Nie kupuj... Adoptuj! :)
Ma na imię "Tygrys". Wystarczy spojrzeć w te oczy, żeby zrozumieć skąd to imię. :)
Jest kotem adoptowanym ze schroniska przez moich znajomych, którym parwowiroza zabrała 5 miesięcznego szczeniaka. Bardzo przeżyli stratę psa i nie chcieli kolejnego ale dom był pusty bez zwierzaka. Zapytałem ich czy dali by szansę kotu? Kotu? Wahali się... Nigdy nie mieli kota... Postanowiłem 'kuć żelazo puki gorące" i zabrać ich do schroniska, żeby pokazać im koty - pojedziemy, obejrzymy powiedziałem i pojechaliśmy do schroniska. Resztę "roboty" zrobił sam "Tygrys". Oglądali koty i kolega stuknął palcem w pręty klatki. "Tygrys" spojrzał, wstał z końca klatki i podszedł do kratki. Znowu popatrzył na kolegę i łapką dotknął jego palca ciągle patrząc mu w oczy. To był koniec... ukradł im serca. Powiedzieli, że zabierają TEGO kota! :) Spokojnie... Nie tak szybko... Stwierdził kierownik schroniska. Formalności adopcyjne potrwały dwa dni i "Tygrys"zamieszkał w nowym domu z dużym ogrodem. Jeden dotyk zwierzaka połączył jego los z losem dwojga ludzi. Życie pisze czasem niewiarygodne scenariusze... :)
Zdjęcie zrobiłem podczas kontroli poadopcyjnej. To rutynowa procedura. Zawsze sprawdzamy w jakich warunkach żyje i w jakiej kondycji jest zwierzak w swoim nowym domu.