne, że na wskroś nierealistyczny ważne, że przygoda trwa. Podróże z francuskim pisarzem i jego bohaterami wydawały się nie mieć końca i chronologia nie miała tu większego znaczenia, to co było na bibliotecznej półce odpowiedzialne było za bieg zdarzeń i to gdzie i na jaką krainę skieruje moją wyobraźnie. Verne za pomocą swych pomysłów, opartych na solidnych podstawach z przeróżnych dziedzin wiedzy, rozwijał i kształtował wyobraźnie czytelnika, uczył, wychowywał, a co najważniejsze zabierał w podróże, za jednym razem głęboko w podmorskie głębiny, by po chwili wznieść się wysoko balonem nad niezbadanym ówcześnie afrykańskim kontynentem.   

„Pięć tygodni w balonie” to podniebna podróż trzech Brytyjczyków. Przygoda z fascynującą wszystkich Afryką to poznanie jeszcze nieznanego, a główny cel bohaterów powieści to odkrycie źródeł Nilu. Dla Verne to jednak za mało, sięga wyżej, to, że świat nie zna jeszcze samolotu nie stoi na przeszkodzie, żeby zaprosić nas na księżycową wyprawę. Choć dzisiaj wiemy, że książka „Z Ziemi na Księżyc” zawiera wiele błędów, możemy zadać pytanie, czy obecna fantastyka ich nie zawiera? Nie sposób wymienić tu wszystkich przygód i podróży w jakie zabrał mnie Juliusz Verne. Każdą należałoby opisać oddzielnie, a którąkolwiek z nich pominąć to wielka strata dla naszej wyobraźni. Chwile spędzone na „Tajemniczej wyspie”, czy w pogoni za „Wężem morski” lub w poszukiwaniu „Gwiazdy Południa” to najpiękniejsze chwile mojego dzieciństwa. To podróże zgoła inne od tych realistycznych sprawiających, iż mogę dotknąć i poczuć otaczający nas świat, ale jakże niedostępne z racji wieku i szarawej rzeczywistości. Od czego była jednak dziecięca wyobraźnia wspomagana przez mistrza. Mistrza dziewiętnastowiecznej przygody w najlepszym stylu, okraszonej jak na ówczesne czasy fantastycznymi wątkami, futurystycznymi wizjami, technicznymi nowinkami i jak najbardziej ludzkimi tajemnicami, a to wszystko na tle otaczającej nas przyrody, wspaniałych krajobrazów i dalekich lądów. Verne czerpałem garściami, to było źródło niewyczerpanych doznań, nigdy się nie kończył, przez co mnogość pozycji pozwalała na żonglerkę tytułami i co rusz na nową przygodę.

Zapewne jego pięć minut już dawno minęło i trudno mi ocenić obecną pozycję autora na rynku wydawniczym. Czy czytamy jeszcze wizjonera niegdyś odkrywającego przed czytelnikiem nie tylko nieznane krainy, ale i przyszłość? Choć proza życia dawno wyparła iluzoryczną młodzieńczą przygodę, sporadycznie wracam do mojego starego nauczyciela. Nostalgia nie pozwala mi o nim zapomnieć i od czasu do czasu sięgam po mojego przyjaciela ze szkolnych lat i staram się odkrywać go na nowo. Te dzisiejsze okolicznościowe wędrówki z nim pozwalają mi nie tylko na powtórzenie przygody lub przeżycie kolejnej, ale również na powrót wspomnień wspólnych chwil spędzonych z Verne, kiedy świat wydawał się o wiele prostszy.      


Zdjęcia pochodzą z:
https://pixabay.com/pl/photos/vintage-ksi%C4%85%C5%BCki-wodospad-1991866/
https://pixabay.com/pl/photos/poci%C4%85g-las-charakter-podr%C3%B3%C5%BCe-3548467/
https://pixabay.com/pl/photos/ksi%C4%85%C5%BCki-armii-spadochroniarz-3015049/
https://pixabay.com/pl/illustrations/ch%C5%82opiec-d%C5%BCinsy-koszulki-ksi%C4%99%C5%BCyc-1262989/
https://pixabay.com/pl/photos/juliusz-verne-pisarz-poeta-cz%C5%82owiek-393713/


Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Verne to bez wątpienia pisarz mojego dzieciństwa i lat młodzieńczych. Również zaczytywałem się w jego powieściach i ciągle mi było mało...

To jest nas już dwóch.
Dzięki. Pozdrawiam

Congratulations @jo-hannes! You have completed the following achievement on the Steem blockchain and have been rewarded with new badge(s) :

You distributed more than 700 upvotes. Your next target is to reach 800 upvotes.

You can view your badges on your Steem Board and compare to others on the Steem Ranking
If you no longer want to receive notifications, reply to this comment with the word STOP

Vote for @Steemitboard as a witness to get one more award and increased upvotes!