MySpace monopolista

in #polish3 years ago

myspace.jpg

11 lat temu prawdziwym "monopolistą" w świecie mediów społecznościowych był MySpace. W zasadzie każdy, kogo znałem w okresie maturalnym i w pierwszych latach studiów (lata 2005 - 2007), miał konto na tamtej platformie. Tam też pojawiała się nowa muzyka, sample niewydanych jeszcze utworów, tam też "działo się" w różnych innych obszarach ludzkich zainteresowań.

Gdzie jest teraz ten dominator? Gdzie jest teraz ten monopolistyczny MySpace? Rzecz jasna w dalszym ciągu można znaleźć poszczególne profile na wciąż aktywnym serwisie (okazuje się, że mój profil też jeszcze tam "wisi"), niemniej jednak obecnie w zasadzie w ogóle się już z niego nie korzysta. MySpace to teraz coś, o czym pamiętają najstarsi górale. Dlaczego tak się stało? Głównie dlatego, że MySpace został "wygryziony" przez konkurencję, tj. inne serwisy społecznościowe, takie jak: Facebook, Twitter, Instagram, Snapchat, YouTube, Google+, Tumblr, Tinder, Pinterest, Vkontakte, Steemit i inne.

Czy do zaistnienia wspomnianego procesu potrzebne były jakieś antymonopolowe działania państwa i jakieś państwowe regulacje, mające na celu "walkę z myspace'owym monopolem"? Otóż nie. To codzienne wybory użytkowników zadecydowały o tym, że dziś większość z nas korzysta z innych platform i innych mediów społecznościowych, aniżeli MySpace. Ostatnie doniesienia odnośnie do skali nadużywania prywatności użytkowników przez Facebooka i spowodowany tym znaczący odpływ użytkowników na fali kampanii #DeleteFacebook, pokazują, że i "monopol Facebooka" w mediach społecznościowych może zostać przełamany bez antymonopolowych państwowych regulacji, bez czegoś na kształt "antyfacebookowej ustawy".

Aż chciałoby się spytać, dlaczego rynkowy mechanizm, tak dobrze i sprawnie funkcjonujący w omawianym obszarze, nie jest dopuszczany do głosu w innych sferach naszej codziennej działalności?

Sort:  

Przykłady można mnożyć - w zapomnienie spadło grono, digg, myspace, nasza-klasa. Ci którzy nie mogli się dostosować zostali w tyle, a przez jakieś chamskie prawo którego nazwy nie pamiętam grawitacja serwisu który zdobył chwilową dominację wciąga wszystkich - nieważne jak by się przed tym bronili.

Teraz ludzie zaczynają się rozglądać za alternatywą - i niestety nie mamy zbyt dużego wpływu na to czy wybiorą minds, g+, czy vkontakte.

Dlatego takie ważne jest to, żeby jak najwięcej korzystać z alternatyw otwartych, które na pewno nie zrobią nas w wała. Matrix spokojnie dorównuje discordowi jeśli nie zależy nam na rozbiciu jednego kanału dyskusyjnego na dwieście części, telegram miażdży whatsappa pięknymi naklejkami z anime (i na moim złomie chodzi znacznie lepiej niż ten syf), a wspiera szyfrowanie, o zamiennikach utorrenta się nie wypowiadam, bo tylko skończeni debile z tego korzystają xD.

o zamiennikach utorrenta się nie wypowiadam, bo tylko skończeni debile z tego korzystają xD."

Co masz na myśli, że z uTorrenta debile korzystają, czy z zamienników, czy w ogóle z sieci BitTorrent?

Mam na myśli samego uTorrenta. Jeśli ktoś ufa dziurawej aplikacji, która swojego czasu instalowała minery coinów, ma poważne luki w bezpieczeństwa, działa mocno tak sobie, a jako wisienkę na torcie mamy to, że nie dość że serwuje reklamy, to jeszcze w tych reklamach bywało malware, to nie ma dla niego żadnego ratunku.

Ja na MySpace głównie słuchałem muzyki (sprawdzałem próbkę twórczości wykonawców, których z jakiegoś powodu chciałem poznać), ale denerwował mnie wieszający się odtwarzacz. Z mojej perspektywy, biorąc pod uwagę, do czego mi osobiście służył ten serwis, MySpace został swego czasu wygryziony przez SoundCloud - bardzo ucieszyła mnie lepiej działająca konkurencja. :)

Zatem mamy podobną "historię" związaną z MySpace. Dla mnie to też była przede wszystkim platforma służąca poszukiwaniu muzyki i twórców, utrzymywaniu z nimi kontaktu i byciu na bieżąco z muzyką w preferowanych przeze mnie gatunkach.

Obecnie również jestem mocno aktywny na SoundCloud oraz na Mixcloud.

Ja gorąco polecam bandcampa. Nie jest niestety open source, ale ma bardzo fajną politykę.

oby kolej była na steemit jako monopolistę :)

Nigdy nie miałem tam konta. Wchodziłem czasem, żeby poszperać w muzyce, ale nic poza tym :)

Hanki, nie wiem czy to robisz celowo czy jak, ale nieresteemuj aż tyle bo Tobie jest zabierany steem w ten sposób. Przez to Twoje konto nie ma prawie steem power i jak kogoś upvotujesz to jest zazwyczaj 0,00 $.

Mi zależy na treści, a nie na steem power.

W jaki sposób resteemowanie zabiera STEEM? Nie słyszałem o tym...

Nvm, jak coś możesz wyjaśnić. Jak co to @hanki resteemowałem :D

Jak reestemowałem, pamiętam pobrało mi 1 SBD. To chyba tak działa? Nie jestem dobry w steemit, także proszę wytłumaczyć, albo sam zaraz wygoogluje.

Pierwsze słyszę. Ja dość często resteemuję i nic mi nigdy nie pobrało. Nigdy też nie widziałem informacji, że tak by to miało działać - whitepaper, bluepaper ani FAQ o tym nie wspominają. W sytuacji, o której piszesz, chodziło pewnie o coś innego.

Oke, dzięki za odpowiedź.

Hm, opiszesz dokładniej jak to działa? Resteem zabiera voting power który się odnawia, tak samo jak upvotowanie, czy naprawdę i dosłownie kosztuje nieodwracalną utratę steam power?

Sorka, chodziło mi o SBD :D

Ok, ale czyli resteem kosztuje steem dollary?

Już wyjaśniliśmy, że to nic nie kosztuje. Wprowadziłem w błąd, bo z czymś innym mi się skojarzyło. Kiedyś wydawalo mi sie, że reestemowalem jakiś post i pobralo mi troche sbd. Ale z tego co koledzy napisali to tak nie jest.

A rzeczywiście, nie przeglądałem całego wątku tylko kontekst Twojej odpowiedzi do mnie. Okay, to wszystko jasne, tylko o to mi chodziło czy to coś kosztuje. Dzięki za sprostowanie :)

pierzelisz głupoty :).