Pocztowcy

in #polish8 years ago

Jest 4 rano, nagle gaśnie światło, nie ma prądu, nie ma połączenia telefonicznego. To najmniejszy problem - 45 minut później zaczyna się ostrzał budynku.
erwinka.png

1 września 1939 roku, przerażeni, zaatakowani przez niemieckich bandytów pocztowcy rozpoczęli obronę budynku. Mieli bronić się mniej więcej do godziny 11, kiedy miała nadejść pomoc wojskowa. Skapitulowali dopiero o 19. Pomoc nie nadeszła.

Przed kapitulacją dzielni polscy bohaterowie przeszli jednak piekło. W sensie zupełnie dosłownym.
Cytuję za wikipedią, posiłkującą się m.in. książką ,,Poczta Polska w Gdańsku. Dzieje pewnego niemieckiego zabójstwa sądowego" - ,,Około godz. 18 pod pocztę sprowadzono motopompy, które do piwnic wpompowały benzynę podpaloną następnie przy pomocy miotaczy ognia. W wyniku tych działań żywcem spłonęło prawdopodobnie pięciu pocztowców (Brunon Marszałkowski, Stanisław Rekowski oraz trzej niezidentyfikowani)."

O godzinie 19, już po tym, jak niemieccy bandyci zdetonowali pod ścianą budynku 600-kilogramowy ładunek wybuchowy, zapadła decyzja o tym, że dalsza obrona nie ma sensu. Jan Michoń, dyrektor poczty, opuścił gmach, machając białym materiałem, na znak, że się poddaje.

Niemcy go zastrzelili, na znak, że są skurwysynami i zbrodniarzami.

Następny wyszedł z gmachu naczelnik, Józef Wąsik. Paradoksalnie, mógłby... pozazdrościć Michoniowi tego, jak został zamordowany.
Do Wąsika podszedł niemiec z miotaczem ognia, i spalił go żywcem. Można w ciemno strzelać, że z uśmiechem na ustach.

,,My tylko wykonywaliśmy rozkazy".

Na zdjęciu wyżej widzicie 10-letnią Erwinę Barzychowską, którą opiekowali się dozorca i jego żona. Nie zdążyli jej ewakuować, niemieccy zbrodniarze z karabinami i miotaczami w rękach nie uprzedzili ich:
,,Proszę państwa, właśnie napadliśmy na wasz kraj, za 15 minut rozpoczynamy ostrzał, prosimy ukryć w bezpiecznym miejscu kobiety i dzieci".

Erwinka próbowała uciekać. Podszedł niemiec z miotaczem ognia, i... no, resztę już znacie.

Erwinka konała w męczarniach przez 7 tygodni...
Jeszcze jedna mała Polka, która za życia trafiła do piekła, choć nie zdążyła nawet zgrzeszyć...
Nie, nie pytajcie: gdzie był wtedy Bóg. Zapytajcie raczej, gdzie była Francja i Anglia, kiedy trzeba było od razu uciąć zbrodnicze zapędy niemiec i zniechęcić tych bandytów do wojny, która pochłonęła później setki tysięcy takich Erwinek. Polityki appeasementu im się, kurwa, zachciało.

Kilka dni później odbył się proces.
Nie, nie proces niemieckich bandytów, którzy palili ludzi żywym ogniem, dla zabawy, tylko proces pracowników poczty, którzy mieli czelność bronić budynku (a wraz z nim - miasta i kraju) przed bandyckim napadem.

38 Polaków zostało skazanych na śmierć - bo nie posiadali ,,przewidzianych przez prawo międzynarodowe zewnętrznych odznak przynależności do sił zbrojnych nieprzyjacielskiego mocarstwa". Nieważne, że niemieccy bandyci napadli na Polskę w najbardziej tchórzliwy, okrywający ich wieczną hańbą, sposób - czyli bez wypowiedzenia wojny.
Polacy zostali bandycko napadnięci przez niemieckich tchórzów, a zostali skazani na śmierć, bo nie przestrzegali niemieckiego prawa.

Oskarżycielem w tym procesie hańby był Hans Giesecke, a wyrok wydał przewodniczący sądu - Kurt Bode.

Na szczęście po wojnie Niemcy ostro wzięli się za denazyfikację i surowo ukarali swoich zbrodniarzy, więc tych bandytów dosięgła surowa sprawiedliwość.

Giesecke za karę został dyrektorem sądu we Frankfurcie, a Bode - sędzią i wiceprezesem Wyższego Sądu Krajowego w Bremie.

Obaj zmarli w latach 70-tych.
Obaj, zapewne opływając w luksusach, w swoich luksusowych domach mogli oglądać, jak niemiecka kadra wygrywa mundial w 1974....

Sort:  

,,My tylko wykonywaliśmy rozkazy".
Najczęściej używane zdanie przez 99% dobrych niemców.
A ten 1% to dopiero byli hu...

brak pytań bo ,...wyrok sam się nasuwa !!!!!!!

Coin Marketplace

STEEM 0.04
TRX 0.32
JST 0.077
BTC 65812.53
ETH 1719.32
USDT 1.00
SBD 0.41