Stacja Dyneburg #8: Wielkie sny.

in polish •  3 months ago

Wyjeżdżając z Dyneburga w deszczowy sobotni poranek czułem niedosyt. Do wypełnienia wcześniej założonego planu brakowało mi co najmniej jeszcze jednej rozmowy z osobą z młodszego pokolenia, absolwentem Gimnazjum Polskiego, wchodzącym na poważnie w dorosłość. Na szczęście posiadałem listę nazwisk kilkorga potencjalnych kandydatów do których planowałem odezwać się przez internet. Po dwóch pierwszych nieudanych próbach postanowiłem napisać do Antka - tegorocznego maturzysty oficjalnie ogłoszonego w mediach dyneburskich Polaków jako zdolny przyszły student warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. Od razu złapaliśmy bardzo dobry kontakt, a ja wyszedłem z propozycją spotkania się na żywo w stolicy. Niestety okazało się, że nasz bohater nie dostał się jednak w pierwszym rzucie rekrutacji na swoje wymarzone studia. W odwodzie pozostał nam telefoniczny komunikator internetowy, przez który porozmawialiśmy w niedzielny, sierpniowy wieczór.

Studia i szkoła.

Antek otrzymał niestety zbyt mało punktów by dostać się na SGH i nazajutrz planował jechać do Rygi, by tam złożyć dokumenty na studia. Procedura otrzymania polskiego indeksu dla absolwenta szkoły na Łotwie (nawet polskiej) jest nieco bardziej skomplikowana, ponieważ oprócz łotewskiej matury musi on zdać stosowny egzamin w Ambasadzie Polskiej, który ma za zadanie sprawdzić wiedzę kandydata na tle wymagań polskiego programu nauczania. Niestety w przypadku matematyki, a szczególnie geografii (a te przedmioty były potrzebne Antkowi w rekrutacji) łotewski program różni się od polskiego na tyle, że ostatecznie zabrakło mu wymaganych punktów nawet mimo tego, że z powodzeniem brał udział w olimpiadach z tych dziedzin.
Jednak by zostać absolwentem Gimnazjum Polskiego nasz bohater musiał najpierw do niego trafić. A stało się to dzięki decyzji jego rodziców, którzy zdecydowali się posłać go na początku do polskiego przedszkola, a potem do polskiej szkoły. Oboje rodzice Antka mają polskie korzenie, jednak ich głównymi argumentami w tym wyborze był dobry poziom szkoły, lepsza perspektywa na przyszłość syna i możliwość wyjazdów do Polski.

DSCN0166.JPG
Państwowe Gimnazjum Polskie im. Józefa Piłsudskiego, Dyneburg

“Kukułeczka” i inne aktywności.

Do Zespołu Tańca Ludowego, działającego przy Centrum Kultury Polskiej, Antek trafił przez zbieg okoliczności. W pierwszej klasie szkoły podstawowej na zajęciach z rytmiki jego talent i predyspozycje zostały zauważone przez panią Żannę Stankiewicz, która kieruje zespołem. Za jej namową dołączył on do "Kukułeczki" i tak rozpoczął swoją przygodę z tańcem i muzyką która trwała całe 12 lat. Z jego punktu widzenia zespół to jedna wielka rodzina, którą łączy serdeczna więź i choć jak to w rodzinie zdarzały się konflikty i kłótnie, to koniec końców wszystko kończyło się pozytywnie - najstarsi członkowie opuszczali grupę, nowi młodzi dołączali i tak wyglądało to przez lata i trwa do dzisiaj. Antek bardzo dobrze wspomina setki występów, festiwali i wyjazdów na Łotwie oraz do Polski i innych krajów. Określa "Kukułeczkę" jako swoją drugą rodzinę, a panią Żannę Stankiewicz jako swoją "drugą Mamę", nauczycielkę i osobę, która poprzez scenę nauczyła go życia, bo uczyła nie tylko tańca, ale również tego jak być dobrym człowiekiem i za to na zawsze będzie jej niezmiernie wdzięczny.
Z drugiej strony podkreśla, że udział w "Kukułeczce" to nie aktywność lekka, łatwa i bezbolesna, bo pani Żanna chcąc utrzymać wysoki poziom zespołu musi być bardzo wymagającym nauczycielem, przez co jej podopieczni muszą wykazać się nie tylko sprawnością fizyczną, ale również mocną psychiką oraz cechami charakteru takimi jak pracowitość i wytrwałość.
Codzienność w zespole to dwie próby w tygodniu: w środę oraz sobotę, łącznie około 3,5 godziny. Standardowo składają się one z rozgrzewki i segmentów tańca klasycznego oraz tańców ludowych - polskich i łotewskich. Do tego co kilka miesięcy warsztaty w formie kilkudniowych "obozów", w trakcie których wszyscy uczestnicy nocują w Domu Polskim, mając od rana całodzienne, intensywne zajęcia taneczne z różnymi zaproszonymi instruktorami, często również z Polski. Wszystko przeplatane jest wyjściami integracyjnymi np. do kina lub na kręgle, ale na pierwszym miejscu jest taniec. Antek wspomina, że wcześniej jemu i jego kolegom oraz koleżankom z zespołu taka forma doskonalenia się wydawała się niepotrzebna, a wręcz za trudna do realizacji, ale pasja i zaangażowanie pani Żanny pokazały im, że taki rodzaj ograniczeń istnieje tylko w ich głowach. Aby litry potu wylane na próbach nie pozostały bezowocne trzeba pokazywać swoje umiejętności na scenie, czy to miejscowej dyneburskiej, czy dalszej na Łotwie i zagranicą. Występów było więc zawsze bardzo dużo, z czego część z nich w ramach wyjazdów do Polski, których było minimum 3-4 w roku. W trakcie wizyt w naszym kraju "Kukułeczki" integrują się z polskimi zespołami i nawiązują relacje, według Antka najczęściej ciężko o przyjaźnie z prawdziwego zdarzenia, ale w dobie mediów społecznościowych łatwo utrzymać wzajemny kontakt.
Oprócz Zespołu Tańca Ludowego nasz bohater udzielał się również w grupie teatralnej, działającej przy Centrum Kultury Polskiej jako aktor oraz asystent Mileny - kierowniczki grupy, którą mieliście okazję poznać w poprzednim tekście. Dodatkowo korzystał ze swoich doświadczeń ze sceny jako prowadzący różnych wydarzeń w szkole, CKP oraz na uroczystościach patriotycznych.

