Czytanie jest przereklamowane

in nsfw •  last year

bible-1960635_640.jpg

Czytanie jest przereklamowane. To już wiemy – powiecie i dodacie (bardzo słusznie), że temat wyczerpał Szczepan Twardoch w słynnym filmiku, którego jeśli ktoś jakimś cudem nie widział, to pod tekstem znajdzie link. Warto się jednak pochylić nad tematem pokrewnym tj. związanym z czytaniem, ale będącym pokłosiem relatywizmu, egalitaryzmu i czasem New Age'u. Mianowicie chodzi o twierdzenie, że każdą książkę warto przeczytać.

Jeśli powiem, że nie wszystkiego warto spróbować i nie każdy błąd warto popełnić, to mniej lub bardziej chętnie, ale się zgodzicie wszyscy. Jak jednak się powie, że nie warto czegoś czytać, to zaraz się pojawi jakaś parodia buddysty, mówiącego, że ze wszystkiego płynie nauka. Co z tego, że codziennie generowanie są chore liczby nowych informacji i że wydaje się kilkadziesiąt tysięcy książek rocznie? Mądrala jest gotów czytać wszystko co wpadnie mu w ręce i nie oceniać książek, których nie czytał, bo "nie ma do tego prawa". Nic bardziej mylnego.

Nie można oczywiście oceniać treści powieści, których się nie czytało, bo nawet jak to milionowy kryminał Agaty Krzyżowej albo milionowy horror Stefana Króla, to jednak wartość książki w pełnej krasie objawia się dopiero po jej skończeniu (choć jeśli to naturalistyczne zanudzanie czytelnika, to ma prawo po kilku rozdziałach wystawić 1/10 za formę). Z książkami naukowymi i popularnonaukowymi jest już jednak inaczej. Należy przeczytać dzieła fundamentalne, będące podstawą wielu innych dzieł i to zwłaszcza dzieła naszych przeciwników ideowych. Warto przeczytać Marksa. Jednak już nie warto czytać dzieł, które swoje wywody opierają na Marksie. Jeżeli obaliliśmy Marksa, to mamy prawo z czystym sumieniem potępić książkę bazującą na Marksie bez jej czytania. Jeżeli jesteśmy zagłębieni w jakąś dziedzinę nauki, to możemy odrzucać nawet książki nowatorskie, gdy tylko zauważamy błędną metodologię albo rażące błędy logiczne. Nie dajmy się zwariować!

Nie ma czasu na czytanie głupot. Oceniajcie książki nawet po okładce (tej tylnej ofc). Ludzi po ich nieusprawiedliwionej chorobą otyłości, tatuażach, żelastwie w mordzie i włosach w dziwnych kolorach też. Ale to inny temat...

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
Sort Order:  

Sam kiedyś robiłem filmik z podobną tezą (znajdziesz na YT - tytuł "Czytanie nie czyni cię lepszym"), ale z pewnymi kwestiami musze się jednak nie zgodzić.
Przede wszystkim akurat dobra powieść naturalistyczna to z reguł bardzo mądra powieść. Chociażby "Ziemia obiecana" (nikt po Reymoncie nie pisał sensowniej o moralności w robieniu biznesów - z góry zaznaczam, że film Wajdy wypacza zupełnie przesłanie powieści) albo "Bel-Ami" - najmądrzejsza opowieść o tym z czego bierze się zło (i co ciekawe nie ma tu frazy naturalistycznej).
Zajmuję się beletrystyką i szczerze mówiąc nie bardzo mam czas na interesowanie się literaturą nie-beletrystyczną stąd nie wiem jak jest z książkami opartymi na Marksie. Jednak w przypadku powieści to niestety warto czytać do końca bo zawsze istnieje możliwość, że ostatnie zdania zmienią cały sens i przesłanie.
Inna sprawa jest z tzw. "ocenianiem" książek. Rzecz jasna oceniać można pytanie brzmi jednak po co? Jak powiedział Mędrzec "żyjemy na archipelagach" - co mi więc po tym, że iksiński wystawił danej książce 10/10? Nawet jeśli jak do tej pory nasze gusta były zbieżne to nikt nie zagwarantuje mi, że nadal będą. Dlatego od oceny wolę dogłębną analizę (może być nawet wartościująca - czemu nie?) albo chociaż dobrą recenzję. Sama ocena nie jest mi potrzebna.
A tak poza tym widze @okcydentalista że ciekawie i mądrze piszesz zaczynam więc follować :)

·

Chętnie przeczytam naturalistyczną obronę przed tym tekstem, jakbyś znalazł chwilę na lekturę:
https://steemit.com/polish/@okcydentalista/estetyka-obiektywistyczna

"Ziemi obiecanej" nie czytałem, a film mi się nawet podobał, ale widziałem, że jest niebezpieczny pod tym względem, że można było z niego wyciągnąć antykapitalistyczne wnioski, co byłoby według mnie krzywdzące wobec epoki i w ogóle roli przedsiębiorców w społeczeństwie. Co jest przede wszystkim zaakcentowane w książce?

"Inna sprawa jest z tzw. "ocenianiem" książek. Rzecz jasna oceniać można pytanie brzmi jednak po co? Jak powiedział Mędrzec "żyjemy na archipelagach" - co mi więc po tym, że iksiński wystawił danej książce 10/10? Nawet jeśli jak do tej pory nasze gusta były zbieżne to nikt nie zagwarantuje mi, że nadal będą. "
Nie ma gwarancji, że Twoja ocena i recenzenta będą identyczne, ale jak już kojarzy się czyjś gust i sposób argumentowania, to jest to dla mnie dobre narzędzie do zmniejszania niepewności względem danej książki czy danego filmu. Sam chętnie oceniam i analizuję oceny innych.