Wróćmy na chwilę do szkoły.

Określenie "polska szkoła" w realiach Łotwy nie oznacza placówki, która uczy wszystkiego w 100% w języku polskim. Dyneburskie Gimnazjum Polskie to szkoła bilingwalna, czyli ucząca w dwóch językach, w tym konkretnym przypadku po polsku i po łotewsku. W skrócie wygląda to tak, że w klasach 1-4 proporcja wynosi 50/50 - połowa przedmiotów wykładanych jest po polsku, połowa po łotewsku. Im wyższa klasa (5-12) tym ilość lekcji w naszym języku maleje na rzecz języka Łotyszy, z czasem pozostaje jedynie język polski i literatura oraz w klasach 6-8 historia. Wszystkie końcowe egzaminy zdawane są w języku łotewskim.
Oprócz wspomnianych wyżej sukcesów na olimpiadach przedmiotowych, Antek ma również na koncie wyróżnienie pierwszego stopnia na finale konkursu recytatorskiego "Kresy" im. Adama Mickiewicza, organizowanego dla młodych Polaków mieszkających poza granicami kraju.

Bijące polskie serce.

Polacy w Dyneburgu według spisów urzędowych stanowią około 15% populacji miasta (a na całej Łotwie nieco ponad 2%). Na pierwszy rzut oka nie widać ich za bardzo, jednak gdy spojrzymy głębiej okazuje się, że to tylko pozory. Organizują oni dziesiątki wydarzeń (na których pojawiają się nie tylko Polacy), uczestniczą w wielu festiwalach, imprezach np. Dniach Miasta oraz polskich i łotewskich uroczystościach państwowych. Niemal każdy mieszkaniec Dyneburga zna i kojarzy "Kukułeczkę", chór "Promień", czy inne miejscowe zespoły i inicjatywy związane z polskością. Miejscowi Polacy są mniej liczni od Rosjan i Łotyszy, ale dzięki swojej aktywności stale, głośno i wyraźnie pokazują swoją obecność w mieście. Idealnie pasuje tutaj stwierdzenie pani Żanny zacytowane przez Antka "Szlachta jest widoczna od razu".

Przyszłość.

Polska. Tak jednym słowem można opisać plany Antka na dalsze lata. Niezależnie od tego co stanie się z jego studiami chce on na stałe zamieszkać w naszym kraju, najchętniej w Warszawie. Zapytany o to dlaczego nie wybrał więc jako planu B innej uczelni, być może w mniejszym mieście, odpowiedział, że mierzy tylko wysoko bo doświadczenie, charakter i ambicja zdobyte w "Kukułeczce" kierują go tylko w tą stronę.
Nazajutrz, tuż po wejściu na jeden z portali społecznościowych, przed moimi oczami wyświetlił się status Antka o treści "Jestem nareszcie szczęśliwy!!!!!" ze zrzutem ekranu z informacją o tym, że ostatecznie został przyjęty na studia. Od października został on więc ostatecznie studentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Wielkie sny się spełniają. Powodzenia!

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!