PS. Zajrzałem do Twojego introduceyourself. Ja tu nie przez Pintala, ale go znam "z internetów". Mała ta cyberprzestrzeń.

·
·

" Co jest przede wszystkim zaakcentowane w książce?"
Książka w przeciwieństwie do filmu nie jest antykapitalistyczna. Książka pokazuje, że "robienie biznesu" jest niebezpieczna, ale dla człowieka z silnym kręgosłupem moralnym nie jest zagrożeniem. I tak np. Trawiński nie popełnia samobójstwa. Co więcej nawet ten który upadł dostaje szansę żeby się podnieść. Oczywiście nie ma ŻADNEGO strajku, biegania z czerwoną flagą i strzelania do robotników. Naturalistyczna perecpecja ujawnia sie w przedstawieniu Łodzi - jako olbrzymiego polipa, który wpił się w ziemię i ciągnie z niej soki, ale są jednostki które potrafią się mu oprzeć.
Oczywiście mamy tu też kontrast starego świata odchodzącego powoli do lamusa, świata dobrego, ale mimo wszystko niewartego ocalenia. Mamy też karę z niebios (Wajda zrezygnował z tego wątku neistety) i dużo innych ciekawych rzeczy (wiele postaci druiego planu które sie zwyczajnie nie zmieściły). Z pewnością nie jest to książka antykapitalistyczna - to raczej książka umiarkowana. Myslę, że pięknie podsumowają ją słowa jednego z bohaterów, który porzuca pracę w fabryce i wyjeżdża do Australii rzucając innym boharerom na do widzenia:
"nie marnujcie życia na robienie pieniędzy, nie róbcie z siebie bydląt pociągowych, nie stawajcie się maszynami, nie znikczemniajcie się pracą nadmierną".

Zaraz spróbuję napisać coś w tekście, który wrzuciłeś :)

·
·

Z Pintalem piszemy miedzy innymi na "Jak będzie w kałamarzu?"

Zły link (trzeba kopiować). Dodatkowo czemu tag nsfw, bo nie wiem czy czegoś nie pominąłem

·

Wpisałem ten link poprzez opcję "dodaj link" w edytorze tekstu na busy. Nie mam pojęcia czemu kliknięcie nie działa. Ale widzę, że zadziałało po zwyczajnym bezpośrednim wpisaniu.

Co do nsfw, to dałem ten tag, bo uznałem, że komuś może się nie spodobać "żelastwo w mordzie". Uważasz, że przesadziłem z ostrożnością?

Ogółem dzięki za pomoc.

A co z książkami, które obalą sposób myślenia obalający Marksa? Spirala się nakręca;) Bardzo ciekawy głos, szczególnie, że piszesz o czytaniu rzeczy spoza własnego kręgu zainteresowań, więc ogranicza się ryzyko taplaniem się we własnym sosie. Ostatecznie budowanie różnych perspektyw może być szalenie ciekawe i rozwijające.

·

Przy założeniu, że faktycznie go obalają, mogą akurat wnieść coś nowego, ale to już zależy od potrzeb jednostki. Niektóry lubią czytać dokładnie o tym samym ale z różnych źródeł i mieć złożone, wielopłaszczyznowe spojrzenie na dany temat. Innym wystarczy wiedza "z grubsza", bo nie mają zamiaru specjalizować się w danym temacie.
Są ludzie, wpadający w skrajność pt. "czytam TYLKO książki obalające Marksa". Subiektywnie oczywiście zyskują, bo mają poczucie, że są w czymś dobrzy, ale po przekroczeniu pewnej trudnej do konkretnego wskazania granicy, obiektywnie byłoby sensowniejszym jakby poczytali o czymś zupełnie innym. Obiektywnie w tym przypadku tj. przy potraktowaniu poważnie ich intelektualnych deklaracji, z udawaniem, że nie widzi się ich emocjonalnego zaangażowania.

Lubię czytać teksty zrodlowe; listy, notatki czy jak wspomniany Marks, na bazie którego zrodziło sie mnóstwo innych głupot.

Obecnie czytam dzieła polskich podróżników minionych epok takich jak Nowak, Janikowski, Barszczewski czy Szolc-Rogozinski.

Warto czytać właśnie źródła.

Czasami ważne i celowe jest przeczytanie czegoś ewidentnie niedobrego z literatury naukowej - choćby po to, aby w publicznej debacie elegancko wypunktować błędy. :)

Oczywiście, że szkoda czasu na czytanie grafomanii, rówież tych gatunków, które mają przede wszystkim funkcję relaksową. W tym wypadku zazwyczaj okładka + akapit tekstu mówi tak wiele, że wystarcza to do zrobienia dobrej selekcji.

Zastanawia mnie Twoje przytoczenie tutaj dyskusji ze Szczepanem Twardochem. Choć tytuł ten sam, to jednak chodzi o inne zjawiska. Moim zdaniem ten film jest raczej ciekawym punktem wyjścia do innego artykułu i wymiany spostrzeżeń z tego zakresu.

·

No ja uznałem, że Twardoch temat wyczerpał tj. podpisuję się pod jego stanowiskiem i postanowiłem napisać o czymś zupełnie innym :)

·
·

A - to się zgadzam. Zamiast ładować forsę w kampanie społeczne wątpliwej jakości i nieokreślonej przydatności, lepiej byłoby doposażyć biblioteki szkolne, żeby były po prostu fajnymi miejscami przyciągającymi dzieci